Park Stołeczny, Jan Grimknur, 12.06.2017 r. o 14:40
Podróże z Janem #02.1

Trochu już czasu minęło od ostatniej mej wyprawy, takowoż (damy pracujące w słownikach są dziwne, dlaczguż une podkreślają mnie takie słowo?) postanowiłem znów nieś oświecenie w innym miejscu aniżeli w Czarnolesie (w tle poniósł się wyczuwalny odgłos ulgi społeczeństwa). Pojawiło się jednak pierwsze pytanie, gdzie? Wyciągnąłem więc swój magiczny globus (polecam, jedyne 5 lt sztuka), wziąłem z szafki magiczne rzutki (ździerstwo 15 lt za sztukę, magia bywa czasami droga), wycelowałem i... spudłowałem. Jednakowoż (o, zaskoczenie, tego mi nikt nie podkreślił) rzutka trafiła w księgę historyczną opisującą kraj dziwacznych żółtych ludzi, Wagarię.

Przyznać muszę, że dziwny to kraj, ale najważniejsze w nim jest to, iż dziwadła nie stosują normalnych liter jakie to my normalni ludzie znamy z normalnego alfabetu, zamiast tego stosują takie dziwne wyglądające jak miniaturowe obrazki znaczki. I nie, nie możesz mu normalnie powiedzieć czy napisać, że chcesz kurę, musisz mu to narysować (kura to taki dziwny znaczek przypominający kurę obok czegoś innego co nic ciekawego nie przypomina). Zresztą, z kurą czy innym ptakiem to jeszcze idzie się połapać, gorzej ze świniami czy krowami (świnia to ludzik skaczący przez płotki, a krowa to krzyżyk z dodatkową belką). Jedyny obrazek, który szybko mi się udało odgadnąć to makaron, to można przedstawić w prosty i oczywisty sposób, jako telewizor (bo gdzie makaron smakuje najlepiej? Oczywiście, że przed telewizorem!).

Jednak nie tylko jedzeniem człowiek żyje, muszę wyjątkowo pochwalić tutejsze wspaniałe zabytki, cudowne budowle, wspaniałe kamienie na których wyryte są tajemnicze runy (na moje to zazwyczaj jest kurczak z makaronem na zimno), a także niesamowite pejzaże, na których dostrzec można luda tej krainy oddających się kontaktowi z przyrodą, poszukujących jedności swego ciała z naturą, czy po prostu tańczących w rytmie ichniejszej dziwnej muzyki (brzmi jakby ktoś znaczki przerobił na dźwięki). Ach, gdyby tylko istniała jakaś forma przekazania tego i Wam, utrwalenie tego cudownego widoku na papierze...

No, ale nie tylko jedzeniem i nie tylko wspaniałymi widokami (ach!) człowiek żyje. Do życia potrzebny jest jeszcze jakiś napój, a z racji tego, że za napojami wyjątkowo przepadam, postanowiłem czym prędzej zaopatrzyć się w miejscowe wino, polecane przez jednego z mistrzów tutejszych, nabyłem jeden z bardziej szlachetnych trunków.

W kwestii oceny butelki, muszę powiedzieć, że naprawdę się postarali, wygląda egzotycznie, a czerwona etykietka podkreśla jego moc, oraz barwę. Złote litery (oczywiście w postaci krzaczków) tylko dodają szlachetności i zachęcają klienta niczym portowa dziwka: "Weź mnie, a będę Twój." No cóż, ponieważ damą się nie odmawia, wziąłem.

f0103db2.jpg
Wspaniała butelka, aż się prosi by ją brać... i jeszcze jedną i jeszcze jedną...

Odkręcenie nakrętki (tutaj już lekko podejrzana sprawa), zabełtanie butlą, pierwszy węch... I tutaj stało się już coś podejrzanego, myślę sobie, nie no coś mi się chyba w pokoju zepsuło, zakręciłem butelkę i poszedłem szukać tego, co wydało z siebie tę falę potwornego smrodu (epitety trochę przesadzone, ale chciałem jakoś poetycko to ująć). Kiedy po dwudziestu minutach pokój już wywietrzał, ja dalej nie mogłem odnaleźć winowajcy. Stwierdziłem, że po szklance zacnego winka będzie znacznie lepiej. Ponowne odkręcenie, głęboki wdech...

Kiedy obudziłem się pięć minut później, wiedziałem, że coś jest nie tak, butelka była szczelnie zakręcona, a w szklance czekała odrobina tej śmierdzącej wydzieliny. Wiedziałem, że to co teraz uczynię, będzie małym kroczkiem dla mnie, a ogromnym krokiem w dziejach ludzkości lub w kierunku mojej niezawodnej toalety.

A6c2F784.jpg
Dziwna wydzielina bliżej nieokreślonego koloru... Coś jak cola z winem...

Pierwszy łyk nie był taki zły, postanowiłem dać winu szansę i skosztować go drugi raz. Odkleiłem więc z oczu przylepy z przezroczystej taśmy klejącej, a także zdjąłem zatyczki z nosa, no dobra, na wszelki wypadek wyciągnąłem też stopery z uszu i odwinąłem, ciasno zaciskający mą szyję, szal. Koszmar zaczął się ponownie. W smaku tak obrzydliwe, że aż nie do opisania, podobnie sprawa ma się z opisanym już zapachem, naprawdę nie wiem jakim trzeba być masonem żeby pić to dla własnej przyjemności, czy raczyć tym rodzinę...

Ogólnie butelka zamknięta, a całość recenzji i wspomnień Wagarii opisana na trzeźwo. No cóż, z perspektywy czasu, naprawdę polecam, daję solidne 2/10 (bo jednak są gorsze trunki od tego) i wierzę w pomysłowość ludu, wierzę, że to znajdzie wiele zastosowań. Ja osobiście wymyśliłem kilka: można jako gospodarz domu wypraszać niechcianych gości, a jako gospodyni domu odstraszać szczury czy inne insekty, można też jako idealny rodzić oduczyć dzieciaka pić... Zastosowań więcej niż mililitrów w butelce...


Jeszcze raz polecam, Janek z Czarnego Lasu.
Dotacje
1 500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Paviel Gustolúpulo, Fryderyk von Hohenzollern, Tomasz Ivo Hugo.
Serduszka
8 289,00 lt
Ten artykuł lubią: Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło, Alfred Fabian von Tehen-Dżek, Jahn Dagobard ik Thórn-Mákovski, Paviel Gustolúpulo, Yennefer von Witcher, Bartłomiej Czapka, Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser, Fryderyk von Hohenzollern, Tomasz Ivo Hugo, Robert Fryderyk.
Komentarze
Alfred Fabian von Tehen-Dżek
Wagaria istnieje na prawdę w Mikronacjach? (Serio pytam) bo miałem zamiar robić przewodnik turystyczny kiedyś. C: ale sobie odpuściłem na początku.
Odpowiedz Permalink
Jan Grimknur
Znalazłem gdzieś w jakiś stronach internetowych historycznych zapiski o tym (Historiae Sarmaticae), ogólnie większość swojej wiedzy o dawnych bytach Sarmacyjnych czerpię z micropedii, ponoć wszystko jest nieaktualne, ale zawsze są tam jakieś szczątkowe informacje.
Odpowiedz Permalink
Alfred Fabian von Tehen-Dżek
ok ;)
Odpowiedz Permalink
Patryk Vindsor
Hmmm... chińskie wino ? :P
Odpowiedz Permalink
Yennefer von Witcher
*Ten komentarz pisany jest dla pieniędzy!*

Świetny artykuł! Brakowało Ciebie :)
Odpowiedz Permalink
Bartek Staniszczak
Sfermentowany sos sojowy :D
Permalink
Jan Grimknur
Patryku Vindsorze, to jest wino prosto z Wagarii (tak z Chin).

Yenn, dzięki, miło czasami usłyszeć miłe słowa.

Bartku Staniszczaku, nie wiem. Może sfermentowany sos sojowy, może jakieś gówno zmieszane z ryżem, a może po prostu wydzielina pozostała po tofu? Smakuje jakby wziąć to wszystko i wsadzić na godzinę w blender.
Odpowiedz Permalink
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser
@Jihymed Wagaria jest chyba obecnie częścią STS, ale głowy nie dam.
Odpowiedz Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Raz niezastowaliście przy piciu pewnego rytułału :D Więc oczywiście nie poczuliście się klimacie :) Nie mniej sama narracja smokowita, ubrana w barwy i smaki, a tym bardziej kolory :P
Odpowiedz Permalink
Jan Grimknur
O jaki rytuał chodzi? Ja tam zazwyczaj rytuały mam dwa, stosowane zamienne. Czasami z butli leję prosto w ryj, a czasami przelewam do jakiegoś innego naczynia. O innych sposobach nie słyszałem, ale chętnie usłyszę. :)
Odpowiedz Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Są dziwne, przerórzne, rytułały picia, odnoszące się do formy, motywacji, intencji etc.. :D W każdym razie daliście piękną koncepcje na artykuł :)
Odpowiedz Permalink
Jan Grimknur
A to przepraszam najmocniej, tego nie wiedziałem. Wiem, że jest specjalny rytuał picia herbaty. Podchodzą do Ciebie dwie dość nawet ładne laski, zapraszają na wspólny rytuał picia herbaty, po czym przychodzi Ci rachunek na ok. 100 zł, za cztery filiżanki. :D

Też nie polecam. :)
Odpowiedz Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Miło mi :)
Odpowiedz Permalink
Albert Felimi-Liderski
Propsuję takie artykuły.
Odpowiedz Permalink
Jan Grimknur
Albert Felimi-Liderski, alkohol do najtańszych nie należy, ale już są zakupione odpowiednie narzędzia pracy. Spędzę w Wagarii jeszcze ok. tygodnia, więc kto wie jakie dobrodziejstwa jeszcze uda się zdobyć i przedstawić Wam. :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.