6150. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
147. dzień panowania Piotra III Łukasza
Przelane na Papier, Jan Grimknur, 08.12.2018 r. o 16:19:46, tantiemy: 4 671.00 lt
Wspomnienie Ferskiej Biblioteki #01.01
Fragment kronik bliżej nieznanego kronikarza. Zgodnie z zasadą bibliotekarzy, księgi nie mogą przestać istnieć, dlatego znaleziony fragment publikowany jest właśnie w tym miejscu.

16 października 1946.
To już czternasty dzień badań nad fenomenem wiecznego banana pozyskanego w wyniku kontaktu naszej cywilizacji z plemieniem Abadunów. Na chwilę obecną postanowiłem rozpocząć prowadzenie tego dziennika w celu pozostawienia śladu na temat badań do tej pory przeprowadzonych. Zaczęło się dwa tygodnie temu.

2 października 1946.
Rozbiliśmy naszą awionetkę na terenami niczyimi, bez wody oraz pożywienia skazani na wieczną (aczkolwiek krótką) tułaczkę po tych nieznanych nam lądach. Odnalezieni przez Abadunów, nakarmieni (przez głodnych) i napojeni (przez spragnionych), można powiedzieć, że uratowani, aczkolwiek bez szans na ratunek. Kim są Abaduni? To proste plemię, które ze względu na srogie warunki panujące w ich klimatach żywi się tylko bananami, bananami pozyskiwanymi tylko z jednego miejsca, świętego drzewa Bouoa. Gdzie tu cała historia? Otóż wydaje się, że owoc pozyskany z drzewa (które to wymarło już wiele lat temu, jednak nie udało mi się uzyskać informacji kiedy) wydaje się być wiecznym, odcięcie kawałka owocu powoduje, że ten natychmiast odrasta przy większej jego pozostałej części, którą nazwaliśmy rdzeniem. Tym właśnie owocem zostaliśmy wykarmieni ja i cała moja świta złożona z trzynastu (ach jakże pechowa liczba!) osób.

8 października 1946.
Nakarmieni i napojeni (jednym bananem!) postanowiliśmy sporządzić plan opuszczenia wioski i powrotu do naszego świata, do naszej cywilizacji. Niestety z powodów braku żywności oraz źródła słodkiej wody zmuszeni byliśmy do najbardziej haniebnego czynu, kradzieży jedynego pożywienia lokalsów, Wiecznego Banana.

10 października 1946.
Jest plan. Zaczynamy pięć minut po północy (dla zmylenia przeciwnika).

14 października 1946.
Jak do tej pory sukces. Jesteśmy w drodze już od czterech dni. Wypożyczenie źródła pożywienia (obiecujemy zwrócić, gdy tylko odnajdziemy naszych!) przebiegło bez większych problemów, jak na taki skarb, ilość strażników była żenująco niska (czy 0 jest ilością żenująco niską?). Szlajamy się już po pustyni cztery dni, za pożywienie służy nam Wieczny Banan. O dziwo cały czas regeneruje się i służy niejako za nieskończone źródło pożywienia. Bomba, możemy tak iść latami, a jedzenia nam nie zabraknie.

23 października 1946.
Wydmy, wydmy, KURWA MAĆ, wydmy.

28 października 1946.
Jest nadzieja krajobraz lekko przeinaczył się. Wydmy porastają dziwne trawy. O dziwo rewelacyjne źródło pożywienia. Ha! Nawet piasek jest lepszy niż banany!

38 paź10 listopada 1946.
Nie ma już wydm, udało się całkowicie zmienić krajobraz, nie ma już zagrożenia głodu. Od kilku dni prowadzimy badania Wiecznego Banana. Wyglądem przypomina banana, smakiem banana, kolorem... Do cholery, BANAN! A jednak, jest w nim coś nieswojego. Z aktualnych poczynionych badań wiemy jedynie, że prócz jego szybkiej regeneracji nie ma w nim nic niezwykłego. No cóż, może tylko poza faktem, że rdzeń nie jest stały, banan odtwarza się zawsze od większego kawałka.

W tym miejscu dziennik się urywa, ale wewnątrz czuję, że ta księga da jeszcze o sobie znać...
Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Januszek von Hippogriff-Pałasz, 08.12.2018 r. o 18:13:50
Ciekawa kronika, czekam na dalsze zapiski. ;-)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Prokrust Zombiakov, 08.12.2018 r. o 19:27:56
Brzmi jak jakieś tereny Królestwa Samundy choć o Abadunach nie słyszałem.
Pewnie bez wiecznego banana wymarli i słuch po nich zaginął.
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany