6204. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
201. dzień panowania Piotra III Łukasza
Gazeta Teutońska, Karolina Aleksandra, 30.09.2012 r. o 04:16:36, tantiemy: 0.00 lt
Złoto Gór Trzyczaszkowskich, cz. 4
Seria wydawnicza: Złoto Gór Trzyczaszkowskich
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
literatura.png
gory.png
Część poprzednia dostępna jest o, tutaj!

W dalszym ciągu gdzieś na równinach Gellonii i Starosarmacji
Gauleiter, patrząc na widoki za oknem, zaobserwował nagle jakąś postać na skraju ścieżki. Wydało mu się dziwne, że ktoś żywy wędruje po tych okolicach w czarnym płaszczu i z kapturem na głowie, więc otworzył okno i wyjrzał przez nie.
– Co tam oglądasz? – dobiegł go głos Johna.
– A... – zaczął Kakulski, zerkając na towarzysza i ponownie patrząc za okno. Mrugnąwszy oczami, przekonał się, iż postaci już nie było. – A, hm... Coś mi się przywidziało...
– Dziwne, bo mnie też – mruknął Rasmusen, skręcając w lewo.
– Pewnie taki facet w kapturze i płaszczu, co? – żartobliwie odparł Gauleiter, rozluźniając się. Był prawie pewien, że zaobserwowana postać była wytworem jego zmęczonej długą wyprawą wyobraźni.
– A wiesz, że tak? – John podniósł wzrok zza kierownicy. – Do tego siedział na twoim miejscu. Prawda, że zabawne? – zachichotał, lecz chichot ten zabrzmiał raczej wymuszenie i nerwowo.
– Hm – zamyślił się Gauleiter, już wcale nie taki rozluźniony. – Zaczynam mocno nie lubić tego całego Trzyczaszkowa.

Gdzieś, kiedyś, daleko stąd
– Tak, to już niedługo – wyszeptał. – Już niedługo nasze krzywdy zostaną pomszczone, a Nepal wróci w pełnej krasie!
– Pokażemy Sarmatom! – podchwycił drugi głos. – Pokażemy im, że z Zakonem Nepalskim się nie zadziera! Nie na darmo mamy w herbie owcę, nasz sztandarowy symbol!
– Otóż to, bracie, otóż to. Gdy dotrzemy do źródła, wtedy już nikt się nie uchroni przed nami.

Gabinet Księcia Sarmacji
– Masz już kandydata na Kasztelana? – rzucił Książę do telefonu, jednocześnie patrząc rozpaczliwie na stos papierów leżących na biurku i domagających się uwagi. Niestety, piątek nie był, wbrew pozorom, luźnym dniem dla monarchy. Od rana przyjmował wizyty lokalnych szych i głów samorządów w związku z planowanymi zmianami w gospodarce Księstwa, co też odbiło się na jego nerwach.
– No, niestety, Wasza Książęca Mość... - mruknął w telefonie Piotr Mikołaj. – Nie bardzo.
– A Bakonyi się w ogóle nie odzywa?
– No nie, zniknął, przepadł jak śliwowica diuka Koniasa na zjeździe sarmackim – odparł Premier.
– Ci wojskowi z Czarnolasu, oni też chyba przepadli? – zapytał Książę, wypowiadając swoje myśli na głos. – To chyba trochę niepokojące?
– No, trochę... – znów mruknął Premier. – Mam tu trochę na głowie, przedzwonię później – oznajmił, po czym w tle dało słychać się trzask odkładanej słuchawki.
Książę zerknął znów na swoje biurko i westchnął.
– Ciężkie jest życie monarchy, ciężkie...

Czarnolas, Biuro Gońca Czarnoleskiego
Ludność czarnoleska, usłyszawszy o dymisji Kasztelana z jego stanowiska, lekko się zaniepokoiła. W sumie, lekko to mało powiedziane. Ludzie byli zaskoczeni tym, że założyciel miasta i jego właściciel jednocześnie nagle postanowił zrezygnować z zarządzania nim, nie pozostawiając żadnych dyspozycji co do przyszłości Czarnolasu. To było bardzo nie w stylu pedantycznego Bakonyiego, u którego biurokracja mogła z powodzeniem konkurować z grodziską w potencjalnych Sarmackich Igrzyskach Biurokratycznych.
Zaczęły się więc w mieście lekkie niepokoje, które zostały umiejętnie podsycone przez doświadczonych demagogów. W efekcie przed Pałacem Kasztelańskim codziennie widać było grupki protestujących skandujących antyksiążęce hasła. Bowiem kto, jeśli nie Książę, mógł chcieć dymisji zasłużonej dla Czarnolasu osoby? Co prawda, nikt nie wiedział, czemu akurat by jej chciał, ale każda okazja była dobra do zademonstrowania niezadowolenia ludu.
Na tłumy protestujących patrzył z okna swojego biura markiz Czuguł-chan, ze smętną miną zastanawiając się nad tym, co czynić dalej. W Pałacu Kasztelańskim panował chaos, od kiedy odkryto, iż Bakonyi zniknął. Jego lokaja też nie można było nigdzie znaleźć. Atmosfera została tylko podsycona w momencie, gdy otrzymali telefon z Grodziska o dymisji Kasztelana. To wszystko było tak bardzo nie w jego stylu, że aż martwiące.

Gellońsko-starosarmackie równiny
– Nie wyjedziemy – zawyrokował John, oglądając samochód, który utkwił w błocie. W tej części prowincji ścieżki były już kiepskiej jakości, a czasem już w ogóle nie istniały.
– I co my powiemy tym urzędasom? – zaczął biadolić Gauleiter. – Przecież w życiu nie uwierzą, że wpadliśmy w błoto i jeszcze do tego odpadło nam koło!
– Uwierzą – mruknął Rasmusen. – Nie będą mieli wyboru. Jesteśmy bohaterami narodowego humoru i satyry, zarabiamy kokosy, więc po co byśmy mieli potrzebować służbowego dżipa prowincji?
– Nie byłbym taki optymistyczny. Ale dobrze – odparł Gauleiter. – Dobrze! Ruszajmy więc w drogę, panie bohaterze!
Wyciągnąwszy plecaki z samochodu, rozejrzeli się dookoła. Byli na jakimś rzadko uczęszczanym trakcie, który w pewnym momencie zamieniał się w ciężkie błoto, zapewne wskutek niedawnych opadów w tej części Starosarmacji.
– To może chodźmy tędy... – John wskazał drogę, którą by pojechali dalej, gdyby nie efektowne utknięcie samochodu scholandzkiej firmy w błocie. Gauleiter nie miał nic przeciwko, więc zaczęli maszerować.

Po paru godzinach intensywnego marszu obaj uznali, iż czas na jakiś odpoczynek, zwłaszcza, że już zaczęło się ściemniać. Rozłożyli się więc ze swoim ekwipunkiem między drzewami.
– No, i co dalej? – spytał Gauleiter, wyciągając z plecaka kanapkę. – W sensie, dojdziemy do tej bramy Trzyczaszkowa, i co dalej?
– Nie wiem – wzruszył ramionami John. – Zobaczymy, co tam siedzi, zdamy raport Czarnolasowi i zwijamy się do domu.
– Hm – mruknął Kakulski. – Trochę mnie martwi brak kontaktu ze światem.
– Jakbyś nie zapomniał wziąć telefonu z biura Kasztelana, to by Cię to nie martwiło – zripostował Rasmusen. – A teraz cierp, człowieku.
– Cierpię z godnością, jakbyś nie zauważył! – uniósł się Gauleiter. – Bo...
Niestety, Scholandczyk nie zdołał dokończyć swojej wypowiedzi, albowiem poczuł, iż trafiło go coś mocnego w plecy.
– Co, do chole...!

dotacja-flaga-600.png
Dotacje
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Lanigiria von Graudenz, 30.09.2012 r. o 16:59:01
Podoba mi się całość, ale ta część najbardziej. Widać pisanie wciąga :D
Ten komentarz czeka na serca.
Gauleiter Kakulski, 30.09.2012 r. o 18:42:51
Coś w plecy? Pewnie PMK rzucał...
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Tomasz Liberi.
Ignacy Urban de Ruth, 30.09.2012 r. o 19:59:25
Hm... Duzo supłów. Dobre :)
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany