Ferska wyprawa cz. 11

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Dowódca westchnął ciężko. Bo i cóż innego miał zrobić? Żołnierze trochę zbyt poważnie traktowali misję w Ferze, tak, jakby to była strefa działań wojennych a nie ćwiczenia. Zresztą Fer nie był strefą zamkniętą, więc dlaczegóż miałby zabronić komuś odwiedzania ruin? Wypytać, spojrzeć kto się kręci, ewentualnie poprosić o pojawienie się w dyżurce… Ale żeby pod bronią prowadzać? Kapitan raz jeszcze westchnął ciężko. - Kapralu, odmaszerować. - mruknął do nadgorliwego żołnierza dowódca i wskazał nieznajomemu podróżnikowi jedno z wolnych krzeseł. - No cóż, proszę przyjąć moje przeprosiny za to niefortunne powitanie. - wzruszył ramionami von Thorn-Janiczek - Chłopcy nabierają dopiero doświadczenia w działaniach operacyjnych i czasami są zbyt… podręcznikowi, jeśli wie pan, co mam na myśli - dodał. - Kawy? - zagadnął obcego i usiadł. Tymczasem jeden z szeregowych, jakby wyczuwając intencje dowódcy zakrzątnął się przy ekspresie, który po chwili zaczął wesoło trajkotać, puszczając parę. Po kilku minutach ciemny, aromatyczny napój spłynął do blaszanych kubków i wylądował na stoliku przed mężczyznami. - Czego więc chciałby się pan dowiedzieć o tej uroczej kupce ruin? - zagadnął von Thorn-Janiczek, krzywiąc się lekko, bo kawa była rzeczywiście pierońsko gorąca. - Jak pan widzi, tutaj raczej jest cha... - kapitanowi nie dane było skończyć. Zdanie w środku przerwał mu łącznościowiec, który zerwał się od stołu z radiostacją. - Panie kapitanie! Pilny meldunek! - zakrzyknął, wręczając słuchawki z mikrofonem dowódcy. Ten spojrzał chmurnym wzrokiem ale odebrał narzędzie. - Meldujcie - rzucił do mikrofonu. Z każdą sekundą odbierania meldunku jego czoło robiło się coraz bardziej chmurne, a pięść zaciskała się coraz mocniej, aż bielały knykcie. - Jesteście pewni? Piotr vel Bocian? - rzucił krótko. - Prowadzić obserwację, nie wchodzić w kontakt bezpośredni, wsparcie w drodze - rzucił, zrywając się od stolika. - Dyżurny! Która kompania jest w obozie? Pierwsza? Ogłosić alarm, to nie są ćwiczenia! - wydał rozkaz siedzącemu przy wejściu żołnierzowi, który momentalnie popędził go wykonać. Za namiotem słychać było nerwowe pokrzykiwania i rosnący gwar. Po chwili do namiotu dowodzenia wpadli dowódcy kompanii i plutonów. - Dobra panowie - powiedział kapitan. - Sytuacja jest taka…
fpPPQ2X9.jpg

- Panie kapitanie, melduję obserwację nieznanych, uzbrojonych osób - cichym głosem raportował kapral Wichura. Chwilę wcześniej zajął pozycje w ruinach bloku, obserwując przez okna z powybijanymi szybami grupę nieznanych mężczyzn, którzy rozłożyli się obozem wśród ruin. Kilku siedziało przy palącym się ognisku, czyszcząc broń i popijając coś z manierek. Dalej dwóch stało pod zaimprowizowaną wiatą, przy skrzyniach, rozmawiając o czymś. Stojący dalej samotny wartownik popalał papierosa, widocznie nie przejmując się tym, że ma pełnić straż nad obozem. - Panie kapitanie, melduję dziesięciu… nie, jedenastu ludzi. - raportował niezmiennie kapral - Broń długa, nie widzę niczego cięższego, na pewno broń krótka. Wyglądają na szabrowników, mają jakieś skrzynie. Wystawił nam ich dziennikarz, Piotr vel Bocian, podobno go pan kapitan zna. - przerwał, słuchając rozkazów. - Tak jest, zajmiemy pozycje. Tak jest, będę czekał na dyspozycje, bez odbioru. - oddał łącznościowcowi sprzęt i spojrzał na swoich podkomendnych. - Dobra, każdy wie co robić? Zajmujemy pozycje. Niech któryś mi strzeli, to mu jaja urwę przy samym pysku - zaznaczył i dał rozkaz do rozejścia się. Żołnierze po chwili w kompletnej ciszy zajęli swoje pozycje. Nie minęło trzydzieści minut, a również w kompletnej ciszy zjawił się pluton z 1. kompanii powietrznodesantowej. Prowadził go sam dowódca. - No już, bez czapkowania mi tu - mruknął do kaprala, podczołgując się do pozycji dowódcy drużyny. - Jak sytuacja? - zapytał. - Jest ich trzynastu, broń boczna i broń długa. Siedzą w miejscu, nie kryją się kompletnie - stwierdził kapral, poprawiając hełm. - Raczej spokój, nie wypuszczają się z obozu. Kazałem chłopakom zająć miejsca tak, że mamy ich od frontu i z obu flanek - dodał, pokazując na małą mapę, którą wyjął z kieszeni. - Dobrze, bardzo dobrze. Dwie drużyny z 2. plutonu wysłałem by odcięły drogę potencjalnego odwrotu, więc mamy ich w kotle - stwierdził kapitan, patrząc na mapę i pokazując palcami miejsce. - Kolejne drużyny mam tutaj, czekają w odwodzie, w gotowości są też służby medyczne i wsparcie lotnicze - dodał po chwili i potarł podbródek. - Nakaż pełną gotowość do wszystkich, nie otwierać ognia bez rozkazu - szepnął do łącznościowca, który nadał komunikat do żołnierzy na wewnętrznym paśmie. - Zobaczmy, co tu się dzieje… - mruknął i dał znak podoficerowi, który skryty kilkadziesiąt metrów za ogromnym stosem cegieł trzymał megafon. Mężczyzna skinął głową i odetchnął głęboko, po czym nie wychylając się zza osłony ryknął, a jego głos, wzmacniany urządzeniem, poniósł się po okolicy - Książęce Siły Powietrzne! Proszę zachować spokój i odłożyć broń! Ręce trzymać na wido… - nie skończył, bo na spokojnej dotąd ferskiej ziemi rozpętało się może nie piekło, ale co najmniej piekiełko.
xh623bBb.png

Szabrownicy zerwali się z miejsc, jakby tylko czekali na znak. Widać było, że nie są przypadkową bandą obdartusów, którzy zbierają złom. Momentalnie przypadli do zwałowisk kamieni, kryjąc się za resztkami murów, starymi kontenerami na śmieci czy stosami pustaków. Podoficer sił powietrznych nie zdążył skończyć zdania, a pierwszy z szabrowników poderwał broń do oka i wypalił. Ferskie powietrze rozdarło charakterystyczne gruchnięcie starego dobrego znajomego każdego najemnika - AK47. Odbijające się od stosu cegieł kule rykoszetowały, wzbudzając tumany kurzu. Podoficer skuli się, odrzucając na bok megafon i przeładował broń, przełykając głośno ślinę. W końcu nikt nigdy do niego nie strzelał, a tu takie rzeczy, na sarmackiej ziemi! - Lewa flanka, ognia! Krótkie serie, mierzone, bez szaleństw ogniem ciągłym! Reszta milczy!- zakomenderował kapitan von Thorn-Janiczek ściskając broń w spoconej dłoni i rzucał rozkazy do zestawu słuchawkowego, który podał mu łącznościowiec. Jak na komendę żołnierze otworzyli ogień. Dwóch z szabrowników, najbardziej wystawionych na ostrzał osunęło się po murze, znacząc go smugami koloru krwi. - 3. drużyna, wesprzeć lewą flankę, 4. drużyna przygotować się do wzmocnienia prawej flanki! - rzucił rozkaz kapitan, obserwując pole walki. Już trzeci szabrownik leżał w pyle, trzymając się za przestrzelone udo. Rosnąca szybko kałuża krwi pozwoliła żołnierzowi poznać efekt przestrzelonej tętnicy. Rabuś nie pożyje długo. - Prawa flanka, ogień ciągły! Strzelec wyborowy, eliminować cele z bronią maszynową! - rzucił rozkaz dowodzący, słysząc serię z ręcznego karabinu maszynowego, który mieli ukryci szabrownicy. Po chwili strzały rozległy się z drugiej strony - to żołnierze z drużyny kaprala Wichury odpowiedzieli ogniem, kładąc kolejnych dwóch bandytów. Kolejny, mocujący się z zaciętym zamkiem starego M60, padł na piach, bulgocząc krwią z przestrzelonego gardła, a jego jucha zalazła taśmę amunicyjną. Wtem gruchnęło jakby trwała burza. - Szlag, mają granatnik?! - warknął von Thorn-Janiczek, wysuwając się nieco mocniej zza osłony. W miejscu gdzie wcześniej znajdowali się żołnierze Wichury i wsparcie z 1. drużyny zaległa chmura pyłu. - Dowódca, raportować! - prawie ryknął do słuchawki kapitan. Po chwili pełnej napięcia ciszy wśród trzasków odezwał się głos dowodzącego kaprala - Melduje się kapral Stańczyk - meldunek przerwało kaszlnięcie - melduję jednego ciężko rannego i dwóch lekko rannych, ofiar brak. Reszta na pozycjach, potrzebna pilna ewakuacja medyczna - zdał raport żołnierz. - Szlag… łącznościowiec! - von Thorn-Janiczek przywołał łącznościowca - Natychmiast nadać meldunek MEDEVAC, mają tu być w trymiga! - warknął i wrócił do własnej słuchawki - Trzymajcie się, pomoc już w drodze. Prowadzić ostrzał, bez odbioru! - rzucił i przełączył kanał. - 3. drużyna, dopieprzyć im, długie serie, przycisnąć ich do ziemi! - warknął - I zdjąć mi to cholerne rpg! - dodał, rozłączając się. I ruszyli, ukryta dotąd za murami wypalonego budynku drużyna strzelców wypaliła z wszystkiego, co było pod ręką. Kule orały resztki murów, dwa rzucone granaty rozerwały stary kontener, zamieniając dwóch ukrytych za nim bandytów w kupkę flaków. Wymiana ognia trwała jeszcze kilka minut po czym ucichła. Ciszę przerywały jedynie jęki leżącego w pyle szabrownika, który powoli dogorywał z upływu krwi. W oddali dało się słyszeć głuchy warkot silnika - to zbliżał się śmigłowiec ratunkowy, wysłany po rannych żołnierzy. - Drużyny, raportować! - rzucił do mikrofonu kapitan, przełączając się na ogólny kanał. Po chwili odebrał meldunki od wszystkich. Brak strat, kilku lżej rannych, jeden ciężko ranny ale nie w stanie krytycznym… nie było źle. - Co się dzieje na dole? Ruchy przeciwnika? - znów zapytał na ogólnym kanale, otrzymując odpowiedzi przeczące. - Trzecia drużyna, wysłać zwiad, bez odbioru. - dodał, rozłączając się. Po chwili kilku żołnierzy, krytych przez resztę drużyn zaczęło zbliżać się do ostrzelanego obozowiska. Pikanie komunikatora przerwało pełną napięcia ciszę. - Mówcie - rzucił krótko do mikrofonu dowódca - Kapitanie, melduję, że czysto. Ten jęczący zszedł, mamy kilka trupów - szeptem raportował dowodzący zwiadem żołnierz, zdaje się, że starszy szeregowy Cebula z 3. drużyny. - Przy tych skrzyniach jest właz, chyba do kanału, zamaskowany był, pewnie tędy spieprzyli - dodał po chwili. - Jakie rozkazy? - zapytał żołnierz - Zabezpieczyć wejście ale nie włazić mi tam, schodzimy do Was, bez odbioru. - zakończył kapitan i dał znak do zejścia na pole bitwy. Gdy żołnierze, wciąż wzajemnie się ubezpieczając zeszli na dół, pojawił się śmigłowiec ratunkowy. Młócąc powietrze śmigłami wylądował w pierwszym możliwym miejscu, na pobliskim placu, który kiedyś był zapewne placykiem targowym - a dzisiaj straszył jedynie popękanym asfaltem i resztkami klombów. Z maszyny wyskoczyli medycy, uzbrojeni w torby ze sprzętem ratunkowym i nosze. Dowodzący nimi podoficer sprawnie wydawał rozkazy. Ciężko ranny w nogę żołnierz został zabezpieczony, lżej ranni opatrywani na miejscu. - No, do wesela się zagoi - mruknął podoficer do leżącego na noszach szeregowego, którego noga została trafiona odłamkami i mocno krwawiła - Ale panie sierżancie, ja już po ślubie! - powiedział tamten, siląc się na humor mimo bólu, gdy medycy lokowali go w śmigłowcu. - Wszyscy na pokładzie, odlatujemy kapitanie, ale zostawię wam dwóch medyków - zameldował sierżant do von Thorn-Janiczka, salutując. - Lećcie, my tu jeszcze chwilę zabawimy. Niech z bazy podeślą jakąś ciężarówkę na to ścierwo - mruknął, wskazując na trupy bandytów. Poprawiwszy kaburę z pistoletem podszedł do żołnierzy zgromadzonych przy włazie do kanału. - Cholera, nigdy ich tam nie znajdziemy, a nie zaryzykuję życia chłopaków wpuszczając ich do środka - mruknął do towarzyszących mu dowódców drużyn. - Zwiększyć ilość patroli, może jeszcze gdzieś nam się pojawią - dodał do oficera dyżurnego, który odszedł do łącznościowca, by przekazać rozkaz do bazy. - Panie kapitanie! - do dowódcy przybiegł lekko zdyszany i zarumieniony szeregowy Bolec. - Spokojnie szeregowy, co się stało? - zapytał. - Panie kapitanie, te skrzynie… one są pełne obrazów! - Słysząc to kapitan podszedł do skrzyń i zajrzał do nich. Faktycznie, w środku znajdowało się kilkanaście obrazów. Mężczyzna nie wiedział jakich dokładnie, to nie byl czas i miejsce na ich przeglądanie. Ale to by tłumaczyło obecność szabrowników w ruinach Feru. - Zapakować to na ciężarówkę jak przyjedzie, tylko ostrożnie do cholery - mruknął. - Ciała też. Teren zabezpieczyć, muszę zdać raport do dowództwa - westchnął, rozglądając się po pobojowisku. - Do wieczora chcę widzieć na biurku pełen raport - rzucił do podkomendnych. - Straty, zużycie amunicji i sprzętu, ewentualne uwagi własne - zakończył. Zapowiadał się ciężki dzień...
7rworI34.jpg

Część narracyjna z możliwością uczestnictwa: http://fc.sarmacja.org/viewtopic.php?f=1036&t=29218
Poprzednia część: https://www.sarmacja.org/artykul/pokaz/11970/10
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Santiago Vilarte von Hippogriff, Filip I Gryf, Gotfryd Slavik de Ruth.
Serduszka
7 670,00 lt
Ten artykuł lubią: Joahim von Ribertrop von Sarm, Eugeniusz Maat von Hippogriff, Filip I Gryf, Alexander Rose, Wilhelm Orański, Grzegorz von Sarm-Czartoryski, Piotr vel Bocian, Gotfryd Slavik de Ruth, ramael, Severin von Verwaltung, Julian Fer at Atera, Taddeo von Hippogriff-Piccolomini, Adam Jerzy Piastowski.
Komentarze
Joahim von Ribertrop von Sarm
Kolejna dobra kontynuacja!
Odpowiedz Permalink
Eugeniusz Maat von Hippogriff
O dzisiaj dużo akcji. Podoba mi się ;)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Tu jest opisane to co robimy na co dzień w Armii. Szkolimy się by w takich sytuacjach, adrenalina i profesjonalizmy wizą gore nad emocjami.
I super pomysł z takim obrotem sprawy, poczułem zapach prochu i huk wystrzałów... nie czułem tego do czasów Awary :)
Gratuluję pomysłu i sprawnej reki w pisaniu;Macie talent :)
Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
Melduję, że będzie raport! :)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Bez przesady, wystarczy że wszyscy przeciwnicy zostaną "zneutralizowani"
Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Ja bym kazał zabezpieczyć tunel od środka i sprawdził dokąd prowadzi ;)
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
@AJPiastowski Już jest na to plan... ;)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.