6207. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
204. dzień panowania Piotra III Łukasza
Gazeta Teutońska, Roland Heach-Romański, 22.09.2013 r. o 13:27:38, tantiemy: 5 033.00 lt
[KONKURS MDN] Więzienna rzeczywistość cz. 5.
Seria wydawnicza: Więzienna rzeczywistość
1N8jD71K.png
Rozdział V
Dzisiaj podadzą nas na tacy...


Nigdy nie zapomnę tej roześmianej twarzy, rozmarzonych oczu wpatrzonych we mnie w każdym momencie naszej rozmowy. Nigdy też nie zapomnę tej wielkiej złości, jaką czułem, kiedy ją obejmował. Mój szaroniebieski strój był bardzo pobrudzony, włosy lekko zawilgocone od potu. Sala widzeń była dość obszerna. Na długość miała około dwudziestu metrów, na szerokość, oczywiście z perspektywy więźnia, być może niecałe trzy. Wzdłuż rozdzielającej pomieszczenie na dwie części ściany luster rozmieszczone były kabiny do rozmów. Centralnie wbudowano pancerne okno, z grubego, zbrojonego szkła, tak by nie można go było ani pobić, ani przestrzelić. Miało zapewnić całkowite bezpieczeństwo tym z zewnątrz. W konsekwencji jednak miało też skutecznie izolować, blokować dotyk bliskich. Od okna odchodził parapet, na nim wyżłobiona była wnęka na słuchawkę. Tylko w ten sposób można było rozmawiać z osobą po drugiej stronie. Ograniczenie bliskości do minimum. Tu wszystko miało Cię psychicznie złamać. By stwarzać pozory swoistej prywatności po bokach wzniesiono dwie ścianki z dykty, oklejone białą papeterią. Do tego wszystkiego stalowe krzesło, bez pokrowców, takie samo jak w pokoju przesłuchań.
areszt_ledczy_w_nowej_soli_20121207_1051613431.jpg

Nie ukrywam, że usiadłem na nim bardzo zawstydzony i zaskoczony widokiem po drugiej stronie. Gdy Ivette mnie ujrzała oczy jej zrobiły się większe, twarz jakby zbladła. Dolna warga drżała jej. Nie jestem wstanie ocenić jak wyglądała moja twarz. Posiniaczona, z rozciętym łukiem brwiowym, zresztą zszytym bardzo porządnie jak na więzienne warunki. Domyślałem się, że jestem cały opuchnięty i w większej części moja skóra ma kolor siny, przechodzący w żółty. Zdawałem sobie sprawę z tego, że białka oczu nachodziły mi krwią, że na szyi znać było jeszcze długie rysy od podeszwy buta. Stojący do tej pory kilka kroków dalej Mirosław podszedł nieco bliżej.

- Roladziu – podjęła Ivette, sięgając po słuchawkę jedną ze swych ślicznych dłoni. - Co oni Ci...

- Nic takiego – przerwałem jej – zagoi się szybciej niż myślisz. Nie bój się. To już nawet nie boli.

Bardzo starałem się w tamtym momencie ukryć zwyczajowe pojękiwanie i posykiwanie, jakie wplatałem w każdą swoją rozmowę. Nie miałem zamiaru pokazać, że słowa, które powiedziałem to tylko i wyłącznie tandetne pocieszacze.

- Tak się bałam. Nie spałam już chyba od tygodnia, odkąd zniknąłeś, odkąd nie wiedziałam co się działo. Czemu nie powiedziałeś nic? Czemu nie dałeś choćby cienia wyjaśnienia?

- Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Jak myślisz, ryzykowałbym to, że stać może się coś Tobie lub naszym dzieciom? Myślisz, że było mi łatwo opuścić was, odjechać daleko, bez słowa, bez listu...

- Lepiej śpisz? - głos Iv nabierał coraz to bardziej złowieszczego brzmienia. Znałem to brzmienie. - Nie śpię już od niepamiętnych czasów. Każdą noc spędzam przy oknie, w oczekiwaniu, że dasz znak, że żyjesz i wyjaśnisz, czemu do cholery cię ze mną nie ma – uniosła się oparta ramieniem o parapet. - Jak mogłeś okazać się tak nieodpowiedzialny?!

Mir wyraźnie coś powiedział jej, ale ja widziałem tylko bujające się czarne loki, trzęsące się ręce, pełne ognia i żalu oczy. Zrezygnowana opadła w końcu na krzesło. Brat mój postąpił kilka dodatkowych kroków w przód i położył jej rękę na ramieniu. Ivette zasępiając się w podłogę, nakryła jego dłoń własną, zwróciła oczy w jego stronę. On zapewne powiedział, że nie zrobiłem tego celowo, że chciałem ją ochronić, że to dla jej dobra, że nie warto się złościć i gniewać. Ona chciała zapewne mu podziękować, powiedzieć, że wie, ale ją to przerasta. Mimo tej świadomości widok ten wydał mi się bardzo... bolesny. Jak bardzo stałem się wówczas egoistyczny? Nie mnie oceniać. W tamtym jednak momencie poczułem, że tak naprawdę nie jestem im już potrzebny. Uczucie to było o tyle dziwne, że oparte tylko na tym jednym, przyjacielskim geście. W końcu przyłożyła słuchawkę z powrotem do ucha.

- Tłumacz się.

- Nie ma czego tłumaczyć – rzuciłem nad podziw sucho i beznamiętnie. - Nie każdemu podobało się to co robiłem. Nie każdemu widziała się solidarność teuończyka z wandejczykiem, nawet jeśli to solidarność w słusznej sprawie. Ego prefektów zostało naruszone, ale cel mój osiągnięty, więc jestem szczęśliwy.

- A ja? - zapytała łamiącym się głosem. - O mnie nie pomyślałeś? Nie przyszło ci do głowy, że umrę z żalu? Byliśmy zawsze blisko, zawsze mówiłeś mi o swoich problemach, a teraz... Ja nie wiem nic o Tobie! Widziałeś siebie w lustrze? Nasza córka wystraszyłaby się ciebie. Co będzie jak straci Cię?

Milczałem dłuższą chwilę.

- Mam twoje zdjęcie. Nie zabrali mi go. Myślę o tobie każdego dnia, każdej nocy. Zastanawiam się, czy zrozumiesz kiedyś dlaczego zrobiłem tak, a nie inaczej. Wiele wyjaśniłem ci w liście...

- Liście?! - z jej oczu odczytałem, że jest szczerze zaskoczona. - Jakim liście?! Nie dostałam żadnego...

- Nadałem list. Obszerny, kilkustronicowy. Napisałem gdzie jestem, dlaczego i co masz robić. Napisałem, że Mir obiecał się tobą zaopiekować. Napisałem ci jak bardzo cię kocham.

- List... - popatrzyła na Mira z wrogością. Wstała bez słowa i wyszła.
IMG_5804.jpg

Nie zazdrościłem tego dnia Paulusowi. Czekała go mordercza batalia o przetrwanie. Mir wzruszył ramionami. Chciał podejść do słuchawki, by zamienić kilka słów. Wał jednak był szybszy od niego i oznajmił mi, że na tym zakończy się dzisiejsze moje widzenie. Nigdy nie zapomnę tej roześmianej twarzy, rozmarzonych oczu wpatrzonych we mnie w każdym momencie naszej rozmowy. Nigdy też nie zapomnę tej wielkiej złości, jaką czułem, kiedy ją obejmował. Mój szaroniebieski strój był bardzo pobrudzony, włosy lekko zawilgocone od potu.
***

Na stołówce było gwarno. Powietrze robiło się ciężkie od pary buchającej z kotłów i talerzy. Wały stały na podwyższeniu, obwieszeni bronią po samiutkie zęby. Szare blaty stołów mieniły się refleksami kilkunastu odcieni światła. Lampy były tu dość duże i świeciły w miarę jasno. W odległym zakamarku sali odnalazłem towarzysza Lepkiego. Przeciskając się między tłumem spoconych facetów, starałem się jak mogłem by nie wywrócić tacki z jedzeniem. Tytus Aurelisz jak zwykle nie jadł obiadu. Siedzący obok niego Henryk Leszczyński jak zawsze pobierał haracz za zapewnienie bezpieczeństwa w postaci odstąpienia własnej porcji obiadu. Może gdyby Tytus wykazywał większą inwencję i byłby bardziej... urodziwy, może wówczas nie musiałby głodować, by móc bezpiecznie wziąć rano prysznic i czuć się w miarę swobodnie będąc na spacerniaku.

Chłopaki z Ciuad de Bravo siedzieli przy własnym stoliku. Jakże mnie to zaskoczyło, kiedy przechodząc obok nich ktoś wbił mi widelec w udo. Jęknąłem i podskoczyłem do góry, rzucając wymownym spojrzeniem „pojebało cię?!”. Róni szczerzył zębiszcze w rechocie dumy. Południowcy w więzieniu byli jak zawsze uwaleni, ujarani i nabywali skłonności kanibalistyczne. Nie dalej jak wczoraj, też przy okazji obiadu Paulina opowiadała mi, że podobno jeden drugiemu odgryzł ucho, bo uznał, że tak będzie zajebiściej. Zajebistość była i jest ważną sprawą w życiu każdego południowca, ale no dajcie spokój, bez przesady. Podobno pewien almerczyk próbował odgryźć członka południowcowi, którzy zastał go w pozycji klęczącej pod prysznicem (do dzisiaj zastanawiam się jak można właśnie w ten sposób myć kolana). Cóż za niesmaczna kopipasta, choć z drugiej strony niezwykle modna. Wyjąłem widelec z uda i rzuciłem nim beznamiętnie w stronię Róniego. Doprawdy nie sądziłem, że trafię go tak precyzyjnie w oko. Nie sądziłem też, że zareaguje on na to śmiechem.

W końcu po długiej mordędze dotarłem do stolika towarzysza Lepkiego. Miał smutny wyraz twarzy, wyraźnie myślał o czymś co mogłoby okazać się smutną wieścią. Dosiadłem się w milczeniu. Przy stoliku siedziała jeszcze Paulina. W końcu miałem okazję spotkać się z matką twarzą w twarz.

- Wypierdalać! - w końcu odważyłem się zacząć rozmowę.

- Wypierdalać! - odpowiedziała moja matka. Lepki nadal zasępiony bawił się imitacją obiadu.

- Co mu jest? - zapytałem.

- Towarzysz Lepki dowiedział się dzisiaj, że Gau wyszedł z paki. Boimy się, że Radziecki nie wytrzyma bez niego długo i zrobi coś głupiego, dajmy na to, powie ci dzień dobry. Nawet nie wiesz, Roland, jak bardzo głębokie uczucie łączy tych dwóch starych wygów. Czy wiesz, że uprawiali oni miłość czystą i piękną w każdej celi tego budynku?

- Teraz już wiem. Ale nie dalej jak wczoraj powiedziałaś mi, że ty byś się brzydziła tu nawet rączką zrobić swoje, bo nie wiadomo, czy zarazki chorób wenerycznych nie unoszą się w powietrzu.

- Radziecki ma to w dupie, zresztą jak zasadniczą większość tych konwenansów.

- Zgaduję, że najczęściej miał tam Gaua?

Lepki postukał palcem w blat stołu. Dokładnie wiedziałem czego szukać. Nagle przy stoliku zamawiaków zrobiło się głośno. Powstało wielkie zamieszanie. Nie bardzo wiedziałem o co może chodzić. Lepki wybałuszył oczy. Podniósł się z ławki i patrząc daleko w stronę stolika „hotelarzy” zaczął powoli podchodzić bliżej.

Na stołówce było gwarno. Powietrze robiło się ciężkie od pary buchającej z kotłów i talerzy. Wały stały na podwyższeniu, obwieszeni bronią po samiutkie zęby. Szare blaty stołów mieniły się refleksami kilkunastu odcieni światła. Lampy były tu dość duże i świeciły w miarę jasno. Radziecki właśnie właził na stolik by zacząć tańczyć. Nie wiadomo dlaczego poczuł takie pragnienie, ale w ślad za nim poszli pozostali zamawiacy i już po kilku dosłownie sekundach cała ta zgraja bawiła się w najlepsze skupiając całą uwagę na sobie. Lepki z zaskoczeniem obserwował reakcję Pauliny. Ta zaś uśmiechnęła się tylko i powiedziała.

- Spokojnie towarzyszu, on tak zawsze. Widocznie dzisiaj postanowił zniszczyć więzienny stolik, zresztą nie pierwszy raz.

- Ehhh... - westchnął Psor wracając na swoje miejsce. - Co to siedliszcze monarchizmu robi z porządnymi wandejczykami. Gdzie podział się stary dobry taniec na golasa, szczególnie, że wlazł na stół.

- Ale coś tam się dzieje! - dodałem.

Radziecki złapał się mocno za gardło. Oczy jego stawały się jakby większe, twarz najpierw rumiana, potem czerwona. Z łomotem upadł na kolana. Stolik aż zatrzeszczał. Już kiedyś widziałem podobną sytuację, kiedy będąc jeszcze dzieckiem byłem wraz z ojcem na audiencji u exksięcia Piotra Grzegorza. Monarcha zajadał się wtedy oliwkami i co by tu dużo nie mówić, najzwyczajniej w świecie się zadławił. Widok był to po części zabawny, po części komiczny. Niemniej najbardziej zaskoczyło mnie, że mało kto ze świty księcia wiedział jak mu pomóc w tej ciężkiej chwili. Avril pośpiesznie podbiegł do majestatu, zaszedł od tyłu (jak teraz myślę, to markiz Levengothon bardzo często zachodzi sarmatów od tyłu) i mocnym uderzeniem pomógł wykrztusić oliwkę.
7625913054_41b270c0c4_z.jpg

Na więziennej stołówce ciężko było o kogoś kompetentnego, kto wiedziałby jak pomóc PTRowi. Bo co innego zajść od tyłu i objąć rękoma exksięcia, a co innego dojrzałego wandejczyka w kwiecie okresu kopulacyjnego. Usta mi się rozwarły w niemym krzyku przejęcia, jakby to miał być już koniec. Jakby za chwile miał się skończyć ważny etap w moim życiu. Nim się jednak spostrzegłem Lepki był już w okolicy stolika zamawiaków, popychając zgromadzony wianuszek gapiów. Żaden strażnik nie zareagował. To zaskakujące jak bardzo zwisał im los człowieka, który mógł przecież wyzionąć ducha w każdym momencie... Wówczas dopiero zrozumiałem dlaczego nazywano ich wałami. Byli zimni jak głaz, nie mieli w sobie za krzty wrażliwości i empatii.

Na stołówce było gwarno. Powietrze robiło się ciężkie od pary buchającej z kotłów i talerzy. Wały stały na podwyższeniu, obwieszeni bronią po samiutkie zęby. Szare blaty stołów mieniły się refleksami kilkunastu odcieni światła. Lampy były tu dość duże i świeciły w miarę jasno. Lepki nabierał rozpędu, biegł coraz szybciej, nagle wyskoczył w górę (nie podejrzewałem go nigdy o taką sprawność fizyczną) i z całej siły kopnął Radzieckiego w brzuch! Noga początkowo zanurzyła mu się w masie cielska, po czym elastycznie odbiła się od niego, wprawiając Psora w piruet zakończony upadkiem w krzesełka rozstawione przy stoliku. Cały zabieg wydał się komiczny zgromadzonym dookoła gapiom, ale przyniósł zamierzony efekt. Kęs który starał się udusić Radzieckiego wyleciał mu z ust i nie wiem, czy celowo, czy też całkiem przypadkiem uderzył Róniego w drugie oko. Biedak, do końca odsiadki miał obydwa oczy zabandażowane.

PTR wziął głęboki oddech. Oparł się na rękach o stolik, którego nóżki teraz nie wytrzymały i runęły pod naporem zajebistości wandejczyka. Z czubka nosa kapał mu pot. Oddech miał nierówny, porywczo łapał powietrze, jak gdyby na zaś, jak gdyby na zapas, a może na wyrównanie tamtych długich minut, które owego oddechu były pozbawione? Nim wstał na własne nogi, byłem już przy tych nieszczęsnych krzesłach. Podawałem rękę towarzyszowi Lepkiemu, który nieco poobijany miał trudności by samodzielnie wstać. Uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłem ten uśmiech.

- Co tam się dzieje? - jak gdyby dla formalności rzucił strażnik. Nie lubiłem tego typu formalizmu. Pewnie zrobił to tylko dlatego, że przypomniał sobie, że kamera na stołówce rejestruje też głos, a oni są prawnie zobowiązani zareagować.

- Spierdalaj – wycharczał Radziecki, po czym uśmiechnął się serdecznie. Lepki odwzajemnił ten uśmiech. Tej nocy nie nocował w mojej celi. Tej nocy spałem sam. Na stołówce było gwarno. Powietrze robiło się ciężkie od pary buchającej z kotłów i talerzy. Wały stały na podwyższeniu, obwieszeni bronią po samiutkie zęby. Szare blaty stołów mieniły się refleksami kilkunastu odcieni światła. Lampy były tu dość duże i świeciły w miarę jasno. Nam jednak kazali wracać do cel...

cdn.
ZJ11mz6Y.png
Dotacje
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Katiuszyn Rewoluty Lepki, 22.09.2013 r. o 13:49:17
Okropieństwo :D

A tak po za tym cały czas zadziwia mnie że trzymają w więzieniu z samymi facetami kobietę jaką jest towarzyszka Paulina... A niby reżym taki niechętny równości!
Roland Heach-Romański, 22.09.2013 r. o 13:54:45
Zacytuję moją v-córkę:
Quote:
Skończyłaś czytać i jak? :D
Całkiem niezłe
cała ta seria robi wrażenie jak sala samobójców
to znaczy ''super, ale dupy nie urywa''
:D
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Roland Heach-Romański.
Ivusia Buddusówna, 22.09.2013 r. o 14:13:49
"- Radziecki ma to w dupie, zresztą jak zasadniczą większość tych konwenansów." +1 :D
Smród gotujacej się kopipasty i słyszalne jeszcze w uszach zdawkowe słowa wypowiadane przez jej męża wprawiały ją w poczucie wspólnoty a zarazem w wielkie obrzydzenie do otaczających ją w okół krat. Ruszyła pędem w stronę wyjścia kopiąc z trzewika glana porozwalane pudełka i leżących na jej drodze pijanych strażników przechodząc swoimi buciorami po ich nieogolonych, przepitych, odrzucających wielkim odorem twarzach... W jej głowie kłębiło się wiele sprzecznych myśli, od których przeszywały ją raz to dreszcze a raz wyrzuty sumienia. Nagle usłyszała za sobą krzyki "Ivette, Ivette" po czym odwróciła się widząc przed sobą Mira. "Milcz niecnoto, teutoński pobratymcu zeryjskiego diabła!" - Krzyknęła w jego stronę po czym zatrzęsły się ściany i poruszyły zardzewiały kłódki. - "Jaki list? Ty kłamco! Ty zbereźniku spod obcej rasy łona! A ja Ci udostępniłam pokój dla Twojego dreamlandzkiego przyjaciela, wysłuchałam! Dałam się karmić wierutnymi bzdurami o czarnoleskiej sąsiadeczce spod siódemki! Won mi stąd! Idę po mojego Casino a gdy wrócę do swojej Czarnoleskiej chaty, Ciebie już ma tam nie być! Chcę być sama jak najdalej od waszego rodu! Mam mętlik w głowie! Muszę wszystko przemyśleć! Aha i na spotkanie z Karoliną nie jesteś zaproszony! Zapomnij o pierożkach, kukulicy! Nie będziesz mi opłakiwał brata, pod pozorem wsparcia wykradał alkoholi! A niech mi tylko czegoś zabraknie w mojej piwniczce!" Po czym wybiegła zapłakana z zakładu karnego kierując się w stronę Czarnolasu..
odpowiedz
Katiuszyn Rewoluty Lepki, 22.09.2013 r. o 14:27:07
A właśnie, Mir jak na monarchofaszystę przystało, okazał się draniem ;))
Lubią ten komentarz: Roland Heach-Romański.
Tytus Aureliusz-Chojnacki, 22.09.2013 r. o 14:41:56
Naprawdę świetne to opowiadanie ;)

A sugestie co do mojej urody subtelnie przemilczę :)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Paulus Buddus, 23.09.2013 r. o 00:45:54
wygrałem konkurs na IRCu i tylko 2 razy wspomniał o mnie :(

a w swoim opowiadaniu Ivette to tatuś to pies? u kogo miszkasz teraz? U mnie :(

co za rodzina :(
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Paulus Buddus.
Ivusia Buddusówna, 23.09.2013 r. o 07:32:48
Tatusiu! ;((( Jaki pies? Jak mozesz? ;( Byłam u Ciebie nie raz a zastałam tylko decoupage, który zrobiłeś przypalając stare pudełko swoim baridajskim cygarem z dedykacją "Dla moich kobiet". Mówiłeś, obiecywałeś, że wyjedziesz do Samundy z misją odbicia z niej swojej żony. Miałeś teraz pływać na szybko zbitej tratwie gdzieś po morzu a ja pilnować, żeby nikt nie zjadl Twoich znaczków... ;< A Ty się bawisz w jakąś Grodzisk mafię ;p
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany