Krzysztof Czuguł-Chan
Komentarze
A w Gońcu Czarnoleskim pracować nie chcecie?
Ale żeby siarczek dimetylu w szachach? Ktoś tu musi zmienić dietę.
Buziaki w siusiaki są transpłciowe!
@AdekJozef nie może być dobrym obywatelem ktoś, kto nawet nie uważa się za Sarmatę.
Abstrahując od poziomu jojczenia lbl Leszczyński, to ja tam pierwsze trzy postulaty popieram. Może nie do końca zgadzam się z formą ich realizacji, ale sama koncepcja jest słuszna. Rząd to kpina, forum to jeden wielki syf, a zastąpienie tandemu prefektura-trybunał przez np. sędziów śledczych i maksymalne uproszczenie prawa, zwłaszcza tego sądowego, przyprawia mnie o niezdrową ekscytację.

Ostatni punkt zaś, cóż, likwidacja miast i instytucji niczego nie zmieni. To takie hurr-durr o nic, moim zdaniem. Można to systemowo ukrywać, gdy właściciel jest nieaktywny dłużej niż miesiąc, zrobić osobną kategorię na "aktywne instytucje". Rozbioru majątku bym się nie podejmował.

Co zaś się tyczy samych tytułów, to już o wiele grubszy temat, który poruszano kilkukrotnie mniej lub bardziej obszernie. W zasadzie od czasu artykułu JKM zbieram się, by kompleksowo się do tego odnieść, ale jeszcze do tego nie dojrzałem. Może podejmę wysiłek po weekendzie, by popełnić jakiś artykuł. Zatem teraz tylko krótka zajawka tego, co chodzi mi po głowie.

Czy mamy dużo osób zdobywających tytuły "za obecność"? Mamy. Niektórzy niewiele robiąc, byli w stanie się dotoczyć do arystokracji, bo akurat się przebudzili, jak były nadawane wioski. Ale to nie ludzie są winni, a system. Więc nie ludzi powinno się „karać”, a dokonać reformy na tyle obszernej, by (1) pozwoliła odróżnić zasługi obecne od przeszłych, (2) dała pole do dalszego „awansu” takim Helwetykom Romańskim, którzy osiągnęli już wszystko, (3) zniwelowała problem awansu społecznego osób z przypadku, (4..n) [tu wstawić inne sensowne postulaty].

Tu na myśl przychodzi mi przykład typowy mechanizm z gier, gdzie za aktualne działanie dostajesz coś w rodzaju bieżącego bonusu, który przyrasta wraz z intensyfikacją działań, a znika, gdy je zakończysz (np. w Diablo, jak się klepie hordy przeciwników i dostaje boosta do obrażeń im dłużej i więcej się ich klepie, a jak seria się przerwie na ileś sekund, to koniec boosta), a miernikiem ogólnego postępu jest doświadczenie. Kolejne progi ilości doświadczenia to poziomy, za których osiągnięcie dostaje się COŚ. W niektórych modelach jest tak, że można stracić doświadczenie, ale nie więcej niż do ostatniego zdobytego poziomu. Choć obecnie skłaniam się raczej ku opcji niezbywalnego doświadczenia, o ile faktycznie odzwierciedlałoby ono wkład w życie społeczności. Tak przedstawione zapewne zakrawa o herezję, bo jak to tak robić grę z sarmacji, ale dobrze narracyjnie zorganizowane, nie będzie się wcale rzucało w oczy.
Abstrahując od tego, że to kolejny świetny stylistycznie i estetycznie artykuł w Pana wykonaniu, to gdy przeczytałem o Święcie Płonącego Feniksa, to pierwsze co przyszło mi do głowy, że Fer, jako miasto typowo portowe, celebruje setki egzotycznych odmian trypra, które przez lata przywozili ze sobą marynarze odwiedzający port. Późno już.
Aż mi się Adrian przypomniał. Widać mikronacyjna historia kołem się toczy.
A ja ciągle mam w to-do, żeby dorobić archiwizację pucharów :/
Ci starsi Starosarmaci są już zramolali i nie zdążyli zagłosować ;)
Zapomnieliście o wykresie z liczbą mieszkańców z podziałem na regiony, która nie rozumie czym jest rok urodzenia :P
Naczelna Izba Architektury!!!!!!11111jedenjedenjeden
Śmierć za formatowanie. Zwłaszcza justowanie.
Różne ciekawe teorie mają komentatorzy, a prawda jest taka, że my po prostu strasznie lubimy brać w dupę ;)
@Vann Do udziału zaproszony jest każdy. Zarówno w Soborze, jak i wydarzeniach towarzyszących. Nie zamykamy się i nie izolujemy w żaden sposób. Co można zauważyć chociażby w dostępności Sali Plenarnej, gdzie będzie miał miejsce Sobór. Wsłuchujemy się w głos każdego, kto ma w sercu Powagę. Obwarowanie dotyczy li tylko głosowania.
Pragnę zdementować — nigdy bym nie kazał Jego Książęcej Wysokości się zaszyć.
Cytując klasyka (klasyczkę?): Bleblu-bleblu, kupa-stolec. Już był jeden taki, co odchodził od polityki centralnej, ale w imię wyższych ideałów, jako mąż stanu i opatrzności (taki był z niego bigot-patriota), jednak ubłagany wrócił i zasiadł na tronie.
Mi kończyny najbardziej unieruchamia kukulica w dawkach zbliżonych do podwójnej śmiertelnej w Dreamlandzie.
To ja tylko dodam, że od ostatniego raportu z prac NIA doszło do przeszło 180 commitów.
Jedni powiedzą, że to dużo, inni, że mało, bo przecież półtorej roku minęło, bo średnia zatrważająca nie jest (commit co 3 dni). No ale cóż.

Zmiany, które miały miejsce były to głównie zadania bieżące, wynikające czy to z nowej prowincji (Bialenia, Hasseland), zmian ustawowych (powiadamianie o wyborach, ustawa o tytułach naukowych, ustawa o odzyskiwaniu obywatelstwa, niezliczone podatkowe i wiele innych) lub personalnych (sparametryzowanie księcia i aktów wrzucanych do DP z poziomu IPN - niby nic dla ludu, ale mnie cieszy ;p) albo kosmetycznych.

Chociaż miejsce miało też kilka ciekawszych ficzerków tj. podpięcie discorda pod główną, dołożenie nowych filtrów prasy (komentowane, sercowane itd.), customowe nazwy stanowisk w prowincjach, miastach i instytucjach, wyświetlanie przyszłych emisji w kasie Poczty Baridajskiej, profil znaczka z ofertami i listą posiadaczy, dotacje pod artykułami.

Do tego dochodzi, tak stawiam, pewnie z setka wniosków okołosystemowych, bieżące wsparcie Księcia, Rady Ministrów, prowincji i KKW.
@Vhris a co ze znaczkami i F1? ;)
Nowy Książę powinien ustanowić nagrodę bliższą swemu sercu ;)
Wy mówicie porażki, a ja - małe sukcesy.
Nie posługuję się takim tytułem. Strzał z Duppy był Prorokiem i Pierwszym Senatorem. Gdybyście poświęcili kilka minut, by zgłębić sylwetkę Proroka, to może byście inaczej podeszli do sprawy.
Kościół Diuczej Wiary parodią religii? Pan Redaktor nas obraża.
Dzisiaj mam wenę na niespójne pisanie, więc pozwolę sobie na raczej [mocno – przyp. autora po skończeniu pisania] ogólny mini-felieton(na mniej ogólny mam wyrok Trybunału), za co serdecznie przepraszam i raczej nie zachęcam do czytania.

Sarmacka monarchia ma tę przewagę względem ustrojów republikańskich, że osoba sprawująca władzę nie jest obarczona stygmatem nieustannej politycznej walki o wpływy i poparcie. Nawet elekcja jest zazwyczaj prezentacją swojej wizji państwa niż typową wyborczą jatką, a ile elekcji przeżyłem, tak kandydaci starali się, poza kilkoma wyjątkami, trzymać rezon i powoli wczuwać w etos władcy. Nawet jeśli nie byli to wiekowi stażem Sarmaci, to widać było szacunek do urzędu, który chcą objąć i pewne dostosowanie się do nowej roli.

Z kolei po zakończeniu elekcji wszystkie tarcia między kandydatami ustawały, bo koniec końców nie chodziło o spełnianie politycznych ambicji, a o zagwarantowanie Księstwu Sarmacji stabilności i przyszłości. Zwłaszcza, że podium elekcyjne to było zazwyczaj zestawienie osób, które cieszyłyby się ogólnym poparciem w razie wyboru, bo ludzie nie głosowali przeciwko któremuś z nich, tylko akurat na tego jednego się zdecydowali, ten ich przekonał, ale pozostali też byli dobrzy, jakby wygrali.

Elekcja to jeden z niewielu momentów, w którym ludzie w znakomitej większości nie głosują na sympatie, ale faktycznie myślą przez pryzmat zysku dla Księstwa. Głównie dlatego, że nie jest to kolejny organ kadencyjny, któremu można „dać się sprawdzić”. Jak się wybierze, to już kaplica. To pokazuje tylko jak bardzo dojrzałym społeczeństwem jesteśmy.

Poza tym zawsze (no, już nie tak zawsze) wybierany był na księcia mąż stanu. Człowiek może nie całkowicie nieskazitelny, ale przede wszystkim ktoś do kogo ogół społeczeństwa miał szacunek oparty na jego pracy na rzecz Księstwa i ogólnych relacjach z ludźmi. Ktoś, kto zasłużył na zaufanie. Człowiek stabilny, zarówno umysłowo, jak i światopoglądowo.

Do takich osób w sposób naturalny ludzie po abdykacjach zwracali się z pytaniami czy będą kandydować, bo instynktownie czuli, że ten ktoś się nadaje, że może poprowadzić Księstwo. Tworzyły się kręgi wsparcia kandydata, które potem zazwyczaj przeradzały się w Dwór Książęcy po wygranej elekcji.

Do mnie nigdy nikt się w tej sprawie nie odezwał ;) Nie mam o to żalu, ba, nawet się cieszę, bo wiem, że się nie nadaję do książęcych pantalonów, choć są ponoć z elastanu. Niestety, ale przylegający materiał uwypukla pewne sprawy, więc tym bardziej trzeba się kontrolować, by nie narazić ludzi na zgorszenie lub siebie na śmieszność. Dlatego też nigdy nie stawałem na polu elekcyjnym, ani nawet nie chwytałem się kanclerstwa. Oczywiście, przy jakiejkolwiek ambicji i odpowiednich staraniach mógłbym tę czy inną elekcję wygrać lub przynajmniej sporo namieszać, ale tu już musiałbym wykorzystać inny kapitał, kapitał polityczny. Dobrze to rozegrać, trochę się zakręcić, pochodzić, popytać, posmarować i poszukać luźnych głosów.

Tylko właśnie. Taka wygrana pociągnęłaby za sobą pewne niepożądane skutki, a mianowicie – wybrano by kogoś bez pełnego poparcia społecznego. Na starcie znalazłbym się w sytuacji, którą poprzedni książęta osiągali dopiero n-tą nietrafioną decyzją i to w jakichś poważniejszych sprawach.

W moim odczuciu Księciem się jest, po prostu czasem jeszcze niewybranym. Z kolei można księciem wybranym zostać, nigdy tak naprawdę Księciem nie będąc.