6146. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
143. dzień panowania Piotra III Łukasza
Puls Sarmatów, Rihanna Aureliuš-Sedrovski, 11.02.2019 r. o 14:42:04, tantiemy: 9 787.00 lt
Oszukani cz. 2 - Czy będziemy tacy sami?
Seria wydawnicza: Oszukani - Spisek III
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Sarmatki,Sarmaci!

Dzisiaj przedstawiam Wam drugą część Oszukanych. A co było w ostatnim odcinku, Zemście i Spisku. Zapraszam do czytania w poniższych linkach:

Spisek
Zemsta
Oszukani cz. 1

Jednocześnie chciałabym ogłosić konkurs na logo Oszukanych. Zwycięzca otrzyma 25 000 libertów. Zapraszam do wysyłania na pocztę konną prac konkursowych. No i zapraszam do czytania

###

Świt w rezydencji Paczenki wyglądał bajecznie. Szczególnie w zimowe dni, które w Grodzisku wyjątkowo wcześnie nastały. Odbijające się słońce od śniegu, którego było dość sporo wpadało do kuchni, jadalni i salonu. W porównaniu do rezydencji Chojnackich nie było w niej tyle przepychu i złota, a jednak miało w sobie iskrę domowego ciepła. Styl w jakim urządził swą rezydencję Paczenko nazywany był w Sarmacji eldorackim. Dominowała biel i delikatna poświata niebieskiego, który nie zwracał na siebie uwagi. W salonie, który był przestronny, na kanapie siedziała Paralaksa. Od czasu zamachów w którym rzekomo zginął Michał Bryennios - Kanclerz Księstwa minęło ponad cztery miesiące. Zbliżały się święta, które to chciała spędzić wyjątkowo przyjemnie. Po torturach, które wyrządził jej Helwetyk i zdradzie męża marzyła tylko o tym. Martwiła się jedynie tym, że Ryszarda nie ma od blisko tygodnia. Wiedziała, że wyruszył do Republiki Południowego Baridasu, ale obiecał, że wróci po 3 dniach. Nie było go, a ona sama coraz gorzej się czuła. Psychicznie była już wykończona i miała sama do siebie wyrzuty, że zaufała tak mocno osobie, która to dla władzy kazała ją torturować. Zastanawiała się czy to był dobry krok, a sny, które odwiedzały ją niemal każdej nocy, nie dawały zapomnieć o tamtych czasach. Z myśli wytrącił ją hałas, którego źródło było najprawdopodobniej w jej sypialni. Chwyciła świecznik znajdujący się przy kanapie i powoli skradała się po schodach, które wychodziły z salonu. Hałas nasilał się, co tylko powodowało, że strach był coraz większy. Gdy już wchodziła na piętro ujrzała mężczyznę potężnej postury, który ze wściekłością w oczach rzucił się na nią. Dobrze go znała. Spojrzenie szaleńca, wielka postura, potężne ręce, które mogłyby zmiażdżyć nie jedną osobę.

- U Paczenki sobie baraszkujesz? - krzyczał i szarpał ją za włosy. - Jedziesz ze mną do Scholandii. Wszyscy wiemy, że z nim sypiasz.

- Aua, Prezerwatyw wysłuchaj. - prosiła Paralaksa zdumiona jego agresywnością.

- Nie będzie żadnego słuchania grodziska dziwko - uderzył ją w twarz i zakleił jej usta. - A teraz zamknij się. I tak Ciebie nikt nie usłyszy. Twoja kucharka i służąca długo się szarpały, ale już nie będą musiały tego robić.

Była zaskoczona takim przebiegiem zdarzeń. Prezerwatyw wyprowadził ją z budynku, szarpiąc za włosy. Bolało ją to wszystko zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nie mogła zrozumieć motywów postępowania Prezerwatywa. Nie wiedziała też, że żyje. Nikt nie wiedział, nawet Ryszard, który dbał o nią przez te ostatnie 4 miesiące. Mogła zapomnieć o wszystkim, a teraz. Właściwie nie wiedziała co się z nią stanie. Prezerwatyw wrzucił ją do furgonetki w której czekał na nią nie kto inny jak rzekomy twórca wielu klonów.

- Witaj Paralakso - powiedział bardzo szczupły i wysoki mężczyzna o szafirowych oczach. Ubrany był w ciemny płaszcz praktycznie do samej ziemi. Z jego oczu kipiał chłód, które idealnie komponował się z zimową scenerią.

- Gauliter? - odpowiedziała zaskoczona. - Jak t.. - nim skończyła odpowiedzieć została ogłoszona przez mężczyznę. Ten gdy spojrzał przez okno w furgonetce, zobaczył rezydencję Paczenki we wściekle pomarańczowym ogniu. Prezerwatyw wrócił już do auta i bez zamienienia żadnego słowa wyruszyli z piskiem opon w daleki rejs. Do Scholandii, która zdawała się najlepszym celem na najbliższą przyszłość.

###

Eldorat rzekomo betonem stoi. Tak wydawało się wszystkim Sarmatom, którzy nie mieli nigdy do czynienia z tym miastem. Pomimo ostatnich prób zabetonowania wszystkich terenów zielonych, wciąż ich wiele było. Parki kipiały wybujałą roślinnością, której nie dorównywały nawet grodziskie parki przy pałacach. Jeden z nich znajdował się tuż przy ulicy Kwiatowej. Park Narodowy przyciągał tłumy sclavińczyków, którzy pomimo betonowej narracji, próbowali cieszyć się świeżym powietrzem, jakie było jeszcze w tym regionie. W gąszczu dzieci bawiących się wśród alejek parku, przechadzał dość młodo wyglądający mężczyzna. Włosy do ramion, skrzyżowanie blondu i brązu (niektórzy nazywali taki rodzaj ciemnym blondem), jasna karnacja, modne ubrania (dżinsy, koszulka z wizerunkiem jednorożca) - Ludwik Tomović lubił przyciągać uwagę. Przechodził dość szybko w kierunku ławki na której siedział mężczyzna, który swoim wyglądem był przeciwieństwem luźnego Ludwika - eleganckie polo w kolorze beżowym, ciemne spodnie, okulary przeciwsłoneczne. Włosy z daleka wydawały się kruczoczarne, jednak gdy podchodziło się bliżej, widać było, że są ciemnobrązowe. Tomović usiadł obok mężczyzny.

- Kto by pomyślał, że będziesz mnie potrzebować. - zaśmiał się Ludwik.

- To nie pora na żarty. Nie mam kontaktu z Romańskim. - odpowiedział poważnym tonem Martin Schlesinger-Asketil. - A to zwiastuje pewne problemy.

- Jakie? I co ja mam z tym wspólnego. Jak wiesz nawet nie mam obywatelstwa.

- Póki co nie masz. - odpowiedział Martin. - Jak myślisz? Ile czasu przetrwa Slawonia bez wsparcia Sclavinii.

- Na razie to nie mamy żadnych problemów - odpowiedział wyraźnie zbulwersowany Ludwik. Kiedy się gniewał, jego wyraz twarzy z pełnego radości nastolatka, zmieniał się w agresywnego trzydziestolatka.

- Macie, macie. I doskonale o tym wiesz. - poklepał po ramieniu Ludwika. - Czekamy jeszcze na jedną osobę.

- Miała być chwila - przypomniał Tomović.

- Jak wiesz Ludwiku, jeszcze nawet nie przedstawiłem Ci propozycji. Już idzie Guedes - wskazał na mężczyznę ze szlachecką bródką. Siwizna delikatnie przebijała się w kruczoczarnych włosach. Nie był zbytnio szczupły, ale też nie był gruby. Ubrany był w znoszony garnitur, którego granat zaczął mieszać się z niebieskim kolorem. Szedł pośpiesznie, tak jakby czegoś się obawiał.

- Witajcie - powiedział. - Nie jest tutaj zbyt bezpiecznie. Mam wrażenie, że roi sie od agentów von Thornów.

- A Ty znowu swoje - zaśmiał się Martin. - Wiem, że od kiedy Helwetyk zniknął, a Karolina została aresztowana możemy się obawiać. Ale gwarantuje Ci - w Sclavinii nie spotkasz żadnego agenta von Thorna.

- Możemy przejść do rzeczy. Śpieszę się na wyjazd na koncert do Srebrnego Rogu - powiedział pośpiesznie Ludwik.

- A więc tak. Moja propozycja jest taka, abyś zamieszkał w Sclavinii. Ja spróbuję obalić Młynka Kawowego i zostanę Przywódcą, a Ciebie mianuję na Marszałka Kapituły. Konsulem natomiast zostanie Guedes.

- Dziękuję, dziękuje. - uśmiechnął się de Lima.

- Jak chcesz to zrobić? - zapytał zaskoczony Ludwik. - Przecież aby zostać wybranym, należy wygrać wybory.

- O to się nie martw. - odpowiedział Martin, - Wybory są po to, żeby je fałszować. Załatwimy wszystko jednym podpisem. Potem będziemy mogli w przypadku szaleństw Roberta, oderwać Sclavinię z rąk Sarmacji, która i tak ma się coraz gorzej.

- Co racja, to racja. - powiedział Guedes, - Sam to widzę.

- Muszę się nad tym zastanowić.

- Tutaj nie ma nad czym się zastanawiać. Jeśli chcesz zobaczyć wszystko w kolorowych barwach, to musisz zacząć walczyć o wolność. Inaczej Sclavinia, Slawonia skończy tak jak Południowy Baridas. Pozostanie tylko gruz i zniszczone marzenia.

- Nie porównuj nas do ludzi, którzy buntowali się przeciwko dobrej sprawie.

- Nie udawaj głupka, nie było żadnej dobrej sprawy. Karolina chciała sprawnie przejąć władzę w Sarmacji. Najwidoczniej jej się nie udało. Teraz rządzi Robert, który w historii zapisze się jeszcze bardziej krwa.. - przerwał słysząc wybuch, który miał miejsce prawdopodobnie w okolicach dworca autobusowego. Po chwili usłyszeli kolejne wybuchy, które miały miejsce coraz bliżej. Spojrzał na mężczyzn z którymi siedział i rzucili się do ucieczki. Usłyszeli jeszcze ze dwa wybuchy, a kiedy Guedes odwrócił się, zobaczył gęsty dym unoszący się nad budynkami. Płomienie, które obejmowały kamienice obok parku, zaczęły obejmować również drzewa. Mężczyźni biegli tak szybko jak mogli. W oddali słychać było płacz dzieci i wrzask palących się żywcem ludzi. Jednak to nie było najgorsze. W odległości niespełna 300 metrów zauważyli facetów z karabinami. Widząc to Ludwik zaczął jak najszybciej wyważać otwór do studzienki kanalizacyjnej. Gdy się mu udało, cała trójka weszła do środka. Martin zamknął otwór. Mieli nadzieję, że terroryści nie zauważyli ich. W środku słychać było trzaskający ogień, strzały z karabinów i płaczących ludzi. Modlitwy wznosili do różnych bogów, a cel był tylko jeden - przeżyć.

###

Tomasz Ivo Hugo stał na balkonie Pałacu Książęcego zamyślony. Myślał o zaskoczeniu, które wywołało u Roberta prośba o to aby wojsko było gotowe do potencjalnego ataku ze strony Rotrii. Nie ufał von Thornowi, podobnie jak wcześniej nie ufał Aleksandrowi IV. Można powiedzieć, że obecnie nie ufa praktycznie nikomu, jedynie sobie. Ale żeby przeżyć, musi mieć na Dworze zaufanych ludzi. Brakowało mu Bryenniosa, Asketila, a nawet Karoliny, której niegdyś ufał. Dzisiaj nie może powiedzieć, że wciąż jej ufa, ale jednak zdecydował się na pewien krok. Zdecydował się przejść do lochów w których przebywała Karolina. Chciał to zrobić jeszcze przed przesłuchaniami, które będzie prowadzić Laurencjusz - nowy Prefekt Generalny. Przechodząc przez Pałac widział pewne zmiany. Przed ucieczką był skromniejszy. Najwidoczniej Zbyszko miał o wiele większą chęć bogactwa. Po wyjściu z Pałacu wszedł do limuzyny i pokierował się w kierunku lochów.

- Książę wie o okropnym zamachu w Eldoracie - zapytał się kierowca, próbując przerwać okropną ciszę.

- Jakim zamachu? - zapytał zaskoczony Książę,

- Cztery bomby zostało zdetonowane w pasie od Dworca Autobusowego do Parku Narodowego. Jednak to nie wszystko, bo po wybuchach terroryści jeszcze strzelali do ludzi. Podobno straszny widok. Ludzie płonęli w parku. Ale, że Książę nie wie? - zapytał zaskoczony kierowca.

- Niestety, nie wszystko wiem. - odpowiedział zasmucony. Chwilę później znajdowali się przed lochami. Zastanawiał się dlaczego nikt nie powiedział mu o zamachach w Eldoracie. Kolejne zamachy - Sarmacja się sypie. Poprawił strój i udał się do lochów. Była w nich przeraźliwie zimno. Zima już wkradła się do Grodziska i nie poiła go optymizmem. Szedł, jak się okazało do najbardziej strzeżonej części więzienia. W celi siedziała skulona kobieta. Nie wyglądała dobrze. Zgarbiona, brudna, obryzgana krwią. Obok miała miskę z jedzeniem, a na szyi łańcuch. Widać było, że nie była kąpana kilka dni, smród wychodził niemalże spoza celi.

- Karolina! - krzyknął zaskoczony Książę. - Przykro mi, że spotykamy się w takich okolicznościach.

- Czego chcesz rotryjski psie - mówiąc, splunęła na obuwie Księcia. Tomasz popatrzył na nią z politowaniem.

- Wiesz, że gdybym chciał to za tą czynność już byś wisiała.

- Nie zabiją mnie za to. Nie liczysz się. Nigdy się nie liczyłeś - zaśmiała się przeraźliwie. Książę wydawał się niewzruszony, jednak w jego głowie kotłowało się wiele myśli. - Brakuje Ci charyzmy. Jesteś nijaki. Skończysz tak jak ja, gdy Robert zdobędzie to czego chce.

- A czego chce? - zapytał zaskoczony, chociaż w rzeczywistości podejrzewał, że przybycie von Thorna może zwiastować zmiany.

- Tronu i Ciebie w lochu! - krzyknęła i zaśmiała się niczym wiedźma.

- Chciałem z Tobą porozmawiać, ale najwidoczniej nie ma sensu. Straże! - krzyknął Książę i pośpiesznie podążył za nimi. Idąc w lochach zauważył postacie Krzysztofa Czuga-Chana, Ignacego Ferskiego de Ruth i Henryka Leszczyńskiego. Dwóch jego dawnych przyjaciół w celi. Nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć. A może Karolina ma rację i skończy tak jak ona. Rozmyślając o tym podążył do auta i pojechał do Pałacu.

###

Gabinet Kanclerza opanowała gęsta atmosfera. Po zamachu w Eldoracie Robert von Thorn był wściekły. Wezwał do siebie Laurencjusza oraz Aleksandra, którym najbardziej ufał. Miotał się we wszystkie strony, rozrzucał wszystko co miał przed rękoma.

- Kurwa, zamach w Eldoracie! Kto się tego dopuścił! - krzyczał rozhisteryzowany Robert. - To już są nie przelewki. Młynek jest zabezpieczony? - zapytał się

- Tak. Jest już zabezpieczony - odpowiedział Aleksander.

- Laurencjuszu, wiesz już może kto za to odpowiada? - zapytał się purpurowy ze złości Robert, co w połączeniu z garniturem wyglądało komicznie.

- Podejrzenia padają na Al Rajn, ale wciąż nie jesteśmy pewni. Najważniejsze, że nic się nie stało Przywódcy Krujaty.

- Przywódca Krucjaty, Przywódca Krucjaty. Prawie 2 tysiące Sclavińczyków zginęło, a my nie wiemy kto to zlecił!

- Dowiemy się, pracujemy nad tym.

- To pracuj jak najlepiej, bo inaczej skończysz jak von Lichtenstein. W lochu i leżący w szczynach. A Ty Aleksander masz wprowadzić żołnierzy do Eldoratu.
Niech patrolują wszystkie ulice. Może uda nam się złapać jakiegoś terrorystę. Róbcie coś. Załatwcie ten problem. Idźcie go rozwiązać - już. Jutro chcę tu widzieć przedstawiciela Teutonii, Sclavinii, Starosarmacji i Baridasu. Musimy wszystko obgadać i wprowadzić plany bezpieczeństwa.

- Tak jest! - powiedział Aleksander i wyszedł.

- Robert, na przyszłość nie kieruj we mnie groźby, bo to się jeszcze może źle skończyć. - powiedział Laurencjusz, napotykając się ze zdziwieniem Roberta.

- Ty mi grozisz? Ty śmiesz mi się przeciwstawiać? - krzyczał czerwony ze wściekłości Robert. - Nawet się nie waż. Wyjdź.

Laurencjusz wyszedł wyraźnie zadowolony. Robert wędrował po pokoju z jednego końca do drugiego. Nie wiedział co ma robić i co się wydarzy w najbliższej przyszłości. Czekał na telefon od Scholandczyka, jednak ten nie dzwonił.
Dotacje
Ten artykuł dotowali: Sorcha Raven.
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Lubią ten komentarz: Rihanna Aureliuš-Sedrovski.
Alfred Fabian von Tehen-Dżek, 11.02.2019 r. o 14:59:38
Why not w Pulsie Sarmatów, a Parku Stołecznym? @Rihanna
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Rihanna Aureliuš-Sedrovski.
Alfred Fabian von Tehen-Dżek, 11.02.2019 r. o 14:59:53
//Nieważne
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Rihanna Aureliuš-Sedrovski.
Sorcha Raven, 11.02.2019 r. o 19:31:34
Jak zwykle wybitne, czekałam na to :)
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Adam Jerzy Piastowski.
Laurencjusz Ma Hi at Atera, 11.02.2019 r. o 21:10:46
Coś sobie przypomniałem. Dostałem wtedy od Roberta pomnik w prezencie ;)
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Rihanna Aureliuš-Sedrovski.
Król Patryk I Labacki, 12.02.2019 r. o 02:17:14
To jest Arcydzieło :)
Szkoda że mnie nie ma w tym arcydziele ;) :D
Ten komentarz czeka na serca.
Mateusz Quadina, 12.02.2019 r. o 10:32:36
Muszę przeczytać wszystkie :)
Ten komentarz czeka na serca.
Ludwik Tomović, 12.02.2019 r. o 12:13:01
Ach, te czasy wczesnej młodości, zanim ściąłem włosy i luźniej się nosiłem :D

Poza tym, to chyba mój debiut w powieści? :)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Rihanna Aureliuš-Sedrovski, 12.02.2019 r. o 14:39:41
@LudwikTommo tak,tak debiut. Akcja wkracza w kolejne rejony Sarmacji i Mikroświata :D
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Julian Fer at Atera, 12.02.2019 r. o 16:37:34
Kiedy ciąg dalszy teko ciekawego kryminału?
odpowiedz
Rihanna Aureliuš-Sedrovski, 12.02.2019 r. o 16:49:59
@JulianF co ponidzialek. Jeszcze 8 tygodni chyba, że będzie przedłużenie serrii
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Julian Fer at Atera, 12.02.2019 r. o 16:51:54
@Rihanna To świetnie, bo ciekaw jestem jak dalej potoczy się akcja. Życzę twórczej weny :)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Albert Felimi-Liderski, 14.02.2019 r. o 23:58:01
Wieje nostalgią przy tych opowiadaniach spod szyldu PS. Jak za starych lat ;-)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Adam Jerzy Piastowski, 20.02.2019 r. o 13:12:38
Zaległości nadrobione! Jest moc ;)
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany