[No. 7] „Jestem władcą — zakodujcie to sobie”
Seria wydawnicza: Felietony Kuryera

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
X8u2tTIh.png
964IDtCN.png
X8u2tTIh.png
E S L I M A R
17 marca 2018 roku
WYDANIE VII
mpPp1rYh.png
X8u2tTIh.png


Witam,


B
ez zbędnego wstępu — zapraszam do najbardziej kontrowersyjnego (póki co) tekstu, który ukazuje się na łamach naszego pisma.


z38IJ797.jpg
Autorem felietonu jest K. J. Arped-Friedman



„JESTEM WŁADCĄ — ZAKODUJCIE TO SOBIE”


W
ydarzenia w Baridasie są powodem wielu niejasności i nieporozumień. Brak zrozumienia jest szkodliwy dla każdej ze stron. W tym artykule chciałbym przedstawić osobom niebędącym stronami konfliktu, stanowisko większości Baridajczyków. Przy okazji postaram się odnieść do ostatnich zaszłości i trochę je wyjaśnić.

Wbrew temu co twierdzi (być może w wyniku niezrozumienia) Dwór Królewski, problemem nie jest wybór Wicekróla. Jest to część ważna, ale jedna z wielu licznych. Problemem jest ustrój Baridasu, jej relacje i stosunki względem organów centralnych oraz wpływ na własne losy czy wreszcie — poczucie jedności względem samych siebie, ale i z Królem.

Baridas samorządem jest tylko z nazwy, bo de iure obywatele Królestwa nie mają żadnych uprawnień. Co nie oznacza, że ich nie mieli.


TRADYCJA RÓWNA PRAWU


W
dyskusji nad ustrojem Królestwa, zapomina się o jednej, chociaż ważnej kwestii — oprócz prawa pisanego, jest też zwyczaj i obyczaj. A ten w Baridasie był dość mocny. Stosunki względem Baridajczyków a ich Królem, mogą w pewien sposób przypominać te między Monarchią Brytyjską a obywatelami Zjednoczonego Królestwa. Często pomijamy, czasami może z niewiedzy, fundamentalną kwestię ustroju Wielkiej Brytanii — wbrew temu co się twierdzi, Królowa ma ogromne kompetencje i prerogatywy. Nic nie stoi na przeszkodzie ku temu, żeby w dowolnej chwili przejęła władzę która jej się należy i ustawiła Królestwo tak, jak jej się podoba.

Dlaczego więc tego nie robi? Bo właśnie według utartego i mocnego zwyczaju, zwyczajnie nie korzysta z tych uprawnień, przekazując czy to Rządowi czy Parlamentowi, możliwość rządzenia w jej imieniu, ale jednocześnie na własną rękę i wedle uznania. I chociaż może w każdej chwili odsunąć wszystkich od władzy, to tego nie robi (w UK powstała nawet sztuka, a potem film w realiach fikcji politycznej, gdzie książę Karol po śmierci Elżbiety, po prostu zaczyna z tych kompetencji korzystać — King Charles III . Karol rozwiązuje parlament, odwołuje premiera i obejmuje władzę nad wojskiem — zgodnie z prawem, chociaż wbrew zwyczajowi).

Dlaczego więc Królowa, chociaż może, nie robi nic w kwestii rządzenia krajem? Bo zgodnie z utartymi i niepisanymi normami konstytucyjnymi, po prostu ma tego nie robić, o ile nie zajdzie uzasadniona potrzeba (przy czym nawet dwie wojny światowe nie były wystarczającą przesłanką ku temu, co dobitnie pokazuje o jakim kalibrze “uzasadnionych potrzeb” tutaj mowa). Natomiast w powszechnej świadomości, w tym wśród politologów istnieje przekonanie, według którego jakiekolwiek odejście od tej niepisanej zasady i próba egzekwowania czy korzystania z praw, które się Królowej należą, oznaczałoby koniec monarchii. Zwyczajnie, odzew społeczny byłby taki, że Królowa straciłaby koronę i najprawdopodobniej skierowano by się w stronę republiki.


D
o czego zmierza ten przydługawy tekst? Do zwrócenia uwagi, że podobnie ma się rzecz w Baridasie. Król, owszem, może dużo. Ale zgodnie z prawem niepisanym, co do zasady nie robił nic. Nawet nie ingerował w tryb wyboru Wicekróla. Istniał tylko dlatego, żeby Baridas miał jakiś punkt zaczepienia względem Sarmacji i mógł funkcjonować w ramach Księstw. Tylko dlatego.

W ostatnim czasie, Król postanowił odejść od tej zasady. Stawia warunki wyboru wicekróla, ale na tym nie koniec. Pod rozwagę zostawiam słowa będę, w miarę możliwości i własnych ograniczeń, kierował się zasadą Rex regnat et non gubernat.

A na to zgody nie ma. Baridas praktycznie zawsze był odcięty od woli Króla, o ile nie zaszła ku temu nadzwyczajna potrzeba. Nawet wicekrólowie obierani byli przez ustępujących namiestników. Nie było żadnych warunków i wymagań, a Król, jak wspomniano, był tylko po to, żeby Baridas i Sarmacja mogły działać razem.


TRZEBA ZMIENIĆ WIELE, ŻEBY WSZYSTKO ZOSTAŁO PO STAREMU


K
ról jednak porusza się jak słoń w składzie porcelany i nie rozumie, że zwyczaj też trzeba egzekwować. Zamiast tego mamy twarde stwierdzenie, które jest dla dotychczasowego ustroju Baridasu wręcz bombą — I tak, macie racje. Król to nie namiestnik Baridasu. Król to władca Baridasu. Zakodujcie to sobie.

Gdzie się podziały obietnice wolności dla prowincji? Ile warte były wszechobecne słowa z każdych chyba wyborów, o poszanowaniu stosunków wewnętrznych? A może były to tylko slogany na rzecz przyciągnięcia Teutończyków do urn, bo przecież nikt nie spodziewał się, że ktoś będzie się na te obietnice powoływał w Baridasie?


C
o nam daje wybór urzędnika (nawet nie namiestnika prowincji), skoro reszta zostaje bez zmian?

Wicekról nadal może tylko tyle, na ile pozwoli mu Król i o ile jego plany uzyskają aprobatę Króla. Co więc nam daje taki wicekról? To fantom namiestnika i jego namiastka, tym bardziej jeżeli przypomnimy słowa o tym, że król nie będzie rządził bezpośrednio, ale uwaga, “w miarę możliwości i własnych ograniczeń”. O tym, na ile warte są obietnice i zapewnienia pewnych osób, wspominać nie trzeba. W tak fundamentalnej kwestii, można je spokojnie pominąć.

Baridajczycy nie mają żadnego wpływu na uchwalane prawo. Powtarzając za tym, co pisałem na Forum: “(Rada) może tylko wydawać rozporządzenia (które mają mylną nazwę "uniwersałów"). Rozporządzenia, bo definicję mają toczka w toczkę taką samą jak one — wydawane są na podstawie i w granicach ordonansu. Czyli tak samo jak rozporządzenie względem ustawy. Czyli to Król łaskawie ustala co może sobie robić Rada, a jak zmieni zdanie (umowa na gębę to super gwarancja przecież), to wszystko idzie do kosza”.

Tak, dobrze przeczytaliście. W Baridasie, parlament lokalny nie może nic.

Cytując dalej — “Rada ani Baridajczycy nie mają prawa prawa ustalać własnego ustroju — prawa kardynalne wydaje tylko król (nawet nie wicekról). Czyli nada opieramy się na słownym przyrzeczeniu że coś możemy zrobić, gdzie i tak przecież wprost określono, że "w miarę możliwości" to będzie realizowane”.


D
latego “reforma” polegająca na wyborze wicekróla, to fasadowa zmiana która nie zmienia realnie niczego. Co z tego kto powołuje urzędnika, skoro podlega on dalej tej samej osobie, która na wstępie zadeklarowała że zamierza skończyć z dotychczasową praktyką samodzielności prowincji? A o tym świadczą słowa następujące, skierowane do byłego Króla i Wicekróla Baridasu. Jeszcze niedawno byłyby one nie do pomyślenia.

Co się tyczy tzw. dobrych zwyczajów. Ocena czy były dobre, czy złe to ocena subiektywna. Mam inne oczekiwania, inny sposób działania. I inny sposób przeprowadzania zmian i reform. Może się on nie podobać, trudno, taki jest. Nie jestem moim poprzednikiem, ani Wami WKW. Proszę więc nie wkładać mi na nogi butów, które na mnie w ogóle nie pasują. Wypada jednak się pogodzić, że można inaczej pewne rzeczy robić.

Tego typu wypowiedzi jest niestety więcej. Nikt nie potrafił w tak krótkim czasie skonfliktować się ze swoimi poddanymi. Mierzi już stosowanie podwójnych standardów w pewnych kwestiach.


DYSTANS SIĘ ZWIĘKSZA


I
Ileż można słuchać oskarżeń kierowanych w stronę Baridajczyków, gdzie na oskarżenia czy wątpliwości kierowane w drugą stroną, odpowiedzią jest żądanie dowodów i straszenie, że nikt nie ma prawa ani podstaw tak twierdzić? Baridajczycy przecież nie mogą zagrozić odebraniu wsi Królowi, no bo jak.

A z takich oskarżeń czy pomówień, możemy wymienić chociażby:

I nie ma znaczenia dla mnie akurat Wicehrabiego manipulowanie i udawane święte oburzenie. Nie dam się na nie już nabrać, a i głośno będę je podkreślał, bo zbyt wiele osób uważa, że jesteście święci. Kiedy zwyczajnie nie jesteście.

***

Nie będę też wskazywał kto, zdaniem osób, które w ostatnich miesiącach z Baridasu odeszły, odpowiada za stan w jakim się on znajduje.


***

Sugeruję Jaśnie Oświecony byście przestali dzielić Baridajczykow. Zbyt długo to już trwa.

***

Ostatni raz zwracam się do Was z apelem o zaprzestanie oczerniania mnie, i zaprzestanie dzielenia Baridajczyków. Wasze zacięcie w atakowaniu mnie mogłoby się doskonale przysłużyć odbudowie jedności Narodu, ściągnięciu tu wszystkich tych, którzy za Waszych rządów zdecydowali się odejść z Baridasu i zaangażowali się w działalność w innych krajach, znacznie wcześniej niż ja zostałem Królem. Zachęcam do działania na tym poziomie, chętnie Wam pomogę.

***

Atakujecie na oślep, powtarzacie wyssane z palca przekonania, mylicie się i brniecie w te omyłki. Odpuściłem Wam próby szantażu, gdy byliście Wicekrólem, mam świadomość Waszego porywczego charakteru, ale dość, serio. Dość.

***

Prześwietna Hrabino von Witcher, dziękuję za tę wnikliwą politologiczną analizę popartą niezwykłym dorobkiem i doświadczeniem waszym. Powinienem się iść chyba teraz pociąć.

Natomiast informuję Panią, że nie zależnie od tego czy się potnę czy nie, to jeśli jeszcze raz gdziekolwiek przeczytam kalumnie o tym, że pościągałem ludzi na elekcję by na mnie głosowali, to wystąpię do właściwego organu o ukaranie Pani za oczernianie i pomówienia. Prześwietnej nadto łatwo przychodzi rzucanie zwykłym gównem. Podziwiam hobby, ale mówię stanowcze stop.


***

Prześwietna Hrabino Raven, macie absolutną rację. Na szczęście nikt nigdy Baridasu jako podległości nie traktował, i nie traktuje. Baridas jest równym podmiotem w ramach Korony, i wynikające z głodu większej osobistej władzy jednego z byłych wicekrólów i wyssane z palca gardłowanie o rzekomo gorszej pozycji Baridasu w stosunku do innych części budujących Koronę nie powinno mieć miejsca. Zwyczajnie. Natomiast nic nie poradzę na to, że mamy wolność słowa. W tej wolności każdy może głosić choćby najbardziej fantazyjne teorie polityczne i być przekonanym, że teorie te mają pokrycie w faktach. Głupota nie jest karalna.

***

Pani ma jakoś genetycznie zakodowany gen autodestrukcji, czy to po prostu proces socjalizacji poszedł nie tak?

***

___ <- tyle brakuje Prześwietnej do odebrania wsi lennych. Żeby nie było, że nie ostrzegałem.

***

Proszę zatem rzucić wsiami. Jak władza nie odpowiada to najlepsze rozwiązanie. Po co udawać szlachciankę?


***


P
owyższe to manipulacje, szantaże i oczernianie. Kiedy jednak ktoś spróbuje podobnych praktyk, dostaje w odpowiedzi żądanie przedstawienia twardych dowodów. Może więc skierujemy jakiś pozew zbiorowy do Trybunału i dowiemy się wreszcie, na jakiej to podstawie można obrzucać ludzi oszczerstwami o spiskowanie za plecami, o niszczenie, o szantaże czy działanie na czyjąś szkodę? Warto przypomnieć, że winić kogoś można mieć twarde dowody nie tylko wtedy, kiedy obwinia się króla. Król też powinien dysponować materiałem dowodowym zanim zacznie wypisywać teksty które zacytowano wyżej. I wbrew temu co się komuś wydaje, Król jest centralą. Zagrożenie utratą wsi to kwestia polityki centralnej, straszenie Trybunałem który podlega Królowi — też.

Chciałem upublicznić pełny zapis rozmów z wiadomości, ale się wstrzymałem. Teoretycznie mógłbym to zrobić, bo wiadomość była pisana w charakterze pełnionego urzędu publicznego i właśnie spraw urzędowo-publicznych dotyczy, to jednak nie chcę tego robić. Zdaję sobie sprawę, że wiadomość wyszła już poza nasze grono i kilka osób się z nią zapoznało. I że w związku z tym, drogą poczty pantoflowej, narosło już kilka jej wersji, czasami sprzecznych. Dlatego dopóki nie będzie zgody, całości nie chcę przedstawiać.

I chociaż są tam wypowiedzi Baridajczyków, które zasługują na potępienie, to nie jest to usprawiedliwieniem na równanie poziomem w dół i wtórowanie w tej jarmarcznej zabawie. Tym bardziej, skoro od Króla oczekuje się łagodzenia konfliktów, nie ich podniecania.


KOREKTA KURSU


M
oże na początku panowania wystarczyło zmienić tryb powoływania Wicekróla, nadać Radzie możliwość wydawania ustaw i Praw Kardynalnych. Nie wiem czy jednak z obecnym poparciem wśród Baridajczyków, można nadal uważać się za Króla tych ludzi. Królem Baridasu można jeszcze być, ale czy Królem Baridajczyków — śmiem wątpić.

Skoro prowincje i Baridas mają takie same prawa i obowiązki (na co z lubością się powołuje Król), to dokładnie tego chcemy — Sclavinia, Teutonia i Starosarmacja, ma możliwość wyboru wszystkich jej urzędników i ustalania całokształtu ich ustroju. Bariajczycy chcą mieć więc możliwość wyboru własnego Króla i wydawania Praw Kardynalnych. W czym jesteśmy gorsi od Teutończyków, Starosarmatów czy Sclavińczyków?


C
ałość winna być załatwiona wewnątrz Baridasu. Jak sugerowano na ćwirku, centrala może przecież rozwiązać problemy Baridajczyków samodzielnie. Pewnie że może, i doskonale zdajemy sobie z tego sprawę. Sęk w tym, że tutaj muszę już mieć na uwadze urząd Kanclerza jaki sprawuję i pewne zasady, jakimi się powinienem kierować.

I jak dotychczas, tak teraz, stoję na stanowisku, że centrala nie powinna ingerować w sprawy wewnętrzne prowincji i ustalać kwestie jej ustroju i władz. Dlatego o ile renegocjacja Unii po stronie Sarmacji, to rzecz w której Centrala siłą rzeczy musi zaintereweniować, to obawiam się zaistnienia precedensu, podług którego Rada Ministrów i Sejm ingerowały w kwestię samorządności i trybu wyboru jej urzędników. Skoro dziś Rząd mógłby interweniować widząc naruszenia samorządności w Baridasie, to równie dobrze mogłaby kiedyś zrobić to samo w Teutonii, Sclavinii czy w Starosarmacji. I dlatego trzeba się z tym wstrzymać na tyle długo, na ile to możliwe.


AMBICJE, IDEAŁY, WŁADZA


J
ak można też wmawiać, że chodzi o czyjeś prywatne ambicje polityczne, skoro to Król, nie mając żadnego przecież interesu (poza prywatnym) blokuje reformę ustrojową Baridasu? Kwestia oddania korony i renegocjacji stosunków baridajsko-sarmackich na takich samych mutatis mutandis zasadach jak dotychczas, to przecież kwestia bez różnicy dla Sarmacji jako kraju, tak samo jak i dla jej pozostałych prowincji. Traci więc osobiście Król — bo spada prestiż i osobiste możliwości. Czyje więc osobiste ambicje grają tutaj rolę?


I
między innymi dlatego jestem zmuszony odmówić propozycji objęcia godności Wicekróla. Bo nie chcę dawać pożywki dla tego typu przykrych insynuacji, że chodzi o osobistą pozycję i chęć zdobycia władzy. Nie chcę też godzić się na warunki, których Baridajczycy przyjąć nie mogą. Wszyscy urzędnicy Królestwa zrezygnowali z urzędów nadawanych przez Króla, dwóch kandydatów na wicekrólów też to zrobiło. Zostanę na jedynym stanowisku, jaki Baridajczycy obrali sobie samemu tj. Przewodniczącego Rady. Rady, która i tak nic nie może i jest kikutem parlamentu.

Pisałem, że godność wicekróla przyjmę tylko i wyłącznie wtedy, kiedy zdecydują tak Baridajczycy. A Baridajczycy, o ile co do samej kandydatury uwag nie mają, to mają je względem postawionych warunków. Już trzecia osoba z rzędu rezygnuje z piastowania tej funkcji, a będzie to kontynuowane tak długo, jak długo będzie blokowana inicjatywa samostanowienia najwyższych władz w Baridasie.


A
zmiana na tronie jest potrzebna, bo chyba nigdy Naród nie czuł takiego dystansu względem własnego monarchy. Jak słusznie już ktoś zauważył, prawdziwy Król nie musi wszystkim udowadniać że jest Królem. Nie chodzi tylko o kwestie samego prawa i władzy. Nie chcemy Króla, który nie mówi jednym głosem z Narodem. Który na dzień dobry podeptał wszelkie świętości i tradycje, bo przecież może. Bo ma takie prawo, a czasy się zmieniły i należy sobie zakodować, kto tutaj jest władcą. Dlatego chociażby obecny Król nie miał żadnej władzy w Baridasie, nie widzimy sensu ciągnięcia tej farsy. Bo nie chodzi o przepisy, o Dzienniki Praw, o uprawnienia i tytuły. Istotą monarchii nie zawsze jest kwestia podziału władzy, ale rzecz spójności Narodu i Kraju, godne reprezentowanie i zwykłe poczucie wsparcia u Ojca Narodu. A tego nie ma.


G
dyby chodziło tylko o kwestie formalno-prawne, Wielka Brytania już dawno przeszłaby na republikę. Bo po co utrzymywać kogoś, kto nie może nic?. A właśnie w tej niemożności niczego czasami tkwi ukryty sens korony. Skoro mamy mieć Króla Baridasu, który nawet przy pójściu nam na rękę, ograniczy swoją rolę w Baridasie do minimum, to po co nam tak właściwie taki Król? Czy jest dla niego jakiś sens, poza trzymaniem więzów z Sarmacją, które przecież są kwestią czysto techniczną i mogą być zastąpione inną formą umowy, będąca unią między krajami, a nie monarchami?


K
ról, jak twierdzi, jest tu dla nas, nie dla siebie. Ale kłopot w tym, że w wyniku całkowitej blokady pomysłu renegocjacji charakteru unii, nie dał nam ku temu żadnych argumentów. Jeżeli faktycznie by tak było, reakcja byłaby zgoła odmienna. Wiadomo, że dla każdego takie stawianie sprawy na początku panowania, to byłby jakiś cios. Ale właśnie ze względu na to, kto tu dla kogo jest, wola Narodu powinna zostać uszanowana. Bo korona Baridasu to póki co bonus do innych możliwości, coś zdobywanego przy okazji i w ramach skutków ubocznych, co ludzie chcą zmienić.

Skoro Król potrafił kogoś wypomnieć braki w wiedzy politologicznej, to jak mniemam, samemu ma wystarczającą wiedzę żeby zrozumieć i pojąć, kim jest Król dla Narodu i dlaczego nie zawsze chodzi o to, co faktycznie może.

Za dużo gorzkich słów padło w różnych tematach, zbyt duży dystans dzieli Króla i Naród. Pewnych słów cofnąć się nie da, a uleganie emocjom i tego typu odzywki do Baridajczyków, nawet w emocjach i czasami w reakcji na oczywisty chlew, to nie jest usprawiedliwienie. To przykład tego, jak król zachowywać się nie powinien. A w szansę poprawy i obietnice, nikt już nie wierzy. Taki urok rozpoznawalności i stażu w każdym społeczeństwie.


A
utorytet nie przychodzi razem z Koroną, jak również i szacunek. Wymuszanie go groźbami odebrania wsi czy pozwami do Trybunału, nieeleganckie zwracanie uwagi na stosowanie tytulatury, podkreślanie swojej królewskości czy wreszcie — szarganie tradycji poprzez zwrot ku samodzierżawiu czy publicznym szkalowaniu Królów-Seniorów — te rzeczy ostatecznie zdyskwalifikowały Króla.

Tron musi przejąć ktoś inny, niezależnie od tego, jaka będzie jego pozycja w nowym Królestwie. Nowy władca winien posiadać atrybuty o których obecny zapomina bądź je marginalizuje, a które są o wiele ważniejszymi niż realne kompetencje i uprawnienia zakotwiczone w Dzienniku Praw. Nie ma przyszłości Baridasu, bez Króla z pełną legitymacją społeczną, zaufaniem i autorytetem. Nie ma przyszłości Baridasu, bez Króla-Baridajczyka.




Dla „Kuryera Impertynenckiego” — Baridajczycy



ZJC1Ro1B.png



X8u2tTIh.png
Serduszka
15 990,00 lt
Ten artykuł lubią: Michał Pséftis, Tomasz Ivo Hugo, Piotr II Grzegorz, Jahn Dagobard ik Thórn-Mákovski, Ola Kaarina Isadora Chojnacka, Laurencjusz Ma Hi at Atera, Sorcha Raven, Susanne Delfina Kierkeller, Yennefer von Witcher, Wojciech Hergemon, Guedes de Lima, Kristian Arped, Helwetyk Romański, Andrzej Fryderyk, Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser, Albert Felimi-Liderski, Daniło de la Vega, Fryderyk von Hohenzollern.
Komentarze
Piotr II Grzegorz
Sam ustrój nie był zły przy dotychczasowej kulturze politycznej. Obecnie wymaga jednak przedyskutowania. Myślę, że nic się nie stanie jak vacat potrwa nieco dłużej. Myślę, że propozycja zmian powinna wyjść od nas. Myślę też, że trzeba zachować umiar - to znaczy nie wylać dziecla z kąpielą.
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
@piotrIIgrzegorz owszem, tylko że jak wspomniałem - na ustrój składa się też zwyczaj i konwenanse. I one zostały złamane całkowicie. Dlatego ustrój nie dość, że BYŁ dobry, to NADAL taki jest. Tylko zwyczajnie postapiano wbrew niemu, naruszono go. Różnica taka, że nie można nikogo za to pociągnąć do odpowiedzialności prawnej. Dlatego pociągamy do tej politycznej.
Odpowiedz Permalink
Laurencjusz Ma Hi at Atera
Więzi Baridasu z Sarmacją to więzi nierozerwalne, ale tak dalej nie może być. Formułę unii wypada zastąpić mniej personalnym rozwiązywaniem.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
Cytuję:
Skoro dziś Rząd mógłby interweniować widząc naruszenia samorządności w Baridasie, to równie dobrze mogłaby kiedyś zrobić to samo w Teutonii, Sclavinii czy w Starosarmacji.
Tylko… co byłoby w tym niewłaściwego? Interwencja, o jakiej tutaj rozmawiamy, wymaga większości konstytucyjnej. Zmiana charakteru unii — również. Jeżeli obecna sytuacja sama w sobie nie jest precedensowa, to nie wiem, jaka by była…
Odpowiedz Permalink
Piotr II Grzegorz
Mam wrażenie, że schodzimy z tematu. Debata ustrojowa jest zupełnie niepotrzebna na tym etapie. To znaczy - obtym jaki ma ustrój KB po prostu powinniśmy dyskutować we własnym baridajskim sosie. Ale to etap później. Teraz problemem jest złamanie obyczaju konstytucyjnego przez Jego Miłość. Bo zasada była taka, że Król jest mocen wszystko, lecz nigdy nie czyni nic, poza czystym panowaniem. Jego Miłość raczył tego utartego obyczaju nie zauważyć i dlatego mamy pro8l3m.
Odpowiedz Permalink
Andrzej Fryderyk
W sumie nie zgadzam się wyłącznie z jednym stwierdzeniem, bo Wicekról Baridasu to podręcznikowy przykład Namiestnika Baridasu.

Wobec pozostałych prowincji określenie „namiestnik” jest używane w kilku przepisach niepoprawnie i jest zaszłością historyczną, prawdopodobnie pochodzącą jeszcze od czasów JKW Piotra Mikołaja, gdzie urzędnicy samorządowi byli powoływani przez Księcia Sarmacji i pełnili władzę w jego imieniu.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@piotrIIgrzegorz Dyskusja dotycząca tego, czy Baridas powinien móc demokratycznie określić swój ustrój, jest par excellence debatą ustrojową.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@anglov W tym samym stopniu niepoprawnie, co gubernatorzy i hrabstwa w USA. Konstytucja posługuje się cudownie biurokratycznym terminem „organ władzy publicznej, który reprezentuje prowincję na zewnątrz”, wcześniej mieliśmy (w mojej osobistej ocenie brzmiący o wiele gorzej) termin „pana ziemi”. Jeżeli jest jakieś lepsze określenie, można je przyjąć, ale… po co?
Odpowiedz Permalink
Andrzej Fryderyk
@Helwetyk jak najbardziej nie. Przedstawiciel, reprezentant samorządu (wynikające z przytoczonych przepisów Konstytucji) brzmi o wiele lepiej, niż określenie „namiestnik”, który niesłusznie sugeruje podległość pełnionej władzy innemu organowi.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@anglov Wychodząc z tych samych — jak mniemam — przesłanek, różnimy się wyłącznie co do tego, jakie określenie jest nam bliższe w wymiarze estetycznym. Myślę, że to byłaby doskonała dyskusja na spokojniejsze czasy… ;-)
Odpowiedz Permalink
Susanne Delfina Kierkeller
Cytuję:
Nikt nie potrafił w tak krótkim czasie skonfliktować się ze swoimi poddanymi.
Intrygujące jest, w jakim czasie pojedynczego panowania (66 dni ogółem, konflikt z Baridasem zajmuje pewien ułamek tego krótkiego okresu) udało się zmobilizować tak ogromną większość narodu w niemal całkowicie zdecydowanej responsie przeciwko unii trwającej dekadę.

@anglov @Helwetyk
Nazywanie namiestnikiem przywódców/reprezentantów narodów bez wątpienia nasuwa całkiem logiczne skojarzenia, iż mówimy o zastępcy/urzędnikowi odesłanemu przez władcę, którego jest... namiastką. We "Władcy Pierścieni" termin "namiestnik" oznaczał "króla" dosłownie przez stulecia, jednak tylko do momentu, gdy nagle okazało się, że król powrócił. :)
Zwrot ten nie powinien być stosowany wobec przedstawicieli Sclavinii, Teutonii oraz Starosarmacji i mam nadzieję, że nie będzie stosowany wobec przywódcy Baridasu.

A co do artykułu - naprawdę wspaniałe podsumowanie nie tylko ostatnich nastrojów wśród nas, ale i długotrwałych mankamentów ustrojowych Baridasu. O ile dyskusja na temat nazewnictwa, ustroju, kwestii czysto formalnych i organizacyjnych będzie trwała później i może trwać długo, o tyle najbardziej palące problemy i ich kompleksowa konkluzja spisana przez ukochanego, Wielmożnego Konrada jest nad wyraz czytelna.
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@Delfina Nie wchodzę w polemikę tylko dlatego, by nie przejąć wątku didaskaliami — ale w dogodnym miejscu i czasie chętnie się pospieram. To pisałem ja, p.o. namiestnika Sclavinii. Tantiema.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.