6206. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
203. dzień panowania Piotra III Łukasza
Gazeta Teutońska, Vladimir ik Lihtenštán, 07.12.2014 r. o 12:36:51, tantiemy: 1 648.00 lt
Opowieści paralelne
Seria wydawnicza: Sztuka Apollina
VORWORT VOM SCHRIFTSTELLER

"Opowieści paralelne" to dwie historie dziejące się równoległe do siebie. Pragnę zaznaczyć, że opowiadanie jest całkowicie wyssane z palce i reprezentuje mój osobisty stosunek do Świąt.


OPOWIESCI PARALELNE

Opowieść pierwsza
W
Grodzisku, jednej z największych metropolii mikroświata wszystko było już gotowe na nadejście Świąt. Sklepowe witryny zostały przybrane na zielono, złoto i czerwono, ludzie wychodzili z centrów handlowych z ogromnymi, kolorowymi pakunkami. Wszystkie domy, urzędy, wille arystokratów... wszędzie oczekiwano Świąt. Tylko jeden pałac w stolicy nie został udekorowany. Pałac na ulicy Unisława, należący do księcia- seniora Helwetyka Romańskiego.

Mówili abdykuj, będziesz miał mniej roboty. Tiaa - myślał rozczarowany wypełniając papiery leżące na biurku. Żadnego dziękuję za mój trud i wykład w budowanie tego kraju! Tylko masz, zrób to... Czy Wasza Wysokość może to załatwić.... Pierdu, pierdu!

Helwetyk wstał od okna i spojrzał na ulicę dzielnicy willowej, gdzie swoje rezydencje posiadali najprzedniejsi arystokraci. A ci znowu będą czekać na konfitury... przynajmniej teraz to Tomasz będzie musiał przebrać się za czerwonego i biegać o pałacach, by kłaść pod choinkami tych darmozjadów słoiki. Nagle Książę- senior wpadł na genialny plan.



H
elwetyk w przebraniu św. Mikołaja pokonywał kolejne pałace arystokratów. Kostium upijał go nieco w okolicach pasa i ud. Starzeję się - pomyślał. Jego worek, początkowo pusty, wypełniał się kolejnymi słoiczkami konfitur wszelkiej maści i rodzaju - markizowe, diukowe, hrabiowskie, baronowe etc. etc. Został mu już ostatni pałac, należący do Naczelnego Architekta Sarmacji.

Z trudem przecisnął się przez wąski komin i wpadł do przestronnego salonu. Wysoka choinka udekorowana podobiznami książąt była tak rozłożysta, że nie mógł w półmroku poznać, czy już coś się pod nią znajduje. Zobaczył jednak, że na porcelanowym talerzyku stojącym na etażerce w stylu empire zostały tylko okruchy. Tomasz już tutaj był - przemknęło przez myśl Helwetykowi.

Zanurzył się pod konarami choinki, wrzucał brutalnie kolejne słoiki do swojego worka, aż tu nagle posłyszał czyjś głos.

- Czy to Wasza Książęca Mość? - zapytał diuk Avril.
- Oczywiście - odpowiedział Helwetyk starając się jak najlepiej naśladować głos księcia, jednocześnie przesuwając się za rozłożystą choinkę.
- Powiedz mi, co dostałem! - podniecony i natrętny głos diuka zbliżył się do choinki.
- Hohohohoho, nie mogę, taka jest tradycja. Odpakujesz swoją konfiturkę jutro rano, a teraz idź spać - polecił.
- Hmmm... szkoda, teraz nie będę mógł zasnąć.
- Idź spać, mój diuku.

Avril powłócząc nogami wyszedł z salonu. Helwetyk tymczasem szybko uciekł przez komin.



N
astępnego dnia po Wigilii w całym Grodzisku dało się słyszeć krzyk rozpaczy i zawodu. Arystokraci uzbrojeni w widły i pochodnie ruszyli na książęcy pałac, żądając albo głowy księcia Tomasza, albo konfitur. Książę- senior Helwetyk przyglądał się tym zamieszkom z uśmiechem zadowolenia na twarzy.
Opowieść druga
D
iuk Kwazi spoglądał z posępną miną na zaśnieżone ulice Srebrnego Rogu. Wysoka wieżka Rathausu umożliwiała obserwowanie rozległego Cesarskiego Miasta. Dachy domów pokryte były białą, puchową pierzynką, z okapów zwisały błyszczące sople, w wąskich uliczkach biegały wesołe dzieci opatulone kożuszkami i szaliczkami dzierganymi przez troskliwe, teutońskie babcie. Dorośli witali się serdecznie i wręczali sobie małe flaszeczki najprzedniejszej whisky, zgodnie z prastarym zwyczajem. Tylko w gotyckim Rathausie nie wyczuwało się tej ogólnej wesołości.

Jak ja nienawidzę Świąt! - pomyślał diuk. Z grymasem na twarzy odwrócił się od okna i zasiadł za dębowym biurkiem. Splótł palce i zaczął dumać.

Świeca na biurku zapełgała, jakby sam ogień przeraził się wszechogarniającego chłodu.



S
ławomir biegł przez uliczki Srebrnego Rogu do Rathausu. W okienkach wesoło paliły się światła, w mroźnym powietrzu unosił się słodki zapach pieczonej gęsi ze śliwkami. Ludzie śmiali się, głośno rozmawiali, a co najważniejsze, było im ciepło. Teutończyk wezwany przez Kwaziego musiał się stawić niezwłocznie w wieży. Niestety w Wigilię stangreci odmówili swych usług, więc biedny Sławomir musiał pieszo pokonywać zaśnieżone zaułki, coraz szczelniej obwijając się swoim płaszczem. Gdy nareszcie stanął u wrót Rathausu ucieszył się, że przywita go ciepło kominka. Niestety wewnątrz panował chłód, dotkliwszy niż na zewnątrz. To tak, oszczędność to podstawa - pomyślał z goryczą o diuku.

Gdy pokonał wijące się w górę, kamienne schody, bez najmniejszych ceremonii wszedł do środka.

- Czy już wszystko gotowe? - zapytał go suchy głos mera.
- Wesołych Świąt - odpowiedział mu Sławek ze złością. - Tak, wszystko gotowe - dodał.
- Czy prosarmaccy arystokraci...
- Tak, zostali uciszeni - wszedł mu w słowo.
- Wybornie.



W
swoim pałacu w Abvienolheim Vladimir nie mógł spędzić Świąt tak, jak zwykle, czyli przy wyśmienitej gęsi i buteleczce whisky, bo był związany, podobnie jak wielu innych arystokratów w Teutonii.



N
astępnego dnia po Wigilii Teutonia nie była już tą samą Teutonią, co przedtem. Na niemal wszystkich drzwiach przybito ten sam manifest, manifest secesji i odrodzenia Cesarstwa. Renovatio Imperii Teutonorum", taki nosił tytuł.

Cesarzem ogłoszono Mateusza Wilhelma, a diuk Kwazi przejął skromny urząd Lorda Protektora. Niektórzy sądzili, że był to tylko żart słynącego z poczucia humoru mera Srebrnego Rogu.

- A co, jeśli to był zły pomysł? - zapytał nowy cesarzy.
- To wrócimy do Sarmacji - odpowiedział Kwazi.
- Ale, czy to będzie dobrze widziane?
- Oj, Wandystan przychodził i odchodził. My też możemy. Dodatkowo secesja to wyśmienity prezent dla Grodziska.
Morał
K
anclerz Sarmacji nagle podniosła głowę znad biurka. Jakaś kartka papierku przykleiła się jej do policzka. Zbliżały się wybory, nieprzerwanie pracowała nad programem swojej partii.

- O k**wa, następnym razem idę spać przed 22... i już nie piję w czasie pracy.



J
aki więc morał płynie z tych opowieści? Po pierwsze, nie wolno się przepracowywać i pić za dużo. Po drugie, Teutonia to kraj z pięknymi tradycjami świątecznymi. Po trzecie, gdy arystokracji nie dostarcza się regularnie konfitur, stają się albo leniwi, albo źli. Po czwarte, Sarmacja to matka przebaczająca swym dzieciom.
Dotacje
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Karolina Aleksandra, 07.12.2014 r. o 16:42:37
Quote:
i już nie piję w czasie pracy.

To jak ja przetrwam w KS? o.O
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Marek von Thorn-Chojnacki, 07.12.2014 r. o 17:24:41
Fajne, jednak zawsze pic trzeba.
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany