Wywiad z JKM Tomaszem Ivo Hugo
Seria wydawnicza: Wywiady

Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
kKf7l1wT.png
Na pytania odpowiada Jego Książęca Mość Tomasz Ivo Hugo

Witam Waszą Książęcą Mość i jestem bardzo rad że zgodził się JKM na rozmowę. Obywatele Sarmacji na pewno to docenią:) Żeby nie przedłużać to zacznę od pytań odnośnie JKM, by obywatele z krótszym stażem w Sarmacji JKM poznali.

Dzień dobry Panie Redaktorze. Dziękuję za zaproszenie. Cieszę się i jest mi niezmiernie miło, że wyszedł Pan Redaktor z taką inicjatywą.

Tak więc jest JKM w Sarmacji już 7 lat. To znaczy wtedy otrzymał JKM obywatelstwo. Co skłoniło JKM do wstąpienia do Sarmacji i jak przebiegały pierwsze dni w tym królestwie? Pamięta JKM pierwsze chwile?

Gwoli wyjaśnienia, Panie Redaktorze – nie, 7 lat od obywatelstwa minie dopiero 8 czerwca. To wtedy JKW Defloriusz Dyman Wander, ówczesny Książę Sarmacji Michał Feliks, nadał Tomaszowi Hugo Pacowi (pisownia z aktu) obywatelstwo sarmackie. Niewiele osób może już pamięta, ale obecna przygoda z Sarmacją jest moją drugą. Parę lat wcześniej miałem jeszcze inne konto; ba! jednoliterowe – starzy wiedzą, o co chodzi [śmiech]. O ile dobrze pamiętam, to uzyskałem kawalera nawet. Przez dłuższy czas do powrotu namawiał mnie Maciej Żmuda, z którym… grałem w ogame. Sarmaci założyli w tej grze sojusz i początkowo nawet przyjmowali tylko Sarmatów zdaje się. O ile Sarmację porzuciłem, to w grze długo zostałem. No i któregoś razu Maciej napisał, że zaczyna się sporo dziać, że chcą reaktywować (nie pamiętam niestety z kim) różne przedsięwzięcia. Co ciekawe i smutne zarazem – ja wróciłem Maciej jednak nie i już go dawno w Sarmacji nie ma. Pierwsze dni minęły na poznawaniu Sarmacji, w dużej mierze od nowa. Do dziś pamiętam, że szokiem było dla mnie, że to nie Piotr Mikołaj jest Księciem Sarmacji [śmiech]. Ale wydaje mi się, że szybko „odnalazłem się”, pomogło mi z pewnością to, że to nie była moja pierwsza wizyta. A i przyznam, że w „ogarnięciu” tego wszystkiego pomogło mi forum, na które Sarmacja jakiś czas wcześniej przeszła z listy dyskusyjnej. Dość szybko otrzymałem propozycję stanowiska najpierw w Grodzisku, potem w Gellonii i Starosarmacji, aż wreszcie, chyba w lipcu – w Radzie Ministrów.

Co pana interesuje? Chodzi bardziej jakie zajęcie znalazł JKM sobie w Sarmacji na początku? Przypuszczam że to było coś co było JKM mocną stroną:)

W tej chwili, to już nieistotne co mnie interesuje – trzeba księciować [śmiech]. W trakcie pierwszej wizyty założyłem Instytut Badań Paranormalnych, w którym zajmowałem się czy to duchami, zjawami, czy także smokami. Co prawda „zajmowałem się” to trochę za wiele powiedziane, ponieważ otrzymałem kilka zleceń, wyruszyłem na wyprawę, żeby odnaleźć smoki i na tym się skończyło. Gdy wróciłem, wydawało mi się, że dla „zjawisk paranormalnych” nie ma raczej miejsca. Ale okazało się, że smocza narracja jest rozwijana w Nadziei, więc tam trochę mogłem się udzielić. Interesuje mnie generalnie, szeroko pojęta przyroda. Dlatego zgłosiłem się na Leśniczego Koronnego, którego zadaniem była opieka Torfowiska Książęcego i tam popełniłem kilka opisów przyrody sarmackiej; nawet na jakieś uroczystości „stworzyłem” atlas grzybów. Obok przyrody najważniejszy był dla mnie kontakt z innymi. Czy były, są to moje mocne strony – nie wiem [śmiech].

Zamieszkał JKM w mieście FER Co JKM skłoniło do zamieszkania w tamtejszej okolicy?

Początkowo chyba zamieszkałem w Grodzisku, potem jednak zamieszkałem w Nadziei, mieszkałem także w Wielkich Oczach. Nie pamiętam czy w Grodzisku zamieszkałem ot tak, ale do pozostania (jeśli nie do zamieszkania) namówił mnie jego ówczesny Prezydent – Markiz Simon Peter Liberi. Zostałem wówczas jego (nie pamiętam dokładnie nazwy stanowiska) pełnomocnikiem ds. obywatelskich; do moich zadań należało namawianie nowych do zamieszkania w Grodzisku, opieka nad nimi. Później jednak poznałem Nadzieję. Wieś ta była prężnie rozwijającym się ośrodkiem Gelloni i Starosarmacji, jak wówczas nazywała się Starosarmacja. Była to wieś Diuczesssy Calisto Norvegicus-Chojnackiej, którą opiekowała się i rozbudowywała przy pomocy swego (późniejszego, jeśli odnosić to do momentu mojego zamieszkania) małżonka – Markiza Rattusa Norvegicus-Chojnackiego. To tam otrzymałem w opiekę Torfowisko Książęce i zostałem Leśniczym Koronnym (później Książęcym – nawet miałem stanowisko we Dworze Księcia Grzegorza II Piotra!). Następnie „przyszła” mapa JKW Piotra II Grzegorza i Wielkie Oczy rozwijane przez Diuka Korab-Kaku i JKW Helwetyka Romańskiego. Zamieszkałem tam dla zabawy. Później jednak wróciłem do Nadziei, o ile pamiętam. No a Fer… to wybór z dość prozaicznego wyboru. Diuczessa i Markiz opuścili Sarmację, Nadzieja podupadła i nie miał kto rozwijać kramów, które odpowiadały za dostępność zupy. Więc, żeby się żywić, przeniosłem się do Feru.

Jak toczyła się kariera JKM? Jakie stanowiska JKM zajmował i jak JKM je wspomina? Które panu przypadły do gustu i wypadły świetnie a z których jest JKM zawiedziony, lub czuje że mógł JKM je lepiej wykonać?

Zapewne każde obowiązki mógłbym lepiej wykonywać. Na pewno książęce [śmiech]. Dosyć sporo było tych stanowisk, jakby spojrzeć w przeszłość. Byłem pełnomocnikiem Prezydenta Grodziska ds. obywatelskich, ministrem (chyba tak to stanowisko się nazywało) ds. obywatelskich w rządzie Gellonii i Starosarmacji, ministrem ds. obywatelskich w Radzie Ministrów, Prezesem/Przewodniczącym Sądu Najwyższego, posłem, kanclerzem i nie zapominajmy o Leśniczym, zwanym w składzie Dworu Łowczym. Nawet przez 10 minut regentem [śmiech]. W zasadzie każde stanowisko „przypadło mi do gustu”, ponieważ na każde chciałem być powołany. O żadnej swojej działalności bym nie napisał, że wypadła świetnie, ale też nie jestem zawiedziony. Być może to ostatnie jakoś nieskromnie brzmi, ale raczej nie podejmowałem się zadań, którym bym kompletnie nie podołał. Wszystko można by zrobić lepiej, poprawić, ale chyba w niczym nie byłem tragiczny.

Słyszałem od kilku osób że JKM jest dobrym człowiekiem do którego można ze wszystkim się zwrócić i o wszystkim porozmawiać. Jak to można potocznie nazwać równiacha. Zapewne pod artykułem potwierdzą to osoby które tak myślą, bądź odwrotnie. Zastanawiam się czy JKM potrafi sobie samemu odpowiedzieć jakim jest człowiekiem? Dobre i złe strony swojej osoby?

Miło mi, że ktoś tak uważa. To istotne i ważne dla mnie, ponieważ właśnie o to mi chodzi, żeby nie zamykać się w wieży, tylko być wśród społeczeństwa. Choć czasem dochodziły do mnie głosy, że niektórzy uważają, że to błąd, ponieważ tracę na powadze czy wręcz mam mniejszy posłuch. Czy to prawda – tego raczej nigdy się nie dowiemy. I tak naprawdę jest z każdą stroną – nie da się jednoznacznie określić czy jest dobra, czy zła. Raz jest dobra, innym razem okazuje się kłopotem, oceniana jest jako zła. Staram się być spokojny, choć raczej określiłbym się raczej „choleryk na odwyku" [śmiech]. I ten spokój przez niektórych jest odbierany jako słabość, ponieważ powinienem „walnąć pięścią w stół”, być bardziej stanowczy, mocniej reagować... Z kolei, gdy jestem stanowczy, rzeczywiście walnę tą pięścią w stół, to nagle odzywają się głosy, że jestem apodyktyczny, czy wręcz mam zapędy tyrana. Dla niektórych moje żarty, to coś dobrego, bo rozluźniają atmosferę, jeśli odbiorcom przypadną do gustu. Z kolei inni twierdzą, że to księciu nie przystoi. Jestem z zasady ufny wobec innych, ale inni to odbierają, jako łatwowierność, ponieważ potrafię często zaufać kolejnym osobom, mimo iż inne to zaufanie zawiodły. Choć przyznaję, że gdy spotka mnie zawód z wielu stron, to z kolei staję aż nadto podejrzliwy. Trudność w określeniu czy strona jest dobra, czy zła, to jedno – inna sprawa, że ciężko samemu siebie oceniać; z zasady tutaj przesadzam w stronę negatywną [śmiech].

Jest już JKM długo. Jednak został JKM Księciem po niespełna czwartym roku pobytu, nie licząc wcześniejszego. Mi osobiście wydaje się że to dosyć szybko jak na warunki Sarmackie. Chodzi o pnięcie się w górę, zdobycie doświadczenia w Sarmacji i oczywiście zaufanie społeczeństwa. Co spowodowało że JKM zdecydował się na bycie Księciem? Co mogło zdecydować o poparciu JKM przez społeczeństwo?

To fakt, że wydaje się szybko. Byłem „raptem” markizem, gdy wstępowałem na Tron Księstwa. Ale trzeba pamiętać, że wcale nie było to najszybciej – JKW Daniel Chojnacki spędził ok. 2 lat w Sarmacji, nim został Księciem. Pytanie o poparcie społeczeństwa chyba jednak nie powinno być do mnie skierowane, tylko do społeczeństwa [śmiech]. No i trzeba pamiętać, że nie zwyciężyłem, jak to się mówi „w cuglach”. Miałem godnych przeciwników, a różnica w drugiej rundzie wcale nie była taka duża. Być może jednych przekonałem swoim spokojem – miałem być, według niektórych, spokojnym księciem, na niespokojne czasy po „aferze około abdykacyjnej”. Może niektórzy uważali, że moje panowanie będzie rozwiązaniem tymczasowym, właśnie na to uspokojenie. Ale jak wiadomo – rozwiązania tymczasowe zazwyczaj są najtrwalsze [śmiech]. Być może swoją postawą w Sądzie, w Sejmie. Nie umiem się chyba chwalić [śmiech]. Co do powodu, dlaczego zostałem – najpierw spytał mnie JKW Defloriusz Dyman Wander, jeszcze w trakcie wspomnianej „afery około abdykacyjnej”, a potem, gdy JKW Mikołaj Jan abdykował, JKW Daniel Chojnacki. Długo nad tym myślałem, rozważałem wszystkie za i przeciw, aż w końcu przystałem na propozycję. Może też dlatego, że nie miało to panowanie trwać tak długo [śmiech].

Proszę mi powiedzieć o swoich wrażeniach gdy JKM został Księciem i jak sobie poradził JKM na początku? Co było przerażające i na czym JKM się potknął? Zapewne były sytuacje, które wtedy spowodowały stres a dzisiaj śmiech.

Wrażenia? Było wzniośle, czy wręcz majestatycznie. Był z pewnością… strach – czy sobie poradzę, jak zareagują, jak będą się zachowywać moi przeciwnicy, osoby, które nie głosowały na mnie. Choć akurat strach, jak to zwykle bywa, miał jedynie wielkie oczy. Po pierwsze, ani przeciwnicy nie dali mi tak bardzo odczuć swojej niechęci do mnie, po drugie – chyba wszyscy kontrkandydaci odnosili się do mnie z sympatią, no i po trzecie, najważniejsze – otrzymałem ogromne wsparcie od wielu ludzi, choćby JKW Helwetyka Romańskiego, JKW Daniela Chojnackiego, JO Karoliny von Lichtenstein, JO Markusa Arpeda czy JO Mikołaja Torpeda i wielu innych, których przepraszam za niewymienienie.
Nie ma niczego przerażającego w mikronacjach, nawet strasznego. Mogą być nerwy, stres. Niektóre sprawy nerwowe, stresogenne dzisiaj wciąż nie wywołują śmiechu, ale nie ma sensu ich przypominać, „wywoływać wilka z lasu”. Co do potknięć, to pewnie każdy miałby swoje zdanie na temat tego, na czym potknął się Tomasz Ivo Hugo [śmiech]. Z sytuacji, które spowodowały kiedyś stres, a teraz się śmieje, to na pewno różnego rodzaju wpadki. Wpadki spowodowane chyba najczęstszym powodem, nie tylko u mnie – czyli użycia „kopiuj-wklej”. A to skopiowałem wstęp z jakiegoś aktu z lat ubiegłych, ale przeoczyłem, że np. odnosi się do poprzedniej rocznicy, a to wpisałem nie to nazwisko (pół biedy jak czyjeś stare, gorzej, jak zupełnie innej osoby). Dzisiaj się z tego śmieje, ale gdy popełniałem te błędy, to wręcz czasem pąsowiałem [śmiech].


Ma JKM mnóstwo obowiązków i o wielu rzeczach musi pamiętać. JKM ma pod sobą całe państwo, mnóstwo wniosków itp. Jak JKM sobie z tym radzi, godząc jeszcze do tego real? Czy czasami nie myśli JKM o rzuceniu wszystkiego, by w końcu nie mieć żadnych obowiązków i mieszkać w Sarmacji na luzie?

Och, bez ustanku myślę o rzuceniu Koroną i ucieczką od Tronu [śmiech]. Gdy pojawiają się takie sprawy rzeczywiście stresujące, o których wcześniej mówiłem, że w większości wciąż nie powodują śmiechu, wówczas zastanawiam się, do czego mi to potrzebne, czy może lepiej byłoby to wszystko „rzucić w cholerę”. Być może teraz daję amunicję moim przeciwnikom [śmiech], jednak prędzej czy później dochodzę do wniosku, że po pierwsze nie mogę odejść w sposób, którego miałem być zaradzeniem, po drugie – odejdę przez jedne osoby (bo zazwyczaj za tymi sytuacjami przecież stoją ludzie), a porzucę inne, które są mi przyjazne, co byłoby nie fair, po trzecie – że jednak chyba nie jestem takim złym księciem [śmiech], skoro całe Społeczeństwo, ani chyba nawet większość nie jest przeciwko mnie. A z doświadczenia wiem, że prędzej czy później po każdej burzy wychodzi słońce i jakoś tym się staram pocieszać [śmiech]. Ale też muszę przyznać, że nie tylko myślenie o tych wszystkich osobach w Sarmacji mi pomaga – wprost wiele osób, nastawienie wobec mnie, bezpośrednie słowa poparcia, czy wręcz podejmowane przez nich działania bardzo mi pomaga. Wiele stresowych sytuacji spowodowało wylew wielu złych, brzydkich słów, które mogli przeczytać wszyscy. Ale też wiele padało słów miłych mi, życzliwych. I chyba jeszcze więcej wsparcia i poparcia otrzymywałem różnymi prywatnymi kanałami. Niektóre osoby wprost deklarowały wsparcie, ba! przygotowywało wiele propozycji działań i mimo, iż niektóre z nich nie ujrzały światła dziennego, to dodawały mi często „skrzydeł”. No a działania podejmowane przez takie życzliwe osoby, nie tylko dodawały mi "skrzydeł", ale i sprawiały, że wciąż mi się chciało i chce." Tak naprawdę wszystko przecież w mikronacjach opiera się na stosunkach, relacjach międzyludzkich, które mogą ludzi podbudować, zachęcić do zabawy, ale też bywają krzywdzące, raniące wręcz, odpychające.
Co do mnóstwa obowiązków, to nie demonizujmy tak tego stanowiska [śmiech]. Każdy ma tyle obowiązków, ile przyjął i właśnie zastanawiając się nad przyjęciem propozycji kandydowania już rozważałem, jak pogodzić real z wirtualem. Fakt, że teoria to jedno, a praktyka drugie. Zwłaszcza, że i życie realne, i sytuacja w mikronacjach wbrew pozorom dynamicznie się zmieniają. W innej sytuacji życiowej byłem wtedy, inaczej jest teraz, ale i ówczesne wyobrażenie pracy księcia z praktyką się zmieniło i w praktyce wciąż się zmienia. Trzeba pamiętać, że real jest najważniejszy, o czym zawsze powtarzam. Ja tak sprawę stawiam i może to mi pomaga w pogodzeniu reala z wirtualem, jednak nie chodzi mi tutaj o to, że ktoś z nas zapomina o swoim realu, raczej o to, żeby pamiętać, że inni też mają real, nie mieć pretensji, że ktoś znika, nawet nagle, bez zapowiedzi czy usprawiedliwienia. I myślę, że jeśli będziemy pamiętali w ten sposób o tym – o innych osobach, to każdy będzie w stanie pogodzić real z wirtualem i na odwrót. Nie twierdzę, że nikt o tym nie pamięta, że to ja muszę wszystkich pouczać, po prostu czasem wydaje mi się, że niektórzy zapominają, że, jakby to kontrowersyjnie nie brzmiało [śmiech], Sarmacja nie jest najważniejsza i zajęcie się swoim realem nie powinno powodować dodatkowych stresów w wirtualu.



Dziękuję za wywiad i poświęcony czas pomimo natłoku obowiązków. Czytelnicy na pewno to docenią:)

Ja również dziękuję Panu Redaktorowi za wywiad, w ogóle za inicjatywę. Chciałbym także pozdrowić wszystkie Czytelniczki i wszystkich Czytelników.
Serduszka
14 389,00 lt
Ten artykuł lubią: Thimoteus ik Hohentsolern, Henryk Leszczyński, Heweliusz Popow-Chojnacki, Alfred Fabian von Hohenburg Tehen-Dżek, Fryderyk von Hohenzollern, Krzysztof Czuguł-Chan, Guedes de Lima, John Rasmusen, Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza, Yennefer von Witcher, Konrad Jakub Arped-Friedman, Juliette Alatriste, Laurẽt Gedeon I, Paviel Gustolúpulo, Tomasz Ivo Hugo, Yupeng Beijin-Zhao, Timan Demollari, Roland Heach-Romański, Peter West, Henryk Wespucci.
Komentarze
Henryk Leszczyński
no ale tytulatura do poprawy.
Odpowiedz Permalink
Heweliusz Popow-Chojnacki
Szanowny Panie Redaktorze, pozwolę sobie jako Rzecznik Dworu JKM wystosować jedną uwagę. Do Jego Książęcej Mości należy zwracać się "per Wasza Książęca Mość". Nie należy do Księcia zwracać się na "Pan". Ja rozumiem, że takie ciągle powtórzenia w artykule nie wyglądają czasem atrakcyjnie, ale zasady są zasadami. Dla potwierdzenia mych słów zamieszczam informację żywcem wyjętą z jednego z poradników Instytutu Edukacji Sarmackiej:

Jego Książęca Mość: Tę tytulaturę stosuje się wyłącznie do JKM Tomasza Iva Hugona, Księcia Sarmacji. Do Jego Książęcej Mości należy zwracać się „Wasza Książęca Mość” lub w skrócie „WKM”, pisząc o nim — „Jego Książęca Mość” lub „JKM”. Dopuszczalna jest również skrócona forma „Książę”. Należy bezwzględnie wystrzegać się sformułowania „Pan”. W Królestwie Baridasu, z racji tego, że Książę Sarmacji jest Królem Baridasu, zwraca się do Księcia „Wasza Królewska Mość”.
Odpowiedz Permalink
Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło
Już poprawiłem. Przepraszam za pomyłki. Zapominałem się czasami. To nie było zamierzone i bardzo przepraszam JKM za pomyłkę
Odpowiedz Permalink
John Rasmusen
Sławomir nie przejmuj się. Pół roku banicji i zostanie Ci przebaczone ;p
Odpowiedz Permalink
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
no i git GJ! :)
Odpowiedz Permalink
Yennefer von Witcher
Tomaszem Ivonem Hugonem, na litość Wandy! Odmienia się te imiona! :/
Odpowiedz Permalink
Guedes de Lima
Rzadko jest okazja przeczytać wywiad z Księciem. Gratuluję. :)
Odpowiedz Permalink
Juliette Alatriste
Długo nie trzeba było szukać.

@Yenn
Gwoli sprostowania, nie "w gwoli sprostowania", na litość Wandy! Nie używa się słów, o których znaczeniu, etymologii, itd. nie ma się pojęcia! :/

Sławomir, gratuluję odwagi! Debiutancki wywiad zacząłeś z przytupem!
Odpowiedz Permalink
Fryderyk von Hohenzollern
Również gratuluje udanego debiutu, wywiad ciekawy, brakło mi tylko pewnej dozy ostrości w formułowaniu pytań, czy bardziej kontrowersyjnych pytań :D
Odpowiedz Permalink
Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło
Chciałem Jaśnie Panującego Księcia potraktować delikatnie. Aczkolwiek wiele moich wywiadów w przeszłości budziło kontrowersje, więc spokojnie. Jeszcze z tej strony mnie poznacie. Niektórzy znienawidzą. Za złe wymienienie imienia przepraszam. Pierwszy raz się z nim spotykam.
Odpowiedz Permalink
Alfred Fabian von Hohenburg Tehen-Dżek
Gratuluję. Aż musiałem dać dotacje "_" a robie to niezwykle rzadko. ;)
Odpowiedz Permalink
Yupeng Beijin-Zhao
Jak się udało wyprosić wywiad z JKM, to może jeszcze się uda załatwić jakąś ciepłą posadkę na Dworze :D.
Odpowiedz Permalink
Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło
O nie. Zawsze sam na to pracuję. Zresztą nie pcham się, jeżeli wszystkiego nie rozumiem. A sporo jeszcze nie wiem:)
Odpowiedz Permalink
Krzysztof Hans van der Ice
Bardzo ciekawy wywiad. Gratuluje pomysłu :)
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.