Archethyck, Alfred Fabian von Tehen-Dżek, 30.01.2018 r. o 13:23
[O tytuł ciężko] Nagrody i liberty

Słowo od autora.
Jeżeli jesteś chory na tekstościanofobię, strach przed czytaniem lub masz depresję gdy widzisz dużą ilość tekstu - lepiej przewiń tekst na koniec i zostaw serduszko (albo i dwa). Pamiętaj również, że niestosowanie się do zaleceń może skutkować nieciekawymi efektami ubocznymi jak niezrozumienie dyskusji, brak zainteresowania lub syndrom Zanika, polegający na pisaniu komentarzy zupełnie bez związku z tematem artykułu.

Od zawsze problemem zawodów między mikronacjami była kwestia nagród. Bez względu na to, jakie państwo jest organizatorem, nie może dać swojej waluty osobie, której ona się nie przyda. No bo na ten przykład po co Dreamlandczykowi, który nigdy nie interesował się polityką zagraniczną i innymi mikronacjami, takie Bialeny? Chyba tylko, gdyby został skazany prawomocnym wyrokiem w swoim kraju i musiał wyemigrować. Wtedy chociaż ma pomysł gdzie kroki skierować. Tak samo na klęskę są skazane podobne zawody w każdej mikronacji.

Ale czy zupełnie? Przecież historia zna takie przypadki, gdzie wcale tak nie było. Mamy v-mundial, gdzie nagrodą jest prestiż i chwała wśród sportowców na całym mikroświecie. Wkońcu, aby wejść na szczyt trzeba naprawdę mocno gimnastykować się wkładać w to mnóstwo czasu i mieć pasję. Tutaj składam wielki ukłon Timanowi Demmolariemu, który dosłownie kilka dni temu zwyciężył w v-mundialu.

Są również organizowane spotkania międzymikronacyjne. Przykładem, którym się tu posłużę i który mi jeszcze w tym artykule posłuży, będzię Konferencja Szkół Wyższych. Spotkała się ona z publiczną aprobatą, była działaniem, którym zainteresowało się spore grono. Nie tylko jednak, że było ono dobrze zorganizowane. Bialenia, która tym wydarzeniem się zajęła przygotowała również dobrą kampanię reklamową. Wszyscy wiedzieli o Konferencji, każdy się nią zainteresował. Nie trzeba było nadawać żadnych nagród, aby ktoś w niej wziął udział.

A jednak temat nagród został poruszony. Temat v-Nobla, który zainteresował mnie najbardziej. Niestety, jedyną ustaloną na Konferencji decyzją było utworzenie takiej nagrody, przy okazji nie dając jej zadnych wymiernych korzyści - poza prestiżem z zdobycia takiej nagrody. Ale czy tylko takie mamy możliwości? Czy nie możemy zrobić z tym czegoś więcej?

Na pewno nie możemy przekazać w tym związku libertów. Wkońcu, co mieszkańcy innych mikronacji by z tego mieli? Nawet Sarmaci nie mają zbyt wielu źródeł wydawania libertów, mają one jedynie wartość sentymentalną i wyznacznikową w rankingu dusigroszy. Możemy oczywiście kupić znaczki, zupkę, nasionka do zasadzenia w ogródku Karczmy pod Rozbrykanym Kucykiem. Obecnie trwają prace nad wznowieniem Mennicy Eldoradzkiej (bardzo, bardzo dziękuję wszystkim, którzy tym się zajmują). Jednak sposobów na zarobienie tych libertów też mamy mnóstwo. Tandiemy, praca w centrali, praca w samorządzie, konkursy wewnątrz kraju. Po co mielibyśmy zarabiać również poprzez rywalizację z innymi krajami? Oczywiście, byłoby to urozmaicenie, ale nie uważałbym tego za sukces.

Na pewno można spróbować połączyć system walut wielu krajów, utworzyć system wymiany walut. Jednak tutaj pojawia się wiele utrudnień.
Problemy wymiany walut
Pierwszym z nich jest brak określonej wartości każdej z walut. Nie jesteśmy w stanie ile jest warty libert w stosunku do dreama, nie możemy powiedzieć ile jest wart dream w stosunku do bialena. Tak samo w jedną jak i w drugą, a także w każdą możliwą stronę. Drugim jest brak osób, które taki system by napisały. Chociaż - czy to jest problemem? Mamy zarówno w Sarmacji, jak i w całym mikroświecie osoby, które byłyby w stanie. Tylko czy by chciały? Czy miałoby to sens? Teraz może to brzmieć jak rzucenie rękawicy, radcy Naczelnej Izby Architektury się zbuntują, powiedzą, że nie doceniam ich umiejętności czy coś w tym stylu. Dlatego uważam, że problem pierwszy jest zdecydowanie trudniejszy do rozwiązania.
Spróbujmy go chociaż trochę rozjaśnić. Na co składa się wartość pieniądza? Z pewnością na ilość waluty w obiegu. Czym jest więcej, tym jest mniej warta. Bo jeżeli hipotetycznie mamy w kraju XYZ 1 milion waluty Z, a w kraju ABC waluty D jest 5 milionów, to powinniśmy założyć ze 1Z = 5D. Jednak wcale tak nie jest? Dlaczego - bo składa się na to więcej czynników. Chociażby koszty posiadania. Jeżeli w kraju ABC podatek wynosi 4% a w kraju XYZ wynosi 10% to na pewno będziemy korzystać z waluty D i będziemy trzymać pieniądze w kraju ABC, ponieważ w ten sposób mniej stracimy. Jak to wpłynie na kurs walutowy? Koszt kupienia waluty D za walutę Z będzie większy niż waluty Z za zalutę D. Więc zakładając poprzedni przelicznik 1Z=5D musielibyśmy zmienić wartości na zgodne z powyższą zasadą. Zatem równość przedstawiałaby się następująco: 1D=6Z, a 1Z=4D. A wartości ulegałyby ciągłym zmianom, w zależności od tego, ile wynosiłyby podatki.
Jednak z wymianą walut pojawiłby się również problem rządowy. W końcu, skądś te pieniądze na wymianę trzeba brać. A kontem państwowym jest konto rządowe. Gdyby pieniądze się skończyły, skończyłyby się dotacje z serduszek i komentarzy, wynagrodzenia zostałyby wstrzymywane. Rozwiązanie może wydaje się proste - stworzyć instytucje Uzyteczną Społecznie i tam przetrzymywać środki na wymianę walut. Jednak konto to też trzebaby było z czasem finansować. Więc jest to kolejne ograniczenie do uwzględnienia. Czym mniej pieniędzy na koncie danego kraju, tym są one droższe. Pozwoliłoby to na utworzenie rynku wilków i niedźwiedzi względem waluty. Jednak czasem jest to trudniejsze niż wygląda. Czasami złośliwi, którym zależy na upadku danego kraju po prostu nie będą dążyć do zarobku poprzez kupno waluty, a poprzez całkowite odebranie jej danemu krajowi, pozbawiając państwa skutecznego gospodarowania, a także nagradzania aktywności.
Kolejnym ograniczeniem kursów walutowych jest już raz wspomniany fakt możliwości zarobku oraz potrzeby na które są one wydawane. Jeżeli waluta D jest wręcz rozdawana przez rząd, to przecież będzie ona mniej warta. Jeżeli natomiast waluta Z jest obywatelom odbierana w każdy możliwy sposób (liczne wysokie podatki, konieczność jej wydawania), to jest ona również warta mniej, bo ludzie będą od niej uciekać. Wtedy ilość waluty Z na rynku jest duża, ale prawie w ogóle nikt nie chce jej kupić. Wtedy obywatele kupują walutę D, aby nie tracić oszczędności, przez co jej wartość rośnie - kosztem waluty Z.

Czy konsensus pomiędzy tymi zależnościami jest możliwy? - Z pewnością tak. Czy stworzenie systemu, który wszystkie te ograniczenia by uwzględniał jest trudne? - Pewnie tak. Czy potrzebujemy takiego systemu? - Na pewno pomógłby on rozwijać politykę zagraniczną, organizację zawodów między mikronacjami. Jednak wgłębiając się w historię taki system istniał - mieliśmy wirtuala. Dlaczego zatem teraz ten system nie istnieje, dlaczego nie mamy wspólnej waluty tak jak te 10-12 lat temu? To pytanie kieruję do starszych Sarmatów.

Ale, czy to właśnie jest ograniczenie, które nie pozwala nam nagradzać zwycięzców zawodów? Czy pieniądze oraz prestiż jest jedynym sposobem w który możemy przekazać zwycięzcom nagrodę? A gdyby tak pójść o krok dalej? Ostatnio mieliśmy plebiscyt Złotych Wędek 2017. Nagrodami poza libertami były również przygotowane przez hr Rolanda Heach-Romańskiego statuetki. Wyglądały pięknie, bo i takie były. Pięknie będą wyglądały np. w opisie profilu. Ale czy możemy zrobić z nimi coś więcej? Teoretycznie nie. W praktyce możemy zrobić z nimi zdecydowanie więcej. Możemy je wydrukować i powiesić na ścianie. Możemy użyć ich jako projektu i poprosić specjalistę, aby dla nas taką statuetkę zrobił. Wszystkie te możliwości mają wspólny mianownik. Jest nim nieistniejący real. Gdyby tak zamiast waluty wirtualnej, nagradzać zwycięzców zawodów prawdziwymi przedmiotami? Niekoniecznie musi to być statuetka. Może to być dyplom, jakiś prezent, coś co realnie nie ma dużej wartości, w wirtualu byłoby ciekawym urozmaiceniem. Pomimo wszelkich ustaleń, że real i wirtual nie powinny się mieszać - coraz częściej własnie to czynimy.

Bardzo ciekawą sytuacją, w której liberty wydawaliśmy na realne rzeczy jest licytacja prac mistrza Vladimira. Za libety mogliśmy kupić prawdziwe dzieła sztuki sarmackiej. Jego obrazy, zazwyczaj satyry zgromadziły wielu sympatyków, którzy byli w stanie wydać naprawdę duże sumy aby taką pracę kupić. Dlaczego nie mielibyśmy podążyć tym śladem? Na pewno wśród Sarmatów, jak i mieszkańców innych mikronacji znalazłoby się wiele osób, którym kredka, ołówek czy pędzel nie jest obcym. Dlaczego nie zacząć tworzyć rynku zbytu liberta wśród realnych prac. Wśród realnych prac, które uprzednio byłyby publikowane? Nie muszą być to jedynie prace w postaci obrazków. Myślę, że równie dobrze sprzedawałyby się inne rodzaje twórczości - rzeźba, rękodzieło. Tylko z czasem też by się nam to znudziło. Tak samo na straconej pozycji byłyby osoby, którym nie dano talentów plastycznych. A przede wszystkim w tej materii jest fakt, że obecnie większość dzieł publikowanych to prace tworzone komputerowo, lub są to dzieła pisane. I czy w końcu autorzy za prawdziwe prace nie zechcą czerpać prawdziwych korzyści? Bo taka możliwość również powinna zostać uwzględniona. Czy powinniśmy takie transakcje zabezpieczać ustawą? Czy może jednak pozostawić tą materię wolną i nie ingerować w zasady, którymi kierują się tacy twórcy?

Zatem, czy organizacja przedsięwzięć miedzymikronacyjnych musi być nagradzana wirtualną walutą, czy może w ogóle nie jest potrzebna? A może pora pójść krok do przodu i zacząć powoli mieszać real z wirtualem? Czy będziemy umieli zachować umiar, zostawić sobie margines? Czy nie wymieszamy reala z wirtualem zbyt bardzo?
Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Mikołaj Muhammad bin Sa'al - Sueud .
Serduszka
5 401,00 lt
Ten artykuł lubią: Helwetyk Romański, Cudzoziemiec, Gauleiter Kakulski, David de Hoenhaim, Laurẽt Gedeon I, Mikołaj Muhammad bin Sa'al - Sueud , Teddy Upperwood, Albert Jan Maat von Hippogriff.
Komentarze
Helwetyk Romański
Skoro libert jest średnio potrzebny nawet w samej Sarmacji, to w zauważalnie mniejszym stopniu będzie potrzebny komuś z zagranicy. Podejrzewam (proszę wyprowadzić mnie z błędu, jeżeli się mylę), że w przypadku walut innych mikronacji sytuacja będzie podobna.
Odpowiedz Permalink
Gauleiter Kakulski
Fajny artykuł, odniosę się do części walutowej, bo sam kiedyś walutami w mikroświecie handlowałem ;) Waluta innego kraju jest warta tyle libertów, za ile ktoś będzie chciał ją kupić, a ktoś sprzedać. Ani liberta więcej, ani liberta mniej.
Cytuję:
Na co składa się wartość pieniądza? Z pewnością na ilość waluty w obiegu. Czym jest więcej, tym jest mniej warta. Bo jeżeli hipotetycznie mamy w kraju XYZ 1 milion waluty Z, a w kraju ABC waluty D jest 5 milionów, to powinniśmy założyć ze 1Z = 5D.

Relacja ilościowa w oczywisty sposób nie zachodzi ani wprost, ani pośrednio. Ani całkowicie, ani częściowo. Gdyby tak było, to euro, których jest 12 bilionów licząc miarą M3, kosztowałoby 10 groszy, bo złotówek w M3 jest 10 razy mniej. Albo dodanie na konto rządowe 10 milionów libertów powinno skutkować załamaniem kursu liberta, nawet gdyby pieniądze te nie miałyby być nigdy wydane. Reakcja taka, co oczywiste, nie nastąpi w "prawdziwym" świecie.
Cytuję:
Chociażby koszty posiadania. Jeżeli w kraju ABC podatek wynosi 4% a w kraju XYZ wynosi 10% to na pewno będziemy korzystać z waluty D i będziemy trzymać pieniądze w kraju ABC, ponieważ w ten sposób mniej stracimy.

W większej ogólności problem, który opisujesz, jest problemem realnej i nominalnej stopy procentowej. Różnica w stopach między dwoma rynkami o tym samym ryzyku powoduje ruch kapitału z gospodarki o niższej stopie do gospodarki o wyższej. Podatek od gotówki jest tylko jednym z czynników, częstsza jest inflacja, której nie ma jak przeciwdziałać (nie ma w co inwestować). Wyższy podatek w Sarmacji nie musi więc skutkować osłabieniem liberta, o ile z powodu innych czynników libert będzie tracił wartość wolniej, niż inne waluty.
Cytuję:
Dlaczego zatem teraz ten system nie istnieje, dlaczego nie mamy wspólnej waluty tak jak te 10-12 lat temu?

Bo nie ma 1) potrzeby, 2) płynności, 3) kapitału. Potrzeby, bo przelewy między mikronacjami są rzadkie i można się w ich przypadku dogadać na gębę (ja zrobię przelew X-owi w libercie, a X zrobi Y-owi przelew w dreamach). Płynności, a więc i realnej wyceny kursu - jeżeli ktoś postanowi zrobić bank i zaproponuje kurs, to liczba operacji będzie zbyt mała, by mógł kurs na bieżąco korygować. Prędzej czy później któraś z filii wystrzela się z hajsu, bo waluta danej filii była wyceniona zbyt nisko. To wiąże się z brakiem kapitału niezbędnego, by w dłuższym terminie zabezpieczać taki kantor.

Mam prostacki pomysł na rozwiązanie tego problemu, ale musi poczekać, na razie koduję co innego ;)
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
A już tak abstrahując... co by było gdyby wyjść z propozycją faktycznej unii monetarnej między mikronacjami? I umożliwić przepływ środków między nimi? Bez jakichś specjalnych trudności - wszystko w formie traktaty m-narodowego, który Unię by powoływał, jakimś "nadzorem" i tyle? Kursy i przeliczenia dokonać po ustalonych zasadach, równych dla wszystkich, i...?

Czy też nie ma o czym mówić, bo jesteśmy tak przywiązani do swoich rodzimych walut, że to nie przejdzie?
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
Cytuję:
A jednak temat nagród został poruszony. Temat v-Nobla, który zainteresował mnie najbardziej. Niestety, jedyną ustaloną na Konferencji decyzją było utworzenie takiej nagrody, przy okazji nie dając jej zadnych wymiernych korzyści - poza prestiżem z zdobycia takiej nagrody. Ale czy tylko takie mamy możliwości? Czy nie możemy zrobić z tym czegoś więcej?

Przecież Noble w Mikro już są.
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
@RCA Unia niekoniecznie, bo IMO właśnie dodatkowy aspekt polegający na wahaniach kursy, możliwości wymiany, transferu pieniędzy z jednej gospodarki do drugiej, to zabawa o wiele ciekawsza niż po prostu jeden pieniądz.

Tym sposobem, stopy procentowe ustalane w KD miałyby sens nie tylko fabularny, ale decyzje ichniejszej RPP sięgałyby skutkami aż do Sarmacji — i vice versa. Można się wtedy bawić w wojny podatkowe, są (ubogie, ale jednak) zróżnicowane możliwości rozwoju gospodarczego czy inwestycji w każdym kraju. Samo to, że możesz policzyć i pomyśleć czy bardziej się opłaca wydać artykuł w KS czy w KD, bo dostaniesz za to różne tantiemy, to jakiś dodatkowy aspekt zabawy.

To raz, bo dwa przykładając prawidła z reala - które tutaj o dziwo pasują - pieniądz, to nie jest zwykły papierek, a zawiera w sobie cały obraz gospodarki narodowej. Więc wspólna waluta ma sens tylko i wyłącznie wtedy, jeżeli mówimy o bardzo, bardzo podobnych gospodarkach - tych samych problemach, ten sam stopień rozwoju i tak dalej.

A do naszej sytuacji ma to się tak, że u nas te "gospodarki" się różnią diametralnie. Chociażby w tym aspekcie, że u nas jest więcej możliwości wydawania i zarabiania kasy. Jak kiedyś udowadniałem, dream w KD ma o wiele mniejszy sens niż libert w KS. A skoro tak, to ewentualna unia skończyłaby się wywróceniem pewnych zależności do górny nogami. U nas za 4 tysiące lt to nikt nawet nie otworzy Painta żeby narysować herb, w KD dostaniesz za 4 tysiące drimów gotowy projekt w wektorach. U nas więc ludzie zarabialiby kasę, a potem w Drimach byliby jak milionerzy, co spartoliłoby sytuację wewnętrzną KD.

Co do artykułu, to połowy problemów w ogóle nie pojmuję, bo ich zwyczajnie nie ma. Problem różnych kursów to nie jest problem, problemem nie jest nawet to jak wyglądają agregaty pieniężne w każdym z krajów. Problemem jest to, że u nas nie ma na co wydawać kasy, a w Drimach — jeszcze bardziej. Dopóki sam pieniądz nie ma większego sensu, to tym bardziej wymiana walut jest zbędna.

A tak naprawdę, gdybyśmy chcieli - nawet dzisiaj - zrobić system wymiany walut, to najtrudniejszym zadaniem byłaby część czysto informatyczna. Śmiem twierdzić, że o wiele prościej jest połączyć gospodarkę KD i KS (o ile nie jest to unia monetarna), niż poprawić gospodarkę sarmacką - o dreamlandziej nawet nie ma co tutaj wspominać.

I swego czasu wstępnie brałem się za taki pomysł, gdzie pierwszym etapem było, żeby system bankowy podziałał chociażby w Sarmacji. Baridajski Bank Rozrachunkowy właśnie do takich operacji był przewidziany. I jak wspomniałem - najtrudniejsze jest w tym wszystkim klepanie kodu, nie stworzenie modelu ekonomicznego.
Odpowiedz Permalink
Prokrust Zombiakov
Podbiłbym temat realnych nagród - wspominałem o tym apropos promocji Księstwa. Kiedyś sam po konkursie wewnętrznym zaproponowałem realne medale pamiątkowe (standardowe allegro-made) zamiast wstępnie obiecanej nagrody libertowej i uczestnicy byli zainteresowani. Wstyd się przyznać ale potem moja aktywność się ucięła i nagrody nigdy nie powstały.

Natomiast idąc już w konkurs z nagrodami (książką albo gadżet za kilkadziesiąt złotych to nie jakiś mega wydatek) konieczne jest załatwienie tego od strony formalnej. Regulamin itd. Trzeba to dobrze przemyśleć bo chociaż wydaje się, że wszystko dobrze pójdzie to wystarczy, że znajdzie się jeden zadymiarz i będą problemy.

Mam tutaj pełne przekonanie, że mamy na pokładzie ludzi którzy byliby w stanie taki standardowy regulamin konkursu dla Księstwa przygotować - zwłaszcza pod kątem konkursu na facebooku.
Odpowiedz Permalink
Prokrust Zombiakov
A jeszcze bym dodał, że były już w przeszłości inicjatywy realnych dowodów osobistych, koszulek, kubków.... i wszystko brało w łeb w takich lub innych okolicznościach (zwłaszcza za koszulki poszła nawet kasa a koszulki... hmm...)

Ale za to.... do dzisiaj mam dwie super pamiątki.
Świadectwo udziału w zjeździe (kiedyś @Helwetyk dawał) oraz akt wirtualnego ślubu z moją realną żoną (również ze zjazdu).
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@Zombiakov Zdjęcia? ;-)
Odpowiedz Permalink
Prokrust Zombiakov
@Helwetyk

Z niewielkim doprecyzowaniem, że świadectwo "udziału" to tak na prawdę świadectwo szlachectwa. Wydaje mi się, że kiedyś coś takiego jak świadectwo udziału było albo miało być stąd stary umysł płata figle.

Swoją drogą sugeruje to, że synowie moi powinni być szlachcicami Księstwa ;)

phSd9cXx.jpg

y2D73Rda.jpg
Odpowiedz Permalink
Prokrust Zombiakov
Korekta:

y2D73Rda.jpg
phSd9cXx.jpg
Odpowiedz Permalink
Helwetyk Romański
@Zombiakov Wspomnienia!
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.