Stara Przystań - Początek

Mieszkańcy Starej Przystani z niepokojem zbiegli się nad brzegiem morza. W oddali na horyzoncie majaczył nieznany okręt. Wszyscy zapytywali się nawzajem, kto chciałby zawijać do tej zapomnianej przez Wandę i ludzi osady? A jednak, okręt wyraźnie kierował się w ich stronę. Może to kupcy? Ale któż chciałby wysyłać oddzielny statek do biednych rybaków, którzy na sprzedaż nie mieli nic, oprócz tego, co wydarli morzu. Nawet ich chaty zbudowane były jedynie z resztek dawnego siedliska piratów oraz szczątków statków, które fale wyrzuciły na brzeg.
Okr%C4%99t.jpg

W końcu tajemniczy okręt zbliżył się na tyle, że można było zobaczyć jego banderę. Tłumem wstrząsnął okrzyk przerażenia. Na maszcie powiewała krwawa flaga z czaszką oraz dwoma skrzyżowanymi kośćmi. Obok czaszki wznosił się na tylne łapy złoty lew. Okręt był coraz bliżej. Wszyscy z nabożnym strachem patrzyli na jego białe żagle, strzeliste maszty i piękny kadłub. Z pokładu ziały groźnie ogromne działa. Dziób zwieńczał złoty lew, taki sam jak na sztandarze. Patrząc na niego, rybacy niemal słyszeli, jak rykiem ogłasza nadejście swego pana. Nie było trzeba mieć wiele rozumu, by odgadnąć, że dawni władcy wracali na swą ziemię.
1QjOBiCx.png

Mimo to nikt nie wezwał do walki. Nikt nie pobiegł do swej chatki po broń. Cóż oni, zwykli nędzarze, mogli zrobić swymi żałosnymi bosakami i harpunami, przeciw szablom i pistoletom okrutnych demonów morza, rzucających codzień wyzwanie największym flotom świata. Pozostawało tylko czekać i zdać się na łaskę przybyszów. Od nich będzie zależało, czy uczynią mieszkańców swymi niewolnikami, czy też wyrżnął ich bez litości.

Okręt zatrzymał się i spuścił szalupy. Można już było dostrzec twarze załogi. Była dobrze przyodziana i uzbrojona. Nie brak było im kordelasów, pistoletów i muszkietów. Wyglądali na ludzi potrafiących się posługiwać swą bronią. Wieśniacy zbili się w ciasną grupkę. Łodzie dotarły do brzegu. Jako pierwszy wysiadł wysoki pirat. Ubrany był w wysokie buty, hajdawery, a także obcisły kolet. Do pasa miał przypasaną szpadę, jakby był szlachcicem. Na długich czarnych włosach nosił kapelusz. Jego twarz nie przypominała oblicza rozbójnika, była co prawda twarda i zimna, ale gładka oraz pozbawiona blizn. Nie widać też w niej było okrucieństwa. To jednak nie uspokoiło rybaków. Jak mówi przysłowie - pozory mylą.
220px-Pyle_pirates_treasfight.jpg
Witajcie dobrzy ludzie - odezwał się głośno wysoki pirat. - Nie obawiajcię się nas. Przybywamy tu w pokoju, aby odzyskać nasze dawne ziemie. Czas odbudować tę piracką Starą Przystań. Zbudujemy wam porządne domy. Ci z was, którzy są silni i nieulękli, znajdą zajęcie wśród mojej załogi. Reszta będzie mogła pracować w porcie, który wzniosę, albo pozostać przy rybactwie. Uczynimy z tej wioski naszą bazę, tak jak było przed wiekami. Czas by tropicańscy piraci znów stali się postrachem mórz. Na wodach niczym robactwo rozplenili się wrogowie Sarmacji i Jego Książęcej Mości. Jednak to już ich koniec. Wygnieciemy ich niczym mrówki. Już niedługo pirackie fregaty wyruszą w rejs!
Dotacje
500,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Paviel Gustolúpulo.
Serduszka
5 089,00 lt
Ten artykuł lubią: Paviel Gustolúpulo, Guedes de Lima, Fryderyk von Hohenzollern, Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło, Alfred Fabian von Tehen-Dżek, Thimoteus ik Hohentsolern, Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza, Bartek Staniszczak.
Komentarze
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza
Zacny Jolly Roger :) GJ!
Odpowiedz Permalink
Bartek Staniszczak
Nono, a ja głupi nie wiedział :D
Permalink
Gotfryd Slavik de Ruth
Barwo za pomysł i sposób tego przekazania :)
Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.