Głos Pusty, Konrad Jakub Arped-Friedman, 09.04.2019 r. o 21:37
Ostatnie podrygi starej dziadygi, czyli zaproszenie na eutanazję
Seria wydawnicza: Prywatne poletko wydawcy

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Artykuł zawiera brzydkie wyrazy. Nie jest to przestroga dla czytelników, bo generalnie mam to w dupie, ale uwaga dla Prefektury, żeby ten tekst nie zawieruszył się w toku czynności związanych z cenzurą wypowiedzi.

Szanowni Państwo kochani moi,

Z
obliczeń arkusza, którego to założyłem jakiś czas temu dla użytku prywatnego, dzięki zaawansowanemu skryptowi rachująco-analitycznemu, wynikło mi w ostatnim czasie, iż przypada na dziś okrągła rocznica.

Jeszcze nie wiem, czy jest ona powodem do radości czy do smutku, tym bardziej, że odczucia osobiste, a te społeczne, mogą napotkać w tym przypadku całkiem spory i zauważalny rozdźwięk. Niezależnie jednak od tego, sytuacja ta może być użyta jako swego rodzaju papierek lakmusowy tego, jak dzisiaj wygląda Sarmacja.

Otóż, nie przedłużając więcej tej formy bez ani grama treści, wypada dziś mój pięćsetny dzień na stolcu kanclerskim. Oczywiście z tej okazji, w gmachu Kancelarii Rady Ministrów przy ulicy Kaniońskiej w Srebrnym Rogu, dało się usłyszeć wybuchy korków od szampanów, gromkie brawa i dźwięki powszechnej radości, iż szef rządzi niepodzielnie i długo, a przeszkód które by to zakończyły — nie widać.


T
yle, jeżeli chodzi o fantazje. W rzeczywistości, nie ma w tym opuszczonym kraju tylu aktywnych ludzi, żeby zebrać ich na jeden event, jak ten w Kancelarii RM. A po drugie, to, że nie widać końca tej karuzeli spierdolenia którą mam zaszczyt obracać, nie jest żadnym powodem do radości i do picia szampana. Rocznice takie jak te, powinny być raczej świętowane w ubraniach żałobnych, przy zapalonej gromnicy i z marszem żałobnym Szopena granym w tle.

Czymże jest dzisiaj Sarmacja, jeżeli jeden człowiek, bez pomysłów, bez chęci, bez programu i bez ani odrobiny zaangażowania, z jednym palcem w dupie wygrywa wybory, żeby drugim palcem kręcić wspomnianą karuzelą? Gdzie wybory sejmowe są równie emocjonujące, co zmiana obrazka rudej pani w kąciku propagandowym?

No niby umieramy od zawsze, no może nic nowego nie napisałem. No niby artykuły takie jak ten, pojawiają się u nas cyklicznie. No niby Sarmacja jeszcze żyje i oddycha. No niby. I na niby.


W
szyscy dobrze wiemy, w tym i ja, że takie rocznice jak te, nie świadczą o tym że Kanclerz jest jakimś niesamowitym i wytrawnym politykiem, który perfekcyjnie rozgrywa opozycję. Bo rozgrywka ta przypomina granie w szachy z psem, co nie jest żadną miarą dla polityka i o niczym, w tym o jego ęteligencji, nie świadczy w żaden sposób. Ani pozytywnie, ani negatywnie.

Artykuł ten jest klasycznym bóldupieniem bez pomysłu na zmiany. Nie ukrywam, że osobiście, pomysły mi się wyczerpały. Chociaż jeżeli miałbym wskazać główną przyczynę tego, że jesteśmy w ciężkiej dupie, to na pewno brak umiejętności czy chęci współpracy w grupie, żeby to zmienić. Myślenie “niech ktoś” zabija nas równie mocno i niezauważalnie, jak krakowski smog. Niezależnie jaka nie powstałaby inicjatywa, która ma na celu jakieś wypromowanie Sarmacji czy inne pozyskiwanie młodej dziatwy, kończy się na słomianym zapale i/lub zebraniu 3 osób maksymalnie. Przyczyny są różne, od tumiwisizmu, po brak czasu.

Ze swojej strony, jak pisałem, pomysłów już więcej nie mam. Betonowanie sceny politycznej w takim przypadku ani nie pomaga, a dodatkowo — szkodzi. Każdy polityk mikronacyjny (ale i realny) przechodzi wreszcie przez granicę, za którą jest już jedynie pasożytem, a nie światłem trzymanym na korcu dla innych. Wraz ze spadkiem etosu władzy i czasem na urzędzie, spada motywacja do czegokolwiek. Prawo malejącej użyteczności krańcowej daje w pysk każdemu kanclerzowi, ministrowi czy posłowi. Śmiem twierdzić, że bardziej zabójcze jest nie ustalanie minimalnego progu doświadczenia i wieku, poniżej którego niedoświadczeni nie powinni się bawić w politykę, ale ustalenie tego progu jako granicy górnej. Mówienie “stop” młodym gówniarzom jest paradoksalnie groźniejsze, niż mówienie tego starym pierdzielom. Oczywiście, granica jest gdzieś pośrodku. Jednak równie oczywiste jest to, że obecnie punkt równowagi przesunięty jest ku dziadkom z twórczo-ideową impotencją za bardzo.


W
związku z powyższym, podjąłem decyzję, iż obecna kadencja kanclerska będzie ostatnim moim pierdnięciem w polityce centralnej. 500 dni to wystarczający wynik, żeby wreszcie zdać sobie pytanie pt. “co ja kurwa robię ze swoim życiem”. I wystarczający też do tego, żeby stwierdzić iż powinno się mnie wywieźć na taczkach, schować do trumny i pochować na cmentarzu. Nie bardzo wiadomo, czy jestem tak długo kanclerzem, bo jest tak chujowo, czy jest tak chujowo bo jestem tak długo kanclerzem. Gdziekolwiek zaczyna się głowa tego węża zjadającego własny ogon i gdzie ma początek ta śmieszna pętla, jedyną możliwością zatrzymania tej rekurencji i rozwiązania węzła gordyjskiego, jest polityczna eutanazja. Oczywiście, nie zmieni to niczego. Ale przewietrzy trochę pokój, w którym się dusimy.

Jeżeli nie wydarzy się nic po drodze, w lipcu wydupię ze Srebrnego Rogu na zawsze. No chyba, że poczuję iż mój koniec powinien nadejść szybciej, wtedy zrobię szybki swap z kolegą z rządu przed tym terminem, jednakowoż pozostając nadal w rządzie, bo skorom zechciał iść do wyborów, to trzeba to teraz dograć do końca.


N
ie lubię jakichś pożegnań i robienia dramy przed odejściem. Dla mnie jest to oznaka próżności i taki ostatni skok na atencję i łechtanie ego. Bo wszyscy dookoła się będą spuszczali jak to szkoda, jaki to fajny byłeś i tak dalej. Ma to dwa minusy — utrudnia ewentualny powrót, jeżeli ci się znudzi to po tygodniu lub dwóch. Wiadomo, odprawianie mszy pogrzebowej i wracanie zanim minie żałoba, jest niepoważne i sprowadza na nas kpiny. Po drugie, jeżeli jednak byłeś nikim i nikt nie dawał jebania z racji twojego odejścia, to jest to kpina i wstyd jeszcze większy, skoro nikt za tobą nie płacze, lub co gorsza, odpala petardy z radości. Pytanie więc, po kiego grzyba piszę w takim razie ten artykuł, przecież to byłaby hipokryzja. Pewnie tak, ale powody tego też są dwa. Raz, że będę miał większą motywację żeby się trzymać postanowienia. Wiadomo, taktyka palenia mostów. Dwa, że w ostatnim czasie część Sarmatów robiła różne, nielogiczne pierdoły, z racji obawy iż mógłbym jeszcze bardziej betonować scenę polityczną. Chociażby, jakkolwiek teraz sytuacja jest rozwiązana, tak wcześniej, kiedy zbierano podpisy pod referendum nad odwołaniem Księcia, niektórzy unikali tego stwierdzając, że pewnie mi odjebało, robię pucz i szykuję się na tron. Do dziś zresztą co jakiś czas czytam czy to privy czy publiczne pytania, czy to była prawda lub czy zamierzam działać dalej, tudzież szykuję się do kolejnej elekcji. Otóż nie, stąd jeżeli przez trzy ostatnie miesiące mojej roboty w rządzie (lub jak zastrzegłem wcześniej — może i krócej) znowu będzie jakaś kwaśna akcja, która sugerowałaby iż zagotowała mi się dupa do startu na takie czy inne stanowisko, to mogę za pomocą niniejszych gorzkich żalów uroczyście i publicznie zaświadczyć, iż co do polityki szczebla centralnego, to nastąpiła emerytura. Bez obaw więc, Sarmacjo!

No, uczciwie napiszę, że jeżeli po zakończeniu kadencji nadal będę aktywnie siedział w Księstwie (co też nie jest pewne), to na stołek asesora, owszem, jak najbardziej i chętnie będę aplikował. Chociażby z sentymentu.

Te ostatnie trzy miesiące zdecydowałem się jeszcze pociągnąć z tego powodu, że rozgrzebałem sprawę z Dreamlandem, więc chciałbym ją na tyle dokończyć i posprzątać po sobie, na ile się da. Chociaż priorytetem będzie drugi cel — zawarcie umowy między Baridasem a Sarmacją, bo to obiecałem już dawno, i nie chcę kończyć kariery zostawiając to na pastwę losu. Stąd, pod kroplówką, ale jeszcze chcę pożyć.

Na podziękowania za to i owo przyjdzie czas, jak się już będę żegnał. Mam nadzieję, że do tego czasu jeszcze nie zdechniemy i nikt nie zgasi światła. Mam jeszcze większą nadzieję, że jak kiedyś do polityki jednak wrócę, to będzie do czego, a wybory będą ciekawsze od tej smutnej parodii, którą mamy obecnie.

Na razie się cieszmy. Światło jeszcze świeci.

Pozdrawiam i proszę o jeszcze trzy miesiące cierpliwości.


Dotacje
0,00 lt
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
8 231,00 lt
Ten artykuł lubią: Andronik, Albert Jan Maat von Hippogriff, Helwetyk Romański, Gustaw Fryderyk von Hippogriff, Severin von Verwaltung, Krzysztof Czuguł-Chan, Piotr Paweł I, Piotr III Łukasz, Januszek von Hippogriff-Pałasz, Alfred Fabian von Tehen-Dżek, Taddeo von Hippogriff-Piccolomini, Erik Otton von Hohenburg, Vladimir ik Lihtenštán, Adam Jerzy Piastowski.
Komentarze
Andronik
Serce za ładną pioseneczkę.

Jednocześnie gratuluję, jak i składam kondolencje z okazji tych pięciuset dni. Ale jeżeli spróbuje WKM zrzucić na mnie obowiązki w trakcie kadencji, to razem nie pijemy.
Odpowiedz Permalink
Santiago Vilarte von Hippogriff
Na pewno zmianą byłyby wybory, w których przynajmniej wszyscy kandydaci musieliby przedstawić jakikolwiek program. A stopień wyżej - w których głosowanoby ze wzgl. na program właśnie...
Odpowiedz Permalink
Albert Jan Maat von Hippogriff
Idźcie już. Dobrze się Prześwietny spisał, ale trochę mam już dość. Po co kolejna kadencja?
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
Odpowiedz Permalink
Severin von Verwaltung
Ja też się zawijam. Witam w klubie.
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
Cytując klasyka (klasyczkę?): Bleblu-bleblu, kupa-stolec. Już był jeden taki, co odchodził od polityki centralnej, ale w imię wyższych ideałów, jako mąż stanu i opatrzności (taki był z niego bigot-patriota), jednak ubłagany wrócił i zasiadł na tronie.
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
@piwniczak

Nie znam nikogo takiego. Dajcie jakiś rysopis, nie wiem, kolor włosów czy coś.
Odpowiedz Permalink
Rejestr zmian
Tomasz Ivo Hugo
@KonradFriedman nie dla Was przykład - zawodnik wagi ciężkiej.
A czy Wy już nie odchodziliście z tej centrali?

P.S.
Jeszcze nie przeczytałem artykułu ;-)
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
@Hugo robiłem sobie raz przerwę do odwołania. Wytrzymałem 3 miesiące. Teraz już odchodzu całkowicie, żegnajci.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@KonradFriedman Wytrzymałem ostatnio 214 dni, jeżeli dobrze liczę. Pozdrawiam!
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
"skryptowi rachująco-analitycznemu" - Trzeba było założyć skrypt ruchająco-analny może by pomogło szybciej spaść ze stolca kanclerskiego?
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.