Adam Jerzy Piastowski
Komentarze
Nie pozostaje nic innego jak tylko zgodzić się z przedstawioną treścią i życzyć wszystkim powodzenia w znalezieniu swojej drogi.
W końcu coś godnego uwagi, co czyta się z zainteresowaniem. Tego typu opracowań zrobionych z pasją i przekonaniem nam trzeba!
"sensownie i funkcjonalnie" - I na to liczę.
Za Depeszów to serducho w ciemno!
Powtórzę tylko za przedmówcami, brawo za organizację! Oby więcej tak udanych inicjatyw.
Cris Menago
gdzie mozna znalesc wicej info na temat our sound?
Chyba tu: our sound.

Wydanie na poziomie, gratuluję!
Cytuję:
Niestey wniosek Lorda Namiestnika o przywrócenie miasta Vienbien został odrzucony przez władze, szanujemy decyzje Pani minister lecz nie poddajemy się tak łatwo.

Bardzo doceniam pomysł, jest wyjątkowy. Wiem jednak, że początkowo każdy chciałby Tworzyć tylko swoje miasta, pracować tylko dla swojego dobra i szczęścia, tworząc własną enklawę. Pozornie wydawać by się mogło, czemu nie... Ale tak jak zostało to napisane przez Panią Minister Spraw Wewnętrznych w uzasadnieniu nie ma skąd po prostu wziąć mieszkańców chętnych do przyłączenia się, aby takie miasto tworzyć.

Sugeruję zamiast na Vienbien skupić się na przykład na Angemontcie i dogadać temat z Lordem Szambelanem.

Albo jeśli bardzo zależy Ci na zrobieniu czegoś od podstaw, proszę zapracować sobie na lenno i spróbować je rozwijać w dowolny sposób. Przykłady tego typu inicjatywy podrzucam tutaj.
Powodzenia dla uczestników i wytrwałości dla sprawdzającego ;)
@kaxiu - Gratuluję odpowiedź udzielona prawidłowo. Nagrodę zgarnia Arcyksiążę... dejm to chyba było zbyt proste.
Tekst dobrze się czyta, jest taki kaxiowy do szpiku, zwłaszcza w wewnętrznych relacjach rodzinnych :P
No i szacun za ciekawy wywiad.
Bardzo rzeczowy tekst, bardzo porządna i miła dla oka oprawa, tak trzymaj!
Lubię nowych mieszkańców, są tak bardzo nieświadomi realiów życia wirtualnego, sądząc że ograniczenia nie istnieją, do czasu aż fascynacja mikronacjami nie przejdzie po około miesiącu.
Były czasy kiedy Sclavinia miała najbardziej ogarniętych ludzi w KS, zarówno pod względem aktywności, jak i prawodawstwa, ustawodawstwa i polityki. Kryzys wymusza zmiany, dobrze że ktoś je zauważa. Pozostaje mi życzyć powodzenia.
Podobno sklepik z "teutońską tandetą" ma większe wzięcie niż szulernia Pod Czarnym Elpingiem. Dochody ze sprzedaży są tak duże, że w zupełności zaspokajają budżet miasta przez co mógł on stać się organizatorem turnieju. Wniosek więc jest prosty, gdyby nie sprzedaż produktów najniższej jakości made by teutonia, to byście co najwyżej w szachy uliczne grali.
Cytuję:
Czy faktycznie taki był zamysł, żeby osoby nieaktywne w okolicach minimum roku zniechęciły się definitywnie i już do Sarmacji nie wróciły?

@kaxiu - Oczywiście, że nie taki. Z perspektywy czasu, argumenty w debacie wydają się być słuszne i chętnie poprę korektę podatku, lub jego całkowite zniesienie. Nie było moim celem, jako posła (nie członka rządu, bo takim nie byłem i nie jestem) zniechęcać do powrotów do KS. Szczerze mówiąc, nie brałem wówczas tego pod uwagę gdyż będąc aktywnym od 2014 roku, nie zadałem sobie trudu przeliczenia tych stawek i realnego wpływu na budżet nieaktywnego obywatela - przez co mogę wyrazić ubolewanie.

Brałem natomiast pod uwagę fakt, że ówczesny młody Kanclerz być może w końcu będzie miał pomysł na rozruszanie liberta, liczyłem na to, że nie będzie miało miejsce magazynowanie pieniądza na koncie RM. Temu dałem szansę zwiększenia podatku, a co za tym idzie odzyskanie części libertów (zdawałoby się do ponownego obiegu) z kont nieaktywnych od lat mieszkańców. Poza tym każdy wylewa wiadro pomyj na brak obiegu pieniądza w systemie, ale nikt jakoś specjalnie pomysłu na to nie ma, lub ma ale mu się nie chce.

Osobiście traktuje liberta jako dodatek do zabawy, pisząc artykuły, czy zbierając tantiemy za wypowiedzi nie patrzę jaki otrzymuję zysk, bo nie po pieniądze przychodzi się do mikronacji, jak ktoś ma rozbujane ego i potrzebuje być libertańskim milionerem, żeby mu się zachciało to nie moja sprawa. Stając się nieaktywnym godzę się na podatek, oraz na to jaką koncepcję będzie miała osoba, która zechce sobie poradzić w taki czy inny sposób z obiegiem liberta. Nie ma mnie, jestem nieaktywny, nie mam głosu, godzę się na pewne rzeczy pod moją nieobecność. Wracając jednak do aktywności, nawet po kilku latach i widząc puste konto wiem, że nie wracam po to, żeby spojrzeć na bilans zysków i strat w budżecie osobistym, bo to jest mikronacyjny virtual a nie jakiś pępek światowego obrotu handlu / walutą, z którego czerpie się zyski pod swoją nieobecność.

Być może libert nabiera innego znaczenia dla Ciebie jako osoby, która zdecydowała się zabawić w utworzenie giełdy i czuje pewną niesprawiedliwość płynącą z opodatkowania. Masz ku temu powody, ale masz też ku temu odpowiednie narzędzia, żeby z tym walczyć i zmienić to co uważasz za właściwe. Dla mnie libert nie ma znaczenia, jak zrobię sobie kilku letni detoks i przebudzę się w virtualu z pustym kontem to wezmę się do pracy i pobawię, a nie będę robił gównoburzę na dzień dobry. Idąc tym tropem to można sobie zelżyć na przestrzeni lat na kogo się chce, bo każdy coś tam robił, mniej lub bardziej co mi nie w smak i powoduje u mnie torsje.

Podsumowują wywód:
Nawet jak się ma w czterech literach to co się wydarzyło w virtualu przez okres swojej nieobecności wypadałoby nabrać pokory, a nie jak zadufany dupek nawrzucać wszystkim i zachowywać się jak święta krowa, lub nieomylne sensei, który zawsze wszystko wie najlepiej i nigdy nie uczył się na własnych błędach, bo nawet jak zaczynał zabawę w mikronację, to już wiedział najlepiej.

ps. Jak ktoś ma coś do mnie to zapraszam na PW, lub discord (w wolnej chwili) bo w tej uwłaczającej godności dyskusji nie zamierzam brać udziału.
Jak już mnie wymieniają z nazwiska, to wypadało by się ustosunkować ... Ale jak zaczynają ubliżać zamiast wejść w polemikę, jak przystało bądź co bądź na szanowaną osobę (do tej pory w moim mniemaniu) to zaczynam mieć takie osoby w poważaniu. Nie zamierzam więc, ani się tłumaczyć, ani wypowiadać w tej kwestii.
Cytuję:
Przepraszam za wulgaryzmy, ale się uniosłem.
Czyli jednak coś zadzwoniło, że pod wpływem impulsu zdecydowałeś się użyć takich, a nie innych słów. Trzeba było na chłodną głowę TO edytować zamiast zniżać się do poziomu rynsztokowego słownictwa, świadczącego jedynie o braku kultury.
Ostatnio wspominałem Twoje rysunki tworzone za panowania RCA... niby władca się zmienił, ale nadal jest w tym jakiś polot :P
Świetne! Przypomnij, bo pamięć już nie ta... przy pomocy jakich narzędzi tworzysz?
Bardzo trafne myśli filozoficzne, mające swój wydźwięk.
Dobrze, że w punkcie trzecim nie ma nic o kozach, Baridajczycy będą mogli spać spokojnie.
Czekam na wątki z bezdusznymi Teutończykami w tle ;)
Wciągające na tyle, że będąc w pracy stwierdziłem, że ciekawsze będzie poświęcić godzinkę i przeczytać od razu, niż popracować.
@piotrIIgrzegorz - Przez tyle lat nikt tego nie zrobił, a wspomina JKW o tygodniu. Nie uwierzę dopóki nie zobaczę.

@Seweryn - No chęci mam, ale nie na przerabianie i układanie DP od początku. To żmudna robota, która nie będzie sprawiała mi radości. Jeśli jednak ktoś kiedyś zechce to ogarnąć, to nie będę się zapierał rękami i nogami, żeby nie udzielić pomocy.
Umówmy się, że jest to pomysł rzucony w eter, który nie ma szans powodzenia. Nie sądzę, aby komukolwiek chciało się to ogarnąć po tylu latach. To by trzeba było zebrać chęci kilkunastu starych wyjadaczy, którzy to prawo tworzyli i połączyć z kilkoma młodszym, którzy mają do tego smykałkę pod okiem jednego gościa, który ma i wiedzę i pomysł i pewien zarys/plan jak to ma wyglądać. Mission imposible, w którym nawet Tom Krus, na wespół z Tomi Li Dżonsem nie daliby rady.
Widzę, że home office sprzyja myśli twórczej.
Czy mi się tylko wydaje, czy te słoneczka robią się coraz bardziej przejrzyste?
@kaxiu Ale za to jak miło zostanie połechtane ego :P Nawiasem mówiąc, chętnie bym poczytał.