Komentarz do rozważań nad Konstytucją

Niniejszy artykuł jest komentarzem pod artykułem "Rozważania nad Konstytucją — a może by tak...", autorstwa Wielmożnego R. von Thorna, i właśnie jako komentarz proszę go traktować, nie jako pełnoprawny artykuł (stąd brak formatowania i dbałości o piękno wypowiedzi). Po prostu komentarze mają ograniczoną liczbę znaków i się nie zmieściło.

Jedno z pryncypiów jest takie, że Konstytucja powinna być napisana zgodnie ze sztuką, przez osoby które się na tym znają. Zbyt duża część przepisów jest pisana używając słów o znaczeniu potocznym, gdzie każdy rozumie coś po swojemu.

Że są w prawie różnice względem interpretacji, to jasna sprawa. Kłopot w tym, kiedy pewne słowa mają już ustalone znaczenia w prawie i są bardzo precyzyjne, ale żongluje się nimi bez zastanowienia. Stąd osoby, które coś z prawa kojarzą, wyciągają inne wnioski niż te, które rozumieją po swojemu, na rozum.

To ma też związek z brakiem pomysłu, jaki tak naprawdę panuje u nas ustrój. Nie chodzi o to, czy mamy Sejm Wielki czy kadencyjny, czy kanclerz jest wybierany w ten czy inny sposób. Chodzi o pewne założenia ideowe i same ramy państwa.

Część Konstytucji jest pisana po europejsku, część systemem anglosaskim. Raz się przyjmuje model USA i pisze tylko o wzajemnych relacjach pomiędzy władzami, innym razem spoglądamy na konstytucję RP i wymieniamy wszystko bardzo szczegółowo. Innym razem odsyłamy bez zastanowienia w przepisach podrzędnych, do przepisów Konstytucji. Prawo nam się zakleszcza w sposób wręcz idiotyczny.

Mając na uwadze pierwszą część (o pisaniu prawa przez amatorów) jak i o braku jednego pomysłu, wypadkowa jest taka, że powstają bardzo głupie sytuacje.

Np piszemy o hierarchii prawa, wymieniając na końcu prawo zwyczajowe. Potem w ustawie o dzienniku praw stwierdzamy, że publikujemy w DP wszystko to, co zostało ujęte w tym artykule o hierarchii prawa. Ale zaraz, czy wobec tego, w DP należy publikować również... prawo zwyczajowe?

To jest właśnie efekt tego o czym pisałem. Bez jakiejś przyjętej zasady, piszemy Konstytucję na wiele różnych sposobów - a potem i podrzędne prawo. A że nie pisała to osoba biegła w prawie, to nie pomyślała, żeby zrobić to w formie wyliczenia enumeratywnego, wymieniając po prostu to co ma być publikowane, dodając przepis-furtkę w postaci wymogu publikacji innych aktów, jeżeli odrębna ustawa tak stanowi.

Żonglujemy też pojęciami które ładnie brzmią, ale powodują kłopoty. Ktoś mądry zostawił w Konstytucji, że Księstwo Sarmacji jest monarchią parlamentarną. Przecież to jest bzdura. To że mamy monarchię i parlament, nie znaczy że jesteśmy monarchią parlamentarną, bo nie parlament rządzi (nie parlament powołuje rząd, tylko jest on organem odrębnym od parlamentu, kanclerz pochodzi przecież z wyborów).

To nie jest czepialstwo o duperele, bo potem powstają bardzo realne problemy na tym polu. Analizując kwestię Konstytucji, przede wszystkim należy przeanalizować jej wpływ i powielanie jej założeń w przepisach niższej rangi. Co z tego, że Konstytucję napiszemy dobrą, skoro idee w niej postawione będą inne niż w ustawach? Nie chodzi o sam fakt zgodności z Konstytucją, ale podejście do pewnych rozwiązań i stosowanych mechanizmów.

W Konstytucji mamy napisane, że "System prawa karnego nie może być użyty w żadnych okolicznościach do ukarania osoby niewinnej zarzucanego czynu", z drugiej zaś strony, próbuje się oskarżać przed Trybunałem osoby, które nie popełniły żadnego przestępstwa, gdyż dana czynność nie była penalizowana - już abstrahując od oceny moralnej czy etycznej. Idziemy raz w drogę prawa zwyczajowego, potem w Kodeksach Sprawiedliwości zastrzegamy, że zwyczajowe rozumienie pewnych spraw jednak nie wystarcza.

Innym razem umawiamy się, że "Oskarżony będzie uważany za niewinnego do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia przez sąd o jego winie lub upłynięcia terminu przewidzianego na odwołanie się do sądu od kary wymierzonej przez organ administracji publicznej.", ale jednocześnie dopuszczamy egzekucję kary przez Prefekturę zaraz po wydaniu orzeczenia przez Trybunał, bez względu na to, że nie minął jeszcze termin uprawomocnienia się wyroku.

Przy okazji pozwolę się nie zgodzić z twierdzeniem, że przykładem poprawnego uregulowania szczegółów dotyczących uprawnień czy organizacji organów, jest Rada Ministrów. Otóż to już jest zła sytuacja w drugą stronę, inna skrajność.

Nic nie stoi na przeszkodzie, żebym teraz, paradoksalnie jednocześnie zgodnie z Konstytucją i niezgodnie z nią, umocnił swoją władzę wprowadzając de facto - i de iure - pełnię władzy wykonawczej w ręce Kanclerza.

Konstytucja stoi, że Rada Ministrów jest organem kolegialnym i rządzi jako całość. Kanclerz ją reprezentuje i kieruje jej pracą. Innymi słowy, nie rządzi Kanclerz, ale Rząd. Jak to obejść?

W zarządzeniu o organizacji Rady Ministrów, w przepisach dotyczących głosowań, wprowadzam prosty przepis - podczas głosowań w Rządzie, Kanclerz dysponuje siłą głosu równą 100. Dalej jest Rada Ministrów organem kolegialnym, podejmującym decyzje wspólnie, ale jednocześnie Kanclerz ma pełnię władzy, bo głosowanie jest fikcją. Oczywiście wszystko zgodnie z Konstytucją - bo po pierwsze, mamy domniemanie zgodności aktów prawnych z Konstytucją, a po drugie, nawet jeżeli ktoś to zacznie badać, to przecież Konstytucja nie precyzuje jak powinna wyglądać wewnętrzna struktura Rządu oraz tryb jej pracy, zostawiając wszytko do doprecyzowania przez Kanclerza. Skorzystałem oczywiście z tej furtki i wprowadziłem przepis mówiący o tym, że uchwała RM nie zostaje podjęta, jeżeli głos przeciw niej oddał Kanclerz. Jest to na swój sposób sprzeczne z założeniami Konstytucji - ale nie sprzeczne z jej przepisami. Proszę zwrócić uwagę, że rozpatrujemy kwestię właśnie założeń Konstytucji, ogólnego draftu tego, jak ma wyglądać władza w państwie, intencja ustrojodawców.

Sam problem też jest ciekawy, bo to jest kolejny przykład braku spójnego pomysłu na kwestię szczegółów systemu politycznego. Raz stawia się Kanclerza jako szefa rządu na zasadach kanclerstwa w Niemczech i innych krajach niemieckojęzycznych (czyli właśnie system kanclerski), czasami też wręcz jako quasiprezydenta a la Stany Zjednoczone, czyli to on rządzi, a ministrowie to jedynie jego pomocnicy. Potem zaś, w innych przepisach jak i innych ustawach, przedstawia się Radę Ministrów rodem z systemu parlamentarno-gabinetowego, czyli czerpiąc z przykładu Polski w realu. Tj. rządzi cały rząd, a premier owszem, ma silną pozycję i jest odrębnym organem administracji rządowej, ale jednocześnie rządzi cały rząd, nie on.

Zbyt często patrzymy na kwestię porządku w Konstytucji, przez pryzmat czytelności przepisów, pustych luk w tekście czy samej stylistyki. Jeżeli w Konstytucji jest dużo przepisów o treści "uchylony", dodajemy któreś już literki w numeracji ("Art. 32hb."), całość jest rozsypana, to wtedy jest to Konstytucja wymagająca poprawki. Wtedy się dokonuje konsolidacji i jakoś to układa. Ale to jest błąd, bo to nie jest kryterium rozstrzygające o stanie Konstytucji oraz porządku w niej. Problem jest wtedy, kiedy ma ona różnych autorów, o różnych wizjach i sposobach rozstrzygania wątpliwości.

Trzeba się umówić, jakie są punkty wyjścia. Czy rządzi Rząd czy Kanclerz. Czy regulujemy kwestie relacji pomiędzy naczelnymi organami, czy i sprawy światopoglądowe, ideowe i pozostałe. Czy wolności i prawa, szczegóły dotyczace sposobu wyboru Kanclerza, Sejmu, Księcia, Trybunału i innych organów, regulujemy w Konstytucji, czy w osobnym akcie prawnym, dającym się łatwo nowelizować jeżeli zajdzie taka potrzeba.

Jeżeli przyjęto jedne założenia, to trzeba iść nimi konsekwentnie. Bo z samych tych założeń, wyciągany jest kształt reszty aktów prawnych.

Konstytucją planuję zająć się już od dawna. Niniejszy artykuł jest pierwszym zwiastunem zmian, jakie planuję przeprowadzić. Po prostu przyjąłem mało medialny tryb pracy, odstawiając pokazówki na bok, stąd może się wydawać, że Rząd nie robi nic. O tym co mi się nie podoba w Konsytuacji i jakie są założenia i punkty wyjścia co do zmian, informowałem Jego Książęcą Mość już na samym początku kadencji.

Wszystko wkracza powoli na etap o jedne poziom wyżej, stąd niniejszy zwiastun kolejnych prac. W każdym jednak razie, reforma Sejmu nie jest najpoważniejszą zmianą, nad jaką pracuje obecna Rada Ministrów pod moim przewodnictwem.

Z najlepszymi pozdrowieniami

Anonimowy Kanclerz
Dotacje
1 000,00 lt
Dotychczasowi donatorzy: Laurẽt Gedeon I, Cudzoziemiec.
Serduszka
6 060,00 lt
Ten artykuł lubią: Laurẽt Gedeon I, Timan Demollari, David de Hoenhaim, Alfred Fabian von Hohenburg Tehen-Dżek, Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło, Krzysztof von Thorn-Macak, GdL, Fryderyk von Hohenzollern, Gniewosz Sforski, Cudzoziemiec.
Komentarze
Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło
Cytuję:
Jedno z pryncypiów jest takie, że Konstytucja powinna być napisana zgodnie ze sztuką, przez osoby które się na tym znają. Zbyt duża część przepisów jest pisana używając słów o znaczeniu potocznym, gdzie każdy rozumie coś po swojemu.

Konstytucję powinni rozumieć wszyscy. Ona jest dla całego społeczeństwa a nie dla tych co rozumieją żargon prawniczy, bo później nie można mieć pretensji do kogoś że jej nie przestrzega. Jestem orędownikiem prostoty w prawie. Jednak prawo zawsze miało to do siebie że było różnie interpretowane. I dlatego jest, czy powinien być TAK by niejasności wyjaśniać.
Odpowiedz Permalink
Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło
Powinien być TK trybunał konstytucyjny. Trafiła mi się literówka wcześniej
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
Otóż oczywiście nie ma Pan racji.

Konstytucja jest dla wszystkich i wszyscy powinni ją stosować, ale to własnie ci "wszyscy" cierpią potem na tym, że jest zrobiona w sposób byle jaki.

Ja nie mówię "piszmy szyfrem; twórzmy nowy KPS który rozumie 5 osób".

Przecież podałem jasne przykłady, gdzie taka bylejakość i luźne podejście powoduje szkody. To obywatel najpierw idzie do więzienia, a potem ma czas na apelację od kary, co jest kuriozum. To obywatel niby jest chroniony przez takie instrumenty jak domniemanie niewinności albo funkcję gwarancyjną prawa; nullum crimen sine lege (nie ma przestępstwa bez ustawy), a w praktyce dość często i tak ma problemy z tego powodu.

To obywatel dostaje w dupę, kiedy władza jest nadużywana - bo Konstytucja na to pozwala, gdyż jest dziurawa.

Myli pan pojęcia, gdyż nie postuluję nigdzie pisania bardziej skomplikowanego czy niezrozumiałego. Nawet wręcz przeciwnie. Zwracam uwagę, że często próbuje się używać pojęć których się nie rozumie i wyrafinowanej nowomowy prawniczej, która jednak ma znaczenie inne niż intencje autora, co albo w najlepszym wypadku wygląda śmiesznie, a w najgorszym jest punktem wyjścia do wykorzystana tego przeciw obywatelowi.
Odpowiedz Permalink
Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło
Rozumiem. Nawet nie przyszło mi do głowy to że ktoś może iść do więzienia bez możliwości obrony, czy apelacji. To już podchodzi pod autorytaryzm. Jeżeli tak jest to powinno zostać zmienione. Tym bardziej należałoby zająć się konstytucją.

Coś jeszcze gdzieś przeczytałem w pańskim prawie artykułem o ideologii. Chyba nie do końca zrozumiałem o co chodziło. Chciałby pan by ideologia była z góry narzucana innym?

Konstytucja została wymyślona głównie po to by dawać obywatelom wolność i pełną demokrację i głównie to powinna zawierać. Wiele zapisów za to jest odwrotna bo narzuca innym jak mają żyć i co mogą lub nie mogą robić.
Odpowiedz Permalink
Konrad Jakub Arped-Friedman
Aż tak daleko idących wniosków proszę broń Boże nie wyciągać.

Nikt nikomu niczego nie narzuca ani nie odmawia prawa do obrony. Po prostu, czasami przepisy są tak śmiesznie skonstruowane, że po procesie w I instancji, od razu wykonuje się wyrok — jest prawomocny z chwilą wydania. Dlatego jeżeli ktoś chce składać apelację, robi to najczęściej już będąc w więzieniu. Co w przypadku, jeżeli wyrok zostanie podważony i w II instancji Trybunał kogoś uniewinni? No cóż, odsiedział swoje za darmo. Przy czym to akurat nie jest problem stricte wynikający z Konstytucji, co z odrębnych przepisów. Jak i trzeba mieć na uwadze, że takie rozwiązanie jest celowe i ma swoje uzasadnienie na gruncie mikronacyjnym, stąd jest popierane. Jednocześnie coraz więcej osób - w tym sami Asesorowie czy Prefekci - dostrzegają potrzebę zmian w tej materii, o czym zresztą sami mi pisali w prywatnych rozmowach.

Podsumowując kwestię akurat Konstytucji - po prostu, jeżeli mamy się wziąć za porządki, warto przetrzepać i poprawić coś więcej, aniżeli samą numerację czy usunięcie pustych artykułów. To nie są porządki tylko kosmetyka. Jak już się za coś zabieram, to od samych podstaw, a nie bawiąc się z duperelami nierobiącymi nikomu różnicy.
Odpowiedz Permalink
Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło
W prawie konstytucyjnym jestem laikiem, więc nawet za układanie poprawnie zdań się nie zabieram, zostawiam to bardziej doświadczonym osobom, jednak pomysły i swoje zdanie. Od omieszkam powiedzieć:) Bo jak zrozumiałem to za samo zamieszanie odpowiada styl w jakim zostało napisane zostawiając łuki dla nadinterpretacji przepisów:)
Odpowiedz Permalink
Sławomir von Hohenzollern-Wikidajło
Zostawiając luki w nadinterpretacji prawa. Znowu literówka
Odpowiedz Permalink
Cudzoziemiec
Muszę przyznać, że dopiero dziś miałem czas zapoznać się z tym komentarzem. Dojazdy PKSem do pracy to zbawienna sprawa.

Zapoznałem się i uznałem, że warto dać dotację i serce bo niemalże w każdym akapicie pan Kanclerz prawi słuszne rzeczy i w zasadzie nie zostaje mi nic innego jak... się z nim zgodzić!

Dlatego, jeśli mogę panie Kanclerzu, ja jedynie ruszyłem kamyczek, może mógłby pan Kanclerz z wyżyn swego urzędu rozpocząć jakąś komisję konstytucyjną, która w pierwszej kolejności rozstrzygnęłaby właśnie takie kwestie, jak te poruszane w naszych tekstach, a dopiero potem konkretnymi przepisami? Myślę, że taka dyskusja, połączona z rozstrzygnięciami mogłaby być wspaniałym mechanizmem indukującym aktywność, dodatkowo wzbogaconym o element edukacyjny (prawo konstytucyjne).

Ja z wielką chęcią w prace takie się włączę. Panie Kanclerzu?
Odpowiedz Permalink

Musisz się zalogować, by móc dodawać komentarze.