6020. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
17. dzień panowania Piotra III Łukasza
Ordo Sclaviniae, Michał Pséftis, 28.08.2015 r. o 11:16:04, tantiemy: 4 103.00 lt
Amadeja, numer drugi (grański)
Seria wydawnicza: Amadeja
61jxmu85.png

Amadeja

xEtRk3gt.png

Kącik przyrodniczy

rM51VVt0.jpg

Ustronie Grańskie od strony zachodniej

Grań jest niedużą baronią położoną na wschodzie Konsulatu Sclavinii, ale w samym jego sercu kulturowym. Swoim zasięgiem obejmuje pasmo Gór Strzelistych, bogatych w granit i kwarcyt, miejscami bardzo stromych i nieprzyjaznych dla początkujących wspinaczy. Przez setki lat tworzyły one niejaką barierę pomiędzy resztą Konsulatu i czasami, zależnie od sytuacji geopolitycznej, Księstwem Sarmacji, a mieszkańcy kamiennych grani i dolin stworzyli swoją własną, niepowtarzalną i ściśle związaną ze środowiskiem życia kulturę.

Mieszkańcy Grani mieli na czym opierać swoje ludowe historie. W okolicach znajduje się co najmniej 276 opisanych jaskiń, z czego najdłuższa liczy sobie aż 7685 metrów długości i wchodzi na ponad kilometr wgłąb ziemi, stanowiąc inspirację dla okolicznych górołazów. Jaskinia Bez Dna, jak dzisiaj nazywana jest bezdenna grota, stanowiła w ciągu ostatniego tysiąca lat leże niejednego smoka i bazyliszka, a przez wieki mówiono o straszących w niej duchach nieszczęśliwie zakochanych, którzy rzucili się w czarną otchłań. Do teraz są pewne odnogi jaskini, do której nie dopuszcza się wędrowców, rzekomo ze względu na długotrwałe prace remontowe - ale jaka jest prawda, tego nie wie nikt. Wiadomo natomiast wiele o budowie samej jaskini, która wchodzi w głąb ziemi ukośnie i ma dziesiątki dużych odnóg, wbijając się pod największy szczyt Gór Strzelistych - Ehreb - jak korzeń. Z tego względu ustronie górskie nie należy do najbezpieczniejszych i najstabilniejszych, regularnie wykrusza się i niszczeje, a przez hulające wiatry lawiny szaleją w okolicy w najlepsze. Zimą doliny grańskie są po prostu niemożliwe do przebycia.


fR2ykQ9t.jpg

Opisane wnętrze jednej z odnóg Jaskini Bez Dna

Duża część Grani objęta jest ochroną Narodowego Rezerwatu Gór Strzelistych. W rozlicznych lasach iglastych rośnie ponad sto siedemdziesiąt gatunków drzew, poczynając od niewystępującego nigdzie poza górskimi terenami Sclavinii modrzewia kruczego, a kończąc na gatunkach zagrożonych, takich jak sosna rumelijska i czarna. Zachowanie czystości środowiska jest oczkiem w głowie przywiązanych do natury i ciągłego napływu turystów mieszkańców; na terenie rezerwatu i samego Dwuwieża, poza ściśle wyznaczonymi miejscami, obowiązuje ścisły zapas rozpalania ognia, dotyczący tak ognisk, jak i papierosów i cygar. Do przestrzegania przepisów nielicznych bumelantów skutecznie nakłania nadleśnictwo dwuwieskie.

Okoliczne tereny szczególnie upodobały sobie owce i kozy - to stąd pochodzi najczystsza i najlepsza wełna w całej Sclavinii. Bardzo nieliczne łąki są w całości zagospodarowane przez lokalnych hodowców. Miejsce jest tak niedostępne, że zawód ten jest dziedziczny; wnuczęta chodzą w tunikach wyszytych za czasów ich dziadów, przejmując obowiązki swoich ojców. Dwustuletnie chaty z drewna, radzące sobie z każdym możliwym halnym i lawiną, także nie są tutaj rzadkim widokiem. Produkty eksportowe nabrały tutaj takiej wartości, że za tonę grańskiej wełny można kupić porządny kawał ziemi w samym sąsiedztwie Eldy; jest to też bezpośrednim powodem elektryfikacji życia ranczerów i hodowców, która to niesie ze sobą multum kulturowych kontrowersji. Istnieje zagrożenie, że w ciągu kilku następnych dziesięcioleci tutejsza hodowla wełny zostanie skomercjalizowana i sprowadzona do poziomu wielkich film, które zaczynają sprowadzać się na lokalne rynki; niekorzystne dlań przepisy przyjmowane przez lokalny ośrodek władzy starają się chronić rodzimy rynek.


Kp611E07.jpg

Owce z najsłynniejszej wolnej hodowli, Wierzbówki

Przez całą Grań prowadzą trzy szlaki turystyczne, oznaczone kolorami od najłatwiejszych do najtrudniejszych. Dla początkujących przeznaczony jest szlak zielony, który pokonać można także rowerem lub z kijkami. Prowadzi z leżącego w dolinie Dwuwieża do małej wsi Sekwoje, obejmując malownicze lasy i dwa lazurowe jeziora - jezioro Błękitne i Kacze. Cały szlak zielony liczy sobie 17 kilometrów długości, omijając szczyty górskie i trudne podejścia. Dla bardziej wymagających i zaawansowanych, pieszych podróżników, przeznaczony jest szlak błękitny, prowadzący z przylegającej do Dwuwieża wsi Drożno na sam szczyt Ehreb, obejmując liczne podejścia, dwa niższe szczyty Zielonki i Królewicy, kilkanaście stawów polodowcowych i Wierzbówkę, w której za wygórowaną cenę podróżni wykupić mogą nocleg, a za wcale niewysoką - wspaniałą potrawkę z baraniny w lokalnym sosie. Trasa ta liczy sobie 51 kilometrów, większość podróżnych która się na nią decyduje pokonuje ją w czasie dwóch dni, z noclegiem w jednym z miejsc campingowych albo w lokalnym pensjonacie.

Ostatni, najtrudniejszy ze szlaków, to jest: szlak czarny, rozpoczyna się w Zachodniej Przełęczy, małej, przyległej do rzeczywistej przełęczy dolinie otwierającą całą baronię od strony zachodniej. Polecany jest jedynie dla wytrwałych podróżników o bardzo dobrej kondycji, potężnym doświadczeniu i odpowiednim wyposażeniu. Prowadzi przez cztery otwarte systemy jaskiń już u samego początku, które - dla ochrony ekosystemu - nie posiadają własnego oświetlenia, pomijając zamieszkujące je, bajkowe świetliki. Po pokonaniu liczącego sobie kilkanaście kilometrów odcinka jaskiń, podróżnicy zmierzyć się muszą z kilkunastoma podejściami wzdłuż pasa górskiego Gór Strzelistych; widok na leżącą na południowym-wschodzie dolinę jest oszałamiający, a wysiłek zdecydowanie wart zobaczenia porośniętych drzewami iglastymi grani z samej góry. Na trasie znajdują się dodatkowo trzy mosty linowe, jezioro Krawy, lokalnego bajdura (barda i bajkopisarza), kilka mniejszych sadzawek i dwa przydrożne pensjonaty. Na końcu szlaku na podróżnych czeka boczne wejście do Jaskini Bez Dna, po przejściu którego wchodzą do najbardziej odosobnionej spośród grańskich dolin - Echa. Leży tutaj wieś o takiej samej nazwie, której autochtoniczni mieszkańcy zachowali zupełnie inny dialekt niż mieszkańcy Dwuwieża, a co dopiero mówić o sclavińskich mieszkańcach innych regionów. Trasa liczy sobie aż 114 kilometrów i zaleca się rozłożenie jej na co najmniej trzy dni.


xEtRk3gt.png

Kącik historyczny

U90P0Ckf.png

Zamek w Kromowie

Lokalna historia Grani nie ma wiele wspólnego z historią samej Sclavinii. W okolicach nie toczyły się wielkie wojny, nie było walk o wpływy i surowce - tylko góry i cisza. W czasie osiedlania się w okolicach pierwszych sclavińczyków, żyła tutaj niezidentyfikowana ludność autochtoniczna, która przyjęła język przybyłych, pozostając przy własnej wymowie i dźwiękach gardłowych niektórych głosek; z czasem utworzyła ona własną gwarę, która przetrwała jedynie w dolinie o wdzięcznej nazwie Echo, w największej głębi Gór Strzelistych.

W XI wieku po okolicy porozrzucane już były rozliczne wioski i kilka grodów. Lokalni mieszkańcy nie zasiedlili nigdy wyższych górskich partii ze względu na trudny dostęp i brak urodzajności turni; największym siołem tamtych czasów był prawdopodobnie liczący sobie do kilkuset mieszkańców Bóbrz, położony u stóp samotnej góry znanej jako Kieł Bobrzański. Z czasem wieś zdążyła nabyć prawa miejskie, wejść w okres swojego największego rozwoju, a potem podupaść i zniknąć z wszelkich map; śladem po Bóbrzu jest teraz jedynie mała wieś nosząca wdzięczną nazwę Bobrowic. Koniec prominencji tego ośrodka miał miejsce w XIV wieku, kiedy to przez okolice przeszła epidemia zielonki, przenoszonej przez małe ssaki choroby powodującej podobne objawy jak w przypadku różyczki, ale charakteryzującej się zazielenieniem objętych nią szczególnie części ciała i występowaniem bolesnych wrzodów. Taki trywialny powód spowodował, że okolice Gór Strzelistych przed długi czas pozostawały największym sclavińskim zaściankiem; powstała nawet lubiana w Eldoracie bajka o sprawiedliwym poborcy podatkowym, który znany był ze swojej wierności rządzącej dynastii dopóty, dopóki nie wysłano go do Bóbrza z misją ściągnięcia należności.

W tamtym czasie podstawą regionalnej gospodarki była uprawa ziemi i wydobycie żelaza z kopalni Kła Bobrzańskiego, dziś już całkowicie wyeksploatowanych. Najczęściej uprawianymi roślinami były rośliny zielone, w tym kapusta, pietruszka, a także różne odmiany bobu i fasoli, nieprzynoszące wystarczających zysków do wyłonienia się rodziny włodarzy czy rodów szlacheckich. Pogórze pozostawało terenem zdominowanym przez kulturę chłopów wolnych, nieobciążonych pańszczyzną i podatkami.

Wiele zmieniło się z nadejściem XIV wieku, upadkiem Bóbrza i kilkukrotnymi wyprawami ambitnego, nieherbownego rycerstwa sclavińskiego, które za cel wzięło sobie zdobycie ziem rodowych i zasłużenie na własny herb; w tym wieku i na początku XV powstały takie wsie jak Wojno, Kobyłki, Piątkowice, Kromów czy Rombork, a także dwa pierwsze okoliczne zamki - zamek w Kromowie i zamek Gorzłęckich.


6D45D9g7.jpg

Wielokrotnie przebudowywana Wieża Teodora z Dłużyc

W początkach XV wieku, pogórze Gór Strzelistych zyskało sobie większą niż kiedykolwiek uwagę. Część chłopstwa, zagrożona hulaszczymi wyprawami bardziej już szlachty niż rycerstwa, umknęła wgłąb gór, zakładając wsie, które potem staną się granicznym terytorium krainy dzisiaj znanej jako Grań - Krzykowice, Dzieżwy i Sulimę, a także kilka innych, których stare nazwy zatarł już czas. Najbardziej prominentnymi właścicielami folwarków pogórza stały się rody Gorzłęckich i Kromów, bardzo aktywnie swego czasu współzawodniczących w stanie posiadania, mariażach i ilości służących w zamkach. Z czasem powstała waśń rodowa, która zakończyła się bardzo brutalnym i dramatycznym zakończeniem żyć ostatnich dziedziców obu rodów w drugiej dekadzie XVII wieku.

Rozwój regionu jednakże trwał harmonijnie, z większą liczbą chłopów opuszczających te tereny i umierających niż przybywających, aż do kwietnia roku roku 1636, kiedy to sprowadził się tutaj słynny bękart markiza Jana Kotwickiego, rodem i herbem Puszczyk, mianem Teodor z Dłużyc. Ów mąż, wygnaniec z dworu swojego ojca, początkowo wiążącego z nim nadzieje dziedzica i mamiącego zaszczytem legitymizacji w oczach poddanych, stracił wszelką nadzieję na dziedziczenie po tym, jak trzecia małżonka markiza Jana powiła mu w końcu syna z prawego łoża. Uszedłszy w niesławie, w towarzystwie kompanii swojej towarzyszy, udał się na dalekie południe, poszukując schronienia i w swej ambicji terenów niezdobytych, ażeby objąć nad nimi pieczę. Takowe znalazł; zaszedł w kwietniu roku pańskiego 1636 do Wojna, a wypytawszy lokalną szlachtę, ruszył wprost w górskie turnie. Wielu uznawało go za półgłówka, jak mówią ustne i pisane źródła, bo w tamtych głębiach nikt nie mieszkał i musiał robić wszystko z pomocą swojej wykruszającej się awanturniczej bandy zubożałej szlachty. Część źródeł mówi, że wieża, w której zamieszkał, została zbudowana przez niego samego w roku 1637, część powiada, że stała tutaj opustoszała, gdy wkroczył do doliny pośród grani. Na pamiątkę budowy (bądź zasiedlenia!) wieży i niewielkiego sioła nadał mu nazwę Wieżyca i ustanowił tutaj, za zgodą pana w Eldoracie, własną dynastię, władającą aż po rok 1754, do jej całkowitego wygaśnięcia.


1LL0aU2m.jpg

Odbudowana Baszta Bystrzyckiego, z późniejszą dobudówką
W tle: wieża Akademicka

W drugiej połowie XVIII wieku władanie nad obecną Granią, znaną już wtedy pod nazwą hrabstwa Pogórze, przejął arystokratyczny ród Staroziemskich z Eldoratu. Z nadania Wieżyca trafiła w roku 1755 w ręce Grzegorza markiza Staroziemskiego, następnie w ręce jego syna, Krzysztofa markiza Staroziemskiego, w roku 1781, aż w końcu, niespełna trzy lata później, w ręce Alberta ze Staroziemskich. Markiz był znanym hultajem, organizatorem największych balów w całej południowej Sclavinii. Spotkało się to w końcu ze zbyt dużym niezadowoleniem ze strony jego małżonki, Cecylii z Jasnoborskich, żeby mógł dalej robić to jawnie; wyniósł się więc, pod pretekstem chęci rozwoju włości, do Wieżycy. Nie do końca była to jednak prawda - pojechał tam swoim powozem, żeby spotkać się z Adamem baronetem Bystrzyckim, słynnym architektem i - rzekomo - jego bardzo dobrym przyjacielem. Od czasu objęcia dworku w Wieżycy, markiz bardzo rzadko wyjeżdżał poza obręb sioła; naturalnie zadziałało to na jego wielką korzyść, zwabiając okolicznych handlarzy, karczmarzy, a nawet i artystów, przekonanych, że markiz chętnie skorzysta z ich usług.

I rzeczywiście skorzystał. Pięć lat później w centrum Wieżycy, naprzeciw wieży Teodora z Dłużyc stanęła nowa, biała baszta autorstwa baroneta Bystrzyckiego, choć dzisiaj aktywnie spekuluje się na temat autorstwa planów kontrukcyjnych. Niedługo jednak namieszkał się markiz Staroziemski w Baszcie Bystrzyckiego, w stałym towarzystwie szemranego kochanka - po dwóch latach, najpewniej z powodu niedopilnowania dogasającego ognia, wieża zajęła się ogniem i zjadła obu jej mieszkańców. Spoiwo rozpękło się tak niefortunnie, że wieża zawaliła się pod siebie, tworząc wielką stertę kamiennego gruzu i aż dwa lata trwało wydobycie ciał zmarłych tragicznie prominencji.

Na pamiątkę budowy drugiej wieży, mieszkańcy Wieżycy przemianowali wieś swoją na Dwuwież, co spotkało się z aprobatą administracji królewskiej. Kolejny wiek to ciągle zmieniający się właściciele, zwykle jednak baronowie rezydujący w starych dworach dawnych panów. XX wiek, czyli czas Rzeczpospolitej, spotkał się z wyniesieniem starego, szlacheckiego rodu Tuwarów, który władał Granią aż do lat osiemdziesiątych i wielkich ewolucji prawnych Rzeczpospolitej Sclavinii. Ostatni przedstawiciele Tuwarów dokonali żywota w latach dziewięćdziesiątych, pozostawiając swoje włości odległym krewnym krwi, najczęściej wywodzącym się z powracającej emigracji sclavińskiej z początku drugiej dekady wieku XXI. Obecnie Granią włada dynastia spokrewniona po odległych liniach krwi z Tuwarami.



xEtRk3gt.png

Kącik archeologiczny

GH13FQ92.png
Stary herb Miasta Stołecznego Eldorat. Od obecnego herbu odróżnia go brak klucza do bramy miejskiej, który zastępuje sclaviński jednorożec. Na dole widnieje wygrawerowana w błękicie sygnatura - LIBERA REGIA CIVITAS ELDORAT, czyli Wolne Królewskie Miasto Eldorat. Herb pochodzi z czasów Rzeczpospolitej Sclavinii. Korzystanie ze skrótu WKME stało się ostatnio modą wśród rycerzy Ostatecznej Krucjaty.


8I0dj803.jpg

Zabytek techniczny - Sarmacka skórka do Winampa, z której według wszelkiego podobieństwa korzystał Mustafa kawaler Owski w czasie audycji radia RSiT, jeszcze za czasów unii z Księstwem Sarmacji. W tle IRCowe obchody, prawdopodobnie z dnia 23 stycznia 2010 roku, być może otwierające działalność radia. Istnieje także utworzona później skórka z symboliką Sclavinii oraz Trizondalu.


2HeXuDk2.png

Górna belka ze starej strony internetowej Rzeczpospolitej Sclavińskiej, przedstawia stan na rok 2009. Herb sprzed zmiany Ostatecznej Krucjaty, całkiem ciekawa jest dowolność deklinacji.


h8f9v0Fx.png


- Wycinek ze strony internetowej Klasztoru św. Polikarpa w Eldoracie, za niewielką opłatą i z autoryzacją sypiącego dobrymi radami prominentnych person z historii sentencjonizmu reala.


Zawartość kącika archeologicznego mamy przyjemność oglądać dzięki uprzejmości Wiernego Obywatela Ławicy Żubrów, który udostępnił redakcji paczki z FTP i archiwalnymi zdjęciami z czasów RSiT i RS.

xEtRk3gt.png

Od Redakcji

Kolejny numer nieregularnej Amadei stanowi pierwszy krok w stronę opisania baronii Grań i zagospodarowania fabularnych nieużytków żywnej ziemi sclavińskiej. Powodami powstania niniejszego artykułu są chęć przekazania zainteresowanym sarmackim i sclavińskim podróżnikom informacji na temat lenna, przedstawienia przybywającym niedługo z okazji v-mundialu gościom historii tej niedużej wsi, jednej z lokacji w której odbędą się mecze i zaspokojenia potrzeby własnej autora. Wciąż zachęcam do podjęcia współpracy - redakcja oferuje posadę w Ordo Sclaviniae z uprawnieniami do wydawania artykułów bez nadzoru redaktora naczelnego, wypłatą składającą się ze 100% tantiem wpływających na konto gazety po trzech dniach od wydania artykułu, 4000 lt pensji stałej w przypadku wydania przynajmniej jednego artykułu w ciągu miesiąca i 1000 lt premii za każdy dodatkowy artykuł. Zapraszam do współpracy!

Z najszczerszymi pozdrowieniami dla czytelników,

Redaktor Naczelny
Michał v-hr Bryennios
Dotacje
Ten artykuł dotowali: Vladimir ik Lihtenštán, Siergiusz Asketil.
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Lubią ten komentarz: Michał Pséftis.
Vladimir ik Lihtenštán, 28.08.2015 r. o 11:39:46
Chyba ktoś przebił ściany Karoliny.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Michał Pséftis, 28.08.2015 r. o 11:45:59
Jeszcze mi do tego daleko. :)
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Michał Pséftis.
Alfred, 28.08.2015 r. o 19:46:18
Trochę archiwalnych serwisów można znaleźć tutaj: http://fc.sarmacja.org/viewtopic.php?f=261&t=15713.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Michał Pséftis.
Mateusz von Lichtenstein-Iontz, 28.08.2015 r. o 19:48:49
Kraj korony nazywał się "Rzeczpospolita Sclavińska". RSiT to "Rzeczpospolita Sclavinii...", a jak było za Emila - nie wiem.
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany