Ferska wyprawa cz. 9

- Dobra szeregowy, chodźcie za mną. - rzucił porucznik, kierując się do namiotu dowodzenia. Po chwili przystanął jednak, z zamyśleniem patrząc na namioty medyków, które przysłała Królowa Teutonii, Joanna Izabela. Na początku nie wiedział co z nimi począć, w końcu te kilka otarć i skręceń było zabawą dla jego własnych służb medycznych. Jednak szybko wpadł na pomysł, jak wykorzystać nie tylko fachowe, ale i wysoko wyspecjalizowane jednostki teutońskie. W rozmowach z lekarzami dogadał się, by sprawdzali teren pod kątem epidemiologicznym. W końcu kto wie, czy w zakamarkach ferskich ruin nie kryje się jakieś zagrożenie biologiczne czy chemiczne. Wstępne badania nie wykazały takich zagrożeń, ale lepiej dmuchać na zimne. - Szeregowy, sprawdźcie, czy medycy mają już gotowy raport na temat stanu zwierzyny złapanej i odstrzelonej w strefie działań. - rzucił rozkaz do towarzyszącego mu łącznika. Od kilku dni na jego wyraźny rozkaz patrole przekazywały próbki martwych zwierząt i podejrzanie wyglądających roślin medykom, a ci mieli sprawdzać je pod kątem znanych wirusów i bakterii. - Jeśli nie ma nic nowego, to jesteście na dzisiaj wolni, zameldujcie się jutro z rana. - rzucił na odchodne, samemu kierując się do namiotu dowodzenia.
407qDcPn.jpg

Odchylone wejście do namiotu wpuściło do środka nie tylko powiew, ale również mały tuman pyłu, który osiadł cienką warstewką na kilku skrzyniach i butach krzątających się żołnierzy. Miarowo buczały agregaty, wojskowe palce stukały w klawiatury, pogryzający nerwowo ołówek łącznościowiec gmerał coś w tajemniczych trzewiach swego narzędzia pracy. Gdy dowódca jednostki saperskiej wszedł do środka jego oczom ukazał się prawdziwy ul. Gwar żołnierzy siedzących nad mapami, rozkazy padające przez wojskowe środki łączności, kilku podoficerów kreśliło coś na szkicach miasta. Pośrodku tego wszystkiego tkwił dowódca, porucznik von Thorn-Janiczek, spoglądając w podany przed chwilą raportu. Na czole mężczyzny znaczył się frasunek, skryty w zmarszczkach. - Niech 3. kompania przeniesie się nieco na zachód, bo trochę za mocno niesie ich ostrzał - mruknął do stojącego obok niego podoficera, oddając mu lekko wymięty meldunek. Po chwili odwrócił się do dowódcy saperów. - O, sierżant von Hippogriff-Piccolomini! - ucieszył się, oddając salut i ściskając dłoń żołnierza. - Cieszę się, że Was widzę w tym rozgardiaszu! - dodał, wzruszając ramionami i wskazując nieokreślony kierunek za ścianami namiotu. - Myślę, że wiecie, po co tu jesteście. - mówiąc to, podszedł do mapy i wskazał kilka miejsc, nie siląc się na kurtuazję i przeciąganie powitań. - Chciałbym, żebyście oczyścili główne drogi, idące z północy na południe - wskazał na mapę. - Są zagracone zburzonymi budynkami, niewykluczone, że mogą tam być jakieś zbiorniki paliw czy gazu, warto to sprawdzić, a wy macie czym. - dodał, rysując linie i znacząc trasę. - Potem zajmijcie się drogami na linii wschód-zachód. W ten sposób podzielimy miasto na sześć sektorów - dodał, zakreślając linię kolejnym kolorem. -Jeśli czegoś Wam potrzeba, meldujcie, zobaczę, co da się zrobić. - zakończył, wpatrując się w podoficera.
ggeT16Y1.jpg

Wieczór zbliżał się nieubłaganie. Ciepłe światło zachodu zamieniało się coraz bardziej w mroczne, granatowe cienie. Zapalały się pierwsze lampy, agregaty buczały jakby głośniej, a żołnierze niepełniący służby zbierali się przy ogniskach. Tu i ówdzie brzdękała przemycona jakimś cudem gitara. Nawet znad ruin nie było słychać już strzałów ćwiczeń snajperskich. Plutony rotacyjnie obozowały w ruinach, doskonaląc techniki kamuflażu, przetrwania w trudnym terenie i zarazem ćwicząc się w nocnych podchodach. Siedzący pod jednym z okopconych murów, będących kiedyś częścią jakiegoś domu, porucznik westchnął, upijając łyk wystygłej kawy. Bezwiednie gmerał patyczkiem, trzymanym w drugiej dłoni, w ziemi, rysując na niej nieokreślone kształty. Fer… Miasto, do którego żywił tyle nostalgicznych wspomnień. Gdzieś z zakamarków wspomnień dolatywał szum silników potężnych A-10 Thunderbolt. Ale to były już wspomnienia. Miasto, siedziba legendarnego 9 Dywizjonu Szturmowego „Skrzydło Feniksa” upadło. - To czas je odbudować, do cholery - mężczyzna mruknął do siebie i swoich myśli i wrócił do odręcznego spisywania rozkazów. Ruiny - wyburzyć. Gruzy - zbierać w kopcach, czyszcząc tereny z ich resztkami. Budynki niestanowiące zagrożenia budowlanego - zachować, oczyścić, zabezpieczyć. Resztki dziedzictwa kulturowego, prawnego i niezniszczone lub niezrabowane mienie prywatne - zabezpieczyć. Długopis kreślił linie na przyjmującym wszystko papierze. Padały rozkazy dla kompanii powietrznodesantowych - w końcu ćwiczenia w ruinach przygotują ich doskonale do służby. Padały także dla saperów - niech ich pracowite dłonie wyrównają co się da, a materiały wybuchowe zrównają z ziemią to, co nie jest do uratowania. Medycy również nie będą bezczynni - ich wiedza pozwoli ochronić tych, którzy wylewają pot w perską ziemię, by nadać jej nowy kształt. - Jeszcze usłyszę śmiech dzieci na ulicach i brzęk filiżanek w kawiarniach, a samoloty znów przetną ferskie niebo - mruknął z determinacją żołnierz, wstając, otrzepując spodnie z pyłu i spoglądając na wciąż żyjący obóz.
q11ysIrX.png



- - -

Część narracyjna z możliwością uczestnictwa: http://fc.sarmacja.org/viewtopic.php?f=1036&t=29218
Poprzednia część: https://www.sarmacja.org/artykul/pokaz/11930/6
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Piotr vel Bocian, Julian Fer at Atera, Gotfryd Slavik de Ruth.
Serduszka
4 663,00 lt
Ten artykuł lubią: Eugeniusz Maat von Hippogriff, Joahim von Ribertrop von Sarm, Piotr vel Bocian, Filip I Gryf, Taddeo von Hippogriff-Piccolomini, Julian Fer at Atera, Laurẽt Gedeon I, Gotfryd Slavik de Ruth.
Komentarze
Joahim von Ribertrop von Sarm
Ciekawa kontynuacja. Czekam na więcej!
Odpowiedz Permalink
Julian Fer at Atera
Dołączam się i też liczę na ciąg dalszy :)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Jest MOC, i wahania licznika Geigera :P
Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
Odpukać!
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.