Ferska wyprawa cz. 10

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
To nie był dobry dzień. Większość żołnierzy skryła się w obozach rozstawionych w ruinach miasta. Jedynie pechowi wartownicy musieli trwać na posterunku. Nikt nie kwapił się do wychodzenia z namiotów. Wszystko przez tę pogodę, którą żołnierze nazywali prosto - cholerną. Wiatr dął całą noc, szarpiąc materiałem namiotów, brezentowymi płachtami, pałatkami. Gdyby jeszcze tylko to była wichura, to dałoby się przeżyć. Ale to, co przyszło potem, zmieniło poranek w prawdziwą katorgę. Siekący zimnymi falami deszcz zmieniał ziemię w rozmokłe bajoro. Skapująca za kołnierze woda przyprawiała o dreszcze. Wszystko było mokre, nawet kilka namiotów przeciekało. Na szczęście sprzęt został odpowiednio zabezpieczony, kosztem kilkudziesięciu brezentowych płacht. W eterze panowała głucha cisza, radiowcy z nudów grali w kółko i krzyżyk, wodząc smętnym wzrokiem za oficerami, którzy snuli się, nie mając nic do roboty. Zły jak osa dowódca, świeżo mianowany kapitanem von Thorn-Janiczek siedział przy stole sztabowym, podpierając głowę zaciśniętą w pięść dłonią. Do kubka, stojącego nieopodal z głośnym stukotem skapywała woda z jakiejś nieszczelności w namiocie. - Pieprzona ulewa…- mruknął do siebie żołnierz, a jakby w odpowiedzi na jego słowa w oddali rozległ się pomruk burzy. Drażniła go pogoda, drażniła go bezczynność wywołana warunkami. Owszem, mógł przegonić żołnierzy w ulewie, wytarzać w błocie i jeszcze kazać im potem się prać w deszczu. Tylko po co? Kilka plutonów i tak rutynowo wykonywało ćwiczenia, ich pech że wypadły w taką pogodę. Przyda im się umiejętność strzelania w deszczu czy podkładania ładunków wybuchowych. A reszta? Niech korzystają z dnia przerwy. A wieczorem i tak dostaną zadania teoretyczne. A jeszcze tam u medyków jakieś poruszenie. -Ech, pieprzona pogoda... - westchnął cicho, chociaż jakieś dziwne przeczucie, drażniące jak wbita drzazga, mówiło mu, że z tego poruszenia wśród ekipy z Teutonii może być jeszcze jakaś draka. Przez chmury zalegające nad Ferem przebiło się kilka promieni słonecznych, ale ulewa nie zamierzała ustać. Rozważania nad pogodą i zadaniami dla żołnierzy przerwał dowódcy szum przy wejściu do namiotu. Po chwili wartownik wszedł i zameldował się służbiście. - Panie kapitanie! Melduję powrót patrolu z południowej części miasta! - szczeknął szeregowy, stojąc na baczność. - Spocznij, spocznij… - mruknął oficer. - I coś specjalnego się stało, że meldują się bezpośrednio do sztabu? - zagadnął, tłumiąc ziewnięcie. Deszcz zawsze działał na niego usypiająco. I chyba nie tylko na niego, jeśli patrzeć na ledwo przytomne spojrzenia radiowców. - Dobra, dawaj tu dowódcę patrolu, a reszta niech się skryje pod wiatą. - dodał, wlewając do kubka chłodnej kawy. Upił łyk, przeklinając w duchu. Po chwili do namiotu wszedł przemoczony kapral, salutując. - No dobrze, co tam się stało kapralu? - zagadnął von Thorn-Janiczek. - Panie kapitanie, melduję że w czasie rutynowego patrolu w rejonie południowym natrafiliśmy na obecność niezidentyfikowanego cywila. Zatrzymaliśmy go do czasu ustalenia tożsamości i celu przebywania w rejonie zmilitaryzowanym! - zakończył kapral, salutując. Kapitan skrzywił się w duchu, słysząc o zmilitaryzowanym rejonie. Czasami młodszych dowódców ponosiła fantazja. Ale co zrobić, gdzieś musieli nabrać doświadczenia. - Dobra, dawajcie go tutaj. - westchnął, spoglądając na siekący na zewnątrz deszcz. Po chwili do namiotu weszło dwóch szeregowych, a między nimi ów obcy. Obcy to było dobre słowo. Mimowolnie dowodzący akcją w Ferze uniósł brwi, patrząc na wygląd mężczyzny. Ten nie wyglądał jak szabrownik, poszukiwacz przygód czy diabli wiedzą kto. Pierwsza myśl, jaka przyszła do głowy von Thorn-Janiczka była absurdalna. - Zagubiony szlachcic - pomyślał i uśmiechnął się lekko. - Witam w ten niezbyt pogodny dzień. Kapitan von Thorn-Janiczek, Książęce Siły Powietrzne - przedstawił się. - A także burmistrz Feru - dodał z lekkim westchnięciem. - Z kim mam przyjemność i czym mogę służyć? - zapytał, wbijając spojrzenie w oczy nieznajomego.
tv2W6GLn.jpg

Tymczasem ulewa trwała nadal, nie zwracając uwagi ani na utyskiwania żołnierzy, ani na sarkanie dowódcy, ani na wszelkie inne wydarzenia dziejące się pośród zgliszczy, dumnie zwanych Ferem. Żołnierze 1. drużny 2. plutonu kompanii wartowniczej też klęli. I to głośniej i parszywiej od swoich kolegów, wylegujących się we względnie suchych namiotach. Pechowcy trafili na patrol. Chwila przerwy w ruinach zaowocowała okazją nie tylko do chwili odpoczynku, ale także do wypełnienia żołądka czymś cieplejszym. - Dobra drużyna, 30 minut przerwy - zarządził dowodzący kapral, zrzucając z siebie ociekającą wodą pałatkę. - Wystawić czujki. Kwas, Trawkowski i Kreska, wy pierwsi, za 10 minut zmiana - wydał rozkaz i usiadł ciężko na stosie pustaków kapral Wichura. Żołnierze również rozsiedli się, grzebiąc w plecakach i wyciągając racje żywnościowe. Po chwili powietrze wypełnił zapach konserw i charakterystyczny chrupot wojskowych sucharów, rozgryzanych silnymi, sarmackimi szczękami. Od ręki do ręki krążył niewielki termos, wypełniony gorącą herbatą z miodem. Jedzenie przyjemnie wypełniało brzuch, nogi odpoczywały, wiatr nie wychładzał i deszcz nie kapał na głowę - istna sielanka! Piknikowy nastrój przerwały dwa ciche gwizdnięcia. Żołnierze momentalnie zesztywnieli. Racje żywnościowe posypały się na pokrytą pyłem ziemię, dłonie wylądowały na broni. Dwa gwizdnięcia - sygnał kontaktu z niezidentyfikowanym przeciwnikiem. Czyżby wreszcie coś miało się dziać? - Pewnie jakiś cywil… - mruknął do siebie kapral Wichura, sprawdzając mimo to rozstawienie swoich „dzików”, jak żartobliwie nazywał swoją drużynę. - Co jest? - szepnął, podkradając się do szeregowego Kwasa, który dał sygnał. - Panie kapralu, melduję jakiś facet tam, między budynkami - szeptem zaraportował żołnierz, wskazując podbródkiem kierunek. Podoficer powoli wyjął lornetkę i poprawiwszy ostrość przyjrzał się wskazanej okolicy. Faktycznie, między dwoma budynkami stał człowiek, dysząc ciężko. - W sumie dziwny jakiś, bo biegł jakby go ktoś po dupie kijem lał… - mruknął szeregowy. Kapral potwierdził niezrozumiałym mruknięciem, dalej przyglądając się nieznajomemu. Jego uwagę zwróciła zakrwawiona odzież mężczyzny. Po chwili dowódca patrolu wycofał się do reszty swojego składu. - Dobra. Mak, Kompotowicz, wy zajdziecie go z lewej - mruknął kapral, wskazując na ruinę szkoły po lewej stronie. - Piguła i Klejowski, wy z prawej - tu wskazał na wielkie hałdy popękanych cegieł i pustaków. - Grzyb asekurujesz, Meskaliński zostajesz w odwodzie, ja pójdę z czujką przodem - zakomenderował. - Wszyscy przełączyć się na gadulca, kanał 2. - dodał, wkładając słuchawkę do ucha. - Wszyscy gotowi? To przejmujemy ancymonka - wydał rozkaz i żołnierze ruszyli wolno, w pełnej ciszy w kierunku nieznanego mężczyzny, który nieświadom ich obecności ruszył w ich kierunku truchtem.
QZLU10KQ.jpg

Część narracyjna z możliwością uczestnictwa: http://fc.sarmacja.org/viewtopic.php?f=1036&t=29218
Poprzednia część: https://www.sarmacja.org/artykul/pokaz/11959/4
Serduszka
7 365,00 lt
Ten artykuł lubią: Joahim von Ribertrop von Sarm, Julian Fer at Atera, Eugeniusz Maat von Hippogriff, Filip I Gryf, Severin von Verwaltung, Laurẽt Gedeon I, Piotr vel Bocian, Adam Jerzy Piastowski, Wilhelm Orański, Taddeo von Hippogriff-Piccolomini, Gotfryd Slavik de Ruth, Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza.
Komentarze
Joahim von Ribertrop von Sarm
Dobra kontynuacja!
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
@joahimvonribertrop Prawdziwy ogień dopiero nadejdzie. ;)
Odpowiedz Permalink
Eugeniusz Maat von Hippogriff
Jak ja uwielbiam czytać twoje różne opowiadania. Kiedyś muszę nadrobić poprzednie :)
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
@EugeniuszMaat No Ferska wyprawa się mocno rozrosła już. :)
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Cytuję:
(...)z tego poruszenia wśród ekipy z Teutonii może być jeszcze jakaś draka.
Czekam z niecierpliwością ;)
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
@AJPiastowski Ja też czekam na to, co @CarmenLaurent wyczaruje z króliczego truchełka ;)
Odpowiedz Permalink
Taddeo von Hippogriff-Piccolomini
I mnie brakuje TIHu :(
Odpowiedz Permalink
Taddeo von Hippogriff-Piccolomini
A*
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
@TadeuszBrus Na razie działa TAM. ;)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Dobry odcinek, akcja przyspiesza. Zaczyna się robić tajemniczo i niebezpiecznie :)
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.