Daniło de la Vega
Komentarze
Wspólnota Korony Ebruzów była organizacją zrzeszającą równoprawne państwa będące monarchiami. Elderland nie był zależny od Dreamlandu, ani jego polityki. Był jedynie zależny od Korony Dreamlandzkiej reprezentowanej przez Króla Dreamlandu i Elderlandu Alfreda. Próba podporządkowania Elderlandu Dreamlandowi przez Króla Alfreda skończyła się zakończeniem unii personalnej i likwidacją WKE (to dwa osobne akty, unia mogła trwać bez WKE i odwrotnie).
@RCA
Tak myślałem - nieskończenie wiele to i tak za mało :P
Powyżej ilu zabitych w jednym wypadku/katastrofie, w Księstwie ogłasza się żałobę narodową? 30 wystarczy?
Zgadzam się z Panem Konradem - sprawa jest prosta. W sensie ekonomicznym ogranicza się do rozumienia, że dwa towary (waluty) powinny być wymienione przez uczestników na podstawie ich własnych preferencji i umowy akceptowanej kliknięciem. W sensie rachunkowym ogranicza się zaś do rozumienia na jakie konta i w którym kraju odnosić należy dane kwoty w libertach i dajmy na to dreamach. Zakładam bowiem, że wszyscy przedmówcy rozumieją i uznają za rzecz normalną, że:
  • nasza własna waluta jak i ta, którą chce się kupić, nie bierze się z powietrza, tylko została wyemitowana przez uprawniony organ w danym kraju, a co za tym idzie:
  • waluty do kantora dostarcza ich emitent.
W niektórych krajach, gdzie gospodarki są animowane narracyjnie, a nie w sposób informatyczny, spotkać się można czasem z twierdzeniami, że w ich "kantorach" są waluty obcych państw. Nie może to być prawdą, gdyż prawo do emisji danej waluty posiada tylko dany kraj, który bezpośrednio lub przez swoich obywateli i inne podmioty może rozprowadzić ją po świecie.

Daje to więc odpowiedź Panu Jihymedowi - głównymi uczestnikami rynku walutowego powinny być same państwa, czyli grube ryby, które wymieniłyby między sobą dużą pulę gotówki. Dałoby to rzut oka na pierwszy kurs wszystkim innym małym rybkom, które mogłyby się nim sugerować robiąc transakcje z osobami prywatnymi. Gdyby ktoś nic nie wystawił, ostatecznie można byłoby kupić/sprzedać walutę grubej rybie.

Problem zaczynałby się w sytuacji takiej, gdy np. jedna z grubych ryb straciłaby całą swoją rezerwę walutową na transakcje z małymi rybami, a druga nie. Sprawiałoby to, że tylko jedno państwo byłoby w tej sytuacji chętne na dalszą wymianę. Drugie nie chciałoby kupować waluty tego pierwszego, bo miałoby jej wystarczającą rezerwę. Zainteresowane rządy musiałyby więc uzgodnić, jak wówczas wychodzić z sytuacji takiej nierównowagi w bilansie płatnicznym.
Wywiadu udzieliłem dla gazety z siedzibą w dzikim kraju, który stosuje niecywilizowane metody walki. Nie liczę na zrozumienie, że wojna z wykorzystaniem ataków hakerskich jest w mojej opinii niecywilizowana.
A Pani nic nie wyczuła? Też dałbym 2.
I znowu żebranie o serca. Jakie to sarmackie :P
Mam nadzieję, że ten "artykuł" nie zostanie "artykułem na medal", bo krytyka kultury gwarantowana...
Panie Rolandzie, pragnę Panu bardzo serdecznie podziękować za dedykowany w całości artykuł oraz nadanie tytułu sułtana. Jestem szczerze wzruszony i zobowiązany. Jednak z racji, że sułtan nikomu się nie kłania to podam Panu rękę do pocałowania w geście mojej wdzięczności za ten tekst.
Nie lękajcie się... słów Pana Roberta. Autor tekstu zamieścił starą mapę Awary, kiedy jej południowa część była jeszcze okupowana przez Księstwo Sarmacji. Od wielu miesięcy nie jest. Sarmaci: nie emocjonujcie się czymś, co sztucznie kreuje w Was autor artykułu. Królestwo Dreamlandu agresję na Awarę Południową oceniało i ocenia jednoznacznie. Jest to jednak całkowicie inna kwestia od umowy zawartej pomiędzy naszymi państwami oraz jej skutków. Mamy jednak prawo do tego, aby pamięć o Awarze Południowej jako doskonałego przykładu zbójeckiej agresji i symbolu pokoju jednocześnie była w moim kraju kultywowana. I na tym się skupimy. Pozdrawiam.
Cytuję:
Utrudnia przepływ mieszkańców, utrudnia pozyskiwanie nowych atrakcyjnych mieszkańców doświadczonych już w mikronacjach
Chodzi więc o penetrację innych państw i wykradanie im ludzi?
Cytuję:
Będziemy aktywnie działali i podejmowali wszelkie możliwe działania by raz na zawsze, niepodważalnie, uregulować status Królestwa Baridasu na mapach KiK.
KIK, nie KiK, z którym spór urasta do rangi składowego elementu doktryny polityki zagranicznej Księstwa, a przecież sposób prezentowania Baridasu uległ już zmianie, a mapa znajdująca się w artykule jest już nieaktualna.