Wywiad z kandydatem - Konrad Jakub Friedman
Seria wydawnicza: Wywiad z kandydatem

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Sarmatki i Sarmaci!

Po przerwie świątecznej czeka Was rozmowa z kolejnym kandydatem - Konradem Jakubem Friedmanem. Niedawny Kanclerz, a dziś walczy o bycie Księciem. Zapraszam do przeczytania.

Rihanna Aureliuš-Sedrovski: Konradzie, jak się czujesz po świętach, jak i przed wyborami?

Konrad Jakub Friedman: Po świętach bardzo dobrze, przed wyborami jeszcze lepiej.

RAS: Jaka była Twoja motywacja do kandydowania w wyborach?

KJF: Im dłużej siedziałem na fotelu Kanclerza, tym bardziej utwierdzałem się w przekonaniu, że tak naprawdę z moimi pomysłami, planami i wizją samego siebie w Sarmacji, bliżej mi nie do szefa Rządu, ale właśnie do tronu. Nie mówię, że planowałem zostać Księciem, ale w pewnym momencie wolałem skupić się na mojej robocie na Dworze Książęcym, czy Królewskim — w Baridasie. Bycie Kanclerzem, to więcej polityki, pracy "biurowej", administracyjnej i technicznej. Przede wszystkim jest się urzędnikiem państwowym i ma się konkretne zadanie do wykonania. Po jednej kadencji, druga spadła mi trochę z nieba, niespodziewanie i wbrew przewidywaniom większości, dlatego nie do końca miałem na nią pomysł. Narracja, fabuła, rozwój sztuki, kreślenie długofalowych planów dla Sarmacji — czyli Konstytucja, polityka zagraniczna, demografia, współpraca z samorządami, swego rodzaju po prostu dobre ogarnianie bieżących problemów i zadań — to te rzeczy, na których skupić się chciałem, ale co kolidowało z pozycją i zadaniami Kanclerza w Sarmacji. Wiedząc, że akurat teraz oczekuje się ode mnie czegoś innego, zrezygnowałem z urzędu. A to tym bardziej, że jak pisałem, to co robić chciałem, to nie były do końca zadania Kanclerza. Okazało się jednak, że zwalnia się tron sarmacko-baridajski, czyli najwłaściwsze miejsce do realizacji tego, co próbowałem robić. Oceniliśmy razem z rodziną, że wobec istnienia szans na sukces, tym bardziej warto spróbować swoich sił. Lubię wyzwania — co widać po całej mojej dotychczasowej karierze w KS — więc zgodziłem się na ten plan i wierzę, że wszystko jest w zasięgu ręki. Praktycznie każdy urząd w KS zdobywałem "przed czasem", zanim teoretycznie powinienem próbować. Wbrew sondażom, opiniom, utartym schematom. Nieważne, czy chodzi o posadę Asesora w TK, gdzie połowa składu Sejmu nawet mnie nie znała, a mimo to się udało, czy może o wybory kanclerskie, gdzie zamiast zwyczajnie się przygotować, poczekać i przeprowadzić spokojne oblężenie, przypuściłem szturm prosto na mury które oddzielały mnie od celu. Taką mam naturę, a że do tej pory się to spisywało, stwierdziłem, że jeżeli kiedykolwiek chcę zostać Księciem, to biorąc pod uwagę dotychczasowe osiągnięcia, paradoksalnie lepiej spróbować teraz, niż za lat pięć. Jak kiedyś powiedział ktoś mądry — nie czekaj z kuciem, aż żelazo będzie gorące; uderzaj, by je rozgrzać

RAS:Mówisz, że lubisz wyzwania. Czy zapędy ku nawet niepodległości niektórych regionów nie przeraziłby Cię? Umiałbyś sobie z nimi poradzić?

KJF: Kiedy byłem Kanclerzem, moje obowiązki wychodziły poza te spisane w konstytucji i ustawach; część mojej aktywności poświęcałem na wspieranie Księcia w jego obowiązkach, na przykład w kwestii prowadzenia polityki zagranicznej. Ale między innymi, chodziło też właśnie o politykę względem prowincji i załatwianie bieżących problemów czy innych spraw szczebla lokalnego. Dlatego kwestia polityki i stosunku Centrali względem samorządów, to nie jest coś, z czym dopiero będę miał okazję się zapoznać, ale coś w czym aktywnie uczestniczyłem.Dlatego pytanie "czy umiałbym sobie poradzić z wyzwaniami dotyczącymi prowincji" nie ma racji bytu. Po prostu nadal będę miał okazję ją kontynuować, stąd nie ma mowy o byciu przerażonym, ani tym bardziej nie ma miejsca na wątpliwości, czy dałbym sobie z nimi radę. Myślę, że dawał sobie dość dobrze, co zresztą usłyszałem bezpośrednio od mieszkańców samorządów.Moja ośmiomiesięczna kadencja na urzędzie szefa rządu, była czasem odprężenia, swego rodzaju "détente" w relacjach Korony z samorządami, jeżeli chodzi o porównanie do moich najbliższych poprzedników. Choć bywało gorąco w pewnych momentach, razem z Jego Książęcą Mością skutecznie radziliśmy sobie z problemami. Wtedy, były to jednak rozwiązania krótkookresowe, doraźne i chwilowe. Teraz chciałbym zająć się tym bardziej kompleksowo i długofalowo. Myślę, że najwięksi bojownicy o wolność pewnych regionów, doskonale wiedzą, że spośród głównych kandydatów w elekcji, ze mną można ugrać najwięcej. Że jestem gotowy do szerokich ustępstw i dialogu opartego o równość stron. Wśród moich kontrkandydatów mam tę niewątpliwą zaletę, że kwestia dialogu i porozumienia, to nie slogan odkurzany na czas każdych wyborów, ale rzeczywiste podejście do tego typu spraw. Już od dawna staram się o zorganizowanie debaty pomiędzy przedstawicielami Korony, a prowincjami wyrażającymi ambicje niepodległościowe. Debaty zakończonej nie zwykłą paplaniną, ale konkretnym zrewidowaniem wzajemnych relacji i namacalnych aktów prawnych. Jest to jeden z tych punktów, których realizację stawiam sobie za sprawę honoru. O ile wcześniej jako Kanclerz miałem małą moc sprawczą w tej materii - chociażby z uwagi na ograniczoną kadencję i legitymację społeczną do załatwienia tych spraw - to teraz wreszcie będzie okazja do postawienia się w roli głównego motoru napędowego nadchodzących zmian. Bo te nas czekają, i tylko naiwni nie zauważą, że nie da się w nieskończoność udawać, że problemu nie ma. Jeżeli nie załatwimy tego już teraz, to później będzie znacznie trudniej, o ile będzie możliwe w ogóle. Pierwszy akt został rozegrany, przygotowałem grunt do rozmów. Mam nadzieję, że dostanę w ręce batutę i będę mógł w końcu zadyrygować do końca.

RAS:Ktoś tu widzę ma podrygi dyrygenta (śmiech). Skoro już zahaczamy o pojęcia artystyczne, to jak planujesz wspierać kulturę jako potencjalny Książę?

KJF:Jaśnie Oświecona trochę sama odpowiedziała w pierwszym zdaniu :D
Kulturę najlepiej wspierać, poprzez jej tworzenie. Dotacje, konkursy, patronaty — nie do końca się spisują w naszej rzeczywistości. Trzeba zebrać ludzi, animować ich, działać razem z nimi. Zamiast ogłaszać, że jeżeli ktoś napisze tekst to damy mu za to medal, obrazek z patronatem książęcym i sypniemy trochę libertów, lepiej odezwać się do ludzi którzy tym się zajmują, i napisać coś razem z nimi. Inspirować, rzucać pomysłami, może nawet próbować rzucić rękawicę i stanąć w szranki na polu kultury i sztuki. Jako Książę, nie chcę być zleceniodawcą, chcę być współautorem. Nie samym mecenasem, ale i twórcą. Książę na polu kultury winien być nie tylko dyrygentem, ale może i przede wszystkim, grać pierwsze skrzypce. Od dawna noszę się z zamiarem wzięcia się za działalność pisarską i kronikarską. Przecież tym się kiedyś zajmowałem na samym początku, aczkolwiek bardzo krótko. Ale o ile tworzenie tekstów, a i nawet grafika bądź rysunek, to rzeczy najbardziej widoczne w naszej kulturze, to najmniej przebija się muzyka. Potrafiąc coś tam sklecić na tym czy owym instrumencie, chciałbym to wykorzystać właśnie w Sarmacji. Do tej pory albo bawiłem się w politykę, albo nawet jako szary obywatel, kombinowałem i knułem to i owo, więc czasu na działalność twórczą nie było, a już na pewno nie było do tego motywacji. Ale jako Książę, część obowiązków urzędniczych jakie miałem do tej pory, zamienię na powinności czystko kulturalne. Kanclerz-grajek i poeta, to marnotrawienie czasu nas wszystkich i zaniedbywanie obowiązków urzędniczo-administracyjnych, ale Książę w tej roli, to połączenie idealne.
Może wreszcie będzie szansa do odkurzenia i głowy, i moich zabawek — a wypadkową tego będzie odkurzenie Sarmacji. Dawno nie było Księcia, którego działalność na polu kultury można było scharakteryzować słowami "bard, poeta, pieśniarz, kielniarz". Chyba nadszedł czas na pewne zmiany w tej kwestii.

RAS:Oczywiście, że nadchodzą zmiany :). Jeśli już jesteśmy przy odkurzaniu Sarmacji. Pojawiły się głosy odnośnie kadencyjności Księcia. Jak wiemy, wypowiadałeś się już na ten temat, ale może i tutaj przedstawisz swoje poglądy na ten temat?

KJF:Jak wspominałem na Forum, sceptycznie podchodzę do tego pomysłu — co nie znaczy, że nie dostrzegam problemu w nieograniczonym czasie panowania i nie widzę potrzeby pewnych zmian. W mojej ocenie, kwestia długości panowania powinna przestać być tematem tabu. Kandydaci powinni jasno określić długość swojej planowanej posługi na tronie, wywiązywać się z tego, konsultować to z Narodem i na bieżąco sprawdzać swoje poparcie społeczne. Tak samo Naród nie powinien bać się podnosić tej kwestii i dawać do zrozumienia, czego oczekują od swojego Księcia. Jeżeli określimy sztywne ramy, to po pierwsze, obdzieramy godność książęcą z pewnej aury i świętości. Z istoty monarchii i pozycji Księcia. Po drugie, powoduje to problemy bardziej namacalne. Kadencyjność, oznacza spadek stabilności i swobody monarchy. Właśnie taka jest istota monarchii, że wybiera się jednego "urzędnika" państwowego, który z racji tej niezależności i swobody, ma spinać i ogarniać cały system i organizm państwa. Może ingerować w spory jako osoba neutralna, niezwiązana instrukcjami wyborczymi, a nikt nie trzyma nad taką osobą topora. Nie musi się bać o swoją pozycję i nie ma nic do stracenia. Nie musi walczyć o utrzymanie się na stanowisku, a przez to płaszczyć się przed każdym i słodzić wbrew rzeczywistości. Pozycja czysto polityczna czy ustrojowa monarchy, to wcale nie osobiste prerogatywy, kompetencje, władza i pozycja względem innych urzędników. To właśnie nietykalność i brak kadencyjności. I z tego dopiero wywodzą się pozostałe atrybuty władzy monarszej, to dlatego Książę może być przykładowo głową wymiaru sprawiedliwości — bo jest neutralny, i nie musi brać pod uwagę tego, że określone działanie w Trybunale, może zaszkodzić przy reelekcji. Nie boi się napomnieć czy pochwalić kiedy trzeba, bo nie wpłynie to na jego dalsze panowanie. Może stosować prawo łaski czy abolicji, ale nie po to, żeby kupić sobie wyborców przy reelekcji. Wprowadzenie kadencyjności Księcia, to dla mnie pierwszy krok do kupczenia wsiami lennymi czy odznaczeniami tuż przed referendum w sprawie kolejnej kadencji. Do upolityczniania Trybunału i wymiaru sprawiedliwości, do zacierania się tej granicy pomiędzy neutralnością, a polityką. I dlatego jeżeli jesteśmy gotowi poddać Księcia obowiązkowi uzyskiwania wotum zaufania co do jego dalszego panowania, to musimy jednocześnie wziąć pod uwagę, że mimo wszystko pasowałoby przy okazji na przykład oddzielić Trybunał od Księcia. Zabezpieczyć Ordynację, żeby nadania wsi nie wpływały na siłę głosu podczas reelekcji, a Książę nie mógł rozdać wiosek swoim kolegom którzy mają zagłosować za pozostawieniem go na tronie, mając większą siłę głosu. I dlatego jestem przeciwny kadencyjności godności książęcej — po pierwsze, z uwagi na profanację sacrum, po drugie, na gwałtowne wywrócenie do góry nogami naszego ustroju i opartych na nim zasad. Jednocześnie jak wspomniałem, z drugiej strony Naród powinien uważniej spoglądać na kwestię długości panowania, Książę nie może boczyć się czy represjonować tych osób, które jawnie głoszą iż Książę powinien abdykować. Trzeba zmienić nie tyle prawo, co kulturę polityczną i umówić się, że abdykacja i panowanie to już nie temat tabu i obywatele mają prawo domagać się i dawać do zrozumienia, że chcą zmian. Pokazywać, że popadamy w marazm i trzeba kogoś nowego. Pytać przed elekcją, na jak długie panowanie się umawiamy. Sprawdzać i czuwać nad tym, czy Książę słowa dotrzymuje. Nie zmiana Konstytucji, ale zmiana mentalności. Nas wszystkich — Księcia i Narodu.

RAS:Konradzie, a jak zaopatrujesz się na rody i ewentualnie swoją drugą połówkę?

KJF:Planuję stworzyć coś w rodzaju rodu panującego, żeby dodatkowo uatrakcyjnić moduł rodowy w Sarmacji. Zwiększyć różnorodność pomiędzy istniejącymi rodzinami. Poza herbami czy zawołaniami, wprowadzić różne tytuły które by im przysługiwały, pewne unikatowe bonusy i profity. Chciałem zorganizować swego rodzaju zawody czy wyzwania, w których rywalizacja opierałaby się głównie na przynależności rodowej i walki pomiędzy rodzinami. Co do mariażu książęcego, to jest to siłą rzeczy sprawa wagi państwowej, więc wszystko zależy od nastrojów politycznych i woli obywateli. Pewne rodzaje ślubów nie mogą pozostać z dala od czystej polityki i zdania mieszkańców Sarmacji. Ale fakt faktem, że posada księżnej czeka wreszcie na uzupełnienie wakatu, więc warto się postarać o dodatkowe uatrakcyjnienie narracyjno-fabularne. Razem ze stworzeniem rodu panującego, może to być dodatkowy booster fabularny, a do tego dojdzie coś, co chciałem przywrócić w Sarmacji. Do tytułów nadawanych przez Księcia i honorowych godności.

RAS:Przyznam, że taka opcja byłaby ciekawa, ale część powie "Jak rody to i system". Jak się do tej sprawy odnosisz?

KJF: System powstaje, stryjek Kakulski działa dniami i nocami nad HUGOnem. Do tego, chodzą słuchy o powrocie JKW Piotra II Grzegorza do prac nad Złotą Wolnością 2.0 — a tym, był element który świetnie nadaje sie do współpracy rodowej. Rody mają jednak sens nawet jeżeli są oderwane od systemu i działają wyłącznie fabularnie. I dlatego ten aspekt również musimy wziąć pod uwagę. Z drugiej strony, powstająca mapa Kakulskiego może zostać rozszerzona o takie elementy, które będą powiązane z naszymi rodami. Co do samego systemu, to jest to krok milowy w dotychczasowej historii. Dostajemy coś, co działa i w co można się bawić. Nie są to kolejne zapowiedzi prac, jałowe dyskusje i makieta, która nie robi niczego, poza tym że wygląda. Ale jak zauważają słusznie niektórzy, nie samym systemem powinna żyć Sarmacja. I dlatego w parze muszą iść rzeczy czysto narracyjne, o czym pisałem przy okazji pytania o rozwój kultury i sztuki. Współpraca pomiędzy tymi dwoma modułami jest nie tylko możliwa, ale i potrzebna oraz korzystna dla nas wszystkich.

RAS:No i może na zakończenie tej fascynującej rozmowy - co spełnisz na 100% jak zostaniesz wybrany?

KJF:Swój cel polegający na wygraniu elekcji :)
A z programu, wszystko to, na co starczy sił. I mnie, i Wam. Godność książęca to nie urząd Kanclerza, żeby czarować słupkami ze zrealizowanym planem i procentami spełnionych obietnic — chociażby dlatego, że w zasadzie trudno obiecywać coś konkretnego. Jest to jeden z nielicznych urzędów, gdzie przynajmniej w teorii, powinno być jak najmniej obiecanek i programów politycznych. Dlatego na to pytanie nie można odpowiedzieć inaczej, niż w sposób następujący — na 100% będę starał się być dobrym Księciem. Na omamianie procentami zrealizowanego programu wyborczego, przyjdzie czas w wyboracj kanclerskich czy sejmowych.

RAS:Życzę Ci spełnienia tego celu. Dziękuję za poświęcony czas i powodzenia!

KJF:Również dziękuję i kłaniam się.

To był jeden z ostatnich wywiadów w tym cyklu. Zapraszam do śledzenia Pulsu Sarmatów bo wkrótce ukażą się kolejne.
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Konrad Jakub Arped-Friedman, Markus Arped, Tomasz Ivo Hugo.
Serduszka
8 487,00 lt
Ten artykuł lubią: Gauleiter Kakulski, Laurẽt Gedeon I, Guedes de Lima, Konrad Jakub Arped-Friedman, Alfred Fabian von Tehen-Dżek, Markus Arped, Arcadio Norbert dal Deliart-Wissener, Vladimir ik Lihtenštán, Michał Pséftis, Kristian Arped, Yennefer von Witcher, Adam Jerzy Piastowski, Tomasz Ivo Hugo.
Komentarze
Gauleiter Kakulski
Co do rodów, to ciekawe, jeżeli ktoś opracuje pomysł na fajną aplikację rodową, to - w miarę swoich pomysłów - napiszę. W mapę też da się je wpisać, np. jako specyficzną formę spółki + siedziby rodowe jako obiekty (póki co są kodowane siedziby lenne/okręgowe, ale pewnie da się to pożenić).

W każdym razie jak wyżej - jak będzie fajny pomysł, chętnie dołożę pomoc przy realizacji :)
Odpowiedz Permalink
Gauleiter Kakulski
Cytuję:
w miarę swoich pomysłów

W miarę możliwości, oczywiście :)
Odpowiedz Permalink
Marek von Thorn-Chojnacki
Całkiem ciekawe.wybory pokaże kto sie przebije.
Odpowiedz Permalink
Adam Jerzy Piastowski
Bardzo ciekawy wywiad z równie ciekawym kandydatem. Elekcja naprawdę zapowiada się bardzo emocjonująca i bardzo wyrównana.
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.