Dwór Książęcy, Tomasz Ivo Hugo, 28.10.2017 r. o 23:51
Tajemnice Pałacu Książęcego cz. VI

I część
II część
III część
IV część
V część
KONKURS nr 1 na przetłumaczenie tekstu
KONKURS nr 2 na przetłumaczenie tekstu


K
siążę wyszedł z piwnic. Na górze schodów czekał na niego Marszałek.
- Dobrze, że pan jest, panie marszałku – Książę podał pojemnik z dokumentem. – Kolejny dokument w staroteutońskim. Tym razem w nowo odkrytych tunelach.
- O, proszę. Ledwo jeden konkurs udało mi się ogłosić. Zaraz ogłoszę kolejny – Marszałek odwrócił się i już szedł do swoich komnat służbowych.
- Chwileczkę, panie marszałku – przystopował go Książę. – Konkurs poczeka, już nad jednym dokumentem będzie trochę pracy. Chodźmy najpierw do naszego gościa.
- Ach, tak, oczywiście. Podobno już się obudził.

Poszli obaj na pierwsze piętro do komnaty przybysza. Na szczęście jego obrażenia nie były tak duże, żeby trzeba było go hospitalizować. Przed jego komnatą stało dwóch strażników, którzy na widok Księcia wyprężyli się i zasalutowali. Książę w odpowiedzi skłonił głową, po czym otworzył drzwi do komnaty tajemniczego gościa. Gdy weszli, mężczyzna leżał na swoim łożu i miał zamknięte oczy, ale jak się, było to spowodowane promieniami słonecznymi wpadającymi do pokoju, a nie snem. Gdy tylko władca i Marszałek weszli do komnaty, przybysz otworzył oczy i podniósł się.
- Witaj wasza książęca mość. Witam panie marszałku.
- Jak się pan czuje? – spytał Książę. – Ponoć nieźle pan oberwał.
- Dziękuję, już lepiej. To przez własną głupotę. Szkoda, że waszej książęcej mości tam nie było.

Książę i marszałek na chwilę zaniemówili, spojrzeli po sobie porozumiewawczo, a ten pierwszy z lekką irytacją spytał:
- Że co proszę?!
- No... - niepewnie zaczął przybysz. – Proszę wybaczyć, wasza książęca mość, zły dobór słów. Słyszałem, że srogo książę zrugał żołnierza, który po tym wszystkim, co mi się przydarzyło, odważy się wejść do nowo odkrytych tuneli. Choć może „odważył się”, to złe określenie – raczej był na tyle głupi.
- Ach, tak – skwitował Książę, obaj z Marszałkiem odetchnęli. – Jednak proszę mi powiedzieć, co pana do tego skłoniło. To też nie było najmądrzejsze. Czemu nie poczekał pan na saperów?
- Ma książę rację, to było głupie. Jednak zwyciężyły chyba emocje, ekscytacja. Po tylu latach oczekiwania, po tylu tajemnicach, pytaniach bez odpowiedzi, odpowiedzi rodzących kolejne pytania… Nareszcie ujrzałem tajemnicę, której strzegli moi dziadkowie. Byłem pierwszy z naszego rodu, od dziadków, który ujrzał te tunele. A na dodatek...
- Tak? – spytał Książę.
- Na dodatek, zobaczyłem tam coś. Nie wytrzymałem, musiałem pójść po to. Przepraszam. Nie dość, że sprowadziłem niebezpieczeństwo na ludzi waszej książęcej mości, to jeszcze straciliśmy być może coś ważnego.
- Być może nie – tajemniczo uśmiechnął się Marszałek i pokazał przybyszowi pojemnik z dokumentem.
- Tak! To to, ale jak? – uradował się przybysz.
- Ten opieprzony żołnierz to znalazł – z uśmiechem odpowiedział Książę.
- Czy to... – zaczął pytanie przybysz.
- Tak, kolejny dokument – przerwał szybko Marszałek. – Również w staroteutońskim.
- Mam nadzieję, że uda się wam przetłumaczyć.
- My również – odparł Książę. – Ale to nawet więcej niż nadzieja. Myślę, że na wyniki tłumaczeń nie będziemy musieli czekać długo.
- To dobrze – odetchnął z ulgą przybysz i opadł na poduszkę.
- Proszę wypoczywać – powiedział Książę. – Na nas już czas. I tak teraz nic nie zdziałamy. Musimy poczekać na budowniczych, którzy zabezpieczą tunel po wybuchu, a potem będą kontrolować bezpieczeństwo konstrukcji.
- Dobrze, będę odpoczywał. Przyda mi się po tym, co narobiłem. Cieszę się, że wasza książęca mość tak do tego podszedł.
- Do zobaczenia – pożegnali się wychodząc z komnaty Książę i Marszałek.
- Dziękuję – rzucił tylko za nimi przybysz i zamknął oczy.

M
inęło parę dni, zanim Architekt i jego ludzie zakończyli Labirynty. Do tego czasu nikt nie wchodził do odkrytych tuneli. Podkomorzy postawił przy wejściu straż na wszelki wypadek, gdyby jakiemuś szalonemu poszukiwaczowi skarbów strzeliło do głowy tam wejść. Zanim jednak prace w tunelach zaczęły postępować, Książę odbył jeszcze jedno, miłe i ważne dla tej historii spotkanie. Któregoś dnia, gdy znowu siedzieli z Marszałkiem przy podpisywaniu dokumentów, ponownie przyszedł Podkomorzy. Tym razem Książę nie dał mu dojść do Marszałka i nie pozwolił zachować dyskrecji:
- Dzień dobry, panie podkomorzy. Cóż pana do nas sprowadza. Znów jakiś tajemniczy przybysz?
- W rzeczy samej, wasza książęca mość.
- Oooo – krzyknęli poruszeni Książę i Marszałek.
- To znaczy, nie tak do końca tajemniczy – odparł niepewnie Podkaomorzy.
- Panie podkanclerzy? – podniósł brew Książę.
- Osoba to znana i waszej książęcej mości, i w pałacu, ale...
- Taaak?
- Ale prosił, żebym nie anonsował go z imienia i nazwiska. Chce zrobić waszej książęcej mości niespodziankę.
- To niedopuszczalne – oburzył się Marszałek.
- Ręczę głową - zapewnił Podkomorzy.
- Dobrze, już dobrze – uspokoił atmosferę Książę. – Ufam panu, panie podkanclerzy. Niech będzie niespodzianka. Proszę przyprowadzić tego kogoś tutaj. Nie będziemy dzisiaj przechodzić do sali audiencyjnej.

M
arszałek i Podkomorzy spojrzeli ze zdziwieniem na Księcia, a po chwili ten drugi skłonił się i wyszedł z komnaty. Nie minęła kolejna chwila, gdy w drzwiach ukazał się przybysz. Książę od razu go rozpoznał, wstał i radośnie, z rozpostartymi ramionami przywitał:
- Wicehrabia Kakulski! Kawał czasu, jakże cieszę się, że was widzę!
- Witaj, wasza książęca mość – odwzajemnił radość przybysz, którym był właśnie Wicehrabia Gaulaiter Kakulski.

Przywitali się uściskiem ramion, jak starzy przyjaciele, którymi byli. Po czym Książę zwrócił się do Marszałka:
- Panie marszałku, proszę posłać po najlepsze wino i jadło, dla naszego gościa. Dzisiaj tutaj zjemy obiad.
- Oczywiście wasza książęca mość. Czy coś sobie specjalnego książę lub nasz gość życzą.
- Niech kuchnia nas zaskoczy. Ma być smacznie.
- Rozumiem.

A gdy Marszałek poszedł szukać służby, Książę zwrócił się do Wicehrabiego:
- Co cię tu sprowadza, stary druhu? Gdzieś ty bywał?
- Na opowieści o moich podróżach jeszcze przyjdzie czas, książę. Słyszałem, że tutaj sporo się dzieje.
- Ach, no tak, wieści rozchodzą się szybko po księstwie. Rzeczywiście, ostatnimi czasy wydarzenia toczą się tutaj w szybkim tempie.

Książę opowiedział wszystko ze szczegółami. W międzyczasie służba przyniosła jadło i napitek, a do władcy i Wicehrabiego dołączył Marszałek.
- No to rzeczywiście ciekawie, wasza książęca mość. Nie znałem tych interesujących szczegółów, choć wiedziałem, że czegoś szukacie pod pałacem. Więc jestem.
- Haha, któż by miał lepiej szukać, niż najlepszy poszukiwacz w Sarmacji i Scholandii – rozradował się Książę.
- Otóż to, chciałbym pomóc.
- To wspaniale. Po obiedzie zejdziemy do piwnic, obejrzymy razem te tunele. Zresztą codziennie wciąż odkrywamy nowe fragmenty. Panie Marszałku, niniejszym czynię Wicehrabiego Kakulskiego szefem ekipy poszukiwawczej. Proszę go potem wtajemniczyć we wszystko.
- Oczywiście, wasza książęca mość – odparł Marszałek, po czym zwrócił się do Wicehrabiego – Cieszę się, że będziemy mogli skorzystać z wiedzy i doświadczenia Wicehrabiego.
- Ja również. Już nie mogę się doczekać na odwiedziny i poszukiwania. Słyszałem, że już jakieś bogactwa znaleźliście.
- No to już są plotki podsycane przez Sarmatów – odpowiedział Książę. – Nie przeczę, znaleźliśmy parę złotych i srebrnych monet, ale do skarbów naszym znaleziskom jeszcze daleko. No ale mamy teraz ciebie, więc mam nadzieję na rychłą zmianę w poszukiwaniach.
- Postaram się nie zawieść waszej książęcej mości.

J
eszcze przez jakiś czas jedli, pili, rozmawiali i żartowali. Do uczty dołączyły Księżna i Księżniczka. Zwłaszcza ta druga niezwykle uradowała się na widok „wujka Gaua”. Po skończonej uczcie Książę, Marszałek i Wicehrabia udali się do piwnic. Książę opowiedział wówczas Wicehrabiemu całą historię od przybycia tajemniczego gościa do znaleziska niesfornego szeregowego. Opowieść uzupełnił Marszałek, mówiąc o dalszych postępach i obecnym etapie prac.

Od tego czasu poszukiwania nabrały tempa, choć odkrywanie tuneli postępowało wciąż tym samym tempem. Wicehrabia okazał się rzeczywiście wprawnym poszukiwaczem. Znalazł wreszcie prawdziwe skarby, a nie kilka monet czy parę kamieni. Ale przede wszystkim znalazł dokument. Jak się okazało – ostatni.

KONKURS nr 3 na przetłumaczenie tekstu
Lwuj4jvb.jpg
KONKURS nr 3 na przetłumaczenie tekstu
Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Vladimir ik Lihtenštán.
Serduszka
6 076,00 lt
Ten artykuł lubią: Szymon de Canterville, Gauleiter Kakulski, Torkan Ingawaar, Vladimir ik Lihtenštán, Henryk Wespucci, Marceli z Ossolińskich Bordoński, Laurẽt Gedeon I, Fryderyk Karol Albert Orański-Nassau, Tomasz Habsburg, Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser, David de Hoenhaim.
Komentarze
Gauleiter Kakulski
Jestem nie mniej zaskoczony, niż zaskoczony był WKM!
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.