6206. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
203. dzień panowania Piotra III Łukasza
Gazeta Teutońska, Roland Heach-Romański, 20.09.2013 r. o 23:22:02, tantiemy: 6 082.00 lt
[KONKURS MDN] Więzienna rzeczywistość cz. 4.
Seria wydawnicza: Więzienna rzeczywistość
1N8jD71K.png
Rozdział IV
Wyprawa do "parku"...

Gęste chmury zakrywały już i tak dość wątłe słońce. Wszystko zmierzało do jesieni, noce stawały się dłuższe, dni jakby mniej okazałe. Powszechna szarość tu, w Książęcym Więzieniu, nabierała nieco bardziej wymownego wyrazu, podobnie jak paskudna aparycja mordercy zyskuje na stereotypowości, jeśli policzek, lewy lub prawy, zdobi blizna. Południa wyczekiwałem z utęsknieniem. Chciałem wyjść na zewnątrz, zaznać nieco swobody, a przynajmniej poczuć jej namiastkę. Spacerniak był dla mnie bowiem czymś bardzo ważnym. Tam czułem się prawdziwie wolny. Momentami nawet bardziej, niż współcześnie, żyjąc między ludźmi. Dziwne prawda? Czuć się wolnym dopiero wówczas, kiedy jest to jedynie marne złudzenie tego, co do tej pory się miało. Ale w ludzkiej naturze leży poznawać siebie dopiero wówczas, gdy zamykamy pewien rozdział życia. Najbardziej doceniamy to co mieliśmy, kiedy to tracimy w sposób całkowity. Dopiero wówczas, nocami, gdy wspomnienia nie dają nam spać, myślimy o tym jak było nam dobrze i jak dobrze już nigdy nie będzie. W tamtym czasie mało sypiałem. Nocami miałem sporo czasu na rozmowę z samym sobą, na wewnętrzne batalie o nowy lepszy czas dla nas. Być może nie mogłem wyjść z celi, być może nie mogłem swobodnie iść pod prysznic, ale byłem wolny duchem. Wolny od wszystkich trosk dnia codziennego, od obowiązków zarządcy miasta, od obowiązków regenta prowincji, a nawet (co po dziś dzień nieco mnie przeraża) od obowiązków ojca i męża. Byłem niezależny. Moje myśli stały się moimi sługami, myślałem o tym, o czym chciałem, nie zaś o tym co wymuszały na mnie okoliczności. A kiedy dokładałem do tego złudzenie optycznej przestrzeni, jaką dawał mi spacerniak, w bajerze zwany parkiem, potrafiłem szczerze się uśmiechać.
BSS6-640.jpg

Adrien da Firenza zrobił unik. Odchylił się do tyłu, zamachną z lewa i wyprowadzając prędką ripostę, zakręcił się niczym baletnica w piruecie, po czym zamaszyście zawijając głową, uderzył jeszcze całym żelastwem jakie miał wplecione w swoje włosy. Kim Ciąg Sut nie pozostawał długo dłużny. Trzymając w dłoniach skarpetę wypełnioną piachem i kamieniami, niemiłosiernie okładał almerczyka po plecach i ramionach, nie odstępując go ani na krok. Wymierzane mu soczyste sierpowe i precyzyjne podbródkowe nie robiły na nim żadnego wrażenia. „Zapierdol go” krzyczał ktoś z tłumu. „Z lewej zajdź chuja” zawtórowała kobieta siedząca na stoliku, żująca almerską tabakę. Firenza doskoczył. Kim odpowiedział uchyleniem w lewo i zamachem ręki. Cios runął błyskawicznie. Lewa noga. Prawa noga. Sierpowy i piruet. Garda, zamieniona w blok. Uskok. Skarpeta w górze. Firenza rzucił się na przeciwnika. Ziemia. Piach dookoła. Wszystko jakby za mgłą. Wszystko jakby pierwsze. Szarpali się. Z trudem rozpoznawałem kto komu wymierza ciosy. Dookoła zbierała się coraz większa zgraja gapiów. Nie wiem skąd, ale kiedy w dłoniach almerczyka błysnął kawałek szkła, już wiedziałem kto wygra tę walkę. Sut jęknął tylko. W krótkim swym pisku cofnął się od sztychówki, upadł na kolana. Skandujący dotąd tłum nagle zamarł. Firenza sapał głośno.

Kiedy nadleciały psy i wały, nie było odwrotu. Młody wandejczyk trafił do więziennej sanitariuszki, Adrien, od tamtej pory zwany szpadlem, dostał miesiąc karceru. Do końca swojej odsiadki już go nie widziałem. Całe to zajście obserwowałem z odległości pięciu, może siedmiu metrów. Siedziałem z Psorem przy drewnianym stoliku, na sękatej ławce, po której zawsze musiałem wyjmować drzazgi z tyłka. Miejsce w którym siedzieliśmy było dość centralnie umieszczone i wydawało mi się, że to właśnie dlatego Lepki zabierał mnie tam każdego dnia. Obserwowałem z nim, dzień w dzień, jak park tętni życiem. Dodatkowo poznawałem wraz z nim osobowości więźniów.

- Choć Sut to nasz towarzysz, Firenze jak najbardziej rozumiem – podjął Psor, nieco nieśmiało. Jakby to co mówi miało go zawstydzić. - Za bardzo donosił nie tam gdzie trzeba. Co najmniej cztery osoby z bloku D siedzą dzięki jego zeznaniom. Co złośliwsi mówią, że naczelnik wsadził KCSa do pierdla, byśmy mieli uciechę. Nie ma towarzysz lekko. To już trzecia bójka w tym tygodniu po której zabierają go do szpitala. Jak tak dalej pójdzie to może być jego ostatni pobyt w tym hotelu.

- Donosił nie tam gdzie trzeba? Czyli, że do prefektury?

- Taa...

Oczy Psora utkwiły teraz nieco bardziej na prawo od naszego stolika. Mimo woli skierowałem wzrok w tą samą stronę. Eutanazy Karakachanow gestykulował dość intensywnie. Każdy kto choć raz miał samochodową stłuczkę prawdopodobnie dokładnie wie co mam na myśli, mówiąc „intensywna gestykulacja”. Ręce jego zmieniały pozycję szybciej niżbym był w stanie pojąć i rozpoznać w jakich pozach je układał. Twarz wyraźnie mu poczerwieniała. Krzyczał dość głośno. Co ciekawsze, krzyczał on nad uchem arcywała, jak określało się najstarszego stopniem strażnika na spacerniaku. Wytężyłem słuch, by przysłuchać się rozmowie. Zresztą nie tylko ja. Psor uniósł się aż na nogi, napinając pasiastą koszulę, w jakich zmuszali nas do chodzenia. Majestatycznie zapatrzył się na całą tę sytuacje.

- Żądam przeniesienia! - ryczał Eutanazy, choć tu był zwany po prostu Ivem. - Słyszysz mnie, ty marionetko naczelnika, przeniesienia!

- Zawrzyj mordę, Karakachanow, nie masz prawa niczego żądać. To nie festiwal pieśni i tańca w Sclavini, byś mógł jak mała dziewczynka tupać nóżką!

- Ja jestem porządny złodziej, a z politycznymi siedzieć muszę! Toż to skandal!

- Siedzisz tutaj o ile pamiętam na własną wyraźną prośbę, więc nie narzekaj, skończ to piedolamento i wypierdalaj na spacerniak. Chyba, że wolisz karcer.

Lepki, nie odwracając głowy, półszeptem podjął próbę wyjaśnienia.

- Ivo znowu dostanie karcer. Myślę, że gdyby nie to, że on tam ciągle siedzi, Gau zdążyłby podpisać się i tam – mówiąc to puknął palcem lewej dłoni dwa razy w nierówno zbity blat stołu.

Zrobił to jakby odruchowo. Tak, jakbym nie był pierwszą osobą, jaką przyprowadził tutaj, w to miejsce. Jakbym był jedynie uczniem, któremu pokazuje dokładnie te same strony więziennego podręcznika. Patrzyłem z zaciekawieniem na blat. Wiedziałem już czego powinienem szukać. Przemierzyłem oczami całą szerokość stołu by wreszcie, nawet stosunkowo blisko wskazanego miejsca zobaczyć znany mi napis „Kakulski tu był”.

- Ivo nie siedzi tu w związku z aferą Kupy Stolca? - zaskoczyłem się.

- Nie – sucho rzucił Psor. - Eutanazy siedzi tutaj jako zamawiaka. Może to mu właśnie nie pasuje. Nie mam najmniejszego pojęcia. Wiem tylko, że Ivo nigdy nie siedzi w sraczu z zaskoczenia. On zawsze siedzi tylko wtedy, kiedy musi. Żeby było zabawniej, zawsze twierdzi, że siedzi z politycznymi, a sam nim nie jest. Moim zdaniem on jest tu po Kakulskim i Radzieckim najbardziej politycznym więźniem jaki może być.

- Polityczny więzień... czyli siedzi za poglądy?

- Siedzi raczej za dość specyficzny styl dzielenia się poglądami. Ivo już...

Towarzysz Lepki zawiesił głos. Mimo woli rzuciłem spojrzenie w stronę Eutanazego. Leżał już właśnie na ziemi. Dwóch wałów krępowało mu ręce, zaś arcywał, jaki do tej pory grzecznie upominał go, stawiał teraz mu nogę na plecach, niczym myśliwy na grzbiecie ofiary. Miało to za zadanie poniżyć skazanego, złamać go, ośmieszyć w oczach współwięźniów. Nie wiem jak to bardziej nazwać. Było to po prostu znęcanie się. Kiedy podnosili Karakachanowa z ziemi, spodnie nieco mu się opuściły, odsłaniając fragment kości ogonowej. Moją uwagę skupił jednak dość zaskakujący tatuaż. „Kakulski tu był”. Nie mogąc się powstrzymać ryknąłem śmiechem.

- Zła reakcja. Każdy zamawiaka ma taki tatuaż. Gau ma nieodpartą potrzebę bycia wszędzie. Cóż na to poradzić - mówiąc to wskazał mi na własny, podobnie umiejscowiony, identyczny rysunek.

Minęła godzina. W tym czasie Psor oprowadził mnie po całym spacerniaku. Przy śmietnikach siedzieli szmuglerzy. Mieli oni przysądzone też prace społeczne, dlatego byli w stanie przewieźć na teren więzienia wszystko co tylko chcieli. Za odpowiednią ilość papierosów, można było mieć tu dosłownie wszystko. Na czele przemytników więziennych stała Paulina Natalia Wileńska. Siedziała ona za napaść na exksięcia Piotra Grzegorza. Któżby się przecież spodziewał, że zaczai się na niego pod Grodziskiem i machając sztucznym penisem zaatakuje, chcąc zgwałcić permanentnie przez uszy. Paulina jednak miała ten wielki talent, że była wstanie załatwić wszystko. Podobno dla samego Prezerwatywa Tradycji Radzieckiego załatwiła łóżko adekwatne do jego gabarytów. Podobno te samo łóżko szybko wspólnie załamali. No ale cóż poradzić.
hqdefault.jpg

Na boisku do koszykówki przesiadywali spamerzy. Ci zaś siedzieli za zaśmiecanie miejsc publicznych masą wiadomości tej samej treści. Spamerów nikt nie lubił. Byli oni po prostu znienawidzeni. Oskarżano ich o trollowanie i wszystko co złe. W śród ich szeregów pełno było kapusiów i wałków. Nie było dnia by ktoś z tego gatunku więźniów nie został obity, albo zgwałcony. Niezbyt wiele uwagi poświęciłem na poznawanie tej najniższej w naszej hierarchii kasty. Lepki uprzedzał mnie tylko, by raczej z nimi nie gadać.

Dalej były trzy stoły. Przy każdym z nich siedzieli więźniowie z różnych grup etnicznych. teutoczycy i gellończycy, sclavińczycy i wandejczycy. Przy czym Ci ostatni nie mieścili się przy jednym stole, więc gromadzili się też przy naszym, neutralnym. Szczerze mówiąc nie chciałem dosiadać się do żadnego z tych „królestw”

Gęste chmury zakrywały już i tak dość wątłe słońce. Wszystko zmierzało do jesieni, noce stawały się dłuższe, dni jakby mniej okazałe. Powszechna szarość tu, w Książęcym Więzieniu, nabierała nieco bardziej wymownego wyrazu, podobnie jak paskudna aparycja mordercy zyskuje na stereotypowości, jeśli policzek, lewy lub prawy, zdobi blizna. Wandejczycy i teutończycy zaczęli się przeraźliwie kłócić. Choć ja ową kłótnię zakwalifikowałem jako bardzo sztuczną...

- Kadencyjny książę? I co do tego? Pełna swoboda Sejmu? Brak weta? To jest napaś!

- Spierdalaj! - zakrzyknął chór wandejski – Democratia subito, kurwo!

Po tych słowach jedna jak i druga strona rzuciła się sobie do gardeł. Pięści mieszały się z nogami, twarze odskakiwały od uderzeń i ciosów. Jatka rozpętała się nie na żarty. Morze kopniaków, szarpanin, wszystko skryte za tumanami kurzu szybko zwróciło uwagę strażników. Nagle na placu zaroiło się od mundurowych z psami. Najpierw z megafonów padła komenda „proszę się rozejść” Nie dało to żadnej reakcji. O dziwo zniknął mi z oczu towarzysz Lepki. Wstałem pośpiesznie, chcąc jak najdalej odejść od całego zajścia. Konflikt szybko rozlał się na pozostałe grupki więźniów. Skarpety z piachem, sztachety z ławek, kastety. Wszystko co mieli więźniowie przygotowane na takie okazje teraz miało swoisty test jakości. Współczułem w tamtym momencie sanitariuszkom ze szpitala. Będą miały tyle do roboty. Już wyobrażałem sobie te kolejki narzekających na złamania, rozcięte łuki brwiowe. Te korowody posiniaczonych, zmęczonych, poturbowanych głupków, skazanych na dodatkowa odsiadkę i nadal miałem przeczucie, że to jest nazbyt sztuczne.

Obracając się dookoła rozpaczliwie szukałem towarzysza Lepkiego. Spojrzałem w stronę szmuglerów. Pauliny też tam nie było. Nie było też nigdzie towarzysza Radzieckiego i Ryszarda Paczenki. Nie było nikogo z czołowych więźniów. Kiedy odezwy strażników nie przyniosły rezultatów w stronę skazanych poleciały granaty z gazem łzawiącym, wkroczyli funkcjonariusze z pałkami. Myślałem, że i mi się dostanie, ale nie. Jakiś całkiem nowy oficer, chyba całkiem nie związany z pacyfikacją tamtych zamieszek podszedł do mnie i powiedział, że mam gościa. Zaskoczyłem się. Dość rześkim krokiem poszedłem w ślad za wałem. Ubrany był inaczej. Miał na sobie niebieską koszulę z emblematem prefektury i granatowe spodnie zaprasowane na kancik. Po jego biurokratycznym chodzie wywnioskowałem, że musi on pochodzić z Baridasu. W pierwszej chwili pomyślałem, że zapewne ktoś z moich przyjaciół, być może sam Siergiusz z Dreamlandu, postanowił podzielić się ze mną wieściami, co dzieje się w Sarmacji, odkąd zostałem aresztowany. Miałem nadzieję, że nie był to nikt z władz Teutonii chcący wygłosić mi mowę umoralniającą. Szedłem tam w wielkiej zadumie. Moje myśli teraz skupiały się jednak na innej sprawie. Na tej tajemniczej szopce, na nierealnym starciu, na zniknięciu Lepkiego i na zdaniu z jego karteczki... rozkminka będzie tam, gdzie wiesz.
sw_wieznienie_sala_widzen_580.jpeg

Park wyglądał jak jeden wielki regularny teren wojenny. Tumany kurzu unosiły się dookoła, skrywając najbardziej tajemnicze miejsce na całym spacerniaku. Starą szopę z narzędziami, gdzie stały konewki do podlewania trawników. Co mniej odważni więźniowie uciekali z walczącego tłumu na siatki ogrodzenia, wspinając się w górę. Teraz dopiero zauważyłem, że spuszczono też psy. Dopiero te wygłodniałe bestie zdołały rozgonić to całe towarzystwo. Idąc w stronę budynku, odruchowo spojrzałem przed siebie. Miałem dość dobry widok na parking przed więzieniem. Zaskoczyłem się. Moim oczom ukazał się Paulus Buddus, z przerażeniem w oczach przyglądając się temu, jak przerażająco skutecznie prefektura radzi sobie z takimi „zabawami”. Nie widział mnie. Ja jednak zastanawiałem się, kto na mnie czeka. Odruchowo pomyślałem o teraz już zawieszonym w celi zdjęciu Czarnolesianki. Szedłem przed siebie skupiony. Samotny. Pełen niepewności i z głową pełną pytań. Gęste chmury zakrywały już i tak dość wątłe słońce. Wszystko zmierzało do jesieni, noce stawały się dłuższe, dni jakby mniej okazałe. Powszechna szarość tu, w Książęcym Więzieniu, nabierała nieco bardziej wymownego wyrazu, podobnie jak paskudna aparycja mordercy zyskuje na stereotypowości, jeśli policzek, lewy lub prawy, zdobi blizna.

cdn.
ZJ11mz6Y.png
Dotacje
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Lubią ten komentarz: Katiuszyn Rewoluty Lepki.
Ivo Karakachanow, 20.09.2013 r. o 23:38:29
Tatuaż! <3
odpowiedz
Prezerwatyw Tradycja Radziecki, 21.09.2013 r. o 00:53:58
Wyjebane w kosmos, kurwa. I choć kocham Wand-TASS, i lubię Cię Ivo, to sorry, ale całym sercem kibicuję akademikowi Heachowi. Choć to skurwysyn i nowy na dołku.
Lubią ten komentarz: Prezerwatyw Tradycja Radziecki.
Ivo Karakachanow, 21.09.2013 r. o 08:39:57
No ba! Jakby się okazało, że jakimś cudem to wygram to i tak nagrodę akademikowi prześlę! Absolutny MISZCZ (nawet jeśli rewolucyjnie odrzucił literę "Ł" w słowach takich jak "wziął")!
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Ryszard Paczenko, 21.09.2013 r. o 09:16:06
Dziękuję :-)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
György Róni Karakachanow Jr, 21.09.2013 r. o 11:26:04
@Eutanazy, jeszcze nie opublikowałem swojej pracy więc wstrzymaj radosny wytrysk kibicowania !
Ten komentarz czeka na serca.
György Róni Karakachanow Jr, 21.09.2013 r. o 11:26:46
Kurwa, obrzezało końcówkę, miało być "kibicowania Akademikowi!"
P.N.W, 21.09.2013 r. o 14:54:40
Quote:
Na czele przemytników więziennych stała Paulina Natalia Wileńska. Siedziała ona za napaść na exksięcia Piotra Grzegorza. Któżby się przecież spodziewał, że zaczai się na niego pod Grodziskiem i machając sztucznym penisem zaatakuje, chcąc zgwałcić permanentnie przez uszy. Paulina jednak miała ten wielki talent, że była wstanie załatwić wszystko. Podobno dla samego Prezerwatywa Tradycji Radzieckiego załatwiła łóżko adekwatne do jego gabarytów. Podobno te samo łóżko szybko wspólnie załamali.
To jest totalnie MISTRZOWSKI fragment! :D
Quote:
- Spierdalaj! - zakrzyknął chór wandejski – Democratia subito, kurwo!
I ten też.
Ten komentarz czeka na serca.
Roland Heach-Romański, 21.09.2013 r. o 16:38:15
Kocham Cię mamo :*
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Leszek Karakachanow Sr, 24.09.2013 r. o 01:20:29
też kibicuje Akademikowi, przynajmniej tempo ma dobre. Czekański to jeszcze nie jest, o takich maestrach jak Średni czy Kiełbasa-Krakowski zapomnijmy, ale jest sznyt, jest tempo. Jednakże należny jest wpierdol od Kapitana Przecinka. "zawtórowała kobieta siedząca na stoliku, żująca almerską tabakę." - po chuj tu przecinek, droga młodzieży?
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany