Ferska wyprawa cz. 5

Dłoń, mimo zwilgotniałej od potu skóry trzymała pewnie chłodną kolbę pistoletu. Echo wciąż powtarzało huk wystrzału ostrzegawczego. Stojąc na szeroko rozstawionych nogach, lekko bokiem do nieznajomego, porucznik mierzył w niego pistoletem. Nie, nie żeby zabić. By unieszkodliwić. Strzał w kolano, strzał w bark… Zabicie to ostateczność. - Stój i ręce do góry! - krzyknął żołnierz, widząc, że tamten zbliża się, mimo wyraźnego rozkazu. Kim był, czego tu szukał? Tak po prawdzie to nie było żadnego przepisu zabraniającego przebywanie w ruinach krainy. Ale… no właśnie. Zawsze zostaje jakieś ale. Zwykły wagabunda, szukający przygody? A może rabuś, zbierający resztki po dawnych mieszkańcach? Diabli wiedzą, w końcu Feru nikt nie ewakuował w sposób skoordynowany. W ruinach, prócz dawnych właścicieli wciąż znajdowało się ich bogactwo. - Nie chcę żadnego ziemniaka. Kim jesteś i co tu robisz? - szczeknął krótko porucznik, niezmiennie mierząc do nieznajomego.
Jo58yUN8.jpg

Tymczasem w Punta.

Tona papierów. Jak zwykle w kancelarii wojskowej. Wnioski o awans, druki z zapotrzebowaniem, raporty, teczki osobowe. Tego nigdy nie było mało, a liczby zawsze rosły, rosły i rosły. Anonimowy podoficer z kancelarii westchnął, stając w progu pokoju. Zapalił światło, z cienia wydobywając kolejne teczki, koperty i stosy papierów. - Papierzysk więcej niż amunicji… - mruknął do siebie. Nie, tak nie można. Do papierów bez kawy? Po chwili pomieszczenie wypełnił szum ekspresu, uzupełniony o zapach kawy, gdy do kubka z logo Książęcych Sił Powietrznych spłynęła czarna, aromatyczna struga. Krótki łyk, by nie oparzyć języka i mężczyzna usiadł za biurkiem. Przez chwilę siedział, wpatrując się apatycznie za okno. Grupa żołnierzy zajmowała się właśnie czyszczeniem samolotu, sądząc po kształcie było to F35. Gdzieś słychać było miarowy zaśpiew ćwiczących żołnierzy, tuż pod oknem przebiegła grupa. - Pewnie ci nowi z batalionu. - mruknął do siebie pracownik kancelarii, zerkając obojętnie na młodych ludzi. Lubił podziwiać jak inni wylewają pot. Mimo sarkania na pracę papierkową lubił spokojną, cichą i bezpieczną pracę w kancelarii Bazy Lotniczej w Punta. Upijając kolejny łyk zbawiennej kawy otworzył pierwszą teczkę, opatrzoną czerwoną pieczątką z napisem TAJNE. W miarę czytania brwi mężczyzny unosiły się coraz wyżej. Batalion hybrydowy? Fer? Ale… jak to? Nic nie rozumiał, ale nie był od rozumienia. Dowódca von Thorn-Janiczek wiedział co robi. Mężczyzna raz jeszcze westchnął, chwycił słuchawkę telefonu i wybrał numer wewnętrzny. - Oficer dyżurny? Proszę o przyjście do kancelarii, sprawa jest pilna - rzucił w słuchawkę. Po kilkunastu minutach senny nastrój bazy został brutalnie przerwany. Nad zabudowaniami rozszedł się dźwięk alarmu bojowego.
93i8tkOe.jpg
.
.
Część narracyjna z możliwością uczestnictwa: http://fc.sarmacja.org/viewtopic.php?f=1036&t=29218
Poprzednia część: https://www.sarmacja.org/artykul/pokaz/11883/7
Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
2 590,00 lt
Ten artykuł lubią: Julian Fer at Atera, Joahim von Ribertrop von Sarm, Guedes de Lima, Severin von Verwaltung.
Komentarze
Julian Fer at Atera
Sprawa rozwojowa i dobrze się zapowiada ;)
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
@JulianF I kawaleria nadchodzi. ;)
Odpowiedz Permalink
Joahim von Ribertrop von Sarm
Jest ta kontynuacja!
Odpowiedz Permalink
Guedes de Lima
Lovely narracja. :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.