Zobacz interaktywną mapę

KSZPrasa sarmacka
Aktualizacja o pełnych kwadransach

Artykuły nie reprezentują oficjalnego stanowiska Księstwa Sarmacji.

Agencje :: Redakcja :: RSS :: RSS z SzU
Archiwum :: Archiwum Parku :: Archiwum SzU
Przeszukaj archiwa Bramy, Parku i SzU

Website monitoring Creative Commons License

Park Stołeczny
Uwielbienie c.d.

Korona nie ponosi odpowiedzialności za treść materiałów opublikowanych w ramach Parku stołecznego. Opublikuj swój wpis lub film z YouTube.

21 września 2008 r., 18:50 — Ariston z Chios

Uwielbienie, a przynajmniej dzisiejsze jego rozumienie wyklucza krytycyzm czy sceptycyzm w postrzeganiu przedmiotu uwielbienia. Z natury rzeczy samouwielbienie też jest tych istotnych dla rozsądnego, logicznego postrzegania i porządkowania faktów cech pozbawione. Dodajmy jeszcze że w wyniku pewnych możliwe, że nie rzekomo rozpoznanych mechanizmów psychologicznych - konstruujących naszą świadomość, osobowość mamy tendencję do poprawiania sobie samopoczucia - mechanizm pocieszenia, instynkt samozachowawczy. Łatwiej dostrzegamy źdźbło o bliźnich niż belkę we własnym oku, choć jednocześnie nie jesteśmy rzekomo stróżami bliźniego swego. Można by powiedzieć - jak tu się sobą nie zachwycać? Pobieżny przegląd sfery wirtualnej, internetu pozwala zauważyć jeśli jeszcze nie samouwielbienie to na pewno samozachwyt. Na marginesie należy zauważyć że jałowość wykreowania wielu z tych aren samozachwytów, towarzystw wzajemnej adoracji, wzajemnego poklepywania się po ramieniu. Zjawiska takie rodzą u najwybitniejszych adeptów samozachwytu potrzebę zburzenia dobrego samopoczucia grupy wspięcie się po nich na sam szczyt samozachwytu, już samouwielbienia. I niech ktokolwiek poważy się podnieść rękę na podium samouwielbienia, choćby delikatną krytyką lub aluzją, rozpętuje się piekło. Skoro sami znamy się najlepiej, niczego złego w sobie nie dostrzegamy, a samo dobro jak profani i to cała gorsza reszta śmie pleść herezje, naruszać równowagę wszechświata. Tam gdzie na co dzień odnajdujemy w każdym swym zdaniu, myśli i tezie symptomy płynącej z naszych ust krynicy mądrości, każdy nasz krok zaś znaczą wonne fiołki i płatki róży rzucane przez wielbicieli - tam tylko jedna, nasza droga prowadzi do prawdy. "Choćbyśmy stąpali po gnoju smród się nas nie będzie imał". Jednocześnie na omnibusa i alfa i omegę namaszczamy się sami. Gdzie indziej byłoby to mało prawdopodobne, w internecie to zawsze koronacja wyjątkowa i niezwykła. Każdy kto podniesie rękę na naszą wspaniałość będzie ją musiał stracić, w takiej "samoobronie" wszelkie chwyty są dozwolone.

Mam pytanie - w ilu najostrzejszych, najbrutalniejszych i całkowicie pozbawionych sensu rzeźniach samouwielbienia, które są stałą składową internetowego życia uczestniczyły / uczestniczą kobiety? To nie tylko kwestia brutalności, braku subtelności. To chyba kwestia priorytetów, czym dla kogo, i po co jest internet. Ostatnio zauważyłem np. że w strukturach zarządzających, tzw. administracji mało jest kobiet. Jednocześnie na studiach prawniczych, ekonomicznych czy administracyjnych, zarządzających kobiet wydaje się być większość. W sądzie sarmackim nigdy nie znalazła się jakakolwiek kobieta, żadna nawet do niego nie pretendowała. Wniosek - studentki i absolwentki prawa bądź tzw. kierunków prawniczych muszą uważać taką formę aktywności, wykorzystującej ich wiedzę i doświadczenie za niepotrzebną. Ale czy można uznać za potrzebną formę rozrywki w której wykwity własnej aktywności wirtualnej podnosi się do rangi dogmatów, zaczyna je wielbić, wyznawać, za pożyteczną. Każdy uczestnik sarmackiego życia bez większego problemu odnajdzie jeden wyjątkowo wyraźny przejaw takich zachować - w swej jaskrawości wyraźny i bezprecedensowy. Zarazem stanowiący pewien wyraz celowego ekshibicjonizmu. Po co to komu? Nikt nie wie, więc nikt nie zapyta. To wizytówka, znak rozpoznawczy, mile swędząca krosta, a nawet wrzód samouwielbienia na tle której "nasze" samouwielbienie jest blade i "dopuszczalne". Jak to miło kiedy zawsze można wskazać ekstremum, margines i powiedzieć - może być gorzej, a skoro tak możemy sobie na mniej pozwolić.

Tolerujemy i akceptujemy, bagatelizujemy i nonszalancko lekceważymy. Świat wirtualny nie może ranić, bowiem nie jest prawdziwy, po tym jednak jak robimy wszystko by był prawdziwy zaczyna prawdziwie ranić, dlatego poza tym że wrzody należy zdecydowanie usuwać powinniśmy zerknąć ku naszemu samouwielbieniu, bowiem może się zdarzyć że największy wrzód zdezynfekujemy, oczyścimy a sami się nim zaraz staniemy...

Informacje o artykule

Artykuł oceniło 0 czytelników. Średnia nota: 0
Artykuł czytano 114 razy.

Komentarze

Brak komentarzy.

Dodaj swój komentarz:


Chcę wiedzieć o nowych komentarzach

Opcje archiwum

Użyteczne odsyłacze i wyszukiwarki