Poczet tropicańskich piratów - Złotobrody
Seria wydawnicza: Poczet tropicańskich piratów

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
tXgq9R9s.jpg

Rodrigo Fernández Oliviera, znany jako Złotobrody, jest absolutnie najsłynniejszym tropicańskim łupieżcą z tzw. wczesnego okresu pirackiego, przypadającego na przełom XV i XVI wieku. Urodził się w 1590 r. w Soli. Jego ojciec, Iker Rodrigo, był kupcem, a właściwie paserem i przemytnikiem, skupującym pirackie łupy i sprzedającym je w Gellonii. W tamtych czasach, oprócz tubylców, Tropicanę zamieszkiwali głównie rybacy, czasy średniowiecznych kaprów minęły, a nowożytne piractwo nie było jeszcze rozpowszechnione. Jednak Iker miał niemalże monopol na skup i przewóz pirackich łupów, toteż bardzo dobrze prosperował, stać go było nawet na własną przemytniczą galerę. Jednak na nieszczęście dla niego w 1600 r. nasilające się ataki na wybrzeża kontynentu zmusiły księcia Gellonii do wydania szeregu ukazów antypirackich. Wojska gellońskie nie były w stanie zagrozić samej Tropicanie, gdyż brakło jej floty. Wobec tego książę postanowił uderzyć w handel piratów na terenie księstwa. Zlikwidowano wszelkie tawerny, do których uczęszczali piraci, aresztowano rodziny tych, którzy pochodzili z Gellonii. W końcu książęcy śledczy wpadli także na trop Ikera. Przemytnik wpadł w zasadzkę i, choć sam zdołał uciec, stracił statek, wraz z załogą i ładunkiem.

Iker znalazł się w beznadziejnej sytuacji. Nie mógł pozostawać długo w Gellonii, gdyż aresztowanie przez władze było tylko kwestią czasu. Nie mógł wrócić na Tropicanę, bowiem tam dorwaliby go właściciele utraconego ładunku. Sprzedał więc resztkę posiadanego majątku, sprowadził z wyspy cichaczem rodzinę, po czym wyemigrował do Enderasji. Tam zatrudnił się jako urzędnik w biurze jednego z armatorów. Jego pensja była skromna, więc wysłał młodszych synów, w tym Rodriga, do służby na morzu. W ten sposób, w 1602 r., dwunastoletni Rodrigo rozpoczął swoją morską karierę jako chłopiec okrętowy na enderaskim galeonie “Margon”. Teutońska załoga uważała go za Gellona i bardzo za to prześladowała. Ze względu na swe pochodzenie, mimo szybkiego przełamania bariery językowej oraz ujawnienia ponadprzeciętnych umiejętności żeglarskich, nie mógł liczyć na awans. To właśnie w ciągu dwóch lat służby na “Margonie”, w sercu Oliviery zrodziła się nienawiść do wszystkiego co teutońskie. Nadszedł jednak dzień zemsty.

13 lipca 1604 r. “Margon” wioząc ładunek zboża do Mirii, został napadnięty przez piracki rajdowiec “El Caudillo”. Piraci wyrżnęli całą załogę, prócz młodego majtka okrętowego, który błagał o litość czystą tropicańszczyzną. Jeden z napastników rozpoznał w nim syna tego starego oszusta Oliviery. Inni jednak wysunęli przypuszczenie, że przez dwa lata od udania się na emigrację, Rodrigo musiał całkiem się zteutonić. Cała piracka załoga doszła do wniosku, że należy przeprowadzić test, od którego zależało będzie życie chłopaka. Nakazano mu mianowicie poderżnąć gardło kapitana “Margona”. Rodrigo uczynił to bez chwili wahania.

Czyn ten tak spodobał się piratom, że chłopak szybko stał się ulubieńcem całej załogi. Sam kapitan “El Caudillo”, zwany El Rápido, wziął go na wychowanie (jeśli tak można określić opiekę okrutnego przestępcy, w istocie była to bardziej deprawacja). Pod jego okiem Rodrigo odebrał najlepszą szkołę nawigacji, pracy na statku, taktyki, walki wręcz i innych niezbędnych piratowi umiejętności. W 1606 r. Oliviera był już młodszym oficerem, a w rok później osobiście poprowadził statek w zastępstwie kapitana na wyprawę łupieżczą wzdłuż wybrzeży Mirii.
dVJmVfPU.jpg

Sielanka nie mogła trwać wiecznie. W 1608 r. enderaska fregata “Móer” dopadła “El Caudillo” i wyrżnęła całą załogę. Przeżył tylko młodzieniec, który był przez piratów więziony i mówił niemal czystą enderaśczyzną. Tak przynajmniej podają źródła. Dodatkowo, wg spisu okrętów enderaskich, które brały udział w wojnie domowej w Slavii, “Móer” należał do armatora Iohanna Ólvara, czyli dawnego Ikera Rodriga Oliviery, który przez sześć lat zdążył zmienić imię i nazwisko oraz zostać jednym z najbogatszych ludzi w Enederasji. To zapewne on uratował życie swemu synalowi, tworząc historyjkę, jakoby był on więziony przez piratów. Aby nikomu nie wpadło do głowy przyglądanie się tej sprawie, Rodrigo szybko został przez ojca zatrudniony jako kapitan przestarzałej galery “Vladimir”. Wioślarzami na galerze byli w większości tropicańscy piraci, Gellończycy, a także kilku Slavijczyków, którzy w czasie wojny domowej stanęli po niewłaściwej stronie. W nocy, z 15. na 16. kwietnia, jak dokładnie podaje kronikarz i towarzysz wypraw Złotobrodego, Pedro Mermelada, Rodrigo potajemnie uwolnił wioślarzy, rozdał im broń i pchnął przeciw enderaskiej załodze. Jak zapewne się domyślacie była to już trzecia w naszym artykule wyrżnięta załoga. Ci, którzy przeżyli, zostali przykuci do wioseł.

W ten sposób Rodrigo wszedł w posiadanie własnego statku, a także złożonej z dawnych wioślarzy załogi. Szybko jednak zmienił galerę na napotkany na morzu mirijski galeon “Jednorożec”. Zmienił jego nazwę na “La Venganza”, czyli Zemsta. Na tym galeonie powrócił do swej ojczyzny, na Tropicanę, gdzie szybko odnowił stare kontakty swego ojca. W latach 1610 - 15 jego działalność ograniczała się do ciągłych wypraw na szlak handlowy między Mirią i Enderasją oraz plądrowania wybrzeży Trzyczaszkowa i Gellonii. W końcu wzbogacił się na tyle, że galeon zamienił na typowy piracki rajdowiec. Otrzymał on tę samą nazwę jak poprzednik, zaś galeon, przemianowany na “Oscuro”, zajął się szmuglowaniem łupów Rodriga na kontynent.

W 1615 roku Rodrigo dokonał pierwszego w historii ataku na wybrzeże Enderasji. Wcześniej piraci Tropicańsczycy atakowali wyłącznie enderaskie statki handlowe. Teraz ogień pożogi dotarł do domów królewskich poddanych. Władze enderaskie nie mogły tego darować. W morze wyruszyły fregaty (nomen omen w większości należące do ojca Rodriga). Jednak jedynym efektem było zdobycie przez Rodriga dwóch okrętów, które zostały nazwane “Tropicana” i “Sola”. Dzięki wejściu w posiadanie tych nowoczesnych żaglowców, Rodrigo został najpotężniejszym piratem na Tropicanie. Zaczął on przekonywać tropicańskich rybaków, że morski rozbój przyniesie im więcej zarobku niż dotychczasowe zajęcie. W ten sposób zdobywał coraz więcej popleczników, aż w 1617 r. został obwołany panem Soli, a przez to - całej Tropicany.

Rok później Rodrigo otrzymał wiadomość od swego ojca, proszącego go o spotkanie na małej wysepce w pobliżu Enderasji. Pirat postanowił przystać na tę propozycję, jednak wyczuwając kłopoty nakazał dwóm fregatom oczekiwać w pobliżu wyspy. Jego przewidywania okazały się słuszne - wpadł w pułapkę. Jego ojciec, którego związek ze sławnym piratem wreszcie wykryto, nie żył od wielu miesięcy, zaś list został sfałszowany. Gdy tylko szalupa Rodriga dobiła do brzegu wysepki, potężni enderascy żołnierze pochwycili go i zaprowadzili przed oblicze samego króla Enderasji*, który przybył na wyspę specjalnie by zobaczyć łupieżcę,dającemu się tak we znaki królewskiej flocie. Król oświadczył, że chętnie wzbogaci jeszcze Rodriga, a wręcz go ozłoci i to dosłownie. Przygotowano wielką kadź pełną płynnego złota, by utopić w niej pirata. Męka miała trwać długo i zacząć się od głowy, toteż zaczęto pochylać powoli stojącego Rodriga w dół kadzi. Gdy cała jego długa, czarna broda znajdowała się już w płynnym złocie, na miejsce męki wpadły załogi fregat, pozostawionych przez Rodriga w odwodach. Szybko rozprawiły się z katami i uratowały swego wodza. Nie mogły się na dłuższą metę mierzyć z królewską gwardią, toteż umknęły prędko na okręty. Sam Rodrigo nie odniósł większego uszczerbku w tej przygodzie, ale na pamiątkę pozostała mu złota broda, od której pochodzi jego miano, pod którym zapisał się w historii i legendzie - Złotobrody.
04MVD1un.gif

O wiele większy niż Rodrigo uszczerbek poniosła historia. W akcji ratowania kapitana zginął wierny kronikarz - Pedro Mermelada. W skutek tego o dalszych dziejach Złotobrodego wiemy tylko z legend i pirackich szant, których przekaz jest zwykle mało prawdopodobny. Rzekomo Złotobrody wcale nie umknął z wysepki, ale wziął w niewolę króla Enderasji i zamoczył jego rękę w złotej kadzi, po czym dopiero, zabierając pełną kadź jako okup, odpłynął. Wiele legend twierdzi, że Rodrigo w swych łupieżczych podróżach dotarł aż do Al Rajnu. Jeśliby była to prawda, byłby on pierwszym odkrywcą tego kraju. Także śmierć Złotobrodego jest owiana tajemnicą. Jak podaje list rezydenta Księstwa Gellonii na Tropicanie do księcia Gelloni z 1643 roku:
Cytuję:
Złotobrody wyruszył 30 sierpnia w morze, mimo licznych ostrzeżeń astrologów, którymi zwykł się otaczać. Z wyprawy powróciła jedynie szalupa obdartych piratów, twierdzących, że statek wpadł w cyklon i jedynie oni zdołali się uratować. Wygląda na to, że sprawa tego łupieżcy, tak długo zadręczająca Waszą Książęcą Mość, została już rozwiązana przez bogów i smaży się on teraz w piekle.

Jednak mieszkańcy Tropicany nie uwierzyli rozbitkom i do dziś wierzą, że Złotobrody podróżuje na widmowej “La Venganza” i to on jest odpowiedzialny za wszelkie zaginięcia teutońskich statków. Kto wie, może to nie tylko legenda...

*Nie dokopałem się w artykułach TIHu jaki władca panował w tym okresie. Gdyby jakiś Teuton pomógł, byłbym bardzo wdzięczny.
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Tomasz Ivo Hugo, Paviel Gustolúpulo, Gotfryd Slavik de Ruth.
Serduszka
9 088,00 lt
Ten artykuł lubią: Adrian Maksymilian Józef Alatriste, Patryk Vindsor, Dominik Vulpis, Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło, Krzysztof Czuguł-Chan, Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza, Tomasz Ivo Hugo, Thimoteus ik Hohentsolern, Peter West, Paviel Gustolúpulo, Alfred Fabian von Tehen-Dżek, Fryderyk von Hohenzollern, Roland Heach-Romański.
Komentarze
Patryk Vindsor
Ciekawy artykuł. Nie tak dawno na forum pisałem o braku uporządkowanej sarmackiej historii. Tekst wnosi nowe dzieło do działu ery przedinternetowej.
Odpowiedz Permalink
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser
@Vindsor Tekst jest zaplanowany jako początek całej serii "Poczet tropicańskich piratów", ale zobaczymy jak to będzie z czasem i weną :)
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Czuguł-Chan
Świetne!
Odpowiedz Permalink
Peter West
Świetny artykuł
Odpowiedz Permalink
Paviel Gustolúpulo
Ach te dzikie czasy jeszcze przed panowaniem Sancho Junioreza. Działo się.
Odpowiedz Permalink
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser
Cytuję:
*Nie dokopałem się w artykułach TIHu jaki władca panował w tym okresie. Gdyby jakiś Teuton pomógł, byłbym bardzo wdzięczny.
TIH w osobie Gotfryda Slavik de Ruth pomógł. Owym królem był Flawiusz II Pogromca :)
Odpowiedz Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Podoba mi się nie ma co ukrywać...mimo że piraci dawali, się nam we znaki w owych czasach.
Fajnie opisane i jak wcześniej zauważono, jest to dopiero początek cyklu. Ciesze sie że mogłem choć, trochę pomóc. Życzę kolejnego równie udanego artykułu.
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.