6206. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
203. dzień panowania Piotra III Łukasza
Gazeta Teutońska, Roland Heach-Romański, 15.06.2013 r. o 14:59:33, tantiemy: 1 624.00 lt
Karta z Kroniki Złotego Grodu...
Seria wydawnicza: Sztuka Apollina
Przeglądając dzisiaj swój komputer, dokonując okresowego sprzątania pulpitu i dysków twardych, znalazłem tekst, napisany jeszcze w okresie poabdykacyjnym, który niejako miał być narracyjnym tłem dla zmiany na urzędzie Lorda Koadiutora w Teutonii. Tekst był przesłany do wglądu dla JKW Michaela von Lichtensteina, który go aprobował. Dlatego też pozwólcie, że mimo opóźnienia podzielę się nim z wami. :)
Quote:
(...)Wielkie, złote wrota do Kryształowej Sali rozwarły się pośpiesznie, gdy tylko na dziedzińcu zamku rozbrzmiały dźwięki rogu. Mężczyzna w średnim wieku, w dostojnej szacie, z płaszczem dalece ciągnącym się za nim, pośpiesznym krokiem zmierzał w stronę stalowego tronu, przekutego przed laty z mieczy i tarcz wrogów królestwa. Odbicia jego mądrej, acz surowej twarzy śledziły go, przenikając niczym cienie po ścianach wyłożonych kryształową glazurą.

Stojący po bokach gwardziści prostowali, się gdy majestatyczna postać równała się z nimi, salutując przy tym i oddając honory wykrokiem z halabardy. Zbroje ich, choć ciężkie, nie były przesadnie niewygodne, a raczej świadczyły o ich statusie. Aby bowiem móc strzec króla trzeba było wykazać się nie lada męstwem i oddaniem, których nie każdemu dano wiele, a które wymagały nie lada cierpliwości i poświęcenia.

Monarcha kroczył szybko. Celem jego wędrówki zdawał się tron królewski, lecz co bardziej zaznajomione głowy szybko by się zorientowały, że król zmierzać będzie nie do swojego podium, lecz do stojącego przed nim stołu, na którym leżały stare mapy i plany. Zza witrażowych okien słychać było gwar i wielkie poruszenie na dworze. Dziedziniec uginał się pod natłokiem ludności. Szlachta, arystokracja, co ważniejsi kupcy – wszyscy oni wielce poruszeni byli doniesieniami posłańca, który przyniósł wieści z dalekiego kontynentu odnośnie wydarzeń w wielkiej Sarmacji.

W ślad za teutońskim władcą kroczył kasztelan dworu, na co dzień zajmujący się swoistymi sprawami związanymi ze spisywaniem pojęć i rozkazów, jakie zapętlały się w głowie wielkiego Michaela von Lichtensteina. Widoczne było bardzo, że jest roztrzęsiony i niedospany, a powodowało to zapewne ogólne poruszenie trwające w całym królestwie już od kilku dni. Król oparł się dość władczo na brzegach stołu i zamyślił. Przed sobą miał obszerny audyt sytuacji wewnętrznej królestwa, oraz powiastki i notatki od informatorów ze stolicy.

– Czy on już przybył? - głos króla rozniósł się po sali donośnym echem, przenikając do głębi uszy wszystkich zgromadzonych.

– Panie, niosą się trąby na dziedzińcu. Zapewne przybył.
***

Aramis ledwo co zdołał zmieścić się w bramie wjazdowej. Dosiadający go jeździec, przyodziany w czerwono-granatową szatę, okryty szarym płaszczem, wyraźnie zlewającym się z jego długimi włosami, pochylił się nieco bardziej, szarpiąc jednocześnie lejce. Chciał zatrzymać wiernego druha swych podróży. Przy pasie miał podpięty róg, wykonany z najprawdziwszego białego dębu, z nieco podwiniętą tubą, dzięki czemu głos jaki się z niego niósł, był niepowtarzalny i rozpoznawalny przez wszystkich gwardzistów i urzędników królestwa.

Roland zeskoczył prędko z konia, przekazując lejce młodemu chłopaczkowi, który przypominał na pierwszy rzut oka osobę na stażu w królewskiej stajni. Nim wędrowiec zdołał poczynić kilka kroków na schodach prowadzących do wnętrza Pałacu na Wyspie powitał go stary, ale bardzo serdeczny i nad podziw sprawny mężczyzna, noszący kubrak wykończony futrem z gronostaja.

– Mości Lordzie Szambelanie, witaj ponownie we dworze. Jak minęła droga? – powiedział serdecznie.

– Cześć i chwała królowi i królestwu, Mości Kapitanie. Droga nie była zbyt męcząca, wszak od Pałacu Lordów do Pałacu Królów jest tylko dziesięć minut jazdy kłusem, śród uliczek i placyków miasta. Niemniej wielce licznie zapełniają się dzielnice miasta. Lud poruszony, biega i krzyczy. Ciężko jest się przedrzeć. No, ale czemuż mnie wzywacie?

– To nie ja cię panie wezwałem, bo sprawa nie tyczy się ni miasta ni dworu, ale Jego Królewska Wysokość. Sam od rana chodzi wte i wewte od sali do sali. Musztruje całość swej świty. Gołąbie noszą listy i wezwania nieustannie do rozlicznych osobowości. Król mamrocze coś o zmianach, o wielkiej reformie, o przebudowie i takie tam... A na moje oko to chodzi o to by jakoś spokojnie ogarnąć cały ten chaos i choć w prowincji uspokoić nastroje. Wszak cała sytuacja przypomina bordel ogarnięty pożarem. Tedy król wzywa, rozkazuje, pyta o zdanie i tłumaczy wszystkiemu co się rusza po Teutonii jak czynić i co ludziom prawić, by jakoś to dalej dźwignąć.


Szambelan zmarszczył czoło, po czym uśmiechną się z przekąsem i wznawiając kroku w stronę dębowego portalu zreflektował się co do intencji przedmówcy. Sztandary powiewały na coraz to bardziej intensywnym wietrze, kołysząc myśli do snu.

– Cokolwiek Król planuje, trzeba być dobrej myśli i zawierzyć jego intencji.

- Ależ, ja nie miałem nic...

- Nic złego na myśli. Wiem to. Wiedz, że po części podzielam twe obawy, niemniej nie dopatrywałbym się bordeli do gaszenia. Takie bowiem ognie są najstraszliwsze i stanowią wyzwanie, któremu podołać mogą nieliczni.

- Nie wstrzymuję tedy. Zdążaj w dumie, Lordzie Szambelanie.


Kilka chwil później kapitan zniknął w ciemnym korytarzu pałacu. Jeździec o siwych włosach podążył kilka kroków dalej i również rozmył się niczym mara śród tysiąca drzwi.
***

Gdy Roland wszedł do sali tronowej panowała tam głucha cisza. Król stał nieruchomo po środku sali, oparty o wielki stół. Skryba siedzący przy sekretarzyku nieustannie notował coś i przepisywał z kartki na kartkę. Szum jaki tym wywoływał zdawał się być jedynym
słyszalnym dźwiękiem w całym zamku. Szambelan nabrał powietrza, wykonał dwa głębokie oddechy i rozglądając się po twarzach gwardzistów, chcąc jak gdyby zrozumieć sytuację, postanowił podejść bliżej. Każdy kolejny krok mieszał się z echem poprzedniego tak, że ostatecznie nie sposób było wyczuć rytmu ni tempa chodu Lorda.

– Cieszę się, że przybyłeś tak szybko...

Król nie odwracając się podjął rozmowę, nadal posępnie wpatrując się w blat stołu. Młody Hohenzollern zatrzymał się. Skłonił, jak nakazywał zwyczaj i podjął temat.

– Cześć i chwała Waszej Królewskiej Wysokości.

– Tak tak, oczywiście –
wtrącił się monarcha – ale nie sądzę, aby przesadne utrzymywanie protokołu byłoby tu na miejscu. Służysz mi już dość długo i wiernie. Doceniam wkład w to jak usprawnione zostały działania Kancelarii Królewskiej. Również i miasto rozkwita pod twym
mądrym sprawunkiem. Lecz to mnie nie zadowala. Księstwo całe, a i prowincja przeżywa czas trudny i ciężki.

– Panie, tuszę, że to jedynie przejściowe trudności.

– Co nie zmienia faktu, że najwyższy czas dopomóc losowi. Ufam ci, mości Rolandzie, jako że wiernie mi służysz tak czynem jak i radą. Nie wiem zatem, czy słuszne jest pozwalać ci trwać na stanowisku Szambelana Królewskiego.

– Jak mam to rozumieć, Panie? Czy... –
w głosie siwego młodzieńca pojawiło się pewne zwątpienie, przemieszane ze strachem.

– Powiem krótko. Chcę, abyś został moim Lordem Koadiutorem.

– Ale czy ja się nadaję, Panie, ja prosty człowiek, be zmarszczki doświadczenia i mądrego wzroku. Człowiek niewtajemniczony? Jeśli można...


Król dopiero teraz się odwrócił. Twarz jego miała wyraz niezwykle poważny, nie przypominający tego, po którym wybucha się śmiechem.

– Postanowione zostało. A teraz oddal się. Wieczorem zjemy kolację i ustalimy szczegóły w szerszym gronie.
***

Tego dnia do dworu przybyło około dwudziestu osób, wszystkie wezwane z najodleglejszych zakątków królestwa. Zarządcy miast, urzędnicy, członkowie rady królewskiej, co ważniejsi mieszkańcy. Wszyscy oni niezwłocznie i jeszcze przed zmierzchem przyjechali do siedziby teutońskich monarchów by wspólnie ustalać zmiany i drogę ku postępowi. Wieńcząca całość kolacja bardziej przypominała bal. Wielu się bawiło, wielu zapomniało o zasadach dobrego smaku. Roland jednak nie brał udziału w zabawie. Zastanawiał się co dalej będzie.

W uszach wciąż słyszał toasty Jego Królewskiej Wysokości: „Za zdrowie Rolanda Heacha von Hohenzollerna, nowego Lorda Koadiutora Teutonii!” (...)
Dotacje
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany