6204. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
201. dzień panowania Piotra III Łukasza
Gazeta Teutońska, Karolina Aleksandra, 28.08.2012 r. o 03:57:21, tantiemy: 0.00 lt
O kłótniach i tym podobnych
Seria wydawnicza: V-teorie
publicystyka.png
Tak mnie coś pchnęło, aby skrobnąć wielką ścianę tekstu. Zdecydowanie nie jest to ściana odkrywcza, ani przełomowa, mam nadzieję jednak, że zastanowi przynajmniej parę osób.

W żadnym, nawet najbardziej utopijnym społeczeństwie, nie jest tak, że wszyscy kochają się wzajemnie, na zawsze i dozgonnie. Księstwo Sarmacji to mikronacja wypełniona ludźmi o różnych poglądach, obyczajach, sposobie wyrażania się, etc. Wszystko to tworzy na tyle interesujący tygiel kulturalny, że wprost nie ma szansy, aby każdy żył z każdym w perfekcyjnej zgodzie. Gdzieś, na jakiejś płaszczyźnie, zawsze musi dojść do nieporozumienia między ludźmi.

W historii Sarmacji bywały okresy, gdy nikt nie miał pretensji do nikogo o nic, nikt nie dyskutował z nikim nad kontrowersyjnymi sprawami, ot — było pokojowo. Ale bądźmy szczerzy, te same okresy były czasem najmniejszej aktywności Księstwa. Ba, wieszczono mu nawet upadek, po raz milionowy zresztą.

System Złota Wolność wniósł nową świeżość do Sarmacji — jest to fakt niezaprzeczalny, ale sama mikronacja odżyła w tym momencie, w którym ktoś zaczął nie zgadzać się z kimś, ktoś zaczął dyskutować na jakiś temat, prowokując dalszą aktywność w jego wątku, ktoś zaczął wyrażać swoje zdanie głośno i dobitnie.

Można pokusić się o postawienie tezy, że kraj aktywny to kraj, w którym ludzie na tyle dbają o to, co się w nim dzieje, że się kłócą. Niezależnie od tego, czy kłótnie dotyczą kształtu Konstytucji, czy też tylko używanego słownictwa — ktoś się tym przejmuje.

Niemniej jednak, jeśli ktoś prezentuje swój pogląd komuś — czy to z kolegami przy wódce, czy to przy nauczycielu na lekcji, pokazuje tym samym, że mu zależy na tym, aby jego stanowisko zostało wysłuchane, i możliwie skomentowane. Wiadomo przecież, iż głoszenie poglądów zawsze pociąga za sobą jakieś reakcje dotyczące tychże. Jest to rzecz w sumie oczywista. W końcu jedną z wielu podstaw doktryny trollingu jest szokowanie swoim punktem widzenia na tyle, aby wywołać reakcję, najczęściej gwałtowną — czyli taką oczekiwaną przez trolla.

Jednakże nie o trollingu chciałam pisać. Ostatnio w Sarmacji coraz częściej, zarówno w rozmowach publicznych, jak i prywatnych, słychać tajemniczy skrót — DMO. Gazety codziennie rozpisują się o nowych ofiarach tego niecodziennego schorzenia. Urlopy, przeniesienia z prowincji do Krajów Korony, dymisje — to wszystko prowadzi do konkluzji, że DMO to niebezpieczna rzecz.

Jednak, już abstrahując od faktu, że ostatnio rzekome DMO dotyka nie tylko arystokrację, mam wrażenie, że sporo ostatnich wypadków w Sarmacji wynika raczej nie z mitycznej choroby, a z prozaicznego powodu — braku chęci do zrozumienia drugiej strony, braku dobrej komunikacji.

Pan Iksiński wyraża swoją opinię. Pan Iksiński jest za to atakowany. Pan Iksiński się irytuje. Słusznie, ma prawo do irytacji. Pan Iksiński prowadzi wymianę ripost. Tak, nazwijmy to “wymianą ripost”, bowiem od tego w sumie zaczyna się każda dyskusja. I tylko od nas zależy, czy produktywnie rozwiniemy swoje stanowisko, uzasadnimy swoje argumenty, czy też zostaniemy w tej dyskusji pokonani.

Przypomnę jednak, że zasadniczym celem dyskusji jest wymiana poglądów. Jeśli kończy się ona przyjęciem naszego poglądu przez naszego rozmówcę — to dobrze. Ale gdy przeciwnie... Czy jest sens w szarganiu sobie nerwów, wyrywaniu włosów z głowy, rzucaniu bluzgami — gdy możemy po prostu, kolokwialnie rzecz ujmując, olać to i skierować swoje siły na coś produktywniejszego?

Nie, lepiej się sfochać i odejść z Sarmacji przy dźwiękach fanfar nawołujących do pozostania w Księstwie. Jak już słusznie Książę zauważył w jednym z tematów na forum, każdy foch jest demotywujący nie tylko dla władcy, Rządu, ale także i zwykłych mieszkańców — ludzi, którzy na co dzień toczą swoje spory, niekoniecznie w miejscach publicznych, lecz nie uzależniają od nich swojego sarmackiego być albo nie być, gdyż byłoby to zwyczajnie głupie.

Nie ukrywajmy, są osoby, które subtelnie wyrażają swoje poglądy; są też osoby, które “walą prosto z mostu”, bez ozdobników. To jest właśnie atut Sarmacji — nie ma tu jednego typu ludzi, co ewidentnie uczyniłoby całą tę zabawę zwyczajnie nudną. Są osoby, które irytują bardziej, i mniej. Jednakże, w tej chwili Sarmacja liczy 278 mieszkańców, w tym 86 obywateli sarmackich. Powtórzę — osiemdziesiąt sześć różnych osób. Czy warto całą swoją wirtualną egzystencję uzależniać od jednej osoby, która dobiera słowa wobec nas w niezbyt delikatnym stylu, zapominając przy okazji o całej tonie innych ludzi dających nam serduszka, witających nas na czacie — ludzi, z którymi mamy do czynienia na co dzień i jesteśmy w dobrej komitywie?

Jeśli odpowiedź na to pytanie brzmi tak, to chyba powinniśmy spodziewać się kolejnego Wandejskiego Czerwca, a po drodze miliona kolejnych fochów.

Za konsultację i opinie na bieżąco dziękuję cierpiącemu na bezsenność Grigorijowi.
Dotacje
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
György Róni Karakachanow Jr, 28.08.2012 r. o 03:58:11
Dziękuję i pozdrawiam naród!
Lubią ten komentarz: Calisto Norvegicus-Chojnacka.
Misza "JK" Korab-Kaku, 28.08.2012 r. o 07:37:08
Niby to leży w naturze człowieka by dopasowywać pewne zjawiska do szablonów, lecz mi się wydaje, że w ostatnich latach dzieje się tak przeważnie ze zjawiskami negatywnymi lub wydającymi się komuś negatywnymi. Co więcej pojawiają się nowe określenia nacechowane pejoratywnie które mają takie samo działanie lub dość tożsame do zwyzywania kogoś.

Co do tak zwanych fochów, a normalnymi słowami indywidualnymi reakcjami na pewne sytuacje - mi się wydaje, że w interesie naszym leży ustalanie przyczyn odejść, a robienie z tego zjawiska potępianego wyczynu powoduje, że ludzie odchodzą albo bez wyjaśnień albo z tak zwanego "braku czasu" i tak możemy się bawić dalej.
odpowiedz
Prezerwatyw Tradycja Radziecki, 28.08.2012 r. o 09:22:01
W Wandystanie na to mówiło się bardziej dosadnie, ale i trafniej: sranie ogniem.
Ten komentarz czeka na serca.
Albert Felimi-Liderski, 28.08.2012 r. o 09:36:52
O jezu... przeczytałem całe :D Ciekawy artykuł, godny uwagi ;)
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany