Ferska wyprawa cz. 8.

- Panie poruczniku! Panie poruczniku! - zakrzyknął kapral, biegnąc w kierunku von Thorn-Janiczka. - I co się drzesz na akcji? - mruknął dowódca, patrząc na żołnierza krytycznym wzrokiem. - Głuchy nie jestem. - dodał. - Kawę przyniosłem panie poruczniku - wskazał na termos wetknięty w ładownicę. - I wiadomość od nasłuchu - skazał na namiot, który fachowo rozłożyli żołnierze, a obok którego coraz bardziej rósł system anten, plątanina kabli, jakieś ekrany i tajemnicze, buczące skrzynki. - Dobra, dawaj. Kawę też - szybko dodał porucznik, widząc, że zaaferowany kapral już zbiera się do odmeldowania się. Po chwili został sam, z szeregowym, który miał być łącznikiem. - Szeregowy, lećcie sprawdzić czy strefy zrzutu są oznaczone i przekażcie mój rozkaz, by zaplanowano teren pod parkowanie ciężkiego sprzętu - rzucił w przestrzeń, a po chwili został już całkowicie sam. Rozwinął kartkę z rozkazem, przeleciał wzrokiem po papierze. - No, są w drodze, nasze drogie kopidołki… - mruknął. - Szere…szlag, polazł. - zmitygował się żołnierz, przypominając sobie o dopiero co odprawionym łączniku. - Ty tam, szeregowy! Meldować się u mnie, na jednej nodze! - krzyknął w kierunku stojącego nieopodal spadochroniarza, Augusta von Hippogriffa. - Mianuję Was drugim łącznikiem, także odmeldujecie się do moich osobistych rozkazów. - dodał po chwili. Nad Ferem roznosił się gwar męskich głosów, unosił się pył, wzbijany spod setek żołnierskich butów. Rozkazy zostały wydane, w końcu minęła już godzina od odprawy. - Co sądzicie o tym burdelu szeregowy… jak Wam na imię? - zagadnął oficer.
zbkAB0h5.jpg

Namiot dowodzenia był przytulny, jak na warunki polowe oczywiście. Chłodna woda w przenośnych, podłączanych do agregatu lodówkach przyjemnie orzeźwiała - zwłaszcza połączona z elektrolitami o smaku mandarynki. Stół, z rozłożonymi mapami ruin był otoczony przez grupę mężczyzn, wśród nich najwyższy stopniem był porucznik, który dowodził całą akcją. Dowódcy kompanii oraz ich zastępcy z nieudawanym zainteresowaniem wpatrywali się w mapy Feru. Wreszcie akcja! Pierdzieli w stołki w koszarach, a teraz wreszcie są w terenie! Niejeden młody umysł działał na wysokich obrotach, nabuzowany pompowaną do żył adrenaliną. - Panowie. - zaczął dowódca - Jesteśmy tutaj w dwóch celach. Po pierwsze, by przećwiczyć działanie na zapleczu wroga, które ma charakter zrujnowanego miasta. - zaczął wyliczać. - Po drugie, chciałbym by chłopcy nieco się rozruszali, pomagając choćby częściowo doprowadzić ten burdel do stanu używalności - mówiąc to, wskazał na mapę, z zaznaczonymi strefami działań i budynkami. - Ale zacznijmy od ćwiczeń. - popatrzył w oczy otaczających go mężczyzn. - Pierwsza kompania! Na zachodniej stronie miasta macie trzy budynki, dwa stare magazyny i biurowiec. Wasz cel to wysadzić biurowiec w ten sposób, by zablokował tę drogę - tu wskazał na jedną z ulic miasta-widma. -Z kolei magazyny mają zostać podpalone tak, by ogień był kontrolowany przez cały okres wypalania. Wasz cel to otoczenie tego trójkąta - palcem narysował kształt na mapie, w środku którego znajdowała się stara willa - zniszczonymi budynkami. - Zakończył, wpatrując się w szarookiego żołnierza, stojącego po jego prawej stronie. - Tak jest! - szczekał tamten, odmeldowując się. - Dobra… 2. kompania! Tu jest komenda główna policji, a tu główna remiza strażacka. Podzielicie się na grupy i zrobicie sobie małe gry wojenne. Jedna strona jest strażakami i policjantami, druga to wiadomo - nasi. - Zaczął perorować porucznik. - Waszym celem jest przejęcie dyspozytorni, składu broni i parku pojazdów obu jednostek. Oczywiście bez rozgłosu. - zakończył, a dowódca kompanii potwierdził rozkaz skinięciem głowy. - Dobra… 3. kompania. Postrzelacie trochę. - powiedział dowódca, upijając łyk wody z kubka. Przyjemnie zimna ciesz spłynęła wysuszonym gardłem. - Na południu macie dwie stare wille, całkiem nieźle zachowane i stary posterunek, chyba czegoś na wzór straży miejskiej. - wskazał miejsca na mapie. - Niech plutony naprzemiennie ćwiczą strzelanie snajperskie, uprowadzenie celu z zabezpieczonego budynku i czyszczenie zabezpieczonego celu. A 4. kompania niech weźmie od cybernetycznych kilku żołnierzy i popróbujcie zagłuszania komunikatów w tym burdelu. - zakończył, dopijając resztkę wody. Reszta wiedziała co robić, pozostało czekać tylko na raporty. - No, rozejść się. - von Thorn-Janiczek wydał ostatni rozkaz, a podkomendni rozeszli się do swoich obowiązków.
k3z3L63z.jpg

Żołnierze działali jak w zegarku. Wyszkoleni na doskonałym poziomie stawiali namioty medyczne, zaopatrzone odpowiednio w agregaty, sprzęt, leki i łóżka. Oczywiście wszyscy liczyli, że sprzęt nie zostanie użyty - w końcu nikt nie chciał strat w czasie akcji. Na razie udało się ich uniknąć, nie licząc kilku otarć, skręconej kostki, wybitego zęba i kilku stłuczeń - czyli nie było niczego, z czym twardy żołnierz Księstwa by sobie nie poradził. Żołnierze o specjalizacjach medycznych siedzieli w cieniu jakiejś ruiny, dawnego centrum handlowego albo galerii, paląc papierosy, popijając wodę z manierek z lekkim uśmiechem patrząc na łącznościowców, którzy w słońcu rozwijali kable, klnąc i złorzecząc na piekące słońce. Nie było jednak zmiłuj, łączność musiała być zachowana. Pierwsze radiostacje i sieci komputerowe już działały, zbierając meldunki od patroli, z bazy i od innych oddziałów, zaangażowanych w akcję. Oddziały powietrzne zrobiły kilka kółek nad ruinami miasta, zrobiły kilka beczek, co spowodowało wiwaty u spadochroniarzy i uśmieszki u oficerów i podoficerów i odleciały do bazy. Patrole meldowały brak jakichkolwiek zagrożeń, wysoki poziom zniszczeń, brak niebezpiecznej radiacji, zanieczyszczeń chemicznych czy biologicznych. Generalnie sielanka. Informacja z kolumny saperskiej potwierdziła, że inne oddziały księstwa wyruszyły do Feru. Łącznościowcy, ci którzy nie babrali się z kablami i antenami, siedzieli przy sprzęcie i gorączkowo spisywali raporty. Machina informacyjna była doskonale naoliwiona. Nad wszystkim górował namiot dowodzenia, rozbity na małym wzgórzu, co wywołało dezaprobatę dowódcy. - Jeszcze bardziej mogli go podkreślić, psia mać… - mruknął, obiecując sobie w duchu reprymendę dla tego, który postanowił rozbić namiot dowodzenia na strefie narażonej na ostrzał i inwigilację. Nie kazał jednak zmienić rozstawienia namiotu - w końcu nie byli na wrogim terytorium. Największy pył unosił się na wschodniej części ruin, gdzie oddziały wartownicze wyznaczały strefy zrzutu. Tam miał lądować ciężki sprzęt i zaopatrzenie, w przypadku tworzenia mostu powietrznego. Wyznaczono również kilka lądowisk polowych dla śmigłowców, a nawet rozpoczęto oczyszczanie pasa do lądowania małych samolotów transportowych. - Jakoś sobie radzą robaczki moje… - uśmiechnął się do siebie von Thorn-Janiczek, upijając łyk kawy, którą przyniósł mu kapral łączności i z lekkim rozrzewnieniem patrzył na 4 kompanie wyruszające w pole.
44DE1726.png

- - -

Część narracyjna z możliwością uczestnictwa: http://fc.sarmacja.org/viewtopic.php?f=1036&t=29218
Poprzednia część: https://www.sarmacja.org/artykul/pokaz/11913/13
Dotacje
1 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: August van Hagsen de la Sparasan, Gotfryd Slavik de Ruth.
Serduszka
5 268,00 lt
Ten artykuł lubią: Piotr vel Bocian, Taddeo von Hippogriff-Piccolomini, August van Hagsen de la Sparasan, Filip I Gryf, Eugeniusz Maat, Joahim von Ribertrop von Sarm, Julian Fer at Atera, Krzysztof Czuguł-Chan, Adam Jerzy Piastowski.
Komentarze
Joahim von Ribertrop von Sarm
Jak zawsze ekscytujące! Czekam na więcej!
Odpowiedz Permalink
Julian Fer at Atera
Bardzo interesujące :)
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
@JulianF Trzeba to wojsko rozruszać ;)
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Jestem fanem! Styl pisania jest taki jaki lubię :)
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
@AJPiastowski Miło mi to słyszeć! Niedługo będzie, mam nadzieję, kolejna część! ;)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Kolejna odsłona, bardzo ciekawego cyklu. Ma pan porucznik, wizję i pomysł, na ten cykl. Zawsze mnie intryguję, co tam nowego się pojawi.
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.