6204. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
201. dzień panowania Piotra III Łukasza
Gazeta Teutońska, Vladimir ik Lihtenštán, 26.08.2014 r. o 08:11:19, tantiemy: 5 173.00 lt
Gra o tron - historia prawdziwa
Seria wydawnicza: Sztuka Apollina
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
ZJ11mz6Y.png
VORWORT
Chciałbym przedstawić w "Gazecie Teutońskiej" opowiadanie, które związane jest z serią konkursów organizowanych przez Lady Koadiutor Królestwa Teutonii. Osobiście zachęcam do wzięcia udziału i puszczenia swojej fantazji całkowicie luzem. Dodam jeszcze, że wszystko, co jest przedstawione w tym opowiadaniu stanowi od początku do końca fikcję literacką. Życzę miłej lektury.


"Gra o tron - historia prawdziwa"

G
oście z całej Sarmacji tłumnie zjechali do Złotego Grodu na koronację Mateusza Wilhelma, króla- elekta Teutonii.
Przybyli Baridajczycy, Sclavińczycy, nie zabrakło nawet Gellończyków. W ten dzień odłożono jednak narodowe antagonizmy na bok, bo i ceremonia była podniosła.
Książę Helwety Romański usiadł obok diuka Krzysztofa Kwaziego. Wspólnie obserwowali barwny rytuał, któremu przewodził Vladimir ubrany w długi, czarny płaszcz haftowany złotą nicią w symbole, których znaczenie odczytać mogli jedynie wtajemniczeni z Loży. Król- elekt wchodził właśnie powoli i dumnie na dywan w teutońską szachownicę w błękitnym płaszczu podbitym
uH7i9JHR.png
gronostajami. Oczy zawieszone wysoko jakby nie zwracały najmniejszej uwagi na otoczenie. Cały pogrążony był we własnej chwale.

- Z pewnością jesteś szczęśliwy, że na tronie twoich praojców zasiada kość z twojej kości i krew z twojej krwi – odezwał się Helwetyk.
- A ty pewnie nie możesz ścierpieć, że nie jest to Vladimir? – zapytał Kwazi.

Umilkli. Król- elekt doszedł do ołtarza, padł na kolana, a wielki mistrz rozpoczął pierwszą część rytuału.

- Wiesz, że Ród Wężów jest najpotężniejszym w Sarmacji. To, czy Vladimir zasiadałby na tronie prowincji, czy też nie, mało mogłoby zmienić – odpowiedział książę.
- Czy nie jest to czasem świadectwo pychy? – zapytał Kwazi.

Ponownie umilkli. Vladimir powoli krzątał się przed ołtarzem, wydawał się całkowicie spokojny i pogodzony z faktem, że to nie on jest przybrany w błękitny płaszcz.


W
Senacie Królestwa Teutonii wrzało niczym w ulu. Elekcja i opróżnienie tronu zwabiła kwiat szlachty i arystokracji teutońskiej do Srebrnego Rogu. Po zgłoszeniu się tylko dwóch kandydatów: Vladimira Iwanowicza von Lichtensteina i Mateusza Teutończyka, doszło do prawdziwego rozłamu.
W przerwach pomiędzy obradami elektorzy chodzili po korytarzach historycznego gmachu z twarzami napiętymi, rozczochranymi czuprynami i oczyma, które zdradzały ciężkie położenie. Nie mieli pojęcia, komu oddać głos, przy jakim monarsze będzie im lepiej. Jedynie pretendenci byli spokojni. Mijając się z delikatnym stukaniem lasek w marmur kłaniali się sobie wzajemnie, wymieniali krótkie pozdrowienia, a podczas obrad zgromadzenia zachwalali przymioty rywala.

To była jednak tylko fasada. Zarówno Vladimir, jak i Mateusz starali się przeciągać elektorów na swoją stronę. Kupczyli urzędami, obiecywali
XsL0w2RW.jpg
ziemię, pieniądze i godności lordowskie, a elektorzy skupiali się raz przy jednym, raz przy drugim pretendencie w nadziei otrzymania bogatszych obietnic.

- Mój panie – odezwał się sługa Vladimira szeptem.
- Tak – przyjął go z pełną godnością kiwając w tym samym czasie Janowi via Teutończykowi.
- Mer Srebrnego Rogu z całą pewnością poprze barona – wyszeptał sługa.
- Jako to? Myślałem, że już go kupiliśmy? – zdziwił się hrabia.
- Baron obiecał mu szeroką autonomię, niemal chce oddać mu miasto na własność.
- Głupiec… - nie dokończył.

W drzwiach sali głosowań pojawiła się smukłą postać pani Marszałek, która zwołała elektorów na głosowanie. Vladimir doskonale wiedział, że nie kupił jej głosu. Rihanna za bardzo kochała swój urząd lady koadiutor, a Vladimir nigdy nie był fanem oddawania władzy w ręce kobiet.


K
oronacja trwała. Ceremoniał się przeciągał, choć miał w sobie coś magicznego, majestatycznego. Dymy kadzidła, pieśni, chóry. Nie było chyba w ogromnej sali audiencyjnej dawnych nowoteutońskich królów nikogo, kto nie zostałby oczarowany rytuałem.

- Wszyscy wiemy doskonale, że Vladimir miał ogromne szanse na zostanie królem – odezwał się Helwety. – Musiało wydarzyć się coś, co zmusiło go do wycofania kandydatury – stwierdził.
- Myślisz, że ja wiem o wszystkim? – zapytał diuk.
- A nie?

Helwety był przekonany, że Kwazi wie o czymś, co sprawiło, że Vladimir przestał ubiegać się o koronę. Tylko co to takiego było?


P
ierwsze głosowanie elektorów zaskoczyło wszystkich. Remis! Zgromadzenie nie wybrało króla! Vladimir był wściekły, podobnie, jak Mateusz, jednak żaden z nich tego nie okazywał. Pokornie przyjęli wynik i wiadomość o tym, że marszałek zarządziła drugą turę. Rywale myśleli tylko o tym, czym by tutaj jeszcze przekupić elektorów. Nie było to niestety proste. Co można dać bogatemu? Pieniądze? Urzędy? Zaszczyty? Oni to już posiadają. Jedyne co przyszło Vladimirowi do głowy to uruchomić siatkę, z której nie lubił korzystać, bo jej działania zawsze były długie, ale z drugiej strony, zawsze skuteczne.

- Wyjdź tylnymi drzwiami – polecił hrabia swojemu wiernemu słudze. – I przekaż natychmiast przedstawicielowi Loży, że czas zrobić porządek. Ja będę zwlekał z wyborem tak długo, jak to możliwe – poinstruował go, a sługa spiesznie wyszedł.
VQ800F3s.jpg
Elektorzy powstawali z ław i zaczęli kierować się ku wyjściu, by udać się do specjalnie dla nich przygotowanych komnat. Podobnie, jak to ma miejsce w Rotrii podczas konklawe, teutońscy wybrańcy, na barkach których spoczywa obowiązek elekcji, również nie mogą opuszczać gmachu Senatu, jak kardynałowie kaplicy, dopóki wybór nie zostanie przeprowadzony.

Hrabia powstał ze swojego miejsca jako ostatni. Poszedł powoli do swojej skromnej kwatery. Zaskoczył się, gdy zobaczył, że jakaś postać stoi przed drzwiami. Poznał tego pachołka, to był sługa barona Mateusza.

- Wybacz panie, że cię niepokoję – zwrócił się do hrabiego w głębokim ukłonie. – Ale mój pan przysyła mnie, bym przekazał ci od niego zaproszenie na wspólną kolację.

Vladimir zastanowił się przez chwilę. Wspólna kolacja? Najchętniej by odmówił, że tuż obok niego przechodził mer Srebrnego Rogu, który całą sytuację oglądał z wielkim zainteresowaniem. Nie wypadało hrabiemu okazać ignorancji, bądź niegrzeczności w oczach elektora.

- Z przyjemnością przyjmuję zaproszenie – odezwał się z uśmiechem. – Pozwól mi tylko się przygotować.

Vladimira wszedł do swojego pokoju. Z szufladki wyjął cienki sztylet. Nigdy nie wiadomo, o co może chodzić baronowi, a przezorny zawsze ubezpieczony.


K
oronacja dobiegała już końca. Dźwięczny, delikatny głos wielkiego mistrza obwieścił zebranym:

- Wir haben den König! Áen iv’hati ŭrn Kong!

Wszyscy powstali, by uczcić nowego monarchę. Mateusz Wilhelm wygłosił następnie przysięgę wierności, którą odebrał książę Tomasz Ivo Hugo, a później goście padli na kolana przed nowym królem oraz suwerenem Teutonii i księciem Sarmacji.

- Nadal nie chcesz mi powiedzieć, jak to było naprawdę? Wiesz, że prędzej, czy później sam się dowiem – wyszeptał Helwetyk.
- Czy myślisz, że nawet jeśli do czegoś doszło, to ja maczałem w tym palce? – zapytał diuk.
- Tak.
- W takim razie się mylisz. Należę do Loży i jestem winien wierność mistrzowi, Mateusz to mój syn. Nie byłbym w stanie skrzywdzić przyjaciela na korzyść syna, ani zdradzić syna dla przyjaciela – powiedział.
- Syn to nie przyjaciel, dla każdego ojca syn będzie znaczył więcej niż najwierniejszy przyjaciel – Helwety spojrzał w oczy Kwaziego, a on nie potrafił z nich niczego wyczytać.


G
dy tylko Vladimir wszedł do komnaty zajmowanej przez barona, domyślił się, że to wszystko było zmyślną zasadzką. Cóż, spodziewał się tego.

Drzwi za nim zamknięto i stanął przed nimi barczysty osiłek, Mateusza otaczało dwóch innych siłaczy.

- Usiądź, proszę – przywitał go Mateusz.

Vladimir nie miał wyboru. Zasiadł na krześle na środku izby. Baron zajął miejsce naprzeciwko niego.
56Zs3X72.jpg
- Wybacz, hrabio, że w takich sposób zwabiłem cię do mnie i przyjmuję cię w takich warunkach i przy udziale takich sług, ale wiesz, jakoś musiałem to zorganizować.
- Jak przemyciłeś tych almerskich rzezańców, gdyby Rihanna się…
- Rihanna wie o wszystkim. Wie, że nie odbiorę jej tytułu lady – wtrącił baron. – Ale koniec z tymi pogaduszkami. Spotkaliśmy się tutaj, by omówić kwestię elekcji i twoich knowań.

Baron klasnął w dłonie. Z ciemnego kąta jeden z opryszków wyciągnął związanego sługę Vladimira.

- Oj, pani marszałek nie byłaby zadowolona – rzekł Mateusz gładząc swoją brodę.

Hrabia był przerażony. Z drugiej strony ten pachołek o niczym nie wiedział, miał tylko przekazać informację dalej, ale nie znał jej sensu.

- Przyznaję się, że złamałem zasadę, ale powiedz mi, baronie, kto tutaj tego nie robi? – zapytał niewinnie Vladimir.
- My jednak wiemy, po co go wysłałeś – wtrącił znajomy hrabiemu głos. – Chciałeś uruchomić machinę Loży, zastraszyć, bądź przekupić elektorów dla własnej korzyści. – Zza pleców wielkiego mistrza wychylił się diuk Kwazi.
- Zdradziłeś tajemnice Loży profanowi? – zapytał z oburzeniem Vladimir. – Zdrajca! – zakrzyknął.
- Nie bulwersuj się – powiedział łagodnie Mateusz. – Mamy dla ciebie propozycję, hrabio – powiedział. – Wycofasz się z elekcji, a my nie ujawnimy nic o twoich konszachtach z Bialenią, rozgrywkach w Rotrii, Orientyce i Nordacie. Będziesz mógł nadal spokojnie żyć, tylko tym razem pod moim berłem – zakończył baron i spojrzał prosto w oczy hrabiego.
- I ja mam się zgodzić? – zapytał oburzony i oszołomiony.
- A masz inne wyjście? Wiemy, że Loża chce zaszkodzić Sarmacji – powiedział Kwazi.
- A czy wiecie, dlaczego? Już czas, by Teutonia zrzuciła jarzmo… - nie skończył.
- Nie ma żadnego jarzma – powiedział baron. – Zawsze wolałeś działać niczym żmija, z zaskoczenia i po kryjomu. Ja będę działał otwarcie – dodał. – Jeśli się nie wycofasz, wszystkie tajemnice ujrzą światło dzienne. Mój ojciec ma stosowane dowody, które wystarczą, by skazać cię na dożywotnią banicję, by odjąć ci wszystkie godności i ziemie. Będziesz nikim. Masz do wyboru, odpuścić, hrabiego; albo nie, a wtedy nie nacieszysz się koroną – podsumował Mateusz.

Vladimir złapał się za głowę. Po kilkunastu minutach wyszedł z komnaty Mateusza, by następnego dnia przed obliczem elektorów wycofać się z elekcji.


K
oronacja dobiegła końca. Nowy król zasiadł na tronie, pospiesznie uprzątnięto lożowe artefakty, a zabawa trwała w najlepsze. Goście jedli, pili i tańczyli do muzyki wytwornej kapeli. Jedyny tylko Vladimir nie miał chęci na zabawę. Co prawda uśmiechał się, kiwał głową arystokratom i szlachcie, książętom i lordom, ale w duszy trawiła go zemsta. Spojrzał na podwyższenie, gdzie z tronu wszystkiemu przypatrywał się Mateusz Wilhelm, później potoczył wzrokiem ku diukowi Kwaziemu, który wesoło rozmawiał z wicehrabiną Rihanną.

- Któregoś dnia, gdy nadejdzie odpowiednia chwila, będę patrzył na wasz upadek, który to ja na was sprowadzę. Przysięgam to sobie – wyszeptał popijając swoje słowa szampanem.
Dotacje
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Rihanna Aureliuš-Sedrovski, 26.08.2014 r. o 08:22:28
No, no ;d Ja się tylko mogłam domyślać . . . Opowiadanie zacne!
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Vladimir ik Lihtenštán.
Karolina Aleksandra, 26.08.2014 r. o 11:29:23
Quote:
- Syn to nie przyjaciel, dla każdego ojca syn będzie znaczył więcej niż najwierniejszy przyjaciel – Helwety spojrzał w oczy Kwaziego, a on nie potrafił z nich niczego wyczytać.

Moment, w którym się wzruszyłam. Ale tak serio-serio. Dawno nie miałam tego uczucia przy czytaniu opowiadań z mikroświata...
odpowiedz
Mateusz Wilhelm, 26.08.2014 r. o 12:05:24
I nikt nie zginął
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Roland Heach-Romański.
Marek von Thorn-Chojnacki, 26.08.2014 r. o 18:55:14
Ładne, fajnie siE czyta
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Vladimir ik Lihtenštán.
Roland Heach-Romański, 27.08.2014 r. o 15:20:12
Zacna ekspresja myśli kreatywności i konstrukcjonizmu!
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Tomasz Liberi, 27.08.2014 r. o 22:40:57
Elegancko się czyta
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany