[No. 2] Kanclerska klątwa
Seria wydawnicza: Felietony Kuryera

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
X8u2tTIh.png
964IDtCN.png
X8u2tTIh.png
C R A C O F F I A
13 stycznia 2018 roku
WYDANIE II
mpPp1rYh.png
X8u2tTIh.png



W
trakcie kampanii elekcyjnej, jednym z argumentów przeciw mojej kandydaturze było prowadzenie mało poważnego stylu życia. Ci, którzy pamiętają moje początki w Sarmacji dobrze wiedzą, że jednym z zarzutów jaki mi stawiano, było… prowadzenie zbyt poważnego trybu życia.

Myślę, że po czasie braku kindersztuby i Powagi, można chociaż lekko nawiązać do poprzedniego wcielenia — dlatego na łamach niniejszego pisma, publikowane będą tylko całkowicie poważne i sztywne artykuły. Jeżeli ktoś więc szuka rozrywki i śmiechu, proszony jest o odstąpienie od czytania.

W ostatnim wydaniu, poruszyłem kwestię dymisji Kanclerza oraz okoliczności z tym związanych. Dziś chciałbym szerzej omówić ten temat i zastanowić się nad tym, na ile to przyczyną tego jest wypalenie się markiza Felimi-Liderskiego, a ile w tym… naszej zasługi? Czy jesteśmy winni tego, że Rząd nie robił nic? Co tak właściwie rozumiemy poprzez pojęcie idealnej Sarmacji i idealnego społeczeństwa? Na te pytania postaram się odpowiedzieć w poniższym felietonie. Zapraszam do lektury.


z38IJ797.jpg
Autorem felietonu jest K. J. Arped-Friedman



KANCLERSKA KLĄTWA


D
ni temu kilka, dowiedzieliśmy się niespodziewanie, że obecny Kanclerz, Albert markiz Felimi-Liderski, złożył dymisję ze swojego urzędu. Wiadomość ta trochę nam wszystkim umknęła i pozostała niezauważona, w obliczu wszechobecnej radości po ogłoszeniu wyników elekcji książęcej. Jeżeli jednak spojrzymy na to trochę szerzej, można dojść do wniosku, że informacja ta jest paradoksalnie o wiele ciekawsza niż obsadzenie pustego tronu.

Jeszcze dawno temu, sam ustępując z urzędu pisałem, że moje odpuszczenie w walce politycznej, to nie tylko prywatna sprawa i osobista porażka. Postawiłem tezę, która w moim mniemaniu, póki co nieźle się broni — polityka i aktywność Rządu czy innych organów centralnych, jest odbiciem stanu społeczeństwa, a to, jak skuteczna i udana jest kadencja Kanclerza, zależy w równym stopniu od jego osobistych kompetencji i aktywności całego społeczeństwa. Twierdzenie to można rozszerzyć na dowolny inny organ, tudzież dziedzinę życia społecznego.

Dlaczego tak uważam? Bo żeby ktoś zrobił cokolwiek, musi być czynnik dla którego to robi. Jak uczy fizyka — akcja i reakcja, jak mawia filozofia — przyczyna i skutek. A przyczynami może być kij, albo marchewka. Korzyści osobiste z udanej kadencji są raczej nikłe, a jeżeli są, to mają związek właśnie z użyciem kija. Zaangażowanie i ciężka praca, jeżeli nie daje żadnych profitów, to musi być przynajmniej wymuszona — krytyką obywateli i konsekwencjami politycznymi. Korzyścią dla Kanclerza może być to, że jeżeli dobrze się sprawuje, po prostu tego kija unika, a w niektórych przypadkach, ma satysfakcję z pozytywnej opinii innych i wszechobecnej pochwały od społeczeństwa. Lud jest tutaj współodpowiedzialny za końcowy wynik jaki wykręci Kanclerz ze swoim rządem.


A
jak to jest z tą współodpowiedzialnością po naszej stronie? Raczej słabo. Kiedy ostatni raz ktokolwiek, chociaż symbolicznie, zagonił Kanclerza do pracy? Ile było interpelacji poselskich? Ile artykułów które wbijały szpilki w decyzje i program Kanclerza? Czy ktoś komuś patrzył na ręce i z czegokolwiek rozliczał? Śmiem twierdzić, że ostatnim Kanclerzem który miał na głowie chociażby szczątkową kontrolę społeczeństwa obywatelskiego, był obecny Książę, a ówczesny szeregowy obywatel Robert von Thorn. I dlatego to póki co On zostaje tym ostatnim szefem rządu, z którym możemy powiązać konkretne zmiany w Sarmacji, już abstrahując od finalnego efektu tych poczynań i korzyści z nich płynących. Nawet przeciętny Zwitariusz obudzony w środku nocy, na pytanie “co zrobił von Thorn jako Kanclerz?” odpali z automatu “wprowadził Sejm Wielki i Kanclerza z wyborów!”.

W Jego akurat przypadku osobiste zaangażowanie i samozaparcie, szło w parze z krytycznym spojrzeniem społecznym. Oczywistym jest fakt, że większość tej krytyki było spowodowane samym tym, że dla wielu obecny monarcha był wtedy po prostu antagonistą i czarnym charakterem, a wspomniane wbijanie szpilki odbywało się nie tyle z czystej troski o wspólne dobro, co dla zwyczajnych żartów i gównoburz. Fakt faktem, że podziałało mobilizująco.


DOMÓWKA U KUMPLA


T
rzeba być jednak zupełnie naiwnym czy wręcz głupim, żeby całość porażek rządu zganiać na tych, którzy przecież nie są odpowiedzialni za pracę ekipy rządowej. Nie można twierdzić, że kolejna już ekipa nie robi nic, bo nikt tego jakoś specjalnie nie oczekuje. Problem jest o wiele bardziej złożony, a powody porażek wzajemnie się przenikają. Trzeba sobie jednak uświadomić, że czyste przełożenie jeden do jednego chęci urzędnika publicznego do efektów jakie osiąga, jest błędne i naciągane.

Całość można porównać do imprezy jaką organizujemy dla grona znajomych. Można się starać z całych sił, ale jeżeli wpadnie drętwe towarzystwo, to nie poradzimy na to nic. Chodzenie i pytanie czy znajomym czegoś nie brakuje jest dobre, o ile prowadzi do czegoś konkretnego. Jeżeli na każdą propozycję poruszenia towarzystwa, wszyscy reagują “nie chce mi się; nie mam ochoty”, to nie jest niczym dziwnym, że koniec końców wszyscy siedzą na swoich miejscach i gapią się w telefony. Pewnie, że gospodarz też może być przyczyną klapy i nudy, ale w różnych sytuacjach jest tak, że balans pomiędzy failem organizatora a sztywnością gości przechyla się raz w tę, raz to w drugą stronę. Będąc przebojowym, młodym facetem, nie zorganizujemy super imprezy w domu starców, gdzie każdy leży podłączony do kroplówki i czeka na odejście na łono Abrahama.

Niestety, ludzka percepcja jest ograniczona, więc najczęściej jedynym powodem marazmu jaki dostrzegamy, jest Kanclerz, Rząd, Książę czy Sejm — chociaż niestety wielu z nas zachowuje się w Sarmacji tak, jak gdyby administrator ustawił jej atrybut “tylko do odczytu”.


8392LlQR.jpg

Pusta sala posiedzeń Rządu. Czy taki widok czeka nas coraz częściej?



WĄŻ ZJADA WŁASNY OGON


K
anclerz jednak, nie może jednak używać powyższych wywodów jako wygodnej wymówki. Bo chociaż sam w sobie jest odbiciem panujących obecnie trendów, to jednak ma dostatecznie poważne narzędzia, żeby móc obudzić uśpione społeczeństwo. Wszystko to jednak jest systemem naczyń połączonych, a chociaż wydawać by się mogło, że w tym przypadku wąż zjada własny ogon i nie jest możliwe żadne poprawne rozwiązanie, to tak naprawdę nauka płynie tutaj o dziwo pozytywna. Nie jest tak, że wobec tego że problem jest bardziej złożony i ma kilka źródeł, to nie można z tym nic zrobić. To właśnie ze względu na mnogość przyczyn nudy i marazmu, jest też mnogość tych źródeł, które mogą cokolwiek zmienić. Rząd rządem, ale praca organiczna i praca u podstaw może dać nam kopa równie mocnego, co skuteczna i odważna polityka kierująca władzą centralną. Najważniejsze, to znaleźć genezę problemów, wtedy można zastosować skuteczną terapię.


K
to więc powinien być inicjatorem zmian? My wszyscy! Jak wspomniałem, Sarmacja, czy jakiekolwiek inne społeczeństwo, to system naczyń połączonych. Jeżeli zaangażujemy się trochę mocniej, to zyskają na tym wszyscy. Stąd i ja postanowiłem zająć się chociażby wydawaniem tej gazety i patrzeniem na ręce tym, którzy mają w nich nasz los — bo i my mamy w rękach losy ich, o czym często zapominamy.


FOTEL, KTÓRY PARZY


K
iedy ówczesny Kanclerz, a obecny Książę kończył swoją posługę na swoim urzędzie, złożywszy wcześniej rezygnację ze stanowiska, wchodziłem do gmachu Kancelarii Rady Ministrów mając w głowie dużo zapału i jeszcze więcej pomysłów. Poprzednik przywitał mnie słowami, które w toku ośmiomiesięcznej kadencji którą miałem zaszczyt prowadzić, okazały się nosić największą mądrość i specyfikę urzędu który obejmowałem. A były to proste i krótkie życzenia — tego, żeby na sam koniec chciało mi się równie bardzo, jak chce mi się teraz.

Po miesiącach na fotelu szefa rządu, przesłanie zrozumiałem aż nadto dostatecznie. Na tyle, żeby przywitać mojego następcę w sposób wręcz identyczny.


O
dchodząc, z różnych powodów, impertynencja wchodziła do głowy zbyt mocno. Między innymi z faktu utrzymania się na stanowisku, płatając figla wszystkim tym, którzy życzyli mi najgorszego, gdzie wydawać by się mogło, moje dni są już policzone.

Zapominając się czasami, prowokowałem, ale i samemu dawałem się sprowokować, głównie moim następcom. I dlatego też to, co wtedy pisałem, zostało zinterpretowane właśnie jako jeden z wielu przytyków. A zwracałem wtedy uwagę na fakt, że ekipa która przychodzi po mnie, może sobie swój wygórowany entuzjazm schować głęboko do kieszeni, bo jeżeli szczerze i z przekonaniem obwiniają tylko mnie i moich ludzi za wykolejenie się tuż przy końcu, to najwyraźniej sami nie wiedzą w co się pakują.

Długo nie trzeba było czekać na zweryfikowanie swoich poglądów. Ekipa która mnie zastąpiła, żegna się z władzą w sposób praktycznie taki sam, jak swego czasu ja, a wcześniej mój poprzednik. Czy wobec tego, możemy mówić na ciążącej klątwie od czasów wyboru Kanclerza w drodze wyborów powszechnych? Na to pytanie odpowie nam kolejny Kanclerz.

W tym jednak wypadku wszystko poszło trochę dalej i w stronę bardziej niebezpieczną. O ile, wtedy jeszcze von Thorn, miał wymierne zasługi dla Sarmacji, a ja w pierwszej kadencji jednak zrobiłem skromne to i owo, oraz przecież zrezygnowałem po aż ośmiu miesiącach, to ustępująca ekipa żegna się z nami w sposób iście ekspresowy i bez większych sukcesów. Miejmy jednak nadzieję, że nie jest to nowy trend w naszej polityce, czy nie daj Boże, klątwa.


O1wg3da5.jpg

Fotel Kanclerza — podobno najwygodniejsze miejsce do siedzenia w całej Sarmacji, zaraz po tronie książęcym. Patrząc na dzieje ostatnich szefów rządów, chyba jednak nie do końca.



GŁUPI RZĄD, A GŁUPIA OPOZYCJA


N
astępcy musieli na własnej skórze zweryfikować te oskarżenia, jakie wcześniej kierowali względem mnie — a które w różnym stopniu kierowałem i ja względem następcy mojego. Jest to jednak o tyle dziwne, że to ja jestem tutaj mniej doświadczony politycznie, więc to raczej ja powinienem przekonywać się o mądrościach starszych Sarmatów, nie odwrotnie. A jedną z tych mądrości jest powiedzenie, które powtórzyłem ostatnio kilkukrotnie — nawet najgłupszy Rząd jest mądrzejszy, od najmądrzejszej opozycji.

Nie chodzi jednak w tym o to, że nie możemy oceniać Rządu i efektów jego pracy, czy też że każdy rząd jest dobry, a każda opozycja zła. Chodzi o pewnego rodzaju doświadczenie i orientowanie się w specyfice kierowania państwem, już w oderwaniu od tego czy bilans rządów jest pozytywny czy też nie.


O
pozycja to z reguły ludzie, którzy o rządzeniu państwem mają wiedzę teoretyczną, a ich poglądy i ideały nie zostały jeszcze zweryfikowane. Kiedy jednak przejmuje ona władze, dochodzi do brutalnej konfrontacji z rzeczywistością. Pewne rzeczy okazują się zupełnie inne, niż mogłoby się to wydawać wcześniej. I to jest właśnie ta “mądrość”, jaką zyskuje Rząd, bo wiedza i doświadczenie, orientacja w niuansach i swoisty “ogar” to rzecz, która ma kolosalne znaczenie. Dlatego też nawet Rada Ministrów złożona z ludzi niskich kompetencji, ma w pewnych sprawach szersze i poprawniejsze spojrzenie na pewne kwestie kierowania Państwem, niż nawet najmądrzejsi politycy opozycji, którzy wiedzą tyle, ile mogli dowiedzieć się z książek.

I tak jest niestety z wieloma oskarżeniami, jakimi lubimy się przerzucać w Sarmacji. Z tym, że mimo wszystko rotacja ludzi u nas jest niewielka i siłą rzeczy opozycja często składa się z byłych mężów stanu, ze wspaniałą karierą polityczną w przeszłości. To jednak nie znaczy, że twierdzenie o doświadczonej opozycji jest słuszne i prawdziwe przez cały czas, bo jednak do pewnych zmian kadrowych dochodzi.

I tym właśnie sposobem ustępujący Kanclerz raczył przyznać mi ostatnio rację, że optyka i pogląd na pewne kwestie zmieniły się w trakcie tej kadencji, a nie wszystko co mówiłem te kilka miesięcy temu, to były bajki i fantazje. I dlatego też ktokolwiek by nie zastąpił ustępującego szefa Rządu, musi zdawać sobie sprawę z tego, że krytyka i zarzuty jakie stawia rządzącym, najprawdopodobniej przynajmniej trochę straci na donośności.


ZD9NTZ0t.jpg

Czy gdyby posłów opozycji zastąpić manekinami, ktokolwiek by zauważył?



KRYTYKA OKAZJONALNA, CZYLI NIEDZIELNI ZBAWCY SARMACJI


O
pozycja w Sarmacji nie ma (przynajmniej ostatnio) jakiejś zwartej budowy, a z reguły jest tym mocniejsza, im bardziej zachodzi im za skórę dany obóz rządowy. Można wyróżnić swego rodzaju trzon, w postaci opozycyjnych posłów w Sejmie, jednak im niżej w hierarchi się przesuwamy, tym bardziej jest ona rozmyta — co nie jest żadnym odkryciem.

A przecież oprócz tej “twardej” opozycji, należałoby przecież wyróżnić dodatkowo już nie tyle opozycję, co odczuwalny oddech kontroli obywatelskiej. To również u nas kuleje, a jeżeli już pojawi się jakaś oddolna inicjatywa mająca na celu spoglądanie rządzącym na ręce, to jej dzieje są chociaż burzliwe, to krótkie. Iluż to już mieliśmy zbawców, którzy nagle obudzili się z letargu i swoimi przemowami porywali tłumy obywateli. Wspaniale punktowali tego, kogo akurat było trzeba, kreowali jakieś wizje i idee, pisali namiętne artykuły i posty, a potem… po prostu znikali.


K
rytykować jest łatwo, ale samemu wziąć za coś odpowiedzialność, to rzecz wymagająca większego wysiłku. Od czasu do czasu pojawia się taka osoba, która nie wiedzieć czemu, nagle dostaje boskie powołanie do prowadzenia słusznej i Bogu miłej krucjaty przeciw złym rządom. Osoba ta publikuje gotowe rozwiązania i pokazuje wręcz palcem, co i jak powinno zostać zrobione. Oczy wszystkich są skupione właśnie na nią, gawiedź wesoło dołącza się do festiwalu rzucania pomidorami, ale na tym się kończy.

I chociaż nawet takie skoki aktywnościowe, bądź co bądź wpływają na Kanclerza i trochę go temperują, to problemem jest to, że z nowego zbawcy nie wyrasta nic nowego, a po kilku soczystych artykułach, nie robi on zupełnie nic, a wszystko zostaje po staremu. Brak jest konsekwencji i dogrania tego do końca, a im większe oczekiwania względem nowego lidera, tym większym okazuje się on później niewypałem.

Pamiętać trzeba, że społeczeństwo obywatelskie winno patrzeć nie tylko na przywódców będących u władzy, ale również na tych, którzy do niej aspirują. Słomiany zapał jest głęboko zakorzenionym zjawiskiem nie tylko u tych, którzy rządzą, ale i u tych osób, które chciałyby to robić. Skokowa aktywność nie jest gwarancją niczego, a jedynie nakręca spiralę nihilizmu i marazmu. Strzeżmy się więc fałszywych proroków, co jednego dnia są dla nas wybawieniem, a kolejnego odchodzą z tego v-świata.

Opozycja potrzebuje silnego lidera, który będzie na pełny etat trzymał w pogotowiu swój gabinet cieni. Im silniejsi przeciwnicy polityczni, tym silniejszy i skuteczniejszy Rząd. Krytyka władzy nie może opierać się na samym tylko krytykanctwie, ale musi mieć spójny jasny plan. Patrzeć powinniśmy zarówno na Kanclerza i jego Rząd, ale również — a może i przede wszystkim — na opozycję. Dopóki jednak opozycja ta będzie samym tylko żartem i tłem, to nie można mieć do nikogo pretensji, że Rząd również jest cieniem prawdziwych mężów stanu. Wybierajmy mądrze nie tylko ludzi u władzy. Bo dopóki jest popyt na niedzielnych opozycjonistów, dopóty będzie i podaż.


POLICJANCI I ZŁODZIEJE


W
spominając o roli krytyki i skutków, jakie się z nią wiążą, efektów jakie powodują i rzeczy, na które chcemy wywrzeć wpływ za jej pomocą, warto wspomnieć o jeszcze innym, równie ciekawym zjawisku. Do tego jednak potrzebne będzie ustalenie pewnych rzeczy.

Czym jest tak właściwie Sarmacja? Według definicji, zabawą polegającą na symulacji państwa. Słowami kluczowymi są tutaj “zabawa” oraz “symulacja państwa”. Z tej właśnie symulacji wyciągnąć możemy fakt, że chcemy jak najwierniej odtworzyć mechanizmy rządzące się danym państwem, jakie chcemy fabularnie utworzyć. Ale jakie mechanizmy? Czy chodzi o zagwarantowanie każdemu pieniędzy, wyeliminowanie głodu i nędzy? Stworzenie społeczeństwa wolnego do przestępstw, korupcji, z idealnym rządem i obywatelami? Innymi słowy, czy chcemy budować utopię?

Zakładając, że udaje nam się stworzyć właśnie te idealne społeczeństwo, co tak naprawdę zyskujemy? A co przez to tracimy?


P
ewien mądry pan z nieistniejącego reala, od którego zaczerpnąłem swoje wirtualne nazwisko, powiedział kiedyś, że stworzenie idealnego społeczeństwa wolnego do jakichkolwiek trosk i negatywnych efektów zewnętrznych, jest możliwe w dwóch miejscach — w więzieniu, i w grobie. I chociaż nie do końca ma to przełożenie w naszej rzeczywistości, to czy jednak nie możemy się zastanowić, czy właśnie ten idealizm nie będzie naszym grobem? Bo jeżeli możemy wszystko i nie mamy żadnych trosk ani rzeczy, o które możemy walczyć bądź się o nie starać, to co tak właściwie możemy tutaj robić?

I tutaj warto sobie przypomnieć właśnie te słowa kluczowe, jakie definiują Sarmację. Ma to być wierna symulacja państwa, ale państwa, które mają jakieś odbicia w rzeczywistości. Nie chodzi o to, że nie możemy niczego tworzyć fabularnie, bo nawet powinniśmy to robić żeby uatrakcyjnić naszą zabawę. Chodzi po prostu o to, że najlepiej byłoby zaadoptować te wszystkie mechanizmy, jakie mają bądź miały miejsce w realnym świecie. Czyli i nie do końca czyste zachowania obywateli, bo dzięki temu mamy chociażby Trybunał, Prefekturę i ¾ ustaw. I teraz przypomnieć sobie należy kolejne słowo kluczowe jakie wymieniliśmy — “zabawa”.


Z
abawa w policjantów i złodziei zawsze była fajna. Każdy dzieciak lubił ganiać z pistoletem, albo w roli stróża prawa, albo łotra, który mu ucieka. Sęk w tym, że żeby gra ta miała sens, oprócz obrońców porządku publicznego, potrzebujemy jeszcze tych, który odtwarzają rolę tych złych — a dopóki wszystko odbywa się w ramach zabawy i nie ma na celu wyrządzenie komuś realnej i fizycznej krzywdy; jest tylko odtwarzaniem swojej postaci w tej grze fabularnej, to nie można do nikogo mieć o to pretensji. Ba, są to zachowania wręcz pożądane.


GORĄCY SIERPIEŃ, ZIMNY PAŹDZIERNIK


C
zy jednak zawsze o tym pamiętamy? Najlepszy i najświeższy przykład, to wałkowany wielokrotnie Baridajski Sierpień. Od jego czasu, nie było ciekawszego i bardziej angażującego nas wydarzenia. Dostarczyło nam to wszystkim niebywałych emocji i okazji do zabawy. Problem w tym, że czasami niepotrzebnie, wrzucamy autorów puczu do kategorii osób, których w Sarmacji nie chcemy.

Licznik postów, artykułów i ćwirków skakał jak szalony, a wielu z nas nie spało po nocach, z wypiekami na twarzy obserwując co się dzieje. I to jest właśnie przykład czegoś, czego bądź co bądź oczekujemy po mikronacji. Pamiętać trzeba, że dopóki robimy hucpy i spiskujemy, w granicach zabawy i odgrywania naszej postaci, to jest to zachowanie mimo wszystko pozytywne. Szkalowanie i obrażanie osób z reala, nie tyle bohaterów którymi tutaj jesteśmy, to rzecz jednoznacznie zła. Niszczenie, psucie i dewastacja naszego wspólnego dobra, to rzecz, do której dopuścić nie możemy — i to powinno być tępione, bo i miało czasami miejsce właśnie podczas Sierpnia. Ale próba puczu sama w sobie, to rzecz, której — przynajmniej nie fabularnie — jako takiej nie powinniśmy stawiać w złym świetle. Bomba narracyjno-fabularna która została wtedy odpalona, dosięgła swoimi skutkami praktycznie cały Mikroświat.


R
ozróżnić należy zabawę w symulację państwa — w tym jego negatywnych aspektów, które w naszych realiach wcale takie negatywne nie są — od niepotrzebnych wyzwisk i dziadostwa. Dopóki nie przekraczać tej granicy, a wojujemy tylko dla zabawy, to jest to ideał, do którego powinniśmy dążyć. Sprzeciw wobec akcjom podobnym do Sierpnia jest potrzebny, ale powinien być podzielony na dwie płaszczyzny. Pierwsza, to sprzeciw wobec przekraczaniu granicy zabawy i robieniem komuś przykrości czy złości w świecie realnym, tudzież niszczenie, nawet dla zabawy, czegoś, co mimo wszystko powinno zostać święte i nietykalne, a przede wszystkim, wkracza na ścieżkę łamania prawa realnego. Druga płaszczyzna krytyki, to odgrywanie swojej roli w Sarmacji. Dziwne i nienaturalne byłoby, gdyby Książę dziękował spiskowcom, że ci podnieśli na niego rękę. Jednocześnie, w czysto realnym aspekcie, nie powinno być tutaj powodów do prywatnych zwad.
Ideałem współżycia jest sytuacja, w której fabularnie i dla zabawy walczymy ze sobą i jesteśmy dla siebie głównymi wrogami, ale nie robimy chlewu w realu, nie wbijamy szpilki osobie, która siedzi przed ekranem komputera, nie wchodzimy do jej reala. A potem, wylogowując się, możemy iść razem na piwo i dobrze się bawić.


W
mojej ocenie, nie powinniśmy piętnować tych, którzy ośmielili się wprowadzić w życie ten, czy inny spisek. Na tym polega właśnie zabawa w symulację państwa. To te osoby grają rolę złodziei, po to, żeby ktoś inny mógł być policjantem. Osoby takie jak Zanik, powinny być jednoznacznie tępione i usuwane z naszego grona. Ale ostracyzm osób takich jak Siergiusz Asketil, to zachowanie niezbyt poprawne. Akurat jemu, gdyby nie fakt, że kilkukrotnie trochę przesadził z krytyką i walką z innymi, innymi słowy, zapomniał że to gra internetowa, powinniśmy dziękować, że ruszył te skostniałe społeczeństwo. Bo po gorącym i ciekawym sierpniu, kolejne miesiące w porównaniu do niego, były istną epoką lodowcową.




Dla "Kuryera Impertynenckiego" — Konrad J. v-hr. Arped-Friedman



z38IJ797.jpg

OD REDAKCJI


R
edakcja “Kuryera”, zachęca do współpracy wszystkich tych, którzy chcieliby — dorywczo i niezobowiązująco — bądź na stałe, wejść w skład naszej ekipy. Można publikować doraźnie i w dużych odstępach czasowych, można też przesyłać teksty z prośbą o publikację anonimowo. Bez względu na przyjętą formę współpracy, całość zysków z danego wydania, zasili konto autora tekstu.

Nie trzeba pisać ścian tekstu, wystarczy ciekawe i kompleksowe poruszenie wybranego tematu. W założeniu, “Kuryer” ma na swoich łamach publikować oprócz felietonów wywiady, grafikę i inne dzieła kultury, a także wszystko to, co redakcja uzna za właściwe i pożyteczne. W tej chwili, zespół redaktorski stanowią trzy osoby, liczmy jednak, że co jakiś czas będziemy mogli publikować teksty nadsyłane przez czytelników. W przypadku wyrażenia chęci współpracą, zapraszam do kontaktu drogą Poczty Konnej.



ZJC1Ro1B.png



X8u2tTIh.png
Dotacje
4 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Krzysztof Czuguł-Chan, Michaś Elżbieta II, Cudzoziemiec.
Serduszka
15 181,00 lt
Ten artykuł lubią: Albert Felimi-Liderski, Laurẽt Gedeon I, Krzysztof Czuguł-Chan, Roland Heach-Romański, Timan Demollari, Orjon von Thorn-Surma, Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza, Vladimir ik Lihtenštán, Cudzoziemiec, Alfred Fabian von Hohenburg Tehen-Dżek, Yennefer von Witcher, Daniel Szekeres, David de Hoenhaim, Bartłomiej Czapka, Albert Jan Maat von Hippogriff, Kristian Arped, Helwetyk Romański, Andrzej Fryderyk, Guedes de Lima, Tomasz Habsburg.
Komentarze
Krzysztof Czuguł-Chan
img_48_72.png
Odpowiedz Permalink
Roland Heach-Romański
Ale Zwitariusza to ty szanuj, hucpiorku mediów radykalno-perwersyjno-impertynenckich! :D
Odpowiedz Permalink
Ignacy Urban de Ruth
13 styczNIA
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
@ignac dzięki, przeoczyłem, poprawiłem. W rotatorze sobie niestety tak powisi z bykiem
Odpowiedz Permalink
Prokrustes
Trzeba sobie jasno powiedzieć.... że w każdym momencie dziejów jest w społeczeństwie mocno ograniczona ilość osób zdolnych kompetencyjnie, czasowo i na dodatek sitwowo - poprowadzić rząd.

Na dodatek często i gęsto jest problem z pracą zespołową - korzystaniem z doradców, Ministrów i Podkanclerzych mogących praktycznie zastąpić Kanclerza w przypadku choroby
(nie wnikałem na ile to jest obecnie prawnie możliwe).

Podejrzewam, że ilość takich osób które rzeczywiście chcą i mogą być Kanclerzem waha się w okolicy 2 (statystycznie). Nie zawsze jednak trafią one we właściwy moment. Nie zawsze też trafią na właściwą sitwę.

Natomiast Kanclerz znający swoje ograniczenia, jak sugerowałem wyżej, również może odnieść sukcesy. Zależeć to będzie od współpracowników i również ich rotacji. Najgorszy jest taki który się rozsiądzie, nic nie zrobi, problemu nie widzi (albo udaje) i na koniec kadencji znowu by startował.

Spodziewam się, że teraz Kanclerz będzie dość mocno szczypany przez Księcia i degrengolada będzie się szybko kończyła. W zasadzie słusznie.
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
@Zombiakov
Cytuję:
Najgorszy jest taki który się rozsiądzie, nic nie zrobi, problemu nie widzi (albo udaje) i na koniec kadencji znowu by startował.

I see what you did there ;)
Odpowiedz Permalink
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
tam od razu klątwa... przynajmniej wszyscy wiedzą o co kaman.
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
@KonradFriedman gratuluję głębszej analizy, bardzo takich tekstów Sarmacji brakuje, i, niezależnie od tego czy się zgadzamy czy nie, warto takie wypowiedzi czytać. One zawsze dają do myślenia.

Problem opozycji poruszyłem już 2 lata temu, po tym gdy przełamałem pewne tabu dotyczącej milczącej opozycji i dałem jako opozycjonista do pieca (z perspektywy czasu wiem, przyznaję, a i przepraszałem, że było to nieco zbyt daleko idące i zbyt ostre w sferze języka). Skorzystałem wówczas z narzędzi, które opozycja ma. Dostałem za to po łapach. No ale taki urok.

Fakt jest taki, że z narzędzi opozycja nie korzysta — interpelacje i zapytania poselskie? Aptekarskie wręcz ilości. Knucie, przechwytywanie posłów, łamanie większości? Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie. Tworząc ustrój z wybieranym Kanclerzem, poniekąd niezależnym od Sejmu, miałem przed oczami system amerykański, w którym Prezydent jest od większości na Kapitolu niezależny, a jednak musi się z nią liczyć. Co niekiedy prowadzi do ciekawych klinczów, i interesujących, z perspektywy badacza i obserwatora, sytuacji (filibustering, głosowania na styku, pozycja whipów, etc.). Sprawdza się to póki co słabo, a jedną z przyczyn jest wspomniane niekorzystanie przez opozycję z narzędzi, które mają. Dlatego system wymaga korekty.

Z jednej strony — ustanowiłbym Sejm liczebny parzyście. Jak w realnym świecie. Większości liczona na styk, walka do ostatniej kropli, itd. Z drugiej strony — ustanowiłbym formalne stanowisko lidera opozycji, dając mu w zasadzie wszelkie uprawnienia w Sejmie tożsame z Kanclerzem (lub jakąś ich wariację).

Nasza poprawność polityczna i uprawianie polityki na fejsbuniach doprowadziło do sytuacji, w której ani polityki, ani większości, ani opozycji nie mamy. Mamy jednak szansę to zmienić.

Jako Książę obiecałem wspierać każdy rząd, ale nie zamierzam też biernie patrzeć na rządowe nic nie robienie, wiem z czym władzę kanclerską się je, wiem jakie są możliwości i opcje. I niech będzie jasne — nie zamierzam burzyć porządków, ale zamierzam rozmawiać z Kanclerzami/liderami większości celem wskazania możliwych opcji, pomocy, czy czasem prztyczka. Dotyczy to też opozycji. Działając razem działamy na rzecz KS - ciekawszej KS. I myślę, że to samo w sobie nie jest złym założeniem.

Zróbmy co możemy by obudzić się z letargu.

I na koniec trzy uwagi czysto techniczne. 1) ZA DŁUGIE (serio!); 2) czasem kuleje flow (są miejsca, które trzeba 2-3 razy przeczytać by nie zgubić wątku i załapać myśl, to się dzieje w każdym tekście wielmożnego); 3) wybrany font... apeluję nie kombinować, Open Sans, który jest domyślny, jest czytelniejszy i milszy dla oka :)

Świetna robota, oby tak dalej!
Odpowiedz Permalink
Alfred Fabian von Hohenburg Tehen-Dżek
Aż przeczytałem, aż wykorzystam wskazówki :-)
Odpowiedz Permalink
Prokrustes
@RCA
Cytuję:
ale zamierzam rozmawiać z Kanclerzami/liderami większości celem wskazania możliwych opcji, pomocy, czy czasem prztyczka. Dotyczy to też opozycji.

Osobiscie nie mam nic przeciwko temu zeby Ksiaze nawet wprost budowal swoj oboz polityczny. Przeciez i tak poglady oraz sympatie polityczne nie sa tajemnica i obejmuja tron czlowiek nie zapomina tego co bylo wczesniej.

Mam wiec szczera nadzieje, ze albo bedzie to rzeczywiscie rownomierne wsparcie dla wszystkich opcji niezaleznie od zgodnosci pogladowej (zeby kazdy kto wygra mogl realizowac swoj programi i wybory mialy sens) albo bedziemy miec wlasnie jawny oboz ksiazecy.

Nie chcialbym natomiast sytuacji w ktorej wszyscy beda wiedzieli, ze jest oboz ksiazecy, ze Ksiaze stara sie pociagac za sznurki, ze pewnym opcjom daje bardziej prztyczki niz pomoc ... ale zarazem bedzie duzo udawania, ze trzyma sie z daleka od takich rozgrywek.
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
@Zombiakov nie będzie obozu książęcego. Mówiłem kilkukrotnie już, także w elekcji, że wsparcie uzyska każdy Rząd, który się utworzy. Każdy.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.