Legenda o chłopie i buraku

O tym jak burak do Księstwa przywędrował

To nie było duże miasto. Żaden tam Grodzisk, Srebrny Róg czy Czarnolas. Nie była to nawet wioszczyna śmierdząca kozami czy zagroda z pasącym się bydłem. Tak po prawdzie, by nie skłamać, była to po prostu ziemianka. Ale nie zwykła ziemianka, co to to nie! To była ziemianka z wygodami! Obelkowana, z porządną polepą, kominem, którym uchodził pachnący sosnowym drewnem dym. Spiżarka pełna smakołyków, łóżko z siennikiem… i on. No właśnie, on! Nikt nie wie, jak miał na imię. Tak szczerze mówiąc, on też tego nie pamiętał. Brodaty, brzuchaty, o łapach jak bochny chleba mężczyzna był zwany po prostu Klocem. Ale mimo zbójniczej aparycji Kloc miał serce iście gołębie.

Pomieszkujący w owej ziemiance, ciesząc się ciepłymi jesiennymi dniami, Kloc wędrował. A to od zagrody do zagrody, a to włóczył się po lesie, a to zaszedł nad jezioro. Słowem - wagabunda, łazik, obieżyświat i co tam jeszcze. Pewnego razu zaszedł na swoją ulubioną polanę, gdzie zwykł leżeć bębnem do góry i podziwiać pracujące w pocie piór dzięcioły. Pech chciał, że tego dnia Kloc przysnął. Gdy się obudził, okazało się że zapadła noc i otoczyły go ciemności nie gorsze niż w książęcym lochu. Nieborak, podrapawszy się po czuprynie, ruszył znaną ścieżką, nie mogąc doczekać się powrotu do domu. Jednak nie wiedział, że to dopiero początek jego wędrówki…

Kap…kap…kap…JEBUDU. Ciszę, przerywaną dotąd jedynie kapaniem kropel w ciemności przerwał rumor przewalających się kamieni, zmieszany z przekleństwami. Po chwili ciszy, pełnej sapania i dźwięku osypujących się okruchów skalnych, sterta kamieni poruszyła się. Oświetlona blaskiem księżyca zaczęła się przemieniać w brudnego jak nieboskie stworzenie mężczyznę. Skołtunione włosy pełne były igliwia i ziemi, w brodzie widać było jakiś zabłąkany patyczek, a ubrania… Szkoda gadać. - Szlag by wziął, co to jest…? - mruknął Kloc, otrzepując się z brudu i rozmasowując stłuczony łokieć. - Musi być jakaś grota czy gawra. - stwierdził. Po chwili niepewności zwyciężyła w nim ciekawość. Skrzesał ogień i podpaliwszy leżącą obok, złamaną gałąź sosny, rozejrzał się po pieczarze. Okazało się, że nie była taka mała! Wielkości porządnej chaty kończyła się korytarzem, zatopionym w ciemności. Kloc zerknął na dziurę, przez którą wpadł do środka. - No tak, mus po ulewach rozmiękło wszystko i masz babo placek… - westchnął. Odpaliwszy drugą gałąź, tym razem nieco grubszą, ruszył powoli w kierunku jedynego korytarza. Ciemności powoli otwierały przed nim swoje wrota…

Cholera, szlag, psia kość! Że też akurat musiał wyrosnąć jak ciasto drożdżowe… Kloc mełł przekleństwa, szorując raz po raz o niskie sklepienie korytarza. Prowizoryczna pochodnia dawno zgasła, dlatego olbrzym poruszał się po omacku. Co oczywiście skończyło się kilkoma guzami i rozciętym czołem. Mimo sarkania parł jednak do przodu. - Mój skarrrrrb…– rozległ się cichy szept wokół mężczyzny. - Co? Jak? Kto tu jest? - mruknął Kloc, kręcąc się w kółko i oczywiście dokładając sobie kolejnego guza do kolekcji. - rrrrb… - rozległ się tajemniczy głos. Idąc krok za krokiem Kloc nadepnął na jakiś przedmiot. Pomacawszy chwilę i odrzuciwszy z obrzydzeniem coś wijącego się, trafił w końcu na TO. No właśnie. TO. Tylko co to było? Macał, obracał, pocierał... - Musi jakiś pierścionek! - mruknął zadowolony ze znaleziska. Puści go na targowisku, to może i świniaka małego kupi? Schował go do kieszeni i idąc, zamyślił się, już dzieląc w głowie dobra, jakie nabędzie za pierścień. Idąc tak i idąc nie zwrócił uwagi na to, że scieżka korytarza powoli opada… by po chwili zacząć pędzić w dół rynną. Oczywiście nieuważny chłop zaczął koziołkować, aż z chlupotem wpadł do podziemnej rzeki. Plując zimną wodą nie usłyszał już rozlegającego się z mrocznej oddali krzyku - Gdzie jesteś mój sssskarbie…!…

Słonko świeciło, ptaszki ćwierkały, gdzieś w oddali zamuczała nawet jakaś krowa. Kloc powoli otworzył oczy, przeklinając na czym świat stoi. Zachciało mu się wędrówek… Mógł jeszcze wyskoczyć z domu krzycząc że idzie ku przygodzie! Niedorzeczne. Rozmasowując obolałe gnaty, cały przemoczony, powoli podniósł się z piaszczystej łachy, na którą wyrzuciła go podziemna rzeka, w której rozpoznał Ak - potok, który po ulewie zmienił się w rwącą rzekę. Wyciągnąwszy z włosów resztki wodorostów przypomniał sobie o pierścieniu, który znalazł w pieczarze. Zaczął gorączkowo przeszukiwać kieszenie, wyrzucając z nich różne śmieci. Scyzoryk, sznurek, lisi kieł, brudna chusteczka do nosa… - Szlag - mruknął przez zaciśnięte zęby. Nie ma! Nie było jego skarbu, który wpadł mu w ręce, który wręcz przyszedł do niego! Dupa zbita, jakby to powiedział jego tatuńcio… - Pewnie wypadł w wodzie i popłynął albo gdzie na dnie leży… - westchnął z rezygnacją Sarmata, wzruszając ramionami. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Niech sobie go pokurcz jakiś znajdzie i idzie z nim na szczęście, choćby za siedem gór i siedem wulkanów. Patrząc na płynącą rzekę dostrzegł jednak wór leżący nieopodal ścieżki i brodu. Porządny, kupiecki. Z ciekawością podszedł do niego, dokładnie obejrzał. Nie poznał znaków na nim. - Musi jakiś zagramaniczny… - mruknął, rozcinając scyzorykiem rzemień. Z wora wysypały się kuliste przedmioty. - Ki czort… Rzepa jakaś? Ziemniaki? - westchnął, biorąc jeden i nacinając. Po chwili odkroił plasterek i spróbował mięsistego, czerwonego środka. Rozkoszując się smakiem pochłonął cały owoc, czy warzywo. Przeżuwając je, zarzucił worek z tajemniczą zawartością na ramię i ruszył przez bród Bur, w stronę swoich czterech ścian. Przełykając ostatni kęs warzywa, mruknął do siebie - A nazwę cię… burak!

I tak oto buraki, tajemnicze warzywo z zagramanicznych krain, zawędrowało do Księstwa Sarmacji…


LiU54X5U.jpg
Dotacje
5 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Krzysztof Czuguł-Chan.
Serduszka
6 417,00 lt
Ten artykuł lubią: Leszek Roskohard-Wespucci, Robert von Hipuś, Helwetyk Romański, Januszek von Hippogriff-Pałasz, Severin von Verwaltung, Joahim von Ribertrop von Sarm, Laurẽt Gedeon I, Taddeo von Hippogriff-Piccolomini, Krzysztof Czuguł-Chan, Adam Jerzy Piastowski, Marek von Thorn-Chojnacki.
Komentarze
Severin von Verwaltung
Ak czy siak... komentarz dla tantiemy i statystyk.
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
@Seweryn Ak, a nawet burak! ;)
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
Burak dobry jest.
Odpowiedz Permalink
Bartosz von Thorn-Janiczek
@MarekChojnacki I to w każdej postaci!
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
KUEH5116.jpg
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
@AJPiastowski
Taka twarz znajoma :D
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
@MarekChojnacki Taka twarz znajoma, bo w buraka wpatrzona. Ooo wcale nie czuję, że dzisiaj rymuję.
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Spodobał mi się, fajnie i z pomysłem opisane.
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.