Anielski Dotyk - cz. 6 (Wikidajło, łap! Mam nadzieję, że wypali!)
Seria wydawnicza: Anielski Dotyk


Gidena, podziemia


Wchodziłem coraz dalej i dalej, rozglądając się raz na ściany, raz na podłogę czy sufit. Na przodzie panowała nieprzenikniona gęsta ciemność. Nagle poczułem, że coś musnęło mnie w nogę. Spojrzałem na nią, ale nic nie zobaczyłem. Przede mną usłyszałem szelest. Także się obejrzałem. Nic a nic. Teraz w miarę przybliżania się do tajemniczego pomieszczenia na końcu korytarzyka miałem wrażenie, że w pokoju się rozjaśnia. Gdy byłem u jego progu, zauważyłem, że tak jak to bywa w niektórych filmach przygodowych z poszukiwaczami skarbów, tak i teraz włączył się mechanizm zapalania pochodni. Po chwili było już zupełnie jasno.

„No dobra, wszystko fajnie, ale diuczessa o niczym nie wie. Może byś ją powiadomił?” Też tak pomyślałem, ale tą myśl zdmuchnęło to, co stało się parę sekund później. Gdy chciałem powrócić do wyjścia, ściana od razu zagrodziła mi drogę. Usłyszałem świst i ponownie ten sam dziwny szelest parę metrów za mną. Oślepiło mnie bardzo jasne białe światło, a zaraz potem moim oczom ukazała się tajemnicza postać. To właśnie z niej bił ten olśniewający blask. Lewitujący biały „humanoid” posiadał duże, soczyście żółte oczy.


schodka-redniowieczny-tunel-13294400.jpg
Wyglądał podobnie od tego.


– Widzę, że szukasz kluczy. - powiedział donośnie duch, robiąc tajemniczy uśmiech.
– T-tak. - przełknąłem ślinę, próbując udawać odważnego - Kim jesteś? - dopowiedziałem już prawie z „wypiętą klatą” w duszy.
– Jestem Latarnik, Pierwszy Opiekun Anielskiego Dotyku. Kiedyś, dawno temu, była nawet o mnie legenda. Poczytywałeś kiedyś może coś o lokalnej historii? Bo widzę, że nie urodziłeś się w tych okolicach.
– Czytałem, i to nawet dużo, mogę skromnie dodać…

Nagle poczułem szybki relaks. Spokój, jak nigdy przedtem.

– Jak widzisz, nie musisz się mnie bać. I dobrze wiem, że chcesz powiedzieć, iż wcale się nie boisz. U każdego niestety pierwsze wrażenie jest najgorsze, a co dopiero jak widzisz... duchopodobne coś. Nie zjem cię, odpręż się.

To bardzo pocieszające…

– Chcesz nadal się dowiedzieć, o co chodzi z kluczami? Odpowiedź niestety poznasz dopiero, gdy otrzymasz je wszystkie. Wszystko zależy od ciebie.
– To… co mam zrobić?
– Tak jak to bywa w filmach, książkach i bajkach. Ja ci zadam 3 pytania. Odpowiesz dobrze - dostaniesz 3 klucze. Czwartego szukasz sam. Odpowiesz źle…
– Podobno nic mi nie zrobisz?
– Nieeee, absolutnie! - odrzucił - Jestem dobrym charakterem! Po prostu nigdy ich więcej nie otrzymasz, a cała tajemnica będzie nadal tutaj „stać”, jak stała. Nieodnaleziona, nieruszona, niepoznana. Masz tylko jedną szansę, nie zmarnuj jej. Jesteś gotów?
– Tak.
– A, zapomniałem. Niby jestem dobrym charakterkiem, ale zasad muszę się trzymać. Jak przegrasz, zostaniesz wygnany z całego regionu Gideny wraz ze swoją rodziną i przyszłymi dziećmi, wnukami, itp. Swego rodzaju klątwa magiczna. Wybacz, zlecenia od mojego szefa.
– Jeszcze raz, co?
– Nieważne… dobra, grasz?
– Ech… jak muszę, to tak.
Zaczynamy spektakl! A oto pierwsza zagadka. Kim jestem? Mam…
Ale, że chodzi o Strażnika i tym podobne? - wtrąciłem bez zawahania.
– Nie, daj dokończyć. Kim jestem? Mam cztery postacie. Wszystkie tworzą jedną wspólną całość, która jest moją jedyną osobą. Dwoma z nich jestem teraz - jedna jest starsza, druga młodsza. Trzecia postać jest tym, dokąd zmierzam, celuję. Czwarta postać to wszystko do czego należy trzecia. Masz… minutę! Nie, dobra, to taki żart, widziałem gdzieś taki program, nieważne. Masz tyle czasu, ile tylko potrzebujesz.

Tak czy siak - to była chyba najtrudniejsza zagadka, jaką słyszałem. Nie miałem w ogóle pojęcia, od czego począć myśleć.

- Jeszcze czegoś zapomniałem… chyba jakąś sklerozę mam od wieku. Albo może mówię ci to tak celowo z dramatyczną pauzą. - tu mrugnął - Możesz korzystać ze Zbioru Legend Baridajskich. Powodzenia!

Latarnik ułożył ręce, a na jego dłoniach pojawiła się gruba książka wszystkich znanych ocalałych legend i fragmentów zapisków z życia mieszczan, które rzekomo zdały się potwierdzać niektóre z nich. No właśnie - wszystkie ocalałe legendy. Kiedyś kupiłem identyczny egzemplarz, który obecnie leży w moim mieszkaniu. Pewnego razu z ciekawości prześledziłem całą tą lekturę. Była bardzo wciągająca, ale jak mam słoniową pamięć, nie pamiętam ani słówka o Latarniku. No chyba, że… coś mi się odświeża, jakbym jednak gdzieś to już czytał… Widziałem to w zapiskach z dziennika jednego z dowódców tzw. „Bitwy bez Krwi”. „Świetlana postać o miodowych oczach”, pisał o nim Aleksander Kronikarz. To dosyć dziwne przezwisko na woja miało swoje odzwierciedlenie właśnie z powodu zapisywania dziejów armii Gidemona w swoim dosyć oryginalnie nazwanym „Dzienniku Wojewody Gidemoma i Jego Kompanów”. Trochę to, przyznam szczerze, nieco zagmatwałem, ale mam nadzieję, że zaraz to szybko sprostuję cytatem, do którego zamierzałem zmierzać. Tak więc:

Cytat z legendy o Latarniku
[...] Woje Gidemona byli mniej liczni niż jego [Nömara], lecz tak samo mężni. Wtem na niebiosach pojawiła się świetlana postać. Wyjawiła się z chmur jako płanetnik. Miał miodowe oczy i skrzydła z puchu niebieskiego. Zstąpił tuż nad ziemię i orzekła do wojwodów: „Gidemonie z Andurów i Nömarze z Lukinsör, przybywam tutaj w ważnej sprawie. To, co tutaj stanie się, będzie miało znaczenie w przyszłości. Nie wojujcie tego dnia, a będzie Wam dane Na to Gidemon zawołał ze wzgórza: „Nömarze, zawrzyjmy rozejm między plemionami jak kiedyś”. Nömar zaś mu odpowiedział: „Moje rodzime miasto zostało splądrowane. Jakże to miał być ktoś inny, jak ty!”. „Ależ przysięgam na Pieruńca, a Twojego Radegiera, żem to nie ja!”, „Twoich ludzi tam widziałem!”. Nömar wraz z najprzednią linią konną szarżował w kierunku Gidemona. Walka miała być nieunikniona, jednakże płanetnik polecił Mu [Gidemonowi] plan. Miał czym prędzej zwrócić swych jeźdzców do odwrotu, [a] wtenczas łucznicy na wszelaką zmianę obronią przody. Gidemon znawszy lepiej swe tereny, ruszył skrótem, którego Nömar nie mógł znać. Doszli do lasu, gdzie znajdowała się osada naszego Wojwody. Auras powoli zachodził za Baridą, podczas gdy Lukar i Garilel, dwaj bracia, zapowiadający co dnia mroki, zaczynali go ganiać. Gidemon, rad wielce z zagubienia sprzecznika, odpocząć wojakom rozkazał, a koni napoić polecił. Wtem na ciemniejących niebiosach odnalazł lecące gwiezdniki. Był to dobry znak. Wojwoda powiedział, abyśmy pomodlili się do nich o wygraną. Wtórnie pojawił się wówczas ów płanetnik i oznajmił nam tak: „Widzieliście mnie już. Jam jest Latarnik. Nic nie da się już zrobić. Wrogie plemię niebawem przyjdzie zżarzyć waszą osadę, a kobiety i dzieci wdać w niewolę.” Opadł na ziemię przed dzielnego Gidemona i orzekł: „Gidemonie, powierzam ci to oto ostrze. Walcz nim rozsądnie, bowiem to broń dzierży pana, ni pan dzierży broń.” Wzniósł się z wiatrem w górę, a za nim pozostał tylko ślad. Powtórnie wrócił w niebiosa, jednakże świetlił jaśniej od innych gwiezdników.”

Tutaj autor spisu napisał, że właśnie dlatego na nocnym niebie widać gwiazdę, którą nazywa się potocznie Latarnikiem. W rzeczywistości był to niebieski olbrzym, który zamienił się w białego karła. Ale w każdej legendzie tkwi ziarno prawdy. Hmn… niech no pomyślę. w późniejszych czasach dopisano tą gwiazdę w obręb… Konstelacji Gwiezdnika, ze względu na powiązania z legend! Swoją drogą - masło maślane, ale to nie ja jadłem halucynogenki i widziałem jakieś gwiezdniki czy duszki, a potem pokazywały mi się inne gwiazdy od uderzenia w jakieś drzewo. I zgaduję, że w tym momencie co po niektórym skojarzy się historia z „proszkami”. ;)

– Już wiem! Pierwsza postać to płanetnik. W późniejszym czasie utożsamiano je z aniołami. To twoja druga postać. W ogrodzie jest rzeźba anioła celującego łukiem w gwiazdy, a dokładniej w Konstelacji Gwiezdnika. Strzała zmierza w kierunku Latarnika, czyli Proxima Etoilus.
– Gratuluję! Ale przed tobą jeszcze 2 zagadki. Widzisz, 4 to magiczna liczba. Na świecie panują 4 „żywioły”, może i więcej, biorąc pod uwagę różne poglądy. Ty poszukujesz 4 kluczy. Nawet ja mam „4 postacie”. To, teraz dopełnijmy kolejną czwórką. Są cztery wartości, które symbolizują te klucze. Uwaga, mówię!:
„Głupiec” nie przeżyje bez pierwszej wartości, ale może zaznać drugą.
Osoba udręczona nie dozna drugiej, lecz dąży do trzeciej.
Niedowiarek nie otrzyma trzeciej, a może posiąść wszystkie cztery.
Kim jest osoba, która używa trzeciej wartości, aby zyskać drugą i czwartą zarazem i zdać sobie sprawę, że posiadła pierwszą przypadkiem?

Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło.
Serduszka
4 823,00 lt
Ten artykuł lubią: Julian Fer at Atera, Wiktoria Silva, Alfred Fabian von Tehen-Dżek, Laurẽt Gedeon I, Henryk Wespucci, Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło, David de Hoenhaim, Krzysztof von Thorn-Macak.
Komentarze
Julian Fer at Atera
No, no. Całkiem fajna ścianka i do tego z rodowych stron :)
Odpowiedz Permalink
Arcadio Norbert dal Deliart-Wissener
Tym razem notatkę zrobię tutaj. Wyjdzie oszczędniej. Kolejna część do 5 dni, specjalnie skróciłem, by był jakiś tam niedosyt. XD
Odpowiedz Permalink
Arcadio Norbert dal Deliart-Wissener
Cieszę się, Prześwietny. ;D
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.