6204. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
201. dzień panowania Piotra III Łukasza
Gazeta Teutońska, Vladimir ik Lihtenštán, 04.03.2016 r. o 18:45:54, tantiemy: 6 312.00 lt
Z legend starej Loardii
Seria wydawnicza: Loardia
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
O9xMJ0S7.jpg

Z legend starej Loardii

SCcWx88j.png

Kiedyś zawędrowałem daleko na południe za granice Teutonii, a było to pod koniec panowania cesarza Reinholda. Szedłem bardzo długo powodowany wrodzoną u mnie ciekawością poznawania obcych krain i ludów. Zwędrowawszy Cesarstwo, nad którym niechaj wiecznie swój blask roztaczają bogowie, wsiadłem na statek i wylądowałem na północy Scholandii, gdzie podziwiałem bogactwa gnomich miast. Tam usłyszałem opowieści o ludach zamieszkujących dalekie południe, stepy porosłe trawą, opowiedziano mi o narodach, które są dzikie i które za panowania jakiegoś scholandzkiego króla, którego miana zapomniałem, przysporzyły wielu kłopotów rodzącemu się Królestwu. Tchnięty pragnieniem poznania tych ludzi, wyruszyłem bez chwili zastanowienia w drogę, Gdy dotarłem do marchii broniącej granic kraju przed barbarzyńcami, śmiało przekroczyłem granicę.

Długo mógłbym opowiadać o tych dzikich, którzy żyją na szerokich stepach rozciągniętych aż po horyzont, poznałem ich tradycje i języki, jadłem z nimi koninę i piłem kobyle mleko mieszkałem z nimi w namiotach i wędrowałem w poszukiwaniu paszy dla zwierząt. Poznałem również ich religię.

Większość z nich, zwłaszcza plemiona żyjąca daleko od Scholandii, nigdy prawie nie słyszała o cywilizowanych bogach, tkwią więc z mroku pogaństwa, a moje próby nawracania tych ludzi, spełzły na niczym. Mam tylko nadzieję, że zasiane przeze mnie ziarno wiedzy, zaowocuje z czasem.

Teraz jednak chciałbym przedstawić Tobie, który teraz czytasz relacje z mojej podróży, mit, który zajmuje u wszystkich barbarzyńców najważniejsze miejsce i który jest wielokrotnie przez nich powtarzany przy ogniskach. Nie miej mi tego za złe i nie poczytuj tego jako sprzeniewierzenia się naukom i zasadom naszych bogów. Musisz też wiedzieć, Czytelniku, że wyobrażenie barbarzyńców o bogach jest inne niż nasze, ludzi cywilizowanych, powstrzymajmy się jednak choć na chwilę z oceną i postarajmy spojrzeć na ten mit oczyma barbarzyńcy.

Dawno, dawno temu najwyższy wódz Nocnego Stepu imieniem Kihdzykihe wykuwał w swoim namiocie dysk. Kuł przez cały długi miesiąc, odkąd tylko odkrył ogień i fakt, że metale poddają się jego woli w wysokiej temperaturze. Kowalstwo stało się więc jego pasją. Pogrążył się w nim tak bardzo, że zapominałby o jedzeniu, gdyby jego piękna żona Kie nie wmuszała w niego choć paru kęsów mięsa lub mącznej polewki. Kihdzykihe bawił się w kowala i zaniedbywał swoich wodzowskich obowiązków pośród bogów.

Z namiotu najwyższego wodza wychodziły jedynie odgłosy młota, kłęby pary i słowa Kie, która namawiała go do porzucenia pasji, która tak bardzo go pochłaniała. Kihdzykihe nie zważał jednak na jej słowa, pracował i pracował, wykuwał koryta rzek, baseny mórz i oceanów, formował wysokie góry, a wokoło dysku wypolerował metal, gdzie później zamieszkali Baszkakowie – potomkowie pierwszych ludzi.

Gdy Kihdzykihe ukończył już swoje dzieło, uznał, że nie będzie doskonalsze, zmienił się w konia i zstąpił na dysk, dlatego ludy barbarzyńskie po dziś dzień czczą konie, jako święte zwierzęta. Galopując po wykutym przez siebie dziele, doszedł do wniosku, że z góry wyglądało ono o wiele lepiej, bardziej imponująco. Szerokie równiny, które sam stworzył, pokazały mu, że dysk jest pusty, martwy i nieprzyjazny. Gdy ponownie zmienił się w swoją postać, zaczął nerwowo szarpać brodę i myśleć nad tym, w jaki sposób udoskonalić dzieło.

Przybrał się w ciepłe skóry, bowiem Nocny Step jest zimny i mroczny, a jednym źródłem światła są ogniska rozpalane przez bogów, przy których ogrzewają swoje zziębnięte członki, a które z ziemi wyglądają jak gwiazdy.

Ciepło ubrany, zaopatrzony w żywność, zabrał ze sobą jedną tylko pochodnię i wyruszył w las porastający krainę bóstw i powierzył władzę nad Nocnym Stepem swojemu bratu Hogihowi.

Kihdzykihe chciał dotrzeć do jaskini, w której żył pradawny Jeeo, pierwsza istota, która wynurzyła się z plątaniny chaosu, który uczynił Nocny Step, a później wszystkich bogów. Po skończonym dziele nie chciał dłużej męczyć się ze sprawowaniem władzy i oddał ją Kihdzykihowi, a sam zaszył się w ciemności.

Najwyższy wódz miał nadzieję, że otrzyma jakąś wskazówkę. Skoro Jeeo stworzył bogów i uformował z chaosu Nocny Step, będzie potrafił poradzić mu, co zrobić z wykutym dyskiem.

Szedł więc przed siebie pogrążony w myślach. Od czasu do czasu napotykał na niebiańskie zwierzęta uplecione z najgęstszego mroku, żywił się ich ciałami i wędrował.

Któregoś dnia ujrzał nareszcie cel podróży. Głęboką jaskinię, przed którą płonął wesoło ogień. Jeeo był stary i posiwiały, eony lat odcisnęły na nim swoje piętno, choć niektórzy uważają, że już w postaci starca wyszedł z chaosu.
– Bądź pozdrowiony, ojcze! – przywitał się Kihdzykihe.

Jeeo wyrwany z myśli podniósł wzrok znad ogniska i zdziwił się niezmiernie widokiem swojego pierworodnego syna.
– Co cię do mnie sprowadza? – zapytał. – Czyżby coś jest nie tak z moim dziełem? – dodał.
– Nie, ojcze, mam jednak problem i wierzę, że tylko ty będzie potrafił mi pomóc – odpowiedział.

Jeeo kazał mu usiąść naprzeciwko, poczęstował go mięsem i kobylim mlekiem, a następnie cierpliwie wysłuchał, nie przerywając synowi.

– Taak, spodziewał się, że którego dnia mnie odwiedzisz w tej sprawie – powiedział w końcu. – Tylko w ciebie wlałem najwięcej z mojej stwórczej siły – pokiwał starczą głową na chudej, długiej szyi.
– Czy mogę liczyć na twą radę? – zapytał Kihdzykihe, chciał bowiem jak najszybciej powrócić do porzucanej pasji.
– Oczywiście, synu. Musisz zebrać ziemię sprzed swojego namiotu – zaczął. – Następnie podzielić ją na trzy równe części. Pierwszą część równomiernie rozrzuć na metalowym dysku, drugą i trzecią część zalej własnymi łzami. Z tej mieszanki ulepisz zwierzęta, a w ich wnętrza włożysz iskrę z paleniska. Z trzeciej części ulepisz Baszkaków, którzy będą mieć naszą postać, również włożył w nich iskrę ze swojego paleniska, a dodatkowo spluniesz na te figurki. Następnie ulepione zwierzęta i Baszkaków wypalisz w ognisku, a potem umieścisz je na dysku – zakończył.

Kihdzykihe nie czekając, wyruszył natychmiast w powrotną drogę. Chciał bowiem, jak najszybciej zastosować się do rad Jeeo i sprawdzić, czy będą skuteczne.

Po powrocie do obozu zastał porządek i ład. Pogratulował bratu i powiedział, że już nie musi dłużej męczyć się obowiązkami wodza. Hogih przyjął rozkaz brata z pokornym ukłonem.

Najwyższy wódz przystąpił z zapałem do wypełniania słów Jeeo.

Zebrał ziemię sprzed swojego namiotu, podzielił ją na trzy części, pierwszą równo rozsypał na wykutym dysku, dwie pozostałe zmieszał z własnymi łzami. Z tych części ulepił zwierzęta i Baszkaków, w których wnętrza włożył iskry z paleniska, a na postaci Baszkaków przypominające postaci bogów, splunął. Te wszystkie czynność, a zwłaszcza misterne lepienie zwierząt zajęło mu kolejny miesiąc.

Po wypaleniu figurek w palenisku, umieścił je na dysku i ku swojej radości odkrył, że figury zaczęły się poruszać, najpierw nieśmiało i niepewnie, niczym dzieci, które po raz pierwszy stanęły na nogi, potem jednak coraz śmielej i odważniej. Uradowany pokazał swoje dzieło Kie, która była tak zachwycona, że się rozpłakała, a jej łzy dały początek wszelkiej wodzie, rzekom, jeziorom, morzom i oceanom, jej łzy sprawiły również, że ziemia wydała roślinność, drzewa i trawy. Dzięki Kie dysk stał się płodny. Mimo sukcesu Kihdzykihego Baszkakowie i zwierzęta żyć musieli w mroku, nie było bowiem jeszcze słońca ni księżyca.

Radość najwyższego wodza i jego małżonki nie była jednak tak entuzjastycznie odebrana w obozie bogów. Gdy Kihdzykihe przedstawił swoje dzieło pobratymcom, ci nie zrozumieli czynów wodza.
– Czyli na to marnowałeś tyle czasu w swoim namiocie? – zapytał ktoś z tłumu.
– Po co to nam? – pytał ktoś inny.
– Nie lepiej przekuć ten metal na miecze i groty strzał, by móc polować pośród mrocznych lasów?
– Kihdzykihe, jesteś złym wodzem! Nie interesujesz się tym, co dzieje się w obozie, nie nadzorujesz polowań, nie wydajesz rozkazów, całymi dniami jedynie kujesz młotem. Wodzem powinien zostać twój brat Hogih! – krzyczeli wszyscy zebrani przed namiotem.

Kihdzykihe bardzo się zasmucił, nie chciał oddawać wodzostwa, nie chciał również porzucać swojej pasji.
– Zastanowię się nad waszymi słowami – powiedział tylko i ponownie zniknął w namiocie.

Najwyższy wódz nie myślał jednak zbyt długo. Hogih, gwałtowny i niecierpliwy, wiedząc, że cieszy się poparciem innych bogów, postanowił sam sięgnąć po wodzostwo. Na czele uzbrojonych stronników wtargnął do namiotu Kihdzykihego i ten, nim zorientował się, co się dzieje, został ugodzony kindżałem prosto w pierś przez brata. Jego dusza, jasny płomień, który wypełnia ciała wszystkich bogów, uleciał w górę i zawisł nad dyskiem. Tak narodziło się słońce dnia. Kie widząc śmierć ukochanego męża, a także wielką nienawiść w oczach Hogiha, który popędzany żądzą, zapragnął posiąść Kie, przebiła własną pierś sztyletem. Jej kryształowa dusza również uleciała w powietrze i zawisła obok duszy męża, tak narodził się księżyc.

Gdy szał zebranych minął, wszyscy zdali sobie sprawę, co uczynili. Podnieśli rękę na wodza. W oczach jego brata widzieli dziką furię, chciał zniszczyć dysk wykuty przez Kihdzykihego, ale inni go powstrzymali.
– Możesz zostać naszym wodzem – powiedzieli. – Ale nie wolno ci niszczyć namiotu brata, ani zabrać stąd niczego, co do ciebie nie należy. Niech ich ciała spoczywają tutaj wiecznie, a ty panuj nad nami.

Hogih uspokoiwszy się, zastanowił się nad słowami bogów. Zdobył to, czego pragnął. Niech namiot jego brata stoi na Nocnym Stepie, skoro tak bardzo zależy na tym innym. Przystał na propozycję i zakazał wchodzić do środka.

Tak po dziś dzień Kihdzykihe cieszy oczy swoim dziełem, wspólnie z Kie. Hogih, gwałtowny bóg, rządzi wszystkimi bogami na zimnym, mrocznym Nocnym Stepie.

Niektórzy mówią, że krew zabijanego Kihdzykihego zrosiła dysk, skąd wzięło się zło na świecie, inni mówią o krwi Kie. Wiadomym jest jedynie, że każdy po śmierci, czy to zwierzę, czy człowiek, będzie musiał oddać swoją iskrę, jaką zaszczepił w nim Kihdzykihe i ulecieć w górę, na Nocny Step, by wieść wieczny żywot pośród bogów w ciemnym i zimnym świecie, dlatego należy składać ofiary bóstwom, by po śmierci nie stać się ofiarą ich głodu.
Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Gotfryd Slavik de Ruth, 06.03.2016 r. o 17:13:41
Bardzo ciekawe i wciągające. Takie opracowania są bardzo ważnym elementem tożsamości kulturowej danego regionu czy państwa.
Ten komentarz czeka na serca.
Adam Jerzy Piastowski, 07.03.2016 r. o 11:58:13
Piękna legenda!
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany