Oszukani cz. 4 - Przyszłość jest tutaj
Seria wydawnicza: Oszukani - Spisek III

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Drogie Sarmatki!
Drodzy Sarmaci!

Zapraszam do czytania kolejnej części Oszukanych, serduszkowania, komentowania, a może nawet dotowania. Każde wsparcie okazane przez Was, tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że warto tworzyć!. A co było w poprzednich odcinkach?

Paralaksa zostaje porwana przez Prezerwatywa i Gaulitera z rezydencji Paczenki. Kobieta jest bardzo zaskoczona obrotem sprawy, ponieważ nikt nie wiedział gdzie ona przebywa.
Eldorat jest wstrząśnięty zamachami. Setki Sclavińczyków poniosło w nich śmierć. Marceli Bordeaux-Ossoliński bada tajemnicze ślady ran i dzwoni do Carmen Laurent-Asketil w tej sprawie.
Laurencjusz proponuje Krzysztofowi i Henrykowi współpracę w zamian za zeznania przeciwko Karolinie. Mężczyźni są zaskoczeni propozycją, ale w rezultacie decydują się na współpracę.


###

Pomieszczenie w którym się znajdowała było sterylnie białe. Wydawać by się mogło, że jest to jedna z części jakiegoś szpitala, jednak nim nie było. Wyczuwała to, ponieważ brakowało personelu. Za to ilość kamer w tym pomieszczeniu była porażająca, ponieważ pokój mierzył zaledwie z 3 na 2 metry, a szpiegów było aż 6. Chciała zobaczyć swoja twarz, ponieważ czuła, że została czymś opleciona, czymś czego nie można ściągnąć. Do pokoju wszedł Gauliter, przez drzwi, które okazało się, że są w ścianie, a których nawet nie zauważyła. Przyglądał się jej dokładnie i zapytał:

- Paralakso, nie jesteś przypadkiem zmęczona?

- Dlaczego mnie tutaj trzymacie?! Po jaką cholerę? - krzyczała w kierunku niego. Słychać było gniew połączony z rozżaleniem.

- Scholandia moja droga, to kraj jutra. Kraj, który będzie mógł połączyć wszystkie mikronacje w jedną. - powiedział/

- Co ty brałeś? - zapytała go.

- Absolutnie nic! W przeciwieństwie do pracowników Naczelnej Izby Architektury nic! Opracowaliśmy tutaj wspólnie z niektórymi Wandejczykami technologię, która pozwoli nam połączyć wszystkie zwaśnione nacje w jedną super nację. - powiedział

- Powtórzyłeś się - zauważyła Paralaksa

- Pozwoli połączyć w jedną super nację. Ty, ja, i inni będziemy jednością. Żadnych wojen, żadnych granic. - kontynuował, bez zwrócenia uwagi na to co powiedziała kobieta. Ona sama zaczęła przypatrywać się podejrzliwie mężczyźnie. Obserwowała ruchy, które wydawały się nieco mechaniczne. Czy klony, o których mówiono od wielu lat w mikronacjach są rzeczywistością. Z myślenia wyprowadził ją kończący swój wywód Gauliter.

- Jedną super nacją. Wprowadzono w stan uśpienia. - po wypowiedzeniu tych słów mężczyzna znieruchomiał. Paralaksa obserwowała to w pełnym zaskoczeniu. Nie była pewna tego, czy jest to jakichś wygłup, a może rzeczywiście w Scholandii są klonowani ludzie. Tylko po co zaprezentowano jej możliwości, jakie drzemią w tych wytworach technologii. Nie musiała na odpowiedzi długo czekać, bo po chwili do sali wszedł najprawdopodobniej prawdziwy Gauliter. Po tym co zobaczyła nie była pewna czy jest to kolejny klon. Mężczyzna podszedł do klona i rozpiął koszulę. Obrócił tyłem i wskazał Paralskie plecy. Było na nich widać, że coś miga pod skórą. Gauliter nacisnął i po 10 sekundach klon zaczął się powoli zamieniać w gęstą parę. Ta następnie przeszła w stan ciekły i po kilku chwilach na podłodze była widoczna mała kałuża. Paralaksa stała zszokowana tym co zobaczyła.

- Jesteś pewnie zaskoczona. Nadal testujemy klony. Niektóre nam niestety zbiegły. - powiedział zasmucony Gauliter.

- Po co mnie porwaliście. Prezerwatyw zachowywał się tak jakby nienawidził mnie od początku znajomości, a przecież znaliśmy się wcześniej i zachowywał się zupełnie inaczej.

- To był tylko jego klon. On sam pracuje w kompleksie badawczym. Właściwie to w nim się znajdujemy. Za niedługo kogoś Ci przedstawię.

- Kogo? - zapytała zaskoczona.

- Gwarantuję Ci, że jesteście sobie bliskie. Przedstawię Ci moją dobrą przyjaciółkę. Tymczasem ja muszę wracać do zarządzania tym obiektem. Dobrej nocy Paralakso.

Paralaksa nic nie odpowiedziała. Po chwili zgasły światła, a mężczyzna wyszedł. Tak się zresztą jej wydawało. Zastanawiała się o co w tym wszystkim chodzi. Wiedziała, że powinna dużo bardziej zaatakować Gaulitera, ale nie potrafiła. Była za bardzo zaskoczona sytuacją i tym co się aktualnie dzieje.

###

Małżeństwo Norvegicus-Chojnackich zaczęło zdrowieć i mogło wrócić do swoich lokalnych stron. Teutończycy przestrzegali ich przed tym, ale za bardzo ich to nie obchodziło. Nadzieja była ich celem i nie przejmowali się obecnością Książęcych Sił Zbrojnych na każdym kroku. Nie byli poszukiwani, bo nikt oprócz niektórych osób, nie wiedział o ich roli w spisku. I nie planowali jej na nowo podejmować. Wystarczająco mocno odcisnęło się na nich to, co zrobiła Rihanna aby objąć na chwilę władzę. Podróż była dość długa. Zima wkroczyła praktycznie do każdego zakątku Sarmacji. Była też w celu ich podróży.

- Moja kochana! Wreszcie wolni! - cieszył się i podskakiwał z zachwytu Rattus, jednak nie był to zbyt dobry pomysł, bo chodnik był śliski i prawie zaliczył upadek. Calisto zdążyła go złapać.

- Nie musimy od razu cieszyć się jak dzieci, bo jeszcze prawie byś mi tutaj umarł - ostudziła zapał Rattusa. - Lepiej zobacz co się tutaj wyprawia.
Calisto wskazała ręką na Zamek Magów. Zwisały na nim płachty z wizerunkiem nowego sołtysa, który reklamował się jako burmistrz. Prawdopodobnie wieś została przemianowana w miasto. Byli wręcz zaskoczeni tym co odkryli. Z płachty uśmiechał się do nich mężczyzna, który może miał około 30 lat. Błękitne oczy były roześmiane, a garnitur, który miał na sobie doskonale do niego przylegał. Krawat najprawdopodobniej został dobrany do koloru oczu, bo aż krzyczał swym morskim odcieniem. Mężczyzna podpisywał się jako Konrad Jakub Friedman - wyzwoliciel Nadziei i jej wieczny burmistrz. Rattus patrzył na wizerunek zaskoczony.

- Gdyby Teutończycy coś wiedzieli o tym, to by chyba nas poinformowali, tak? - zapytał zagubiony.

- Raczej tak. - odpowiedziała. - Pytanie jakie mi się teraz nasuwa to z jakich rąk ten cały burmistrz wyzwolił Nadzieję. Przecież zostawiliśmy ją w rękach męża Rihanny, Tytusa.
Wokół Calisto i Rattusa zebrało się kilku mieszkańców, których pamiętali z widzenia. Staruszka, której wygląd wskazywał na to, że całe życie spędziła w pracy, która nie oszczędziła jej, jak i również zdrowia, ponieważ gdy podchodziła do nich, dość mocno kuśtykała.

- Nie powinno Was tu być. On na Was czekał - powiedziała

- Co się wydarzyło z panem Tytusem? - zapytała Calisto staruszki, która bacznie obserwowała. Przypomniała sobie sytuację, że kiedy była sołtysem, kobieta do niej przyszła prosząc o pomoc w walce ze szkodnikami, które zaatakowały jej plony. Wysłała tam Rattusa z odsieczą, za co jej bardzo dziękowano, a kobieta co rok przynosiła jej pierwsze pomidory, których zapach i smak pamięta do dziś.

- Pani sołtys, nie było go tutaj. Kiedy wyjechaliście, to Pan Aureliusz-Chojnacki zaraz po Was zniknął. Później tutaj pojawiły się wojska Rotrii i naszych sił zbrojnych. Zabili większość chłopa, bo przeciwstawili się kiedy chcieli nam zabrać zboże. Pozostawili tutaj nijakiego generała. Potem obsadzili tutaj tego Friedmana wmawiając nam, że on nas wyzwolił, ale tak nie było.
Calisto słuchała opowieści staruszki, niedowierzając w opowieść. Opowieść, która była prawdziwa. Popatrzyła na Rattusa z porozumiewawczym spojrzeniem.

- Dziękuje Pani za wiadomość. Ale dlaczego on na nas czeka?

- Nie wiem moja droga Pani. Wiem, że przesłuchiwali Pani współpracowników. Chcieli wiedzieć gdzie jesteście. Twierdzili, że próbowaliście pomóc w objęciu tronu przez zdrajców ojczyzny.

Calisto słysząc to nie kryła coraz większego zdumienia i zaskoczenia. Pomagała z mężem Rihannie po to by objąć dobre stanowiska w centrali. Ale nie pisali się na objęcie tronu przez nią. Podziękowała kobiecie i mocno ją przytuliła. Osób wokół nich było coraz więcej, więc jak najszybciej wsiedli do swojego samochodu i wyruszyli w kierunku granic wsi, czy też miasta. Ale po chwili usłyszeli samochody na sygnale, które zaczęły ich gonić.

- Rattus, jedź szybciej! - krzyczała Calisto.
Rattus coraz szybciej jechał, mimo to samochody, które gnały za nimi były coraz bliżej. Bliżej niż by ktokolwiek się spodziewał. Po chwili zobaczyła tylko błysk światła i ciemność.

###

Marceli ponownie przesiadywał w gabinecie Rektora przyglądając się wiadomościom w gazetach, które radośnie oznajmiły, że Martin, Ludwik i Guedes żyją. Ucieszyło go to mocno, ponieważ cenił sobie te osoby, a ich przetrwanie dawało szansę Sclavinii na lepszą przyszłość. Obawiał się, że jeśli w zamachach zginęły tak ważne osoby, to region czekałaby pewna żądza zemsty. A jeśli winowajcy nie zostaliby zdemaskowani, to potencjalni rządzący wraz z ludem próbowaliby znaleźć winy w innych Sarmatach. Krótko mówiąc - doszłoby do wojny. W gazecie zwróciła jego uwagę jeszcze wzmianka o tym, że Krzysztof Czuguł-Chan i Henryk Leszczyński będą zeznawać przeciwko Karolinie von Lichtenstein. Jeśli jej wina zostanie potwierdzona, to zostanie skazana tym razem na śmierć. Zaniepokoiło go to. Po chwili do jego gabinetu wszedł Martin, Ludwik oraz Guedes.

- Trójka wspaniałych! - zaśmiał się Marceli widząc ich. Podszedł do nich i każdego przytulił serdecznie. Zaprosił ich do stołu, który stał we wschodniej części gabinetu. Służył do narad Akademii i innych nieformalnych spotkań.

- Mamy problem - powiedział Martin, którego mimika jedynie potwierdzała stan sytuacji.

- Jaki problem? - zapytał się Marceli przyjmując to bez zbędnego zaskoczenia. Wiedział, że tak czy siak będą jakieś problemy związane z zamachami.

Wiemy chyba kto zorganizował zamachy. Sprawdziliśmy wspólnie monitoring. - Dostrzegliśmy tam osoby, które uchodzą za zaginione. - powiedział Martin. Ludwik i Guedes tylko kiwnęli głowa. Marceli tym razem nie ukrył zaskoczenia, bo się zdziwił.

- Coś sugerujecie? - zapytał Rektor

- Chcemy aby Guedes wyruszył do Scholandii z misją badawczą i sprawdził teorię kloningu, bo zaginieni zginęli w zamachach samobójczych.

- I chcecie abym to ja go wysłał ze swoją pieczęcią - uśmiechnął się Marceli.

- Tak - odpowiedział Guedes zadowolony.

- Musimy sprawdzić jeszcze jeden trop. Podejrzewamy, że pozostali terroryści pochodzą z Al Rajnu bądź Bialenii. Nie mamy pewności - powiedział Martin, a Ludwik dodał. - Ale mamy pewność, że były sułtan Al Rajnu współpracował kiedyś z Rihanną w ramach organizacji trasy koncertowej. Pamiętajmy, że była pierwszą piosenkarką, która zagrała w tym całym Al Rajnie. Jak wiemy uciekła z kraju kilka miesięcy temu. Może u nich przebywać.

- I myślimy, że planuje tutaj wrócić. Spowodowanie takich atrakcji Sarmatom zapewne pomoże jej w tym - zauważył Martin. Marceli bacznie ich obserwował.

- No nie wiem. Robiłem pewne analizy, kto stoi za spiskiem. Mi się wydaje, że jest kilka odłamów, ale powracając do misji badawczej Guedesa. Alfred już tam został skierowany, bo już wcześniej pojawiły się podejrzenia kloningu. Zwierząt, bo zwierząt. Jeszcze nie wyruszył. Podepnę Ciebie pod jego podróż. Weźmiecie dwóch asystentów w celu wzbudzenia zaufania. - powiedział Marceli

- Super - uśmiechnął się Guedes.

- Pamiętaj tylko, że to tajemnica - powiedział Martin do Marcelego. - Może stać się coś niedobrego, jeśli dowiedzą się niepożądane osoby spoza tego kręgu.

- Rozumiem - uśmiechnął się Marceli. Po chwili mężczyźni wstali i się pożegnali. Kiedy wyszli chwycił za telefon i zadzwonił do Carmen Laurent-Asketil.

- I masz wyniki?

- Mam. To nie były typowe bomby. W tym składzie co mi wysłałeś, a nie byłeś pewny co to jest. Czy znaleźliście ciała zamachowców?

- Nie jestem pewny.

- To ja Ci coś powiem teraz. Ci co zginęli w wybuchach nie byli ludźmi. To były prawdopodobnie klony. Kiedy giną zamieniają się w parę. Następnie się skrapla i zostaje kałuża. W połączeniu z bombami powoduje specyficzne obrażenia na ciele. Takie są tutaj. - powiedziała Carmen. Marceli tylko westchnął.

- Skąd Ty to wiesz?

- Nie pytaj mnie skąd. Jeśli Eldorat zaatakowały klony, to kwestia czasu, że zaatakują również inne prowincje. Muszę kończyć - rozłączyła się.
Marceli siedział bez ruchu. Pod wpływem tylu wiadomości wziął butelkę kukulicy i napił się.

###

Rihanna coraz gorzej znosiła klimat pustynnej siedziby byłego sułtana Al Rajnu. Było dla niej zbyt gorąco. Tęskniła za Sarmacją, ale wiedziała, że do czasu kiedy będą rządzić Książę Tomasz i Kanclerz Robert, to nie ma po co wracać. Jest poszukiwana, a wizja gnicia w lochach tylko ją odpychała od tej decyzji. Zresztą - rezydencja była strzeżona przez kilka osób, co mogło jej uniemożliwić powrót. Cieszyła ją natomiast wizja bycia Królową Sarmacji, ale plany byłego sułtana były zbyt śmiałe. Obawiała się, że coś przed nią ukrywa.
Z rozmyślania wyrwał ją warkot nadjeżdżającego auta. Wyszła w swojej zwiewnej, prześwitującej granatowej sukience, która była obsadzona diamentami. Zauważyła tym razem samego Osame. Wyszedł z auta, wyciągając dłonie w kierunku kobiety. Przytuliła się, ale woń potu spowodowała grymas na jej twarzy.

- Piękna, porozmawiamy dzisiaj o większych planach!

- Oczywiście. Ale mam nadzieje, że w środku. Upał jest coraz bardziej nieznośny, a w środku mamy klimatyzację.

- Tak, tak w środku. - odpowiedział Osama i weszli do rezydencji. Usiedli w salonie, który był najbardziej reprezentacyjnym pomieszczeniem w budynku. Jedna ściana była przeszklona z widokiem na wielki basen, jacuzzi i pustynię w dali,. Rihanna na początku uwielbiała tutaj przesiadywać, jednak z czasem widok jej zwyczajnie zbrzydł.

- Będziesz mogła wkrótce wrócić do Sarmacji! - powiedział zadowolony. Rihanna usłyszawszy wiadomość uśmiechnęła się szczerze. - Jednak będziesz musiała ją odbudować. Dosłownie.

Wyraz twarzy Rihanny diametralnie zmienił się z czystego uśmiechu w wyraziste zaskoczenie.

- Odbudować? Przecież spłonął tylko Południowy Baridas. Wszystko jest w porządku.

- Niedawno były zamachy w Sclavinii. Z mojego polecenia. Moi szpiedzy pracują nad destabilizacją Księstwa. Kolejnym krokiem będzie skierowanie międzymikronacyjnej interwencji do Sarmacji.

- Patrzyła na niego z coraz większym niedowierzaniem.

- Jak to chcesz zrobić? Przecież skutkiem tej interwencji będzie wojna. Sarmacja nigdy nie pozbiera się z niej.

- Chciałaś powiedzieć Księstwo Sarmacji i Rotrii. Od niedawna tak funkcjonuje Sarmacja. Musimy to zatrzymać.

- Z tego co pamiętam to miałeś mi tylko pomóc.

- A Ty miałaś mnie nie okłamywać! - wybuchnął Osama. Wyraz jego twarzy przypominał wściekłego buldoga. Rihanna nie znała mężczyzny z takiej strony i delikatnie przesunęła się na sofie. Mężczyzna przysunął się bliżej.
- Myślałem, że chcesz współpracować, że zależy Ci na władzy. Dlaczego mi nie powiedziałaś o tym, że Twój syn odbywa misję w Grodzisku. Myślisz, że ochrona nie zauważyła tajemnych posłańców?

Kobieta była zaskoczona tym, że dowiedział się o utrzymywaniu kontaktu z synem Nikodemem, który miał przyjąć się na Dwór pod zmienionym nazwiskiem w celu szpiegostwa na jej rzecz. Chciała w rzeczywistości inaczej odzyskać władzę w Sarmację i zostawić rezydencję pustynną pewnego dnia. Teraz plan chybił. Ale nie było za późno. W swojej głowie już nie raz rysowała wizję śmierci Osamy, którego pomimo odczuwania sympatii, nie odczuwała w stu procentach zaufania. Martwiła się też, że jeśli ona nie zabije, to zostanie zabita ona sama. Chwyciła za świecznik stojący obok i w ciągu kilku mikrosekund uderzyła w głowę Osamy. Ten patrzył na nią z niemałym zaskoczeniem. Ona jeszcze raz uderzyła w jego głowę, powodując wybuch krwi. Mężczyzna próbował się bronić i złapał ją za suknię, która w ciągu następnych kilku sekund skąpała się we krwi. Rihanna zdecydowała się uderzyć kilka razy do czasu aż była pewna, że go zabiła. Po chwili miała już pewność, że mężczyzna nie żyje, a ona sama musi jak najszybciej opuścić Al Rajn.

Oszukani cz.1
Oszukani cz.2
Oszukani cz.3
Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Marceli z Ossolińskich Bordoński.
Serduszka
8 724,00 lt
Ten artykuł lubią: Laurencjusz Ma Hi at Atera, Mateusz Quadina, Januszek von Hippogriff-Pałasz, Marceli z Ossolińskich Bordoński, Sorcha Raven, Alfred Fabian von Tehen-Dżek, Jan Sapieha, Szymon de Canterville, Joanna Izabela, Gustaw Fryderyk von Hippogriff, Król Patryk I Labacki, Seweryn Santecki, Antoni Kacper Burbon-Conti, Adam Jerzy Piastowski, Julian Fer at Atera.
Komentarze
Król Patryk I Labacki
Jak zawsze genialne :) Za to arcydzieło należy się wirtualny Nobel :)
Czekam już z nie cierpliwością na kolejny odcinek :)
Permalink
Julian Fer at Atera
O wow. Nie wiedziałem, że był pożar w Południowym Baridasie :)
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Chciałbym to zobaczyć jak Calisto łapie Rattusa po poślizgnięciu się :P
Odpowiedz Permalink
Santiago Vilarte von Hippogriff
"Żadnych wojen, żadnych granic. - kontynuował, bez zwrócenia uwagi na to co powiedziała kobieta. "

I tutaj wjeżdża ścieżka dźwiękowa
https://www.youtube.com/watch?v=tYGt9xT7mng
Odpowiedz Permalink
Rihanna Aureliuš-Sedrovski
@SantiVilarte oj, trzeba pomyśleć o wydaniu serialu hahahah
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Kolejna odsłona, i jak zawsze w napięciu- czytam co tam się dziej :)
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.