Zobacz interaktywną mapę

KSZPrasa sarmacka
Aktualizacja o pełnych kwadransach

Artykuły nie reprezentują oficjalnego stanowiska Księstwa Sarmacji.

Agencje :: Redakcja :: RSS :: RSS z SzU
Archiwum :: Archiwum Parku :: Archiwum SzU
Przeszukaj archiwa Bramy, Parku i SzU

Website monitoring Creative Commons License

Park Stołeczny
Opowiadanko

Korona nie ponosi odpowiedzialności za treść materiałów opublikowanych w ramach Parku stołecznego. Opublikuj swój wpis lub film z YouTube.

20 września 2008 r., 11:58 — Elżbieta Sofía Kaczyńska

Chcę zaprezentować Państwu, moje opowiadanko, pierwszą moją literacką publikację na stronach KS. A więc zapraszam do lektury!

Sułtańskie skarby

W rozmowie z Yaraehem musiałam zwykle zachowywać czujność, bo kpiarz był z niego wielki i nic go tak nie radowało, jak zrobienie z człowieka wariata. Nabierał mnie już wielokrotnie, ale - przyznaję - robił to z wdziękiem i pomysłowością, więc nie można się było na niego długo wściekać. To on przecież kiedyś opowiadał z ożywieniem o rozbitku, który w Samundzie wpadł w ręce ludożerców i został przez nich naszpikowany słoniną tuż przed męczeńską śmiercią.
- Wyobraź sobie - mówił z przejęciem - że w ostatniej chwili udało mu się zwiać w dżunglę i zmylić pogoń tubylców. Dotarł do cywilizowanej osady po tygodniu błąkania się w gąszczu i do dnia dzisiejszego najbardziej gnębi go myśl, że właściwie uratowanie życia zawdzięcza kanibalom.
- Jak to, przecież go chcieli pożreć?! - nie posiadałam się ze zdumienia.
- Oczywiście, ale nie zapominaj, że go naszpikowali za życia boczkiem z dzikiej świni. Miał się więc czym żywić wydłubując po plasterku w czasie samotnej wędrówki po dżungli!
Teraz też więc z rezerwą przysłuchiwałam się jego nowej przygodzie, którą mi właśnie relacjonował.
- Oczy by ci wylazły na wierzch - unosił się - gdybyś zwiedzał z nami muzeum w Katabongo! Te złote trony, drogie kamienie wielkości kartofla mogłyby się przyśnić Ali Babie! Chodziliśmy z otwartymi ustami po salach i co chwila któryś kapcie gubił z wrażenia, patrząc na te wspaniałości... - wydziwiał bez potrzeby, bo - jako wychowana w naszej rzeczywistości - miałam wyobraźnię nieczułą na doczesne bogactwo.
- No to co? - parsknęłam lekceważąco. - Ani tego ugryźć, ani nosić na szyi kobiecie nie przystoi.
- Ale sprzedać można - wpadł mi w pół słowa - i kupić Syrenkę, pralkę automatyczną, bo ja wiem, może nawet tydzień pomieszkać w tropicańskim hotelu? Ale słuchaj dalej! Po wyjściu z muzeum zatrzymałem się w pobliskiej kafejce, by czymś zimnym spłukać oszołomienie. I wtedy przysiadł się do mnie oberwaniec i zaczął wypytywać, skąd się tu znalazłem.
- Jakiś towarzyski typ - zauważyłam.
- Miał w tym interes! Gdy dowiedział się, że pływam na statku, który jeszcze kilka dni zatrzyma się w Katabongo, zaproponował mi kokosowy biznes! Ni mniej, ni więcej, tylko oświadczył, że zdobyłem jego sympatię, mogę więc następnego dnia wziąć udział w wyprawie po ogromny skarb, który gdzieś pod miastem miał być zakopany. Tak mu się spodobałem, że nie tylko dopuszcza mnie do spółki, ale pozwoli wielkodusznie zapłacić za siebie skromny rachunek w tej kafejce. Zrobiłem, jak sobie życzył i rozstałem się z mym przyszłym dobroczyńcą, żegnamy napomnieniem, bym się tylko nie spóźnił na spotkanie.
- No i co, poszedłeś? - nastrój wyraźnie mi się udzielał.
- Cały wieczór przeżyłem w tej gorączce! - unosił się Yaraeh. - W nocy śniły mi się diamenty wielkości twojego nosa. Ale rano, sam nie wiem dlaczego, zniechęciłem się do wyprawy. Poczułem w tym wszystkim coś tak niesamowitego, że nie potrafiłem sobie tego wytłumaczyć.
- No pewnie! - odetchnęłam. - Ja od razu wiedziałam, że to jakiś szwindel. Przypadkowy nieznajomy nie mógłby ci tak ni z tego, ni z owego...
- Nie w tym rzecz! - przerwał Yaraeh. - Ale on przeszło godzinę pytlował mi o tym skarbie po micropolitańsku!
- No to co?
- Po prostu, przypomniałem sobie, że ja nie w ząb tego języka nie znam!
Zostałam sama przy stoliku z goryczą w sercu i zgrzytającymi zębami. W jednym momencie tak wściekłam się na Yaraeha, że chętnie bym go naszpikowała osobiście słoniną. I to na plecach, żeby sobie wydłubać, psia krew, nie mógł!

Informacje o artykule

Artykuł oceniło 1 czytelników. Średnia nota: 5
Artykuł czytano 141 razy.

Komentarze

2008-09-20 12:14 - autor: Elżbieta Sofía Kaczyńska
Przepraszam, za 3 te same opowiadania. Po raz pierwszy publikowałam tutaj tekst (: Naprawdę przepraszam.

2008-09-20 12:50 - autor: Karolina bnt. Sobieszek
Fantastyczne! :D Czekam na ciąg dalszy :D

2008-09-20 19:20 - autor: Jakub v-hr. Kaczyński
Heh. Gdyby o Kebabie nie było, to bym stwierdził, że dobre [:

2008-09-20 22:15 - autor: Calisto v-hr. Kami-Chojnacka
:) Całkiem zabawne ;P

2008-09-21 12:48 - autor: Dariusz hr. Makowski
Całkiem sprawna opowiastka :)

Dodaj swój komentarz:


Chcę wiedzieć o nowych komentarzach

Opcje archiwum

Użyteczne odsyłacze i wyszukiwarki