6232. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
229. dzień panowania Piotra III Łukasza
Puls Sarmatów, Persywald Moncki, 28.03.2015 r. o 12:14:53, tantiemy: 4 629.00 lt
Kiedy Pradziad bywał Dziadem... [cz.3]
Seria wydawnicza: Kiedy Pradziad bywał Dziadem
C
elius został otoczony z czterech stron. Każdy z jeźdźców dzierżył włócznię, którą teraz kierował w zagubionego mężczyznę.
- Jam jest Aar*, siedemnasty tego imienia z rozległych łąk**. Kim jesteś i czego tu szukasz? - zawołał pierwszy napastnik bardzo niskim i tubalnym głosem.
- Jestem Celius, panie. Przybywam znad brzegu morza. Ludy pirackie zaatakowały moją wioskę. Muszę jechać. Błagam panie, nie zatrzymujcie mnie.
- Jak chcesz pomóc swoim pobratymcom uciekając od nich, co? - krzyknął drugi, nieco niższy jeździec - A może wcale nie jesteś tym, za kogo się podajesz? Może jesteś wręcz tym, od kogo ponoć uciekasz?
- Panie! - zawołał starzec, który w międzyczasie zsiadł ze swojego konia i upadł na kolana w błagalnym geście - Jak mógłbym...? Tutaj? Może i nie mam dowodu na to, że nie jestem piratem, ale w takim razie sam bym się tutaj nie wypuszczał, bo i po co?
- Możesz być na zwiadach. Zresztą było już kiedyś i tak, że zbóje morscy atakowali i nas. A zatem...
Spróbował zamachnąć się bronią i wymierzyć śmiertelny cios pojmanemu, lecz rękę zatrzymało mu silne szarpnięcie. Był to osiłek, siedzący na trzecim koniu. Coś wyraźnie raziło go w oczy.
- Czekaj! On coś ma na szyji... - powiedział.
Niedoszły mordera zbliżył się do swej ofiary, wyciągnął włócznię i podniósł na jej ostrzu dopiero teraz zauważony przetarty sznur z szyji Celiusa. Na końcu linki zwisał złotawy, poplamiony wisior. Mężczyzna z włócznią, nie wiedząc widocznie na co patrzy, oddał znalezisko Aarowi. Ten wziął od niego przedmiot i począł się mu bacznie przyglądać.
- Hmm... Taaak.... Rzeczywiście... - dało się słyszeć mruczenie pod jego nosem - Dobrze, pojedzie pan z nami. Bardzo przepraszamy za to zajście. - mówił oddając naszyjnik właścicielowi i pokracznie kłaniając się w siodle.
Podróż nie trwała długo, jednak gdy dotarli do zabudowań słońce zniknęło już dawno za skalistymi szczytami gór, a w wiosce rozpalono pochodnie. Ogień cały czas wywierał na starcu wrażenie i przerażenie. Kiedy przez dłuższy czas wpatrywał się w świetliste płomienie wydawało mu się, że wyciągną zaraz ku niemu swoje parzące języki i podpalą go. Słyszał krzyki. Świst przecinanego przez bat powietrza. Widział też pręgież; zakrwawiony kamienny słup i piętrzące się stosy ciał.
Z zadumy wyrwało go mocne uderzenie w ramię. Coś ciążyło mu na barku. Była to wielka dłoń czwartego z jeźdźców, który dotąd nie odezwał się ani słowem. Celius spojrzał na jego poharataną twarz. Dopiero teraz zauważył ogromną bliznę pod prawym okiem wielkoluda i dziwnie wykrzywione usta. Mężczyzna, prawie dwa razy większy od przygarbionego rybaka, pchnął człowieczka w stronę kamiennego budynku.

*********************************

-
J
ak widzisz w naszej osadzie nie ma już żadnej starszyzny. Obaliliśmy tą śmieszną grupkę nieporadnych starców prawie 30 lat temu. - przemówił wyłaniając się z mroku budynku Aar. - Pewnie zastanawiasz się czemu. Odpowiedź jest prosta. Napewno znasz wydarzenia sprzed ponad ćwierć wieku. Nasze ziemie (Gellońskie) przeżyły największy atak wandalski w historii. Nie dość, że zburzyli i wytępili większość wiosek przybrzeżnych, to jeszcze przedarli się przez wielki bór i siali zniszczenie i chaos na naszych terenach. Wówczas to nasza rada zawiodła każąc nam modlić się do bogów.
- Przetrwaliśmy najazd - rzekł któryś ze zgromadzonych ludzi - ale postanowiliśmy odsunąć mędrców od władzy. Dla nas wierzenia nie mają już tak wielkiego znaczenia jak kiedyś. Skupiamy się na zabezpieczeniu naszych terytoriów. Podtruwamy rośliny w borze, żeby wróg zniechęcił się wędrówką. Jednak szanujemy dawne wierzenia. Twój medalion przedstawia runę... Takie naszyjniki dostawali ludzie w dawnych czasach i świadczyły one o ich szlachetności. Nadawano je chyba tylko nad brzegiem morza. Dlatego puścimy Cię wolno jeśli tylko powiesz nam co sprowadza rybaka w głąb lądu.
Celius opowiedział zgromadzonym historię zniszczonej wioski, powierzonej mu misji odnalezienia legendarnej armii i wędrówki po lesie. Po wszystkim został nakarmiony i ułożony w jednej z chałup gdzie miał wyspać się do rana.
Następnego dnia dostał siodło na swojego konia (dotąd jechał na oklep, nie licząc szmaty, którą później użył do zebrania grzybów), trochę prowiantu i wody, a także nakreśloną na szybko na skrawku lnianego worka mapę okolic. Według niej miał dotrzeć do małej wioski położonej między szczytami gór, gdzie miał uzupełnić zapasy w drodze na Pradziada.
- Szaleniec. - powiedział za staruszkiem Aar, patrząc jak nie umiejętnie jeździ konno - Nawet ja bym się na to nie odważył...
- Kto wie - odpowiedział mu ktoś stojący obok - może chociaż jemu się poszczęści...

*********************************

S
łońce prażyło niewiarygodnie. Wydawało się to dość dziwne jak na jesień, a już tym bardziej w górach. Wędrowiec brnął jednak błotnistą leśną ścieżką pod górę. Kiedy mijał lukę między drzewami spojrzał jeszcze na złote łany zbóż i pędzącego konia. Wreszcie czuł się wolny, bez ciężaru kiepskiego jeźdźca. Wracał na wybrzeże. Celius patrzył jeszcze przez chwilę z zazdrością na zwierzę i ruszył w dalszą drogę. Skóra na jego nagich nogach stała się twarda jak pancerz, jednak wyczuwał pod stopami chłód mazi, która nie zdążyła się rozgrzać mimo upału.
"- Powinienem się cieszyć tą pogodą póki mogę" - myślał pociągając ciężko nogami - "Obym tylko nie spotkał się ze śniegiem..."
Podróż była żmudna. Warunki na nie przetartych szlakach były wyraźnie nie przeznaczone do takich wycieczek. Zaczynało się ściemniać gdy dotarł do miejsca, które mapa określała jako górską osadę. Rozejrzał się. Rzeczywiście, kiedyś, może nawet jeszcze tydzień wcześniej, musiała znajdować się tu przystań wędrowców. Dziś jednak chatki ziały pustkami. Nie były też w najlepszym stanie. Podróżnik wszedł do tej, która sprawiała wrażenie najsolidniejszej i najmniej zniszczonej i rozłożył swój skromny bagaż na ziemi. Następnie usiadł i wpatrzony w niebo przez dziurę w drewnianym dachu oddychał głęboko świeżym, górskim powietrzem. Gdyby był kapłanem lub choć w drobnym stopniu znał się na gwiazdach, zapewne mógłby z nich wyczytać, czego może się spodziewać z niebios w najbliższych dniach. Nie posiadł jednakże nigdy takiej wiedzy, toteż mógł tylko podziwiać piękno świetlików na czarnym niebie.
Obudziła go chłodna kropla spływająca mu po policzku. Otworzył wolno oczy. Przez noc strasznie się ochłodziło. Nie to jednak wprawiło go w osłupienie. Zaraz potem poczuł następną kroplę spływającą mu z czoła. Śnieg. Zaczął pruszyć drobny śnieg. Im dłużej siedział, tym większy odczówał chłód i głód. Wstał, odszukał w zapasach dużego suchara, przełamał go na pół i zjadł część, resztę zostawiając na później.
"- Widać człowiek zawsze musi mieć pod górkę". - pomyślał zbierając bagaże. Zabrał jeszcze kilka znalezionych, suchych łuczyw drewna i coś co na pozór przypominało siano.
Wspinaczka przedłużała się. Celius zastanawiał się nawet czy nie zrezygnować. Już za długo nie było go nad morzem. Prawdopodobnie nie ma już nawet kogo ratować... Takie czarne myśli coraz częściej pojawiały się w jego głowie. Im dalej i wyżej się piął tym gorsze tworzył wizje zniszczeń w rodzimej osadzie.
Ostatni odcinek drogi postanowił sobie skrócić idąc od bardziej stromego zbocza. Nie wiedział czy słusznie postąpił, ale w takich momentach człowiek marzy tylko o krótszych szlakach. Od szczytu dzieliło go już tylko pięć, może sześć metrów. Ręce zaczynały mu już kostnieć z zimna. Na policzkach pojawiły się wypieki. Jeszcze tylko metr. Pół. Centymetry. Sino biała ręka chwyciła się kamienia. Zza niego wyłoniła się chuda postać. Dotarł. Ledwie stanął, a już leżał z powrotem na ziemi. Oto co taka wspinaczka bez zabezpieczeń może uczynić nawet z silnym człowiekiem. Teraz liczyło się to, że mógł chwilę odsapnąć...








*Aar - hipotetyczne imię nadawane ludziom na cześć jednego z bogów
**z rozległych łąk - łąki na przedgórzu Gór Kocich




Od autora: Dziękuję za przeczytanie artykułu i mam nadzieję, że się podobało :). Opowiadanie jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwa do innych artykułów, imion etc. jest przypadkowe.
Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Daniel January von Tauer-Krak, 28.03.2015 r. o 12:48:28
Do autora, mógłbyś jeszcze zamieścić link do poprzednich części ?
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Persywald Moncki, 28.03.2015 r. o 12:53:37
Jak mi się uda i nic przy okazji nie zwalę to pewnie ;)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Adam Jerzy Piastowski, 28.03.2015 r. o 12:57:03
Opowiadanie ciekawe i dobrze napisane. Podobnie jak poprzednie części czytało się miło i szybko :)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Rihanna Aureliuš-Sedrovski, 28.03.2015 r. o 14:06:56
Jestem dumna z mojego współpracownika <3 Informuję, że nowy Spisek już przed świętami!
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Persywald Moncki, 28.03.2015 r. o 15:11:56
Coś nie mogę zamieścić linków do poprzednich części...
http://www.sarmacja.org/artykul/pokaz/7304/10. Pierwsza
http://www.sarmacja.org/artykul/pokaz/7325/3. Druga
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Persywald Moncki, 28.03.2015 r. o 15:12:39
Dzięki za wszystkie słowa wsparcia ;)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Fryderyk von Hohenzollern, 28.03.2015 r. o 19:21:46
Ciekawe opowiadanie muszę przyznać.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Persywald Moncki, 29.03.2015 r. o 10:10:16
Cieszę się, że się podoba :)
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany