Dwór Książęcy, Tomasz Ivo Hugo, 25.10.2017 r. o 23:22
Tajemnice Pałacu Książęcego cz. III

(I część, II część, KONKURS na przetłumaczenie tekstu)

K
siążę powoli rozwinął mapę, pozwalając Marszałkowi zaglądać przez ramię. Jako, że obaj znali mapę podziemi Pałacu na pamięć, od razu zauważyli, że jest więcej korytarzy i do tego cały kompleks wydał im się, jakby zajmował dużo większą powierzchnię.
- Jakby wychodził poza obręb pałacu – zauważył Marszałek.
- Ciekawe, czy łączy się z jeszcze innymi, wychodzi na zewnątrz.
- Wydaje mi się, że tak – wtrącił się przybysz. – Nie stanowiłaby ta mapa wówczas takiej tajemnicy. No i jeszcze ten dokument...
- Spisany w staroteutońskim – dokończył Książę.
- Ktoś chciał utrzymać coś w tajemnicy – dołączył się Marszałek. – Jeszcze niedawno ten język znała jedna, może dwie osoby w Sarmacji. Myśli książę?...
- Nie, przecież to było dawno, a poza tym co ci ludzie takiego strasznego mieliby ukrywać.
- No cóż... - sugerująco zawiesił głos Marszałek.
- Bez przesady, panie marszałku, sierpień mnie dotyczył, a my tu mamy do czynienia z czymś wiele starszym.
- No dobrze, dobrze. To co z tym robimy wasza książęca mość?
- Po pierwsze nasz gość – powiedział do Marszałka, po czym zwrócił się do przybysza i Szambelana, który właśnie nadszedł. – Proszę przyjąć naszą gościnę. Panie szambelanie, proszę przygotować dla naszego gościa komnatę gościnną i zadbać o to, żeby nic jemu nie zabrakło. Będzie pan gościem dopóki to wszystko się nie skończy.
- Rozumiem... kwestie bezpieczeństwa – odparł przybysz, ale zamiast rezygnacji z takiego rozwoju sprawy, wydawało się, że cieszy się on wręcz z zapowiedzi Księcia.
- No tak. Z jednej strony pański udział w poszukiwaniach będzie dla pana nagrodą, z drugiej, nie wiem co w tych tunelach się kryje i skąd u pana ten dokument i ta mapa.
- Ja sam tego nie wiem, wasza książęca mość.
- Rozumiem, będziemy próbować. Tym niemniej zapraszam pana już do swojej komnaty. Zobaczymy się później.

S
zambelan ruszył w kierunku drzwi wyjściowych, zapraszając przybysza, żeby podążał za nim. Książę czekał aż obaj wyjdą i zamkną za sobą drzwi. Gdy to nastąpiło, zwrócił się do Marszałka:
- Panie Marszałku, będę potrzebował spotkać się z architektem labiryntów, żeby omówić roboty budowlane przy odkrywaniu tuneli, mogą być zawalone, a i nasz gość coś wspominał o pułapkach. Proszę także wezwać podkomorzego, żeby ustalić kwestie bezpieczeństwa związane z naszym gościem. Może też uda się jemu coś ustalić odnośnie jego pochodzenie i tych dokumentów. Wreszcie niech dowódca gwardii...
- Tak wasza książęca mość? – odezwał się zza tronu strażnik, którym okazał się dowódca gwardii.
- Wspaniale, że pan jest, generale. Proszę przygotować swoich najlepszych saperów i kilku żołnierzy, do ochrony, gdy będziemy chodzić po nowych tunelach… Jeśli je w ogóle znajdziemy...
- Oczywiście, wasza książęca mość, osobiście będę dowodził oddziałem.
- Wspaniale, dziękuję.
- A konkurs? – wtrącił się Marszałek.
- Tak, oczywiście. Proszę wziąć ten dokument – przekazał Książę dokument od przybysza Marszałkowi – proszę skopiować i rozesłać wśród Sarmatów.
- Oczywiście, wasza książęca mość. Kogo najpierw wezwać?
- Nizarytę.
- Nie – Marszałek jęknął i zbladł.
- Tak książę – dobiegł zza tronu szept.

W tym momencie, niczym cień, zza tronu wyszła postać ubrana w ciemny skórzany strój, z mnóstwem kieszeni, niby skrytek, i zasłoniętą twarzą. Marszałek odszedł lekko przerażony, żeby nie spotkać się z nowym przybyszem.
- Och, jesteś – rozpromienił się Książę. – Jak zawsze na miejscu i w czas.
- Oczywiście – przybysz patrzył w ziemię, rozmawiając z Księciem.
- Widziałeś zapewne naszego tajemniczego gościa.
- Tak książę, ale nie znam w ogóle – odpowiedział Nizaryta. – Nie przypomina mi żadnego Sarmaty, Teutończyka, Baridajczyka czy nawet Sclavińczyka. Nie widzę żadnego podobieństwa.
- No właśnie, ja też. Nie chciałem stresować marszałka, ale coś jest nie tak – podzielił się wątpliwościami Książę. - Dlatego trzeba będzie poszukać. Spróbuj dowiedzieć się o nim wszystkiego.
- Oczywiście – powiedział tylko Nizaryta i zniknął w cieniu.

Marszałek powrócił do Księcia niepewnym krokiem i spytał:
- Nie boi się wasza książęca mość, że wasza relacja skończy się kiedyś tragedią?
- Nie – odpowiedział krótko i stanowczo Książę. – Oni może i są fanatykami, ale mają także swój kodeks honorowy. A ten nizaryta i jego rodzina zawdzięczają mi życie.
- Rozumiem wasza książęca mość. To kogo pierwszego mam wezwać?
- Architekta – odpowiedział Książę. Jednak po chwili dodał – chociaż nie, pójdziemy do niego. Zobaczę jak wyglądają postępy prac.
- Oczywiście, wasza książęca mość.

W
yszli z sali tymi samymi bocznymi drzwiami, którymi wcześniej tu dotarli. Gdy tylko zamknęły się drzwi, zdało się słyszeć szczęk zbroi przemieszczających się strażników i wydającego polecenia dowódcę gwardii. Książę i Marszałek przeszli długim korytarzem do jednego z bocznych wyjść na tyłach Pałacu. Wyszli do pięknego o tej porze ogrodu, który mienił się kolorowymi kwiatami i rozbrzmiewał śpiewem wszelkiego rodzaju ptaków. Ogrodnicy tak dyskretnie pracowali, że w zasadzie tylko Książę i Marszałek byli ich w stanie dostrzec. Zeszli schodami w dół i udali się na tyły ogrodu.
- Widział pan marszałek labirynty? – zagaił rozmowę Książę.
- Tak, miałem nawet przyjemność wejść do niektórych. – odparł Marszałek.
- Świetnie! To dopiero okazja. I jak wrażenia?
- Imponujące, wasza książęca mość. Wszystko wygląda niczym prawdziwe.
- No to zaraz się przekonamy.

Wyszli z ogrodu przez furtkę ukrytą między pnączami. Ich oczom ukazał się najpierw las, a za chwilę zobaczyli sporych rozmiarów parterowe budynki. Na ich spotkanie wyszedł Architekt. Człowiek szczupły, wysoki, w pobrudzonym ubraniu roboczym. Widać było, że pochłonięty, wręcz oddany swej pracy. Przywitał gości rozpromieniony:
- Wasza książęca mość! Pani marszałku! To dla nas zaszczyt. Cieszę się, że w końcu będziemy mogli księciu pokazać nasze dzieła.
- Dzień dobry! - odwzajemnił przywitanie Książę. - Ja też się cieszę. Wprost konam z niecierpliwości, żeby zobaczyć te labirynty. Jednak chciałbym na wstępie rozwiać wątpliwości. Jak już mówiłem panu marszałkowi, nie zgadzam się na pański pomysł.
- Oczywiście wasza książęca mość. Nic na siłę. Zapraszam tymczasem do pierwszego labiryntu.

Rejestr zmian

Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Paviel Gustolúpulo.
Serduszka
6 161,00 lt
Ten artykuł lubią: Laurẽt Gedeon I, Marceli z Ossolińskich Bordoński, Tomasz Habsburg, Robert Fryderyk, Alfred Fabian von Tehen-Dżek, Bartłomiej Czapka, Gauleiter Kakulski, Paviel Gustolúpulo, Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser, Henryk Wespucci, David de Hoenhaim.
Komentarze
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser
Cytuję:
Nie przypomina mi żadnego Sarmaty, Teutończyka, Baridajczyka czy nawet Sclavińczyka
Może to Tropicańczyk?
Odpowiedz Permalink
Tomasz Ivo Hugo
@RemigiuszL zapewne jeszcze sporo nacji tutaj musiałbym napisać ;-)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.