Ferska wyprawa

Ciepłe, słabe światło rozchodziło się po pokoju, pachnącym kawą i kurzem. Miękkie plamy jasności padały na starą, nadgryzioną zębem czasu mapę. Ciszę wieczoru przerywało jedynie szuranie papierów, stukot odkładanego na stół kubka i od czasu do czasu ciche westchnienia. Wiszący na krześle mundur pobłyskiwał dwiema gwiazdkami na granatowym pagonie.
- Szlag, trzeba wreszcie tam iść… - mruknął mężczyzna, pocierając nerwowo brodę.
Kubek z dopitą kawą stygł. Ołówek kreślił linie, tworzył punkty i zaznaczał miejsca, posłuszny ruchom dłoni porucznika Książęcych Sił Powietrznych. Po kilku kwadransach baronet von Thorn-Janiczek odłożył ołówek, usiadł ciężko na krześle i zapatrzył się w mapę. W jego głowie kłębiły się myśli, obawy i pytania bez odpowiedzi. Jakie trudności i niebezpieczeństwa napotka? Czy wróci cały i zdrów? Czy ta wyprawa w ogóle ma sens? Czy uda się przywrócić Księstwu leżące odłogiem ziemie? Gdyby w tym czasie jakaś postronna osoba zajrzała do pokoju, albo zabłąkana dusza stanęłaby nad stołem, zobaczyłaby, że mdłe światło oświetla postrzępioną mapę, w której rogu wyblakły tusz tworzy litery, układające się w napis FER…
***
Broń krótka, latarka, akumulatory, lina, racje żywnościowe, podstawowe opatrunki, sprzęt radiowy… Plecak okazał się cholernie mały, a przydatnych przedmiotów tak dużo. - Będę jak pieprzony muł, tragarza powinienem zatrudnić - zmełł przekleństwo baronet, dopinając plecach, w którym upchnięty był jego dobytek, który miał się przydać na najbliższe dni. - Chwała wynalazcom spodni bojowych - uśmiechnął się do siebie mężczyzna, pakując do bocznych kieszeni dodatkowy ekwipunek. Amunicja do niezawodnego Colta 1911, tabletki uzdatniające wodę, kompas - to i wiele innych trafiło do schowków w ubraniu żołnierza. Ciężki plecak, kryjący nie tylko zapasy ale i podstawowy sprzęt biwakowy, ubrania na zmianę oraz sprzęt elektroniczny wylądował na plecach. Żwir i piach miło chrzęściły pod wygodnymi, odpornymi na ciężkie warunki terenowe butami. Dzięki przyciemnianym okularom świecące ostro słońce nie męczyło oczu. - A więc tak czuli się pionierzy z dawnych lat… - mruknął von Thorn-Janiczek, splunął i ruszył w kierunku pustkowi Gelloni, tam, gdzie mapa wskazywała Fer. Fer, którego został burmistrzem. Fer, który zamierzał choćby odrobinę podźwignąć z zapomnienia.

Ztg8n9BP.png

Jako burmistrz miasta Fer zapraszam do śledzenia dziennika z wyprawy do Feru, który będzie publikowany tutaj:

http://fc.sarmacja.org/viewtopic.php?f=1036&t=29218

Będzie on miał formę narracyjną, zatem zapraszam również do uczestnictwa w narracyjnych fragmentach.
Dotacje
2 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Januszek von Hippogriff-Pałasz, Piotr vel Bocian, ramael, Gotfryd Slavik de Ruth.
Serduszka
6 788,00 lt
Ten artykuł lubią: Guedes de Lima, Januszek von Hippogriff-Pałasz, Taddeo von Hippogriff-Piccolomini, Joahim von Ribertrop von Sarm, Piotr vel Bocian, ramael, Grzegorz Czartoryski, Adam Jerzy Piastowski, Laurẽt Gedeon I, Marek von Thorn-Chojnacki, Gotfryd Slavik de Ruth.
Komentarze
Januszek von Hippogriff-Pałasz
Aż mi się zachciało obserwować tą wyprawę. ;-)
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
@JanuszekvHP Zapraszam też do udziału ;)
Odpowiedz Permalink
Januszek von Hippogriff-Pałasz
@BvTJ w wolnym czasie na pewno pokuszę się o prozę narracji. ;-)
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
Jutro kolejna część ;)
Odpowiedz Permalink
Joahim von Ribertrop von Sarm
Ciekawa wyprawa.
Odpowiedz Permalink
ramael
Przyciąga uwagę, to mogę napisać bez wątpienia. Chyba czas i na mnie zacząć pakować plecaczek. :)
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
Już nie mogę się doczekać, kolejnych części.
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
@MarekChojnacki jedna jest już na forum, kolejna po weekendzie. :)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Powodzenia, mam przekonanie. Graniczące z pewnością, że ten cykl- spodoba się czytelnikom.
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.