6089. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
86. dzień panowania Piotra III Łukasza
Gazeta Teutońska, Andrzej Fryderyk, 02.01.2019 r. o 21:39:03, tantiemy: 15 096.00 lt
Sarmacka monarchia – słabość czy siła
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
W wywiadzie dla Dremalandzkiego Kuriera, Jego Książęca Wysokość Robert Fryderyk określił Monarchię Sarmacji mianem wydmuszki. Winą za taki a nie inny stan obarczył swych poprzedników, zaś za główne problemy uznał brak etosu, szacunku dla hierarchii i ceremoniału. W słowach Jego Książęcej Wysokości można wyczuć wiele żalu i oskarżeń wobec społeczeństwa Księstwa Sarmacji, jak i niewskazanych wprost, ale wyczuwalnych aluzji do poszczególnych członków naszej społeczności. Abstrahując jednak od tego żalu, który był zapewne główną przyczyną takich, a nie innych słów, chciałbym wykorzystać ten moment na zastanowienie się nad ich słusznością. Czy monarchia w Księstwie umarła? Czy powinniśmy ją zastąpić? Między innymi nad tym chciałbym się dziś zastanowić razem z czytelnikami, albowiem wszelkie głosy w dyskusji są jak najbardziej mile widziane.

Pożółkłe strony, przerwane taśmy…

Ludzkość ma skłonność do tworzenia pamiątek. Przywołujemy pamięcią zmarłych, wspominając tych, których nie ma pośród nas. Wymyśliliśmy i upowszechniliśmy fotografię czy kinematografię, w celu coraz wierniejszego zatrzymywania chwil. Od wieków prehistorycznych ludzie w różnoraki sposób i z różnym skutkiem starają się zachować po sobie ślad: poezją, prozą, architekturą, malowidłami czy nauką. Nasi przodkowie starali się, by ich dokonania przetrwały wojny i plagi, pozostawiając pamięć po ich czynach przez setki i tysiące lat. Jednakże… Większość została zapomniana. Tylko te najbardziej wytrzymałe, niekoniecznie najokazalsze, pomniki pozostawiły pamięć o ich stwórcach.

Około 8 lat temu czytałem bloga. Czysto narracyjnego, przedstawiającego zabawne historie wymyślonych postaci, pisane z niezwykłą lekkością pióra, tworzyły pewną historię. Każdy wpis był pewnego rodzaju krótkim opowiadaniem, dziejącym się we wspólnym świecie. Postanowiłem cofnąć się w czasie, przeczytać raz jeszcze część z tych opowiadań z perspektywy czasu. Gdy jednak karty ksiąg pożółkną, zdjęcia wyblakną, taśmy filmowe zniszczą, tak miejsca w sieci… Po prostu znikają.

Wiele rzeczy po prostu znika. Ile martwych odnośników potrafię znaleźć w mych zbiorach do mniej lub bardziej ambitnych projektów, czy miejsc, które 10 lat temu namiętnie odwiedzałem. Czasem aż się dziwię, że jakieś miejsce w internecie wciąż istnieje i prezentuje jakąś aktywność. Mikronacje znam bardzo krótko, jednakże to dla mnie ewenement, że istnieją od tak wielu lat… Mimo wciąż zapowiadanego końca, wciąż zrzeszają wokół siebie nowe osoby. Choć nasze strony zmieniły się nie do poznania… Wciąż powstają inicjatywy, by odzyskiwać, zbierać stare materiały i mówić „to nasza historia”. W świecie natłoku informacji, jest to w mojej ocenie niezrozumiały ewenement. Piękny ewenement.

Niech żyje republika?

Coraz więcej osób, w tym najmłodszy stażem książę-senior zastanawiają się nad wprowadzeniem republiki z kadencyjnym prezydentem. Dlaczego jednak nie pójdziemy krok dalej, dlaczego nie zlikwidujemy tego urzędu w ogóle, a sprawy przedstawicielstwa pozostawimy Kanclerzowi Księstwa Sarmacji? W końcu w kurczącej się społeczności konsolidowanie urzędów ma sens. Czemu więc urzędu Księcia nie zlikwidujemy w zupełności i pozbędziemy się tej „wydmuszki monarchii”, jak to zostało określone przez poprzedniego Księcia?

Wiele osób mówi, iż uprawnienia Księcia są niskie, że Książę nic nie może i jest spychany do wnętrza pałacu. Z taką opinią muszę się zgodzić, ale wyłącznie częściowo. Przeglądając ustawowe uprawnienia urzędu Książęcego, dowiadujemy się, że ma prawo do wydawania rozporządzeń, nadaje tytuły, lenna oraz herby, jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, członkiem Trybunału Koronnego, a także, co najważniejsze, sprawuje zarząd nad infrastrukturą informatyczną Księstwa Sarmacji. Ponadto – co bywało często kontestowane, jest głową państwa i stanowi symbol jedności narodu.

W mojej ocenie Republika Sarmacji nie przetrwałaby nawet pięciu lat, a już na pewno nie przy obecnej sytuacji naszego kraju. Podstawową rolą Księcia Sarmacji nie jest bowiem bieżące politykowanie. Nie jest nim również tworzenie systemu, czy wszelkie działanie bieżące. Najistotniejszą rolą Księcia jest jego funkcja reprezentacyjna. Nie chodzi tu jednak o reprezentacje w polityce zewnętrznej. Dużo istotniejsza jest rola jaką Książę pełni wewnątrz naszego państwa. Jest on reprezentantem stabilności i niezłomności naszego państwa. Przez to, że jego pozycja jest niekadencyjna, a zdjęcie z tronu – trudne – ma za zadanie podtrzymywać relacje wewnętrzne i nadawać pewien kierunek rozwoju.

Niedawno pod skrzydła Księstwa trafiła Bialenia. Jest to dla mnie ewenement, że przetrwała tak długo jako niezależna Republika. Czy jest to związane z tym, że zawsze, choćby gdzieś z tyłu, sytuację w swym kraju obserwowali ojcowie założyciele, w tym Andrzej Swarzewski? Niestety, nie znam sytuacji tego kraju na tyle dobrze, by wydawać takie osądy. Ileż jednak razy państwo to było kompromitowane przez nieudolnych przywódców, czy reprezentantów. Któż pamięta o krótkiej historii prezydentury Aleksandry Izabeli Dostojewskiej–Swarzewskiej? Albo z rzeczy nowocześniejszych – wrogiego przejęcia państwa przez Jana Lubomirskiego-Dostojewskiego. Choć takie sytuacje mogą przysporzyć ciekawym obserwatorom nieco rozrywki, tak powodują, iż naród który doświadcza takich wpadek, traci swoją wiarygodność. Oznacza to bowiem, że infrastruktura państwowo-społeczna jest na tyle słaba, że może przejąć ją człowiek, wybrany demokratycznie przez większość. W mojej ocenie podobna sytuacja, gdyby zdarzyła się w Sarmacji, ze względu na jej pozycję w Mikroświecie i skomplikowane relacje wewnętrzne, prawdopodobnie doprowadziłoby do postawienia końcowych kropek w dziejach Księstwa.

Ufamy Ci Książę!

Wielokrotnie porusza się, że Książę ma za małe uprawnienia. Inni twierdzą,, że należy je jeszcze bardziej uciąć, nadając więcej możliwości zastępstw Książęcych. Ogólnie zauważam niepokojącą tendencję, do rozszerzania bądź zmniejszania tychże, w zależności od panującego Księcia. Tworzy się pod to jakieś idee, próbuje się podciągnąć pewne obserwacje społeczne. Fakt jednak jest taki, że jako społeczeństwo patrzymy na ten urząd niezwykle osobowo, podczas rządów. Gdy obawiamy się panującej osoby – uprawnienia odbieramy. Gdy zaś jest mężem stanu, uprawnienia przenosimy. Nie patrzymy na Księcia, jako urząd, lecz osobę.

Zatem jakie powinny być te uprawnienia? W mojej ocenie, dobry Książę nie musi posiadać wysokich uprawnień, żeby rządzić skutecznie. Bowiem Książę winien rządzić nie prawem lecz słowem. To właśnie od niego powinno bić serce monarchizmu, jego słowa powinny sprawiać wrażenia takich, z którymi się zwyczajnie nie dyskutuje. Książę powinien być niepodważalnym autorytetem. Tego jednak nie zapewnią żadne ustawy, ni Konstytucja. Mogą tu pomóc zwyczaje społeczeństwa, jednakże najważniejsza jest tu postawa samego Księcia.

Sytuacja w jakiej startował JKW Robert Fryderyk, była niezwykle ciężka. Już na starcie posiadał wielu przeciwników, a same wybory wyraźnie pokazały dwubiegunowość poparcia dla Jego Książęcej Wysokości – z jednej strony bardzo wiele osób wskazywało Księcia Seniora jako swój pierwszy wybór, z drugiej wiele wolałoby każdego innego, wieszcząc, że wybór Roberta Fryderyka to rychły koniec dla Sarmacji. Mając tak wiele elektoratu negatywnego, wytykającego choćby najmniejsze wpadki, solidne rządy były znacząco utrudnione.

Robert Fryderyk, w rozmowie z redaktorką Kuriera, obarczył społeczeństwo sarmackie winą za stan monarchii w Sarmacji. Stwierdził, że to brak szacunku dla hierarchii, ceremoniału jest przyczyną, dla której Monarchia w Sarmacji jest osłabiona. Ponadto stwierdził, że stan taki odziedziczył po swoim poprzedniku, nie jest on wynikiem jego, mimo wszystko, dość krótkich rządów. Nie sposób odmówić racji, że poprzedni Książę dobrą popularnością się nie cieszył, a w miejscach publicznych można było spotkać wiele komentarzy, które w sytuacji normalnej nie powinny się pojawić.

Nie da się więc ukryć że sytuacja w Sarmacji była pod tym względem patologiczna. W mojej ocenie wynikała ona jednak z zupełnie innych czynników, niż wspomnianych przez Księcia. Społeczności internetowe, do których należy bez wątpienia Sarmacja, charakteryzują się pewnymi zasadami, nieco odmiennymi od tych należących do społeczności materialnych. Gdy w sporach świata materialnego, ostateczną przewagę może mieć podmiot o większej sile, w warunkach mikronacyjnych takowe będą skazane na śmieszność i ukazywać przede wszystkim słabość. Nie zakujemy w dyby osoby, która zachowuje się niewłaściwie. Nie wrzucimy do lochu, za naplucie w twarz osobie o wyższej hierarchii. Nawet mając szeroki zakres uprawnień, używając banicji, odbierając obywatelstwa, wydalając cudzoziemców, wkrótce zostalibyśmy w swoim państwie sami.

Jednakże społeczeństwa nie trzeba przymuszać do tego, aby szacunek do Księcia mieli. Wszyscy dołączyliśmy do Sarmacji, jako do monarchii, spodziewając się pewnych relacji społecznych. Przez lata odnajdywaliśmy się w tym ustroju, mimo zmieniających się Książąt, tych których lubiliśmy bardziej bądź mniej. W tym przypadku jednak Książę bardzo szybko był krytykowany personalnie za poczynione działania, czasami w słowach, które zdecydowanie nie powinny być kierowane publicznie do Księcia. Dlaczego tak się działo? Jestem przekonany, że Książę-Senior wielokrotne wdawał się w rozmowy zupełnie niepotrzebne. W połączeniu z bardzo dużą ilością elektoratu niechętnego wobec jego osoby, wytworzył sobie wizerunek monarchy słabego, bez poparcia społecznego, skorego do kłótni.

Świetnym kontrprzykładem jest właśnie poprzednik rzeczonego, JKW Tomasz Ivo Hugo. Wstępował on na tron w wyniku konsensusu społecznego, znacznie trudniejszego niż obecnie, albowiem w czasie, gdy jednym z narodów Sarmacji był Mandragorat Wandystanu, z założenia przeciwny monarchistycznym zwyczajom. Podczas panowania JKW Tomasza Ivona Hugona wyczuwalna była znaczące wsparcie społeczeństwa i zrozumienie hierarchii. Choć zdarzały się jednostki odrzucające ją – działania takowe były potępiane przez społeczeństwo. Samo zakończenie panowania było skwitowane pięknymi podziękowaniami od Księcia-Seniora, z rekordową liczbą serc, zostawionymi pod nimi.

Czy zatem JKW Tomasz Ivo Hugo był wzorowym monarchą? Oczywiście że nie! Zdarzały się błędy, nawet takie, które zachwiały jego rządami. Niejednokrotnie sam popadałem z byłym Księciem w konflikt. Mimo wszystko jego umiejętności pozwoliły na praktycznie rozwiązanie większości sporów, a przed zakończeniem panowania, rozwiązał większość spraw. Niejednokrotnie się spotkałem ze stwierdzeniem, że niektórych wypowiedzi nie powinien wygłaszać jako monaracha, że nie przystoi… Ale mimo wszystko cieszy się ogromnym szacunkiem większości Sarmatów, którzy bez krzty wątpliwości nazywają go Jego Książęcą Wysokością.

Ciekawe, ciekawe Diuku

Można przypuścić, że próbuję przestawić monarchię w Sarmacji jako idealną, bądź bezproblemową. Nic bardziej mylnego! Jestem zdania, iż mierzymy się z wieloma problemami. Jednym z nich jest tzw. „inflacja” tytułów szlacheckich i arystokratycznych. To potoczne określenie obrazuje problem, w którym stan arystokratyczny jest znaczącym procentem społeczności, zaś sam najwyższy tytuł diuka jest nadany także osobom, które ze względu na sposób bycia, nie powinny były go otrzymać. Bardzo podobny mechanizm nadmiaru jest obecny również przy odznaczeniach. Było to również przedmiotem mojego wykładu wygłoszonego podczas Kongresu Znawców Rzeczy Niepotrzebnych w Dreamlandzkim Uniwersytecie Królewskim w Dreamopolis. Zainteresowanych zachęcam do odczytania jego zapisu.

Innym problemem sarmackiej monarchii jest brak odpowiedniego umocowania samych nadań wsi lennych i lenn. Oprócz nielicznych wyjątków wsie lenne to tylko wpis w profilu, zaś lenna są jednorazową inicjatywą, pielęgnowaną co najwyżej tuż po nadaniu, później zaś pozostają jako wpis urzędowy w liście lenn. To właśnie te elementy, które w naturalny sposób powinny tworzyć nowe narracyjne struktury, być swojego rodzaju ośrodkiem działalności Sarmatów, pozostają marnym urzędowym wpisem w księgach. Albo i nawet to nie – niejednokrotnie mieliśmy przypadek pozanarracyjnego przenoszenia swoich lenn na inne tereny i jakby nigdy nic – kontynuowania ich działalności. Taki stan rzeczy ośmiesza stosunki lenne w Księstwie i wpływa negatywnie na monarchiczny obraz naszego Państwa.

Nie może też ulec uwadze jeden z najważniejszych czynników – stosunek obywateli do własnego stanu szlacheckiego i stanu szlacheckiego innych, poruszony przez Księcia-Seniora. Coraz częściej widzę tendencję, gdy owe są pomijane w dyskusji publicznej, a poszczególne osoby nie zwracają się do tych z wyższym stopniem społecznym bez stosownej tytulatury czy zachowania szacunku. Z drugiej strony jest też brak poszanowania do własnego tytułu i zachowanie nieprzystające do niego. Można to odbierać jako znaczną wadę, ale też i zaletę – dzięki temu nasze społeczeństwo jest luźniejsze i mniej hermetyczne. W mojej ocenie są jednak pewne granice w tym luźniejszym podejściu, które niejednokrotnie zostały przekroczone.

Chciałbym jednak zauważyć, że żaden z powyższych problemów nie jest takim, którego nie da się rozwiązać wprowadzając stosowne rozwiązania. Nie są to kwestie na tyle problematyczne, by wywracać cały ustrój. Co więcej, jestem przekonany, że każdy z opisanych problemów jest wynikiem decyzji, które były najlepsze z możliwych do podjęcia w danym momencie. Nie zgodzę się z tym, że do ich rozwiązania potrzebna jest kompletna rewolucja, lecz działania dostosowane do czasów, w których egzystujemy.

Dokąd zmierzasz Sarmacjo?

Jaka jest więc droga dla Sarmacji? Czy monarchia sarmacka jest wydmuszką, zgodnie ze słowami Roberta Fryderyka? Moim zdaniem nie. Słowa sarmackiego seniora były wypowiedziane wkrótce po rezygnacji z piastowanego przez niego urzędu, w rozgoryczeniu z porażki własnych rządów. Nie należy traktować więc słów Jego Książęcej Wysokości poważnie w sytuacji, gdy były one manifestem goryczy, sformułowane niedługo po przyznaniu się do własnej porażki. Sarmacki ustrój monarchistyczny jest ogromnym atutem sarmackim, a pozostawanie w nim jest źródłem znacznie większej ilości zalet niż wad. To właśnie ten ustrój zapewnia nam stabilność państwa, możliwość planowania długofalowego, jak i jest podstawą narracyjną naszej społeczności.

Z pewnością nie należy jednak bagatelizować problemów sarmackiej monarchii. Niedawnego koronowaliśmy nowego przedstawiciela zewnętrznego i wewnętrznego, nasz symbol jedności narodu: Jego Książęcą Mość Piotra III Łukasza. To właśnie przed Księciem stać będzie teraz najważniejsze zadanie – wzbudzić wobec swojej osoby szacunek i stać się wzorem monarchii w Sarmacji. To właśnie on będzie ojcem narodu, administratorem naszych serwerów. To od niego oczekiwać będziemy że spełni konstytucyjny obowiązek bycia symbolem jedności naszego podzielonego narodu. To od niego będziemy oczekiwać, że poradzi sobie z problemami, z jakimi bez wątpienia się borykamy.

Być może to właśnie od nowego Księcia zależeć będzie czy tradycyjna monarchia w Sarmacji przetrwa, czy też idea „Księcia Sarmacji” zostanie pogrzebana na zawsze. Z pewnością pewien istotny okres w historii Księstwa Sarmacji został zakończony, a zaczął się kolejny. Kolejne białe strony księgi naszej historii będą zapełnione nową treścią. Jak ona będzie wyglądać? Czy powinniśmy się szykować na lekturę tego ostatniego rozdziału? Na te pytania odpowie nie nowy Książę a my wszyscy – obywatele Księstwa Sarmacji.
Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Andrzej Fryderyk, 02.01.2019 r. o 21:42:26
Małe post scriptum – większość artykułu była pisana w czasie niedługim po publikacji wywiadu. Niestety, nie miałem nigdy czasu go dokończyć, dopiero w ostatnich dniach w końcu byłem do tego zdolny.

Stąd w artykule pomijane są pewne kwestie, w tym powstanie ruchu republikańskiego i jego rychły upadek. Uważam jednak, że sama istota artykułu pozostaje niezmienna.

Zachęcam do dyskusji.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Andrzej Fryderyk, Janush Sundajski.
Piotr Paweł I, 02.01.2019 r. o 22:40:40
Generalnie zgadzam się z treścią artykułu - odniosę się do niego wkrótce, bo uważam za bardzo ważny.
Lubią ten komentarz: Andrzej Fryderyk.
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser, 02.01.2019 r. o 23:33:07
Quote:
Gdy obawiamy się panującej osoby – uprawnienia odbieramy. Gdy zaś jest mężem stanu, uprawnienia przenosimy. Nie patrzymy na Księcia, jako urząd, lecz osobę
Ja byłem za rozszerzaniem prerogatyw monarchy zarówno za JKW TIH-a, JKW Roberta Fryderyka, jak i obecnie nadal jestem tego poglądu zwolennikiem, więc z podmiotem "my" w powyższym cytacie się nie utożsamiam ;)

Jeżeli chodzi o niestosowanie tytułów, wydaje mi się, że to częściowo wynik niedostatków edukacji. Zauważyłem, że część nowych obywateli stosuje instynktownie formę "Pan", co sugeruje, że nie chcą być niegrzeczni czy "republikańscy", ale po prostu nie dotarli do poradnika o tytulaturze baridajskiej. A jest jeszcze kwestia niuansów, które i mnie czasem wprawiają w konfuzję. Np. do dzisiaj nie jestem pewien, wstyd się przyznać, czy do panującego króla Teutonii należy się zwracać per WKM czy WKW. Stąd pojawiający się w KT temat własnych tytułów, choć jest sam w sobie bardzo ciekawy, to jednak trochę niepokoi, bo może jeszcze bardziej zagmatwać sytuację.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Dobry artykuł!
Myślę, że się zgadzam z treścią.
odpowiedz
Prokrust Zombiakov, 02.01.2019 r. o 23:42:06
Z pewnością jest to tekst wyważony i w zamyśle nie dający wielu odpowiedzi - co różni autora od np. Roberta Fryderyka który już w pierwszym zdaniu zaproponowałby lekarstwo na całe zło (takie albo inne).

Zgadzam się, że brakuje nam trochę galanterii ale u mnie to bierze się głównie z lenistwa. Trzeba sprawdzić jaki tytuł nosi rozmówca (nie zawsze jest to wyeksponowane), sięgnąć do tytulatury jako powinno się zwrócić i dopiero pisać. Jakby na forum i stronie był taki system podpowiedzi jak się do danej osoby zwracać... to byłoby fajnie. Nie mniej zamierzam w Starosarmacji poruszyć ten temat jak również temat w stylu etosu rycerskiego.

Po dwóch miesiącach odczuwam, że nieco brakuje mi działań ze strony Księcia. Jest w tle, nie angażuje się, tworzy w pałacowym zaciszu system. W efekcie nie prowokuje awantur ale ... to też droga donikąd. Ale też nikt nie krytykuje bo ludzie są zajęci swoimi krajami/prowincjami i wszystko działa siłą rozpędu (nawet bez prawdziwego rządu).

Ostatni rozdział przyjdzie za ~30 lat jak zaczną umierać najstarsi stażem. Do tego czasu jeżeli tylko nikt nie "wyłączy serwera" przez jakiś osobiste animozje Księstwo będzie istnieć - w mniejszej lub większej formie.
odpowiedz
Andrzej Fryderyk, 02.01.2019 r. o 23:45:20
@RemigiuszL jeśli chodzi o formę Mość/Wysokość do Królów Teutonii… Tu panuje pewna rzecz, która zaginęła gdzieś po inkorporacji KNT i stworzenia KT jako połączenia MT z KNT. Jak wskazują archiwa, na samym początku Łukasz August był nazywany Jego Królewską Mością. Później gdzieś po drodze powstało przekonanie że tylko Księciu Sarmacji przysługuje „Mość” i było to respektowane przez JKW Tomasza Ivona Hugona.

Moim zdaniem powinno być Mość. Niektórzy tradycjonaliści wolą mówić Wysokość… I stąd też problemy.

Zaś co do formy „my” – raczej tu mówię o działaniach ustawodawców, czyli Sarmacji – nie jest to odniesienie personalne, z którym każdy się utożsami.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser, 02.01.2019 r. o 23:49:30
@anglov Dziękuję za rozwianie wątpliwości. Po prostu pamiętałem, jak Roberta Fryderyka oskarżano o złą tytulaturę i odtąd się bałem, że sam popełnię to faux pas. Jak widzę, sytuacja nie jest tak jednoznaczna.
odpowiedz
Krzysztof Czuguł-Chan, 03.01.2019 r. o 00:02:46
Dzisiaj mam wenę na niespójne pisanie, więc pozwolę sobie na raczej [mocno – przyp. autora po skończeniu pisania] ogólny mini-felieton(na mniej ogólny mam wyrok Trybunału), za co serdecznie przepraszam i raczej nie zachęcam do czytania.

Sarmacka monarchia ma tę przewagę względem ustrojów republikańskich, że osoba sprawująca władzę nie jest obarczona stygmatem nieustannej politycznej walki o wpływy i poparcie. Nawet elekcja jest zazwyczaj prezentacją swojej wizji państwa niż typową wyborczą jatką, a ile elekcji przeżyłem, tak kandydaci starali się, poza kilkoma wyjątkami, trzymać rezon i powoli wczuwać w etos władcy. Nawet jeśli nie byli to wiekowi stażem Sarmaci, to widać było szacunek do urzędu, który chcą objąć i pewne dostosowanie się do nowej roli.

Z kolei po zakończeniu elekcji wszystkie tarcia między kandydatami ustawały, bo koniec końców nie chodziło o spełnianie politycznych ambicji, a o zagwarantowanie Księstwu Sarmacji stabilności i przyszłości. Zwłaszcza, że podium elekcyjne to było zazwyczaj zestawienie osób, które cieszyłyby się ogólnym poparciem w razie wyboru, bo ludzie nie głosowali przeciwko któremuś z nich, tylko akurat na tego jednego się zdecydowali, ten ich przekonał, ale pozostali też byli dobrzy, jakby wygrali.

Elekcja to jeden z niewielu momentów, w którym ludzie w znakomitej większości nie głosują na sympatie, ale faktycznie myślą przez pryzmat zysku dla Księstwa. Głównie dlatego, że nie jest to kolejny organ kadencyjny, któremu można „dać się sprawdzić”. Jak się wybierze, to już kaplica. To pokazuje tylko jak bardzo dojrzałym społeczeństwem jesteśmy.

Poza tym zawsze (no, już nie tak zawsze) wybierany był na księcia mąż stanu. Człowiek może nie całkowicie nieskazitelny, ale przede wszystkim ktoś do kogo ogół społeczeństwa miał szacunek oparty na jego pracy na rzecz Księstwa i ogólnych relacjach z ludźmi. Ktoś, kto zasłużył na zaufanie. Człowiek stabilny, zarówno umysłowo, jak i światopoglądowo.

Do takich osób w sposób naturalny ludzie po abdykacjach zwracali się z pytaniami czy będą kandydować, bo instynktownie czuli, że ten ktoś się nadaje, że może poprowadzić Księstwo. Tworzyły się kręgi wsparcia kandydata, które potem zazwyczaj przeradzały się w Dwór Książęcy po wygranej elekcji.

Do mnie nigdy nikt się w tej sprawie nie odezwał ;) Nie mam o to żalu, ba, nawet się cieszę, bo wiem, że się nie nadaję do książęcych pantalonów, choć są ponoć z elastanu. Niestety, ale przylegający materiał uwypukla pewne sprawy, więc tym bardziej trzeba się kontrolować, by nie narazić ludzi na zgorszenie lub siebie na śmieszność. Dlatego też nigdy nie stawałem na polu elekcyjnym, ani nawet nie chwytałem się kanclerstwa. Oczywiście, przy jakiejkolwiek ambicji i odpowiednich staraniach mógłbym tę czy inną elekcję wygrać lub przynajmniej sporo namieszać, ale tu już musiałbym wykorzystać inny kapitał, kapitał polityczny. Dobrze to rozegrać, trochę się zakręcić, pochodzić, popytać, posmarować i poszukać luźnych głosów.

Tylko właśnie. Taka wygrana pociągnęłaby za sobą pewne niepożądane skutki, a mianowicie – wybrano by kogoś bez pełnego poparcia społecznego. Na starcie znalazłbym się w sytuacji, którą poprzedni książęta osiągali dopiero n-tą nietrafioną decyzją i to w jakichś poważniejszych sprawach.

W moim odczuciu Księciem się jest, po prostu czasem jeszcze niewybranym. Z kolei można księciem wybranym zostać, nigdy tak naprawdę Księciem nie będąc.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Andrzej Fryderyk.
Adam Jerzy Piastowski, 03.01.2019 r. o 00:09:05
Ze swojej strony muszę przyznać, że jednym z głównych powodów zainteresowania się kiedyś mikronacjami była właśnie monarchia. Wydawało mi się, że eksponowanie jej wszystkich walorów typu tytuły, szlacheckie nobilitacje, działanie w prerogatywach zajmowanego stanowiska i generalnie zabawa w kontekście zapomnianej w Polsce monarchii jest szalenie interesująca. Pozwala wczuć się odrobinę w zamierzchłe czasy i tworzyć po swojemu ciekawą narrację z tym związaną.

Monarchia w KS nie umarła, jeszcze nie i mam nadzieję, że będzie trwać nadal bo osobiście nadal dobrze mi smakuje wydzielając w pewnym sensie endorfinę i serotoninę niczym po zjedzeniu ulubionego kawałka czekolady.

Zastąpienie monarchii inną formą ustroju może okazać się ewolucyjnym i rewolucyjnym następstwem, które spowoduje przetrwanie lub upadek KS. Być może kiedyś nie będzie wyjścia, ale nie chciałbym być w skórze osoby, która odważy się na tak trudny krok. Szczerze wątpię czy będzie to nam kiedykolwiek potrzebne. Internet daje tę możliwość i przewagę, że jak komuś nie w smak monarchia to może poszukać sobie innego miejsca, co też uczynił ostatni ex-Książę. Lepiej tak niż jakby miał na siłę zmieniać kaesy pod swoje przekonania.

Reasumując bardzo dobry, refleksyjny tekst na zakończenie dnia.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Andrzej Fryderyk, Prokrust Zombiakov.
Prokrust Zombiakov, 03.01.2019 r. o 00:18:20
Możemy też dojść do takiej formy, że Książę będzie sędziwym starcem pilnującym serwera - totalnie nieaktywnym ale człowiekiem pewnym jak Zawisza Czarny. Takim który wie do czego służy telefon (czy jakieś inne ustrojstwo za 10 lat - jak pralka zintegrowana z 5G) i który raz na kwartał będzie wydawał orędzie i nadania.

A rządy będą rzeczywiście w rękach Kanclerza - Prezydenta. Chociaż też się wydaje, że bardziej nieuchronnym kierunkiem jest to, że rząd całkiem zaniknie i będziemy mieć szereg Krajów oraz krytyczne wspólne urzędy jak "coś w stylu NIA" czy "coś w stylu Prefektury". Czemu oczywiście jestem przeciwny ale ... tak się zapowiada.
odpowiedz
Tomasz Ivo Hugo, 03.01.2019 r. o 12:05:01
No cóż, krawiec kraje, jak mu materiału staje, czy jakoś tak. Myślę, że to jest, powinna być jedna z istotnych zasad, którymi powinien się kierować ktoś, kto obejmuje tak wysoki urząd. Miast psioczyć na to, jak kiepskie ma prerogatywy i to jeszcze obarczać winą poprzednika.

Tak, tak, ciąży mi to, ponieważ wyznawałem jeszcze jedną zasadę, którą przejąłem po poprzednikach, choć nigdy na głos nie została wypowiedziana, ani spisana; a wobec mnie nie była zachowana chyba nawet kwartał. Jeśli nie szacunek, to przynajmniej niekrytykowanie poprzedników; a wobec mnie było to chyba w możliwie najgorszej formie "patrzcie jak zajebiście zrobiłem to, co tamten spartaczył" - no oczywiście, że nie wprost, choć i tak pewnie będę miał proces.

Czysta karta w przypadku Księcia działa dwustronnie. Społeczeństwo powinno ją dawać przynajmniej na początku, żeby nie uprzedzać się tym, co było. Jednak i sobie Książę też powinien w jakiś sposób dać czystą, pustą kartę - byli inni przede mną, ale teraz jestem ja i buduję swój wizerunek na sobie. I w mojej ocenie podejście do siebie samego, nie przez pryzmat poprzedników, nie szarganie poprzedników też ma wpływ na etos i szacunek Księcia. Co prawda piszę tu z pozycji seniora, więc każda inna osoba, nie-senior, może z łatwością utrącić ten argument. No i z pewnością ciężko to "udowodnić", niby wyczuwalne, ale jednak nie namacalne.

Wracając do prerogatyw, to myślę, że wiele osób zna, może łatwo poznać nastroje panujące przed wyniesieniem mojej skromnej osoby na Tron. Nawet Autor, który otrzymał paszport w dniu mojej koronacji. Generalnie zamykało się to w pojęciu "zmniejszyć prerogatywy Księciu". I ja poszedłem tym torem, jednak nie można mi zarzucić, że był to chwyt polityczny, narzędzie służące elekcji.

Nie wracałem do zwiększania prerogatyw sam; i w ogóle wcale szybko ten temat się nie pojawił. Albo ktoś mi je zwiększał, chciał zwiększyć, albo z inicjatywy kogoś ja występowałem z taką propozycją. Zdawało się, że takie były nastroje społeczne, ale jak to nastroje, nie są one właściwe wszystkim, więc pojawiały się głosy sprzeciwu; co najśmieszniejsze - czasem najgłośniejsi byli ci, którzy sprzeciwiali się zmniejszaniu przed elekcją. Ale zgodzę się z tą krytyczną uwagą, że zmiany pod konkretną osobę nie są niczym dobrym. Choć może też nie zawsze - nie da się tego zagadnienia opisać tylko w czerni i bieli. Inna sprawa, że "moje" prerogatywy na wstępie zostały zmienione (zmniejszone) nie przez wzgląd na mnie, a właśnie poprzednika; stąd cudzysłów - jeszcze nie były moje.

Co do inflacji tytułów, odznaczeń. Akurat Autor zna tę stronę (nomen omen) medalu i nie trzeba Jemu tłumaczyć, ale wiedzcie, że ciężko być oceniającym i nagradzającym. Myślę, że sporo napisałem na temat swojego podejścia do tytułów. Pokrótce - chciałem, starałem się nagrodzić wkład ludzi w rozwój naszego Księstwa, stąd odpowiadała mi "instytucja" wsi. Mogłem nagrodzić, docenić nawet mniejszy wkład, ale nie musiałem od razu dawać tytułu. Ale i tak, z jednej strony pojawiali się komentatorzy twierdzący, że jednak same tytułu były ciekawsze, bo osnute nimbem tajemniczości, a z drugiej strony miałem mnóstwo tylkopytań* "czemu ja mniej dostałem niż tamten?". Potem stwierdziłem, że można by częściej nagradzać, ale czym innym. Pojawiły się odznaczenia i ordery, które na marginesie, miały (i mają!) w pewnym sensie bardziej wymierne korzyści. Niestety zacząłem od tych "statystycznych", czyli przeliczanych na post (nieważne jakiej jakości) i uzyskane serca. No i przylgnęła do wszystkich odznaczeń łatka achivementów - nikt nie zwracał uwagi, że kolejne są już jakościowe. Doszło do tego, że nawet przy ostatnich nadaniach dostałem tylkopytanie czemu tylkopytający dostał niższą kategorię niż inny (wymieniony z nazwiska), choć ten drugi napisał mniej artykułów; od osoby, z którą niejednokrotnie o tym rozmawiałem i wydawała się rozumieć zasady. Kurde, miało być "pokrótce".

Co do tego czy Księstwo, czy republika, to zgadzam się z Autorem, więc nie będę się rozpisywał. Jeśli ktoś zostaje Księciem, to albo z przeświadczeniem, że będzie mu wygodnie w tych butach, albo z zapleczem, które pomoże wykonać wygodniejsze, większe. Bo chyba nie po to, żeby zmienić Księstwo w republikę? Chociaż tak naprawdę to, jak to jest być Księciem pozna tylko ten, kto nim zostanie, to chyba jednak każdy może sobie choć po części wyobrazić po lekturze uprawnień Władcy, jak to będzie, gdyby został Księciem.

To tyle. Tak, jest to z perspektywy seniora. Bo z jakiej? W zwykłego obywatela nikt nie uwierzy ;-) Zdaję sobie sprawę, że mi zaraz ktoś wypomni, że się użalam, spyta czy startuje na jakieś stanowiska, ale żal byłoby nie skomentować takiego artykułu, czy napisać tylko w stylu "super artykuł"

*specjalnie "stworzyłem" takiego potworka, bo pytający oczywiście zapewniali mnie, że "tylko pytają", ale dało się "wyczuć" rozgoryczenie, pretensje itp. ;-) Mógłbym z nich chyba wydać książkę, a jeden "autor" miałby swój odrębny roz
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Tomasz Ivo Hugo, Andrzej Fryderyk.
Adam Jerzy Piastowski, 03.01.2019 r. o 12:19:17
Quote:
W moim odczuciu Księciem się jest, po prostu czasem jeszcze niewybranym. Z kolei można księciem wybranym zostać, nigdy tak naprawdę Księciem nie będąc.

Dodam tylko, że to podsumowanie Diuka Czuguł-Chana mogłoby być meritum tego artykułu!
Quote:
Zdaję sobie sprawę, że mi zaraz ktoś wypomni, że się użalam...

@Hugo Użala się WKW :)
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Andrzej Swarzewski.
Wojciech Hergemon, 03.01.2019 r. o 18:41:28
Zarówno tak długie artykuły jak i komentarze powinny zostać spenalizowane. Mało kto przez to przebrnie. Może jakieś streszczenia powinny być, brygi itd.

Ad rem. Po latach nie uważam monarchii za konstytutywną cechę Sarmacji, zwłaszcza, że i tak mamy monarchie w ramach tzw. prowincji. Być może lepszym modelem dalszego rozwoju byłoby właśnie rozluźnienie więzów i stworzenie luźnej federacji.

Jeśli chodzi o panowanie RCA oceniam je pozytywnie. Mogło być znacznie gorzej, zatem należy docenić, że władca na ile mógł, na tyle się powstrzymywał.

Co do tytułów. Sam nie używam, nie pamiętam co się komu należy itd. Bez jaj, po tylu latach w KS nie będę za każdym razem dłużej sprawdzać jak się do kogoś zwracać niż pisał wypowiedź. Jak byłem w TK to tego starałem się pilnować i mnie to irytowało niebywale.
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany