6204. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
201. dzień panowania Piotra III Łukasza
Thuringen, Roland Heach-Romański, 06.09.2016 r. o 20:18:07, tantiemy: 8 147.00 lt
Księga Reinevara: Poświęcenie
Seria wydawnicza: Księga Reinevara
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
oCEtz2xB.png

W swym ostatnim tchnieniu Azmaloth ryknął przeraźliwie w mowie prastarych gadów. W mowie Dura-han, powierników życiodajnego ognia. Lecz Azmaloth przepełniony był gniewem i chęcią zemsty. Zawiść sączyła się zeń niczym trucizna. A słowa jego pełne były jadu. A gdy Eryk z Marduk klęknął przed swą ofiarą wycieńczony i sfatygowany ziemia dokoła zatrzęsła się w posadach. W jęku wielkim zdało się rozpoznać setki rozpaczliwych westchnień i smutek ogromny przepełnił wszystko co żywe. Oto śród radości zasiał Azmaloth zgrozę i strach. Każdy zaś, kto nosił w sobie cząstkę Solara wyczuł tajemniczą falę, jaka przetoczyła się przez teutońską ziemię.

p6wIRIB2.png

Uniósł tedy Eryk wzrok swój ku niebiosom, gdzie po nieboskłonie na lwie skrzydlatym galopował Jerol, zwiastun burzy. I skryło się słonce za granatem chmur. W tym czasie lud Ab Dorst świętował dzień Wutrila, dzień ostatniego zbioru, gdy brzask kłaniał się zachodowi, a rok zmierzał ku końcowi. Ulice pełne były złocistych łanów przybranych w wieńce i kukły przodków. Lud kroczył w procesji środkiem miasta, kierując się w stronę rynku, gdzie jak co roku złożyć chciał symbole swych letnich zbiorów w dziękczynnym darze Solarowi.

Przystrojone kwieciem niewiasty posypywały gościniec płatkami róż, zaś wystrojeni młodzieńcy nieśli kosze pełne warzyw i owoców, zbóż i wędlin. Wówczas ujrzeli oni słup ognisty na dalekim zachodzie, który wspierał jak gdyby czarne sklepienie popielatych chmur. Ziemia i tutaj zadrżała w posadach, a skórę jej rozdarły bruździste rany. I wyszli spomiędzy owych ran córki i synowi Rarogonii, którzy dawno już odeszli do królestwa Solara. Lecz ciała ich były obmierzłe, a kości liczne zdobiły ich lica.

Gniew przodków był wielki. Ziemia, w której ongiś ich złożono dawno już zabrała im wspomnienia i dar poznania. Oto nie rozróżniali oni swych krewniaków od obcych, a wobec wszystkich równo byli nieufni. Tego dnia ziemia spłynęła krwią niewinnych. Upadli przodkowie ulegli bowiem wezwaniu Azmalotha i ujrzeli w nim obietnicę zmartwychwstania. I nie wiedzieli oni, że zbezcześcił on ich. I nie wiedzieli oni, że jad jego, co to za słowo dobre i powabne wzięli, jeno kłamstwem był.

04Cu5fHf.png

Posłano wówczas do Cesarskiego Miasta po pomoc do Cesarza samego. Trzy dni i trzy noce, bez snu i bez wytchnienia, pośród śmierci i pożogi, otrzepując włosy swe z opadającego pyłu pędził gościńcem i morzem posłaniec z listem. I nie lękał się drogi, bo czuwał nad nim Jerol, który w ślad za nim zdążał. A gdy upadli zagradzać drogę próbowali, wzywał posłaniec pomocy Solara i Jerol zniżał się na lwie skrzydlatym, a święty ogień wypełniał granice traktu i żaden, kto czysty nie był, ognia tego poskromić nie zdołał.

Cesarz przełamał pieczęć lakową i rozwinął pergamin cuchnący dymem i potem. A gdy poznał, że Raragonia rozdarta jest raną głęboką, że z Czerwonej Góry sączy się krew Ziemi, a głos bestii przerwał sen zasłużonych i zbezcześcił ich, tak że stali się jeno sługami ciemności cisnął ów pergaminem daleko przed siebie. I zwołał mędrców z wszystkich krain na naradę, a żeby znaleźć rozwiązanie.

A był między nimi Reinevar, czym zdumiał wszystkich. Od dawna bowiem sądzono, że mędrzec ten nie żyje. Nie było po nim słychu odkąd w pielgrzymkę udał się na szczyt Raróga, by zamieszkać w pustelni i zgłębiać nauki Solara. Odziany był w szarą szatę i wilcze futra. Twarz jego zdobił czerwony tatuaż słońca. Lewe oko okryła mgła i wiedzieli zebrani, że nie widział już na nie. Wspierał się on na drzewcu prostym, ułamanym z przypadkowego drzewa.

Y2e8f4ZI.png

Gdy zaś przybyli wszyscy na miejsce, podnosić zaczęto dysputę. Gwaru jednak nie było, gdyż każdy mówił według starszeństwa. Najróżniejsze padały metody i rozwiązania. Część z nich w naiwności skąpane, inne krew w żyłach mroziły. Przysłuchiwał im się Reinevar w milczeniu, a twarz jego wykrzywiała się w coraz to większym grymasie niezadowolenia.

A gdy zakończył swą mowę ostatni z zebranych, postąpił Reinevar kroków kilka i zwracając się twarzą ku Cesarzowi podjął donośnym swym głosem: <<Widzę, że żaden z was nie zadał sobie trudu, by choćby podjąć się rozważań nad przyczyną tego, że Ab Dorst topi się w morzu krwi swego ludu. Czyż podczas mej pielgrzymi spoczęliście na laurach? Czyż zamarła w was potrzeba poznania i zrozumienia wszystkiego co nas otacza? Zakon nasz powstał by wiedzieć wszystko i służyć radą Cesarstwu. Wstyd mi za was!>>, na co podniósł się wszelki głos na sali i ozwali mędrcy Reinevara zdrajcą i szaleńcem.

Ten zacz ryknął głośniej niż kiedykolwiek wcześniej: <<Wstyd mi za was! Czyż nie jest dla was oczywistym, że to Azmaloth w ostatnim swym krzyku, całą swą mocą wzburzył ognie drzemiące w głębi Ziemi i ujął im werwy, którą tchnął w skostniałe piersi naszych martwych przodków? Ostatni Dura-han zhańbił tak naszych jak i swoich poprzedników. Zadał wstyd całej swej rasie i wyrzekł się tego, co było powinnością Smoków. Duch jego nie został więc przyjęty do Ursegoru!>>.

Na te słowa zapadła głucha cisza. Reinevar zaś wskazał palcem na okno: <<Tak bracia moi. Tak jak Solar nie przyjmuje niegodnych do Królestwa Słońca, tak i Imperion nie przyjmuje upadłych Dora-hanów do Ursegoru. Prawdą jest, że Azmaloth został pokonany przez Eryka z Marduk lecz tylko w swej cielesnej postaci. Duch jego zaś nie odszedł, a trwa w truchle gada. A tak długo, jak długo nie opuści on naszego świata, tak długo moc krzyku jego siać będzie spustoszenie. Tedy trzeba pogrzebać szczątki jego u szczytu Czerwonej Góry, w świętym ogniu, który oczyści go z win>>.

Kr1J9MJ9.png

I polecił Cesarz Reinevarowi, by wraz z grupą śmiałków udał się na szczyt Raróga, gdzie roztopiona skała po kres czasu zniewolić miała ducha Azmalotha. Śród śniegu i znoju. Targani zamiecią i białym zimnem szli oni niepewnym traktem, wioząc na wozach kości upadłego smoka. Lód trzaskał im pod stopami, a widok śmierci mylił im oczy. Wystawiała ich bowiem na próbę Czerwona Góra. Mieszała im zmysły i myśli mąciła, niczym mąci wodę patyk w muł wetknięty. I ogarniało ich zwątpienie lecz Reinevar ogrzewał ich słowem Solara, mimo, że u kresu drogi czekał na nich jeno słup ognia.

A gdy dotarli na miejsce, szczyt świata, kość smocza z białej i twardej stała się czarną i łamliwą. A moc krzyku ostatniego Dura-hana słabła. Czym prędzej więc rzucili oni truchło stwora w czeluść krateru, gdzie z trzaskiem rozbiło się ono o rozżarzoną taflę lawy. Miast stopić się jednak, unosiło się ono na jej powierzchni. I zatroskali się wszyscy dokoła. Tedy ujrzał Reinevar Jarola na nieboskłonie.

Porzucił on swego wierzchowca i stając na bezkresnej chmurze pyłu klęknął, a twarz swą zwrócił w stronę zachodzącego słońca. I w tej oto chwili pojął Reinevar co uczynić musi. Uściskał więc swych kompanów i polecił im, by ruszyli w drogę powrotną, pilnując szlaku. A gdy zaczęli się oddalać ten skierował się ku głębi Raróga i stając na krawędzi urwiska postąpił krok dalej. I spadł Reinevar w ślad za Azmalothem lecz nie czół bólu. A gdy pochłonął go święty ogień kości potwora rozbłysły białym światłem i zniknęły pośród stopionej skały.

Upadli przodkowie obrócili się wówczas w popiół, a wiatr rozwiał ich prochy wraz z popielatymi chmurami. Rany Ziemi zabliźniły się, a smutek ustąpił miejsca radości. I wszystko stało się takie, jakim być powinno.

Artykuł bierze udział w inicjatywie książęcej „Tydzień z lennem”.
Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Lubią ten komentarz: Roland Heach-Romański.
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza, 06.09.2016 r. o 21:43:35
WOW, no no... zacnie jak stąd do Patagonii :)
odpowiedz
Paulus Buddus, 07.09.2016 r. o 18:11:09
Dobra robrota. Serduszko. Komencik. Dotacja :)
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Paulus Buddus, Roland Heach-Romański.
Yennefer von Witcher, 07.09.2016 r. o 18:13:21
Mąż mój ma talent jakich mało, to prawda! Tekst oczywiście zacny :)
odpowiedz
Tomasz Liberi, 07.09.2016 r. o 22:32:38
Mroczne zdjęcia oby takich więcej. Mają swój urok.
odpowiedz
Mateusz von Thorn-Chojnacki, 08.09.2016 r. o 09:36:32
Fajna narracja!
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Roland Heach-Romański.
Konrad Jakub, 08.09.2016 r. o 14:38:42
No i fajnie, jest co czytać.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Roland Heach-Romański, 08.09.2016 r. o 18:58:12
Dziękuję za wszystkie ciepłe słowa i taniemki :) To duża dawka motywacji, by rozwijać dalej narrację wokół Nordheim!
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany