6205. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
202. dzień panowania Piotra III Łukasza
Gazeta Teutońska, Vladimir ik Lihtenštán, 30.03.2015 r. o 20:33:30, tantiemy: 4 319.00 lt
Tron i ołtarz (III)
Seria wydawnicza: Sztuka Apollina
Tron i ołtarz

władza, pieniądze i intrygi,
czyli powieść rotryjska


q35Iw53R.jpg

C
zasami bywa tak, że doniosłe wiadomości spisać można na jednej małej kartce. W krótkim zdaniu zawrzeć można to, o czym rozpisują się później kronikarze i pisarze na wielu stronach swoich lepszych, bądź gorszych dzieł. Tak było i z tą kartką i wiadomością.

Najpierw dostała się w ręce posłańca, który popędzając konia gnał w stronę Surmenii. W Surmenii dostała się w ręce marynarza skarlandzkiej jednostki. Na pokładzie statku smaganego wiatrami i morskimi falami, podczas wielodniowej żeglugi była świadkiem, jak kapitan przeklinał siarczyście swoją załogę. W końcu dotarła do celu, macierzy Imperium. W porcie kapitan wyciągnął pognieciony liścik z sakwy i przekazał go w ręce królewskiego gońca. Posłaniec pobiegł zaułkami portu, by dotrzeć do Pałacu. W wejściu przekazał wiadomość upudrowanemu słudze.

Sługa powolnym krokiem, zgodnym z etykietą jednego z najświetniejszych dworów Vaarlandu, przemierzył korytarze ozdobione figurami, arrasami i gobelinami. Gdy dotarł do drzwi komnaty, zapukał. Otworzył mu stary, nieco pomarszczony na twarzy kamerdyner, który etykietę miał we krwi. Odebrał wiadomość i grzecznie zbliżył się do królowej głośno śmiejącej się ze swoimi damami do towarzystwa.
- Wasza Arcychrześcijańska Mość raczy odebrać list - powiedział mężczyzna z lekkim, sztywnym w krzyżu ukłonem.

Eleonora przerwała wesołą konwersację o sypialnianej ułomności jakiegoś granda i rzuciła okiem na świstek papieru. Jedno tylko spojrzenie wystarczyło, żeby na jej twarzy pojawiła się prawdziwa ulga i radość.
- To od syna! - zawołała.

Delikatną dłonią ujęła list, złamała pieczęć i spojrzała na treść, bardzo krótką: Zwyciężyłem, matko. Patriarcha leży u naszych stóp. Teraz odzyskamy Toskanię. Carlos

Eleonora klasnęła z zadowolenia. Ona, wielka imperatorowa Skarlandu, królowa Polski, wielka księżna Litwy, królowa Surmenii, królowa Estelli Wschodniej, chciała zdobyć jeszcze jeden diadem do kolekcji i wszystko wskazywało na to, że się to uda.
* * * * * *

K
ardynał Tommaso de Mancini przechadzał się po ogrodach swojej podmiejskiej rezydencji. Słońce pięknie przygrzewało, ptaki wesoło ćwierkały w wonnych krzewach. Książę Kościoła oczekiwał gości, swoich przyjaciół z Rady Regencyjnej.

Oczekując przybycia dwóch biskupów z rodu della Popoly, rozmyślał o sytuacji, w jakiej znalazło się Państwo Kościele, z zwłaszcza on. Zaczynał jako prosty brat z zakonu dominikanów. Później został biskupem, purpuratem, a przecież ścieżka jeszcze przed nim była długa, szeroka i otwarta. Dlaczego nie miałby sięgnąć po najwyższy urząd?

Drobne kamyki pod jego stopami szeleściły przy każdy kroku, uspokajało go to.

Pamiętał, jak kiedyś, gdy był młodszy, chciał reformować podupadający Kościół. Miał wizję, ideę, w którą wierzył. Dziś już wiedział, że każdy, kto przywdzieje sutannę, przestaje wierzyć w idee. Celem duchowanego nie staje się służba, lecz gromadzenie władzy, urzędów i pieniędzy.

Z zamyślenie wyrwało go przybycie biskupa Jana Baptysty i Leonarda Marii. Oboje byli podobni do siebie, z tym, że Jan Baptysta, oficjalnie siostrzeniec gonfaloniera wosjk patriarszych, a faktycznie jego bękart, był młodszą kopią Leonarda. Był równie otyły, czerowny i przebiegły. Kardynał de Mancini wyglądał przy nich, jak asceta ze swoją szczupłą sylwetką.
- Niech Bóg wam błogosławi - przywitał gości.
- I tobie - odpowiedział Leonardo. - Jak mniemam, zaprosił nas eminencja na omówienie ważnych spraw Kościoła.
- Oczywiście - przytaknął de Mancini. - Mam dla ekscelencji propozycję.

Trzech jegomści skręciło w cienisty zaułek, a ich rozmowy utonęły w ptasim świergocie.
* * * * * *

C
arlos de Medici y Zep wybrał się do Aleksandra, więzionego w swoich apartamentach.
- Bardzo nieładnie zachował się wasza świątobliwość - powiedział Carlos tubalnym głosem na przywitanie. - Wasza świątobliwość chciał przekupić moich skarlandzkich żołnierzy - dodał. - Bardzo niegrzecznie.

Aleksander IV podniósł rozmodlony wzrok znad brewiarza.
- Tylko człowiek słaby się poddaje. Zawsze warto było spróbować. Moja rodzina w Niderlandach...
- ... jest tak biedna, że musi korzystać ze wsparcia warszawskiego dworu - skończył za duchownego Carlos. - Skończmy z tym. Przyszedłem, żeby poinformować waszą świątobliwość o ewentualnych drogach przyszłości.

Aleksander utkwił pełen nienawiści wzrok w wysokim rozmówcy. Carlos, widząc, że patraircha nie chce nic powiedzieć, kontynuował.
- Wasza świątobliwość podpisze porozumienie ze mną, w ktrym zostanę tylko współregentem Rotrii. Druga możliwość, wasza świątobliwość zrobi to, czego zażądam - uśmiechnął się.
- A czego od mnie książę zażąda? - zapytał cicho.
- Toskanii i innych ziem dla wiernych Radzie Regencyjnej duchownych - odpowiedział.
- Żebym miał Skarlandczyków na karku do końca pantyfikatu? - zapytał.
- Wasza świątobliwość, jeśli nie chce mi tego ojciec dać, wezmę sobie sam. Oto projekt dokumentu - wyciągnął papier z sakwy - który wasza światobliwość już podpisał, ja również. Po co się opierać, skoro możemy załatwić sprawę w cywilizowany, ludzki sposób. Ja dostanę Toskanię, co prawnie należy się Medyceuszom, a Wasza Świątobliwość władzę.
- Władzę, czy złoty pył? - zapytał patriarcha.
Dotacje
Ten artykuł dotowali: Helwetyk Romański.
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Lubią ten komentarz: Vladimir ik Lihtenštán.
Daniel January von Tauer-Krak, 30.03.2015 r. o 20:36:16
jest świetne.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Mateusz Wilhelm, 30.03.2015 r. o 22:45:38
jest co czytać :)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Gotfryd Slavik de Ruth, 31.03.2015 r. o 17:22:22
Faktycznie zapowiada się ciekawa lektura, ciekawe ile części autor planuje :)
Ten komentarz czeka na serca.
Vladimir ik Lihtenštán, 31.03.2015 r. o 17:41:30
Sam nie wiem :) Jeśli chcecie czytać, to coś mogę jeszcze napisać. Jeśli nie będzie popytu, dam sobie spokój.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Marek von Thorn-Chojnacki, 02.04.2015 r. o 20:14:24
Wspaniale jak zawsze
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany