5848. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
139. dzień panowania Roberta Fryderyka
Mit o Eryku z Marduk
Mit o Eryku z Marduk

G9l312bA.png

S
łuchajcie, słuchajcie! Opowieść starego i ślepego wędrowca, który zbiera legendy, aby je przekazać za miskę zupy i kielich wina. Baśń ta działa się w trzecim roku panowania mądrego cesarza Teutończyków- Arona. Był to mąż waleczny i postawny, sprawiedliwy, słynący ze swej urody.

Razu pewnego, gdy cesarz biesiadował wraz z dworem swym w pałacu w Srebrnym Rogu do miasta przybył posłaniec. Jechał niestrudzenie trzy dni i trzy noce, a gdy wpadł do pałacu pokłonił się władcy i tak mówić zaczął:
- Najjaśniejszy Panie! Smok, najprawdziwszy smok pustoszy twe ziemie na południu- po czym padł na twarz i skonał z wycieńczenia.

Aron, jako władca mądry i roztropny, zaczął dumać. Jak tu bestię uśmiercić lub choćby wygonić z Teutonii.
- Po pierwsze- rzekł.- Informacje zbierzmy o tym potworze.

I zrazu do pałacu przybywali pokrzywdzeni przez bestię, aby przed cesarskim majestatem złożyć swe skargi.
VuCnMfL4.jpg Smok mienił się Azmalothem, a upodobał sobie mieszkanie wygodne i obszerne, w starej jaskini nieopodal miasta Eltdorfem zwanego. Pustoszył okoliczne wsie. Tam, gdzie postawił swe ogromne
łapy, wybuchały pożary, porywał owce i bydło z pastwisk, a jego ulubionym pokarmem były hoże niewiasty. Łeb jego, jak mówiono, niczym największa wieża w murach stolicy, brzuszysko jego obleczone w złote łuski wiecznie łaknęło pokarmu,
a z pyska wciąż zionął siarką i ogniem, który tylko tak buchać może, jak u hutników spod Srebrnego Rogu.

Palił językami płomieni, obracał w popioły zboża na polach i lasy, a swym ogonem niszczył miejskie mury. Wielki był i potężny Azmaloth. Skąd przybył, nikt nie wiedział.

Cesarz mądry ogłosił, że odda 1/3 swego skarbca temu, kto smoka zwycięży, a jego łeb poda mu na tacy.

Wielu próbowało. Lecz smok był najbardziej inteligentną bestią w świecie. Snadnie łechtał śmiałków- rycerzy po ich dumie. Udawał lęk przed ich kopiami i mieczami, a potem stawiał warunek.
- Jeśli odpowiesz na moją zagadkę sam podłożę łeb pod twój miecz, lecz jeśli nie odpowiesz, zjem cię na przystawkę.

Rycerze ufni i pyszni w swą mądrość i spryt godzili się, lecz żaden z nich nie potrafił odpowiedzieć na zaagadki Azmalotha, a stos zbroi i mieczy powiększał się przed wejściem do pieczary.
Razu pewnego przejeżdżał tamtędy kupiec zwany Erykiem z Marduk. Był to człek niebogaty, skromny i pobożny. Jechał on tedy lasem, a zoczył, że mnóstwo zardzewiałych zbroi leżało po drodze. Zrazu dziwował się temu, lecz nagle zza drzew wychynął smok.
- Witam pana. Czy chciałby się pan ze mną zmierzyć?- zapytał z ironią w głosie Azmaloth.
- Witam, czy ty jesteś tym przesławnym Azmalothem, przed który drży każdy Teutończyk, a za którego sam cesarz wyznaczył pokaźną nagrodę?- zapytał kupiec.
- Ano ja. Choć nie przesadzajmy, nie jestem znowu aż tak sławny- odparł smok z udawaną skromnością.
- Ależ tak. Każdy przed tobą drży, a ja mam zaszczyt widzieć cię osobiście! Co za pazury, co za zębiska. Musisz być potężny- chwalił Eryk.
2Wh6Wjus.jpg
- Och, nie przesadzajmy.
- Może zadam Ci zagadkę, smoku? Jeśli na nią odpowiesz, pożresz mnie i moje konie. Jeśli nie odpowiesz, puścisz mnie wolno- zaproponował Eryk.
- Dobrze. Wiedz, że nie ma drugiego tak biegłego stworzenia w tej krainie, ba, na świecie, która byłaby tak biegła w łamigłówkach.

Eryk zadał Azmalothowi zagadkę. Niestety, nikt nie wie, co to była za zagadka. A sam Eryk nigdy jej nie wyjawił.

Smoczysko dumało siedem dni i siedem nocy nad rozwiązaniem. Głowiło się i wciąż rozmyślało. Aż nareszcie padło z głodu i pragnienia. Eryk odrąbał łeb bestii i skierował się do stolicy.
- Panie! Panie! Smok zabity!- krzyczał szambelan cesarski.- A dokonał tego ten oto człowiek.

Przed obliczem cesarza stanął Eryk, niosąc na złotej tacy łeb bestii wraz z trzema innymi mężami w sile wieku, takie to ciężkie było trofeum. A sam najjaśniejszy pan nie mógł się nadziwić.
- Jak tego dokonałeś, człecze? Najwaleczniejsi polegli, a ty zwyciężyłeś.
- Panie, podszedłem smoka jego własną bronią- odparł skromnie Eryk.

Cesarz już chciał wypłacać kupcowi nagrodę, lecz Eryk się wzbronił.

- Nie uczyniłem tego dla złota, panie, lecz dla twojego i ojczyzny dobra- odparł.

Cesarz tedy uradowany, pasował biednego kupca na rycerza, a jego potomkowie do dziś w swym herbie noszą odrąbaną głowę smoka.

A jaki morał z tej historii? Istota pyszna i zbyt ufna w swoje siły, pada zawsze ich ofiarą.
G9l312bA.png
Vladimir Iwanowicz hr. von Lichtenstein