Natan Korczyński
Komentarze
Byłem jednym z asesorów orzekających w sprawie ułaskawionego. Liczyłem, że do wykonania prawa łaski jednak nie dojdzie. Czy banicja jest karą współmierną do ominięcia tygodniowej kary więzienia? Nie, ale nowoczesne teorie kary nie traktują jej już jako sprawiedliwego odwetu za wyrządzone zło. Chodzi o prewencję indywidualną i ogólną, przywrócenie zachwianego porządku społecznego. Z perspektywy tych celów ułaskawienie jest przeciwskuteczne.

W ciągu jednego miesiąca Filip von Sarm został oskarżony w czterech postępowaniach karnych, w tym dwóch zakończonych skazaniem; pozostałe są w toku. Trudno byłoby wskazać inne osiągnięcia Filipa von Sarm w sferze publicznej. Owszem, jest on aktywnym mieszkańcem. Aktywnym na sposób bezmyślny, niewiele wnoszący do społeczeństwa i nierzadko sprzeczny z obowiązującym porządkiem prawnym. Co prawda gdy społeczeństwo jest zajęte rzeczami trzeciorzędnymi, a państwo działa w zasadzie tylko siłą rozpędu, może się zdawać, że każdy ruch w interesie jest dobroczynny. Tego pozwolę sobie nie komentować.

Nasz recydywista tłumaczy swoje specyficzne zachowanie młodym wiekiem. Nie podzielam bezkrytycznej wiary w nieweryfikowalne informacje, ale możemy stwierdzić na pewno, że albo rzeczywiście jest dziesięciolatkiem, albo nas okłamuje. W pierwszym przypadku wszystko jest jasne: zabawa w mikronacje wymaga pewnej dojrzałości, której Filipowi von Sarm może brakować na tym etapie życia. W drugim mamy do czynienia ze złośliwym trollem. Wspólny mianownik obu możliwych sytuacji jest taki, że ani dziecko, ani troll nie mają zdolności autentycznego członkostwa we wspólnocie politycznej.

Mówiąc najprościej: Filip von Sarm nic nam nie daje, a wyrządza szkody i wedle wszelkiego prawdopodobieństwa będzie czynił to dalej. Trudno spodziewać się diametralnej zmiany jego osobowości w okresie jakiejkolwiek dopuszczalnej długości kary więzienia. Nawet pół roku nic tu nie pomoże.
To jaka myśl stoi za tym artykułem? Zdaje się, że czytamy o zdolnym działaczu, którego ograniczenia w sferze jednoczesnego działania w wielu państwach wypchnęły z mikroświata, a końcówka nieoczekiwanie stwierdza, że zniesienie tych ograniczeń to jednak niedobry pomysł.
A gdyby tak wprowadzić granice liczby posiadaczy poszczególnych tytułów, ustalane proporcjonalnie względem liczby ludności, tym niższe, im wyższy tytuł? To sprzyjałoby wytworzeniu się sensownej piramidy społecznej. Tylko zapewne należałoby wprowadzić wygasanie nadań z czasem, aby najwyższe tytuły nie były z zasady niedostępne dla młodszych obywateli.
Gdzieś pojawił się pomysł, żeby powiązać tytuły z epokami — ze wskazaniem na panowania kolejnych Książąt Sarmacji. I to jest, jak sądzę, najlepsze wyjście. Tytuły szlacheckie i arystokratyczne mogłyby być wtedy wyrazem personalnej więzi między obywatelem a monarchą, świadectwem wzajemnego zaufania i szacunku.