5931. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
222. dzień panowania Roberta Fryderyka
Mit o Fulgencjuszu Walecznym
Mit o Fulgencjuszu Walecznym

h3ZynapX.png

B
ył już późny wieczór, mała i cicha wioska na Wyspie Wschodniej kładła się już do snu. Wieś była naprawdę niewielka, na jej środku stał stary drewniany kościółek, gonty już prawie odpadły od poszycia dachu, a ściany dziwacznie, wręcz makabrycznie powyginały się w różne strony, tak jakby cała budowla puchła od środka. Okna już dawno wypadły z ołowianych opraw, naciągnięto na nie wyprawione pęcherze krów. Był to z całą pewnością najbiedniejszy kościół w całym
Cesarstwie, podobnie jak wioska.

Domy ulokowane były wokół placu, przed domkiem wychodzącym frontem akurat na plac, siedział starzec. Czas nie pozostawił na nim oznak dawnej krzepkości i młodości. Przypominał zasuszoną śliwkę. Starowinka dumał, czuł, że w powietrzu unosi się coś złego, jakby na potwierdzenie tych słów u jego boku leżała wyszczerbiona szabla. Wreszcie mężczyzna zwlókł się i poczłapał do domu.

Wiatr był bardzo niespokojny, gnał tumany czarnych ołowianych chmur po niebie, przygnał również najeźdźców.

Nieopodal wioski wylądowały łodzie z wojownikami. Ubrani byli w zwierzęce skóry i rogi na głowach. W ciemnościach przypominali wręcz demony ze starych teutońskich baśni czasów pogan. Przekradli się przez niewielki las i weszli w uśpioną wioskę. Postanowili się zabawić.

Podłożyli ogień pod każde domostwo. Płomienie łapczywie pożerały drewno, w niedługim czasie ludzie zaczęli wybiegać na zewnątrz, tam spotkało ich niemiłe zaskoczenie. Wojownicy uzbrojeni w obosieczne miecze i buławy roztrzaskali im głowy. W powietrzu było słychać płonące drewno, krzyki okaleczonych i wrzaski gwałconych kobiet.

Ksiądz jeszcze tylko starał się bronić złotej hostii. Nie bronił jej zbyt długo, złoto poczerwieniało od jego krwi.

Starzec tymczasem wybiegał za dom, zawołał swojego wnuka, chłopca na oko siedemnastoletniego, wygolonego na ówczesną modłę tzn. pod garnek.
- Bierz konia i pędź ile sił do cesarza. Powiedz mu, że Trzyczaszkowianie atakują. Jedź i nie wracaj już tutaj!- krzyczał starzec.

Młodzieniec usłuchał i popędził w ciemność, ku promowi, który miał go zawieść na stały ląd. Już nigdy miał się nie dowiedzieć, co stało się ze starcem.
h3ZynapX.png

Z
ielnybor, cesarz akurat bawił w tym mieście. Jego letni pałac na wzgórzu dawał mu wiele przyjemności. Bory i lasy otaczały to piękne miasto, a zamek opasany murami wyglądał bajecznie.

Hergolien wraz z dworem ucztował, świętowano urodziny hrabiego Hugona von Gerharda, nadwornego marszałka jego cesarskiej mości.

W przestronnej sali ustawiono długie stoły, na podwyższeniu zasiadał cesarz. Hergolien nosił się zgodnie ze starą tradycją slaviańską. osiadał długą brodę do piersi, już powoli naznaczoną pierwszymi śladami siwizny, długie włosy schował w pątlik wysadzany drogimi kamieniami, lecz chadzał w skromnej szacie. Obce były mu jedwabie, większość pieniędzy z własnej szkatuły przeznaczał na rozbudowę armii i unowocześnienie floty. Kochał wojaczkę i musztrę, nic więc
dziwnego, że od swych żołnierzy wymagał bezwzględnego posłuszeństwa.
Po jego prawicy zasiadał najdzielniejszy rycerz teutoński- Fulgencjusz, po jego lewicy- jubilat. Na dworze można było wyczuć napięcie między tymi dwoma szlachetnymi panami. Dwór również był podzielony na dwie frakcje- profulgencjuszowsą i prohugońską. Prawdą było również, że cesarz coraz bardziej polegał na Fulgencjuszu niż swym marszałku, co budowało ogromną nienawiść dworu wobec rycerza.

Tymczasem, gdy dwór jadł i pił w najlepsze, do bram miasta zbliżał się samotny bezbronny jeździec. Koń ledwo powłóczył nogami, chłopak również nie wyglądał najlepiej. Kilkanaście dni nieustannej jazdy dało o sobie znać.

Strażnicy zatrzymali konia.
- Kim jesteście?- zagadnął jeden.
- Jadę ze Wschodniej Wyspy, mam niezwykle ważne wieści dla cesarza, prowadźcie mnie panie do niego- odparł niewyraźnie chłopiec.
- Jak wasze miano?- zapytał ponownie.
- Gerold, Gerold z Dunkelheimu- odpowiedział- muszę się dostać do imperatora- zdołał dodać, po czym zemdlał.
h3ZynapX.png

I
leż szczęścia miał Gerold! Strażnik złapał go zanim spadł z wierzchowca. Zaniósł do swego domu i otoczył opieką.
Było to niespotykane w tamtych czasach, gdyby trafił na kogoś innego, zapewne porzucono by go w rynsztoku lub wrzucono do fosy. Rudolfo był jednak inny.

Chłopiec otworzył swe oczy, poczuł, ze jest nagi pod dużym futrem niedźwiedzim. Obraz był niewyraźny.
- Ojcze, budzi się- powiedział niewieści głosik.

Gerold patrzył na wielką, czarną plamę, która powoli nabierała ludzkich kształtów i form. Rozpoznał strażnik spod bramy.
- Gdzie ja jestem?- zapytał półprzytomnym głosem.
- Wśród przyjaciół. Me miano Rudolfo, a to moja córka, Lukrecja- niewiasta dygnęła delikatnie i skryła się za kotarą.- Zasłabliście i wziąłem was do mnie, abyście wypoczęli.

Chłopak nagle oprzytomniał, misja, najeźdźcy!
- Muszę iść natychmiast do cesarza, Trzyczaszkowianie zaatakowali wyspę, musi nam pomóc!- poderwał się z łoża, lecz w głowie nadal mu szumiało, jak to wypiciu najmocniejszej teutońskiej wódki.
- Chłopcze, spokojnie, opowiedz, co się stało- zaproponował Rudolfo.

Gerold streścił po krótce wydarzenia na wyspie. W między czasie rzucił okiem po izbie. Była skromna, lecz nie biedna, wręcz zbyt bogata, jak na zwyczajnego strażnika bram miasta lub ceklarza. Rudolfo miał też niezwykle urodziwą córkę, piękna kobieta o smukłej kibici i długich czarnych włosach. Uśmiechała się doń i zerkała ukradkiem zza kotary.
- Hmm... Poważna to rzecz jak widzę. Nie możemy zwlekać, przedstawię cię Fulgencjuszowi, on jest niemal po imieniu z cesarzem- odparł.
- Lukrecjo, zajmij się gościem i oddaj mu ubrania. Upraliśmy je. Spałeś niemal dwa dni, ale nareszcie się przebudziłeś, chwała Bogu. Idę do Fulgencjusza- odparł i narzucił na plecy szeroki płaszcz.

Lukrecja podała Geraldowi ubrania i wyszła, aby mógł spokojnie się ubrać. Przyniosła też nieco strawy.
- Panie, okazaliście wielką odwagę jadąc tu samemu- zagadnęła dziewczyna.
- Odwagę? Raczej nie miałem wyjścia, nie wiem nawet, czy mój dziadek przeżył, zapewne nie. Trzyczaszkowianie byli bezwzględni- odparł.
- Cesarz was nagrodzi, słynie ze swej hojności dla ludzi szlachetnego serca- powiedziała tak, jakby nie słuchała tego, co mówił wcześniej.

Po godzinie, do domostwa wrócił Rudolfo.
- Dobre wieści niosę, jeśli jesteś w stanie, idź ze mną. Fulgencjusz nas przyjmie, a kto wie, czy nie sam cesarz.

Gerold zebrał się w jednej chwili. Zapadał już wieczór. Miasto było zadbane, wszędzie wybrukowane uliczki, Gerold od razu zrozumiał, że są w tej bogatszej dzielnicy.

Zbliżyli się do zamku. Strażnicy w ogóle ich nie zatrzymali, tylko uśmiechnęli się do Rudolfa, widać się znali. I znowu coś tutaj nie
pasowało. Jak zwyczajny strażnik miejski może mieszkać w bogatej części miasta i zna cesarskich urzędników? To nie mógł być zwyczajny człowiek.
Gerold jeszcze nigdy nie widział takiego gmachu, czuł się przytłoczony jego majestatem, mijani ludzi posiadali na sobie bogate szaty i jedwabie.

Rudolfo zdawał się znać plan zamczyska na pamięć, kluczył korytarzami i krużgankami, aż znaleźli się u wejścia do jednej z wież. Zapukał. Usłyszeli tubale "wejść".

Sala była cudowna. Na wzniesieniu znajdowało się ogromne łoże wyścielone brokatami i osłonięte baldachimem. Na nim siedział sam cesarz. Mąż postawny i barczysty. Obok niego stał ten słynny
Fulgencjusz, o którym tyle razy słyszał Gerold. Dziadek opowiadał mu, jak służył w jego kompanii. Mógł zobaczyć na własne oczy dwóch ludzi, którzy już za życia stali się legendami.
- Wasza cesarska mość, ten chłopiec niesie wam ważną wiadomość- powiedział Rudolfo klękając przed imperatorem. Gerold poszedł w jego ślady, nie śmiał nawet spojrzeć na stopy monarchy.
- Powstańcie. Mów chłopcze i oby twoje słowa okazały się warte mojego czasu- powiedział grubym głosem Hergolien.
- Panie, pochodzę ze Wschodniej Wyspy i niosę straszną wiadomość. Trzyczaszkowianie najechali na nas. Wymordowali całą wieś, spalili domostwa i kościół, gwałcili kobiety i młode dziewczynki. Mnie wysłano, aby zawiadomić waszą cesarską mość. Pędziłem na koniu dniem i nocą, by się dostać przed wasze oblicze- powiedział.

Cesarz patrzył na niego świdrującymi oczyma.
- To jest niemożliwe, Trzyczaszkowianie już od dawna trzymają się z dala od naszych brzegów- powiedział.
- Czy w takim razie, ten młody bohater gnałby na złamanie karku? Gnałby niemal wycieńczony? Nie wygląda na obłąkanego, panie- powiedział Fulgencjusz.

Podobnie jak cesarz miał długą brodę i długie kręcone włosy. Był tak szeroki jak szafa, a wysoki jak dąb w teutońskim borze, lecz pod tą twardą powłoką skrywał serce pełne miłosierdzia.
- Być może masz rację, jednak nie zwołam armii to po, by sprawdzić, czy ten chłopiec mówi prawdę- powiedział suweren.

I jakby na potwierdzenie słów Gerolda do komnaty wbiegł posłaniec, dysząc i kaszląc podbiegł do cesarza.
- Panie, Trzyczaszkowianie maszerują na nas. Ich armia jest wielką, mówią, że spalą Srebrny Róg!- krzyczał.

Cesarz spojrzał się na chłopca i powiedział:
- A jednak miałeś rację chłopcze.
h3ZynapX.png

W
ieść o ataku Trzyczaszkowian rozeszła się niczym błyskawica po całym mieście, a następnie Teutonii. Starcy wspominali dawne wypracy cesarza, zazwyczaj to Hergolien atakował, jeszcze nikt nie ważył się zaatakować wielkiego cara Teutończyków. Młodzi słuchali z wielkim zainteresowaniem opowieści strych wojaków, sami też zaciągneli się do armii.

Cesarz już planował wyprawę. Gerold niespowiedziewanie zyskał w oczach imperatora. Cesarz chciał, aby młodzieniec brał udział przy wojennych naradach, by mógł podzielić się swoją widzą na temat topografii Wschodniej Wyspy.

Tyczasem marszałek dworu, zaprosił do swojego dworu za miastem kilkunastu przyjaciół, którzy jak
on nienawidzili Fulgencjusza.
- Ten wojownik z Enderasji odebrał nam wszystkie względy cesarza- zaczął Hugo.
- Tak, to prawda, kiedyś król Slavii musił występować o wniosek do mnie, abym mógł mu wydzielić złoto ze skarbca, teraz cesarz obywa się beze mnie, a to wszystko przez podszepty tego enderaskiego psa- powiedział wielki skarbnik.- Przy okazji parę sztabek zawsze lądowało w mojej kiesce- dodał rozmarzonym głosem.
- Dlatego powinniśmy pozbyć się go z dworu- powiedział Hugo.- I zaprowadzić stare porządki- dodał z namaszczeniem.
- Mądrze mówicie, ale jak tego dokonać. Fulgencjusz, to populiek cesarza- zapytał radca dworu.
- Waszmościowie, czy nie mamy wojny? Na wojnie wszak giną ludzie- odparł Hugo z lisim uśmieszkiem.
- Chcesz powiedzieć, że...
- Tak, przekupiłem trzech ludzi z oddziału Fulgencjusza, zabiją go podczas bitwy- powiedział.
- Jego ludzie uchodzą za nieprzekupnych, dworujecie sobie z nas- powiedział skarbnik.
- Przyjaciele, nie ma takiego człowieka, którzy by pod wływem złota i klejnotów nie zmienił swych poglądów- odrzekł Hugo.
- Czego w takim razie od nas chcesz?- zapytał radca.
- Cóż, gdy Fulgencjusz umrze, cesarz będzie musiał wybrać nowego głowego doradcę i szambelana, jeśli poprzecie moją kandydaturę, obiecuję, że przywórcę stare porządki. Cesarz to marionetka, jeśli
temu rycerzykowi udało się go omotać to i mnie się uda- dodał jakby na potwierdzenie swych słów.

Na twarzach zebranych pojawiły się uśmiechy zadowolenia. Hugo wiedział, że ich kupił.
- A więc wipijmy, za powiedzenie naszych planów- powiedział podnosząc w górę puchar wina.

Armia wymaszerowała w pełnym rynsztunku. Na przodzie jechał cesarz na białym ogierze, dalej odziały i pododziały baronów, hrabiów i markizów, którzy przybyli, aby wesprzeć swego monarchę.

Kupcy i rzemieślinicy oddali część swych pieniędzy, aby wesprzeć cesarza. Jeszcze nigdy mieszkańcy Zielnyboru nie widzieli takiego przemarszu. Ludzie wiwatowali i życzyli monarsze zwycięstwa. Gerold
jechał obok Rudolfa. Jeszcze przed wyjazdem Lukrecja ukradkiem pocałowała Gerolda w policzek, chłopak wciąż wspominał jej aksamitne usta, nie był w stanie patrzeć na otaczających go ludzi.
Z
a oddziałami podążążały wozy z żywnością, namiotami i lekarstwami. Jechała świta, polowi kucharze, akuszerki, a także kobiety lekkich obyczajów w nadzieji, że wzbogacą się na żołnierzach, którzy być może po raz ostatni będą chcieli zasmakować przyjemności alkowy.

I tak pochód kierował się ku Argon Cux, gdzie cesarz miał nadzieję spotakć armię wroga.
h3ZynapX.png

Z
abroń moim żołnierzom dzisiaj pić i korzystać z usług dziewek. Muszą być jutro trzeźwi i w pełni sprawni- zakomenderował cesarz heroldowi w przeddzień walki.

Szpiedzy donosili, że główne oddziały Trzyczaszkowian przyjęły wyzwanie i podążają pod Argon Cux.

Gerold rozmyślał. Ciekawe, czy Lukrecja zostałaby jego żoną, jeśli wróciłby z tej wyprawy żywy, i czy Rudolfo by się zgodził. On jest bogaty, a ja jestem nikim.
- O czym tak rozmyślasz młodzieńcze?- usłyszał za sobą tubalny głos.

Był to Fulgencjusz.

- O niczym ważnym, panie- odparł pachołek.
- Dosiądę się do twojego ogniska- powiedział rycerz- Boisz się?- zapytał.
- Tylko trochę- powiedział Gerold, nie chciał wyjść na tchórza w oczach takiego bohatera.
- Nie martw się, też się bałem pierwszym razem- odparł rycerz z uśmiechem.- Wiesz, okazałeś wielkie bohaterstwo przemierzając całą wyspę, aby ostrzec nas o ataku.
- Panie, ja nie zrobiłem nic, cesarz by mi zapewne nie uwierzył, gdyby nie posłaniec- odparował Gerold.
- Być może, ale liczą się twoje czyny. Cesarz wydaje się przy pierwszym poznaniu gburem, lecz wierz mi, w głębi serca to człowiek jakich mało- powiedział.- No, będę się już zbierał. Tylko nie pij, cesarz zakazał- dodał z uśmiechem.
- Nie będę, panie- odpowiedział Gerold również odwzajemniając uśmiech.

Następnego dnia o świcie cesarz nakazał wymarsz. Tylko dwie godziny dzieliły wojsko od Argon Cux.

"Jest jeszcze chłodno, to dobrze"- pomyślał imperator.

Wojska Trzyczaszkowian już czekały. Zgodnie ze zwyczajem, wodzowie wyjechali sobie na spotkanie. Cesarz z złotej zbroi z hełmem z pióropuszem. Wódz Trzyczaszkowian miał na sobie równie pyszny
przyodziewek.
- Już myśleliśmy, że wielki Hergolien stchórzył.
- Ja nie tchórzę panie, to wy powinniście się nas lękać- odparował monarcha.
- Nie wiesz co mówisz, cesarzu. Dajemy wam ostatnią szansę na honorowe poddanie się.
- Nigdy- powiedział cesarz z taką siłą, że trzyczaszkowskiemu księciu przeszedł dreszcz po plecach.

Cesarz zawrócił swojego wierzchowca i ruszył do armii. Rozpoczęło się oczekiwanie, kto pierwszy ruszy. Cesarz posiadał gorszą pozycję, armia Trzyczaszkowian znajdował się na wzniesieniu.
- Panie, armia wroga jest olbrzymia, za wzniesieniem są ich tysiące- powiedział posłaniec.

Cesarz się zamyślił, po czym odparł.
- Spokojnie.

Trzyczaszkowianie nie mogli już usiedzieć w koniach, zaatakowali, cesarz poczekał, aż zbiegną ze zbocza i stracą swój impet.
- Lewa armia i front na przód- zakomenderował.

Flagowy dał umówione znaki, konie ruszyły. Ziemia zadrżała. Gerold przyglądał się jak teutońskie rycerstwo okute w żelazo ruszyło na przód. Walka rozgorzała na dobre. Trzyczaszkowianie rzucili swoje lewe wojska do natarcia.
- Prawa armia do ataku, musimy być zwarci!- krzyczał monarcha.

Wojsko pod przywództwem Fulgencjusza ruszyło do natarcia. Jego długi czarny płaszcz z purpurowym krzyżem powiewał złowrogo niczym skrzydła olbrzymiego jastrzębia.
- Pora i nas nas. Czy zasadzka jest gotowa?- zapytał cesarz.
- Tak panie, markiz de Ruth zaatakuje za umówiony znak- odpowiedział przyboczny adiutant.
- W takim razie na przód!- zawołał monarcha i pognał konia ostrogami.

Gerold spoglądał w podziwem na Hergoliena, który wywijał swym mieczem niczym bóg wojny. Jego złota zbroja zmoczona została krwią.

"o nie moje miejsce"- myślał Gerold- "Chwała Bogu, że dziadek nauczył mnie władać szablą"- dumał.

Gerold znajdował się w straży królewskiej, która miała za wszelką cenę strzec monarchy i sztandaru z lwem. Z niedługim czasie Trzyczaszkowianie zlękli się wojowniczości Slavianczyka, uciekali spod jego nóg.
- No dalej tchórze, atakować!- krzyczał na całe gardło Hergolien.

Nagle zza wzgórza na zbocze wkroczyła nowa armia Trzyczaszkowska.
- Boże, daj siły- powiedział do siebie monarcha i dał markizowi de Ruth umówiony sygnał.

Nagle Gerold spostrzegł jak jakiś narwaniec uderza na Hergoliena, który pogrążony w walce nie widział go. Atakował niehonorowy, od tyłu. Długo nie myślał, rzucił się na atakującego, przebił mu serce, nawet nie wiedział jak to zrobił. Cesarz tylko kiwną mu w podzięce głową.

Walka trwała, tymczasem oddziały Fulgencjusza postępowały na przód. Waleczny wojak usiał całą ziemię trupami, nikt nie potrafił go powstrzymać.
- Panie, przyszliśmy ci pomóc- zawołało trzech pachołków.
- Wracajcie na tyły, tam bardziej się przydacie!- zawołał Fulgencjusz, gdy nagle poczuł trzy miecze wbijane w jego pierś. Spojrzał zagadkowo na trzech pachołków.
- Pozdrowienia od hrabiego Hugo von Gerharda- powiedział mu do ucha jeden z nich.

Fulgencjusz zrozumiał w jeden chwili. Chwycił trzech chłopców w swoje stalowe ramiona i zdusił.

Krew sączyła się z jego piersi tak obficie, ze można by pomyśleć, że to źródło nowej rzeki. Najwaleczniejszy żołnierz armii cesarskiej padł trupem zdradzonych przez własnych żołnierzy.

Tymczasem odziały markiza de Ruth ruszyły do twierdzy Argon Cux, wyglądało to na niehonorowy odwrót, jednak markiz wiedział co robić. Zebrał z miasta stacjonujący tam oddział i przedarł się
przez las, zaatakował armię wroga od tyłu. Walka była skończona, gdy tylko książę Trzyczaszkowian zgubił własną głowę, a sztandar z trzema białymi czaszkami wpadł w ręce markiza.

Pole walki było usiane trupami. Teutończyk leżał ramię w ramię z wrogiem. Ziemia przesiąkła krwią.

Do cesarz zbliżył się posłaniec i coś wyszeptał.
- Prowadź mnie- rozkazał cesarz.
Niemal biegiem podeszli pod las, gdzie walczył Fulgencjusz, jego ciało leżało przebite trzema mieczami. Hergolien padł na kolana.
- Jak to możliwe?- pytał sam siebie.

Po raz pierwszy życiu cesarz uronił łzy, zamknął oczy przyjaciela i kazał skuć prowizoryczną trumnę.

Gerold patrzył na to z osłupieniem. Jak duch obok niego wyłonił się Rudolfo.
- Patrz chłopcze, tak odchodzą bohaterowie- powiedział i pochylił głowę.
h3ZynapX.png

Niedobitkowie z wojsk Trzyczaszkowian jeszcze długo chronili się w lasach. Armia wroga popełniła poważny błąd- nie zajęła Argon Cux, skąd przybyły posiłki pod wodzą markiza de Ruth.

Cesarz wraz z nowym księciem Trzyczaszkowa zawarł pokój, a wrogowie musieli wypłacić kontrybucję, inaczej flota cesarska zagroziła najazdem na ziemię Trzyczaszkowa.

Cesarz jeszcze długo opłakiwał przyjaciela, lecz otrząsnął się. Kazał go pochować, jak króla, a na jego mogile zasadzić trzydzieści trzy czerwone róże.

Gerold został przez Hergoliena pasowany na rycerza, a w lenno oddał mu duży majątek pod stolicą. Rudolfo wyraził zgodę na ślub swojej córki z Geroldem.

Hugo hrabia von Gerhard zgodnie z przewidywaniami został głównym doradcą, jednak cesarz nie okazał się być marionetką, podpuścił sprytnie Gerharda i szybko kazał ściąć hrabiego za wykryte
defraudacje złota.

Bitwa pod Argon Cux była chyba największą bitwą teutońskiego rycerstwa w dziejach, bitwą, która potwierdziła suwerenność i niezależność teutońskiego narodu, a także dała początek prawdziwego
cesarstwa, a imię Hergoliena do dziś jest wymieniane z przydomkiem Wielki.
h3ZynapX.png
Vladimir Iwanowicz hr. von Lichtenstein