6044. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
41. dzień panowania Piotra III Łukasza
Gazeta Teutońska, Karolina Aleksandra, 02.12.2018 r. o 17:13:33, tantiemy: 38 630.00 lt
Ostatnia aria w Operze Teutońskiej
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Die Teutonische Opera
scena klasyczna
Srebrny Róg
Piwnica pod Jednorożcami
scena eksperymentalna
Złoty Gród
Aleja Hergoliena Wielkiego
scena cesarsko-królewska
Margon
Trakt Srebrnoroski


— Rzeczpospolita Sarmacka umiera — oznajmił pewnym głosem dystyngowany dżentelmen, wycierając chusteczką swój monokl.
— Realioza — dopowiada ktoś, wzdychając ciężko spod swojej kołdry.
— Wszyscy umieramy — zauważył brodaty mężczyzna w okularach, poprawiając niesforny lok, który opadł mu na czoło. (Wszyscy albo odeszli, albo balansują na skraju nieskończoności, zastanawiając się, kto będzie miał w końcu odwagę wyciągnąć wtyczkę. — podpowiada sufler, trochę prowokacyjnie, a trochę wyrażając to, o czym wszyscy myślą, lecz nikt tego nie wypowie na głos z obawy przed nieuniknionym oskarżeniem o defetyzm)
— I nic po nas nie zostanie — dodał głos zza ekranu. — Nic, kurwa, nic.

(Bo kto będzie wiecznie utrzymywał serwer?)
(Jestem zmęczony.)
(Ale to zmęczenie nie usprawiedliwia zniechęcania innych do działania. — poprawia się po długiej pauzie sufler, jakby machinalnie i może trochę bez przekonania)

Die Teutonische Opera
w Złotym Grodzie
(scena eksperymentalna)
przedstawia:


Ostatnia aria w Operze Teutońskiej

czyli próba filozoficznej podróży Sarmaty w głąb siebie oraz ostatniej dekady
(luźno oparte na wydarzeniach prawdziwych i strawestowanych cytatach)



AKT I (Nieprzewidywalny czynnik ludzki)

Scena I

Skryba płci nieokreślonej siedzi przy biurku i skrobie. Na papierze widać wyraźnie tylko zbitkę dwóch słów: syndrom postnobilitacyjny.

(Czym jest syndrom postnobilitacyjny? — dziwi się sufler, ewidentnie wcielając się w reprezentanta młodszego pokolenia Sarmatów)

Skryba sięga po rozporządzenie Księcia o tytułach, lennach i herbach z dnia 17 czerwca 2011 roku, wyraźnie noszące oznaki licznych edycji, skreśleń, dodatków i innych wymysłów książąt, kanclerzy i posłów. A także narodu.

Skryba śmieje się do siebie.

— Kiedyś nie było wsi lennych. — mruczy. — Książę nadawał i odbierał odznaczenia, ordery, tytuły wedle własnego uznania.

(Postęp nas zniszczył. — sądzi sufler)

Scena II

Mgła wskazująca na to, że scena ma miejsce w przeszłości. Trochę nieodległej, trochę jednak dalszej. Jakaś ceremonia. Podniosły nastrój. Około pięćdziesięciu ludzi niecierpliwie wpatruje się w swoje monitory, wyczekując głównego punktu wieczoru.

Na podium wchodzi Książę. Wyciągając zza pazuchy listę, zaczyna powoli czytać.

— Czynię markizem, hrabią, baronetem. Nadaję odznaczenia, ordery, wyróżnienia. Głaszczę, przytulam, ściskam dłoń, podziwiam, dziękuję, gratuluję.

Kolejne pary oczu rozbłyskują, kolejne łzy wzruszenia płyną po kolejnych twarzach, kolejne osoby odczuwają głębokie samozadowolenie. Gdy Książę kończy czytać, zapada długa cisza, po czym wszyscy wzajemnie sobie gratulują (lub składają kondolencje, zależnie od punktu widzenia).

— A ja? — rzuca ze złością jakiś biedny baronet czy baron, który nie dostał absolutnie niczego.

Książę wzdycha. Znowu o kimś zapomniał. Tego się nie da odwrócić — czyjś wieczór został już właśnie zepsuty, ktoś odczuł mniejszą miłość wobec Matki Sarmacji. Mimo tego, że starannie przygotowuje się do każdych nobilitacji, zawsze o kimś zapomina.

(Ale to było jednak magiczne. Nikt nie wiedział, co dostanie. Żadnych wsi lennych i skrupulatnego odliczania kolejnych szczebli drabinki nie było. Po prostu się czekało i ekscytowało. Bo liczył Książę, a nie bezduszny system. — myśli na głos sufler)

Scena III

— Kiedyś napisałem do Księcia, że zapomniał o Iksie. Podziękował, wyraził skruchę i poprosił, aby Iksowi (akurat nieobecnemu) tego nie wspominać. Nikt mu nie napisał, wszystko było w porządku — mruczy skryba. — A potem Książę poprosił mnie o sporządzenie listy osób, które zostały w mojej opinii dotknięte syndromem postnobilitacyjnym. Zatem piszę.

Listę widać teraz nieco wyraźniej, a przynajmniej jej nagłówek: Lista osób dotkniętych całkiem słusznie syndromem postnobilitacyjnym.

— Wsie lenne zostały wprowadzone do gry przez Piotra II Grzegorza. Właśnie po to, aby uniknąć takich sytuacji. Aby wprowadzić większe poczucie sprawiedliwości — cierpliwie tłumaczy skryba. — Książę staje się tylko koordynatorem systemu motywacyjnego, nie zaś głównym motywatorem (lub de).

— Szalone lata już za nami — śpiewa chór. — Teraz pozostał tylko realizm!

(Wolę omylnego Księcia niż bezduszny system. Niby się nie myli, ale w tym przecież największa zaleta monarchii wirtualnej — aby Książę mógł się mylić, aby można było przeciwko niemu występować i go prostować, i aby jego zwolennicy mogli go bronić. Czymże są mikronacje bez polegania na nieprzewidywalności czynnika ludzkiego? — wyrzuca z siebie głęboko zamyślony sufler)

(Czyż nie za tym tęsknił diuk von Levengothon? Gdy abdykował Piotr II Grzegorz, sporo osób być może odetchnęło z ulgą, ale w gruncie rzeczy chyba wielu z nas przewidywało, że teraz nadejdzie era wymuszonej na Księciu neutralności i bezdusznej systemowości. A więc braku emocji. „Zobaczcie, do czego doprowadziliście” — pisał po abdykacji diuk von Levengothon. — „Może był emocjonalny, ale przynajmniej był Księciem”.)

(No i napisał system.)

— Jesteśmy jak stare, dobre małżeństwo — to znowu chór. — A w małżeństwie bez kłótni nie da rady!

Antrakt: obligatoryjne i kolektywne wycie do księżyca za tym, co było, co mogło być i czego jeszcze nie było, bez szczególnego zwracania uwagi na to, co jest teraz, albowiem powszechnie wiadomo, że „teraz” jest zawsze gorsze od „kiedyś” .



AKT II (Nowe życie idei)

Scena I

Mglista przeszłość. W królewskich komnatach na almerskim zamku trwa dyskusja.

— Chcę stworzyć teatr w Baridasie — oświadcza Igrek. — Będę w nim wystawiał sztuki.
— Słuchaj, kiedyś był teatr — odpowiada Iksiński, raptownie szukając czegoś w przepastnych archiwach serwera baridajskiego. — O, tutaj masz stronę ładną. Może to reaktywujesz?
— Nie, ja chcę stworzyć coś swojego i nowego. Od podstaw. I w ogóle.

Scena II

Mgła przeszłości opada, ustępując miejsca teraźniejszości.

— Nigdy nie byłem ideologiem — mówi stanowczo skryba. — Nigdy nie byłem od tworzenia nowych idei, od układania nowych wytycznych i zachowań. W wirtualnych państwach tak jest, że jedni myślą, debatują z intelektualistami, wytyczają drogi dla narodu, prowadzą w ciemność, niosąc kaganek oświaty. Ale z uwagi na to, że mikronacje skupiają przede wszystkim indywidualistów, ideolodzy potrzebują też ludzi od krzewienia ich idei. Bo mało kto, wbrew pozorom, chce podążać za innymi. Każdy chciałby mieć coś swojego, własnego. Millenialsi. Ja zawsze byłem dobry w popularyzacji pomysłów innych.

— Niech żyje Wolne Miasto Złoty Gród! — skanduje chór. — Niech żyje wolna Awara Południowa!

Scena III

(Na przełomie 2010 i 2011 roku Rzeczpospolita Sclavinii i Trizondalu z domieszką pięciopolskiej mniejszości trzęsie się w posadach. Pięciopolanie już na zawsze zostaną w Trizondalu, część z nich może będzie kursować niepewnie między Grodziskiem a Trizopolis położonym nad Nową Artą. Emil Potocki z kolei zabiera Sclavińczyków w długą wyprawę — nie tylko z dala od RSiT, ale i sarmackiej macierzy, która niegdyś przyjęła ich w swoje objęcia, dając przestrzeń do rozwoju.)

Dżentelmen w mundurze przemawia do narodu.

— Ja, Emil Potocki, Generalissimus i Naczelny Wódz Królewskich Sił Zbrojnych, Protektor Kościoła Sclavińskiego, El Caudillo de la Última Cruzada de la Sclavinia, wprowadzam Sclavinię w nową epokę — ogłasza.

(Emil Potocki potem znika, prawdopodobnie pokonany przez realiozę. Sclavinia wyparowuje z map wirtualnego świata.)

(W listopadzie 2011 roku Michał Staropodlaski rozdziera szaty przed Jego Książęcą Mością, Piotrem II Grzegorzem, apelując do jego sumienia i do Sarmatów o uratowanie Sclavinii przed zniknięciem. Książę, przychylając się do prośby, tworzy 9 listopada 2011 roku na obszarach Mirii, Nowicji i Sangii Królestwo Sclavinii.)

(Przez trzy lata nikt nie znajduje długotrwałego pomysłu na funkcjonowanie Królestwa, które tym samym staje się sztandarowym przykładem nieaktywnej i zaniedbanej prowincji, do której ciągle ktoś przybywa pełen nadziei, ale upada — czy to przez brak wiary, czy przez realiozę.)

(W 2014 roku Młynek Kawowy znajduje tekst o Sclavinii Potockiego i pisze: „Niniejszym obwołuję się "Przywódcą Ostatecznej Krucjaty Sclavinii" i dodaję ten tytuł do sygnaturki. I kto jest debeściak?”)

(Sclavinia wraca z długiej wyprawy.)

Scena IV

Tłum na Placu Złotym w Eldoracie wymachuje biało-niebieskimi flagami z kwiatangą.

— Niech żyje Ostateczna Krucjata! NTOK!

— Chwała Wielkiej Sclavinii Wielonarodowej! CWSW! (Rdzenni Sclavińczycy w swoim kraju stanowili mniejszość. Większość ludzi tworzących Ostateczną Krucjatę przybyła skądś, nie chcąc przegapić okazji do fajnej zabawy w fajnym gronie.)

— Chwała Sclavińskiej Myśli Legislacyjnej! CSML! (Kiedyś zabrakło w Eldoracie zupy. W ramach naprawy stanu rzeczy powołano Nadzwyczajne Zgromadzenie Mieszkańców Eldoratu, które uchwaliło, że zupy ma nie być, a Sclavinia ma być duchowo bogata, ale materialnie głodna. Jak stanowiło prawo, „po wypełnieniu przez NZME postawionych przed nim zadań, konsul Krzysztof Kwazi stwierdzi wygaśnięcie jego mandatu”. O konieczności formalnego rozwiązania zgromadzenia przypomniano sobie jakiś czas później, gdy rzeczony już konsulem nie był. Próbowano naprawić ten stan rzeczy po sclavińsku — ówczesny Konsul złożył wniosek o zmianę danych personalnych na „Krzysztof Kwazi”, ale niestety, Rada Ministrów odmówiła. Trzeba było to naprawić zupełnie nie po sclavińsku: w zgodzie z sarmacką myślą legislacyjną.)

— ABCD! (Ten skrót nie ma znaczenia. Po prostu pokazuje, czym była Ostateczna Krucjata.)

— Idea Ostatecznej Krucjaty napędzała Sclavinię przez długie lata — a raczej jej spontaniczność, dobudowywanie kolejnych wątków na bieżąco (Odolan Zwitariusz, eldoracki smog) i synergia fajnych ludzi z dobrymi pomysłami oraz umiejętnościami. Sclavinia rozwijała się na każdym froncie: literacko, duchowo, systemowo — wspomina skryba.

— Jesienna melancholia — skanduje tłum na Placu Złotym w Eldoracie. — Nie ma kawy, nie ma herbaty, ku chwale Ostatecznej Krucjaty!

(W listopadzie 2018 roku budzi się Emil Potocki. Ten prawdziwy. „Bawi mnie kwestia Ostatecznej Krucjaty. Fakt, była częścią mojej tytulatury, ale nieszczególnie istotna dla naszej tożsamości. Ostateczna Krucjata Sclavińska przeciwko komunizmowi była tytułem honorowym, wyznaczającym nasze konserwatywne korzenie.”)

(Tak działają mikronacje. O twojej idei może ktoś zapomnieć. Ale ktoś może również podnieść jej rękawicę i zrobić z niej to, czego się nie spodziewałeś, albo i nie chciałeś. Czy masz na to wpływ? Znikomy.)

Scena V

— Indywidualizm w mikronacjach bywa problematyczny. Nie jest problemem podążyć za ideą, która porusza naród, jeśli widziałeś jej powstawanie. Ale ludzie mają problem z powrotem na wirtualne autostrady właśnie dlatego, że przez długi czas coś budowali, i po długiej nieobecności widzą, że to coś całkowicie się zmieniło. Niezależnie od tego, czy to miasto, samorząd czy kraj — rozkłada ręce skryba. — Nie zawsze chce ci się rozgryzać funkcjonowanie znanego niegdyś świata na nowo. Łatwiej zbudować coś nowego.

Pojawia się ekran filmowy, a na nim przewijają się cytaty ze „Sclavińskiego Rubieża”, powieści problemowej z 2015 roku.

— Nie oburzaj się, Michale Androniku — uśmiecha się gorzko Michał Staropodlaski do ekranu kamery. — Pochwaliłem was przecież. Ale po prostu... Po prostu to miasto jest teraz waszym miastem. Ostateczna Krucjata to szczytny cel. Wasz cel. Już nie mój. Bo ja jej nie pojmuję, nie doświadczyłem i o nią nie walczyłem. Jedyne, o co walczyłem, to Sclavinia aktywna. To kraina, która kiedyś była moja i w której się orientowałem, lecz teraz z niej nijakiego sensu nie mogę zlepić. Jestem tu trochę jak nowy mieszkaniec, z tym że nie mam najmniejszej ochoty uczyć się wszystkiego od nowa na ziemi, na której już raz byłem. Czcicie Odolana, zapomnieliście o starych bogach i autorytetach. I wcale was za to nie ganię, bowiem nie macie prawa ich pamiętać. Ale jednocześnie nie mogę powiedzieć, że to pochwalam.

(W mikronacjach ciężko nadążyć za zmianami, a jeszcze ciężej uwierzyć w ich sens. To też problem dla nowych mieszkańców — jeśli nie uczestniczyli w budowie czegoś, podchodzą do tego sceptycznie.)

— To sztuka dla sztuki! — ryczy chór.

(Ale sztuka, którą wciąż chce się nam tworzyć.)

Antrakt: na scenę wychodzi prima balerina. Uprzejmie się kłaniając, zaczyna taniec pełen gracji. Zza kurtyn wybrzmiewają pierwsze takty ostatniej arii.



AKT III (Luźna refleksja starosarmacka)

Scena I

— Jeśli miałbym kogoś się bać, to rdzennych Sarmatów — wyznaje skryba.

(„Przez ostatnie dni kilka osób gorąco namawiało mnie do startu, a byli to niemal wyłącznie Starosarmaci”, pisał w 2009 roku późniejszy Michał Feliks przed elekcją, podczas której został wybrany na trzeciego Księcia rzeczpospolitej sarmackiej.)

(Terytorium Koronne było prowincją Księstwa Sarmacji, skupiającą wszystkie martwe i niechciane miasta. W 2010 r. zostało połączone z Hrabstwem Gellonii, które również nie cierpiało na nadmiar aktywności. W ten sposób powstała Gellonia i Starosarmacja, która — przeżywszy okres Korony Sarmacji — została finalnie Starosarmacją.)

— Biłem się kiedyś o względy TerKorskich dziewczyn. Umierałem na kaca w GiSie. Zwiedzałem porty KorSaru. I wiecie, co Wam powiem? Tu są ciągle ci sami ludzie. Raz na parę lat przybędzie ktoś nowy i zahaczy się na dłużej. Ale potem idzie dalej. A rdzenni Sarmaci to ludzie z pewnym kręgosłupem. Nie pociągają ich baridajskie intrygi, międzynarodowość Sclavińczyków niespecjalnie ich pociąga, z niezmiennym stoicyzmem szlachtują się z Teutończykami. To są przerażający ludzie, ci z Starosarmacji. Od tylu lat ciągle służą jednemu tronowi i jednemu narodowi. Stoją na straży historii i tożsamości narodu sarmackiego w wielokulturowym społeczeństwie.

(Co jest w zasadzie niemożliwe. Tożsamość narodu sarmackiego wiecznie ulega zmianie. Przedwczoraj było to jawne uwielbienie do Księcia, wczoraj dyskretne stanie na straży monarchii, a dzisiaj równie dyskretne oczekiwanie na wejście nowego monarchy w rolę. Starosarmacja to nie piksele, to stan duszy.)

Antrakt: widownia dyskretnie oczekuje, aż nowy monarcha wejdzie w jakąś rolę, przywróci monarchii blask i wprowadzi ją w równie nową sarmacką jutrzenkę, jednocześnie nie będąc zbyt intensywnie skupionym na poszerzaniu uprawnień, a może jednak niektórzy oczekują, że roztoczy pieczę nad wszystkimi możliwymi obszarami działania, cudownie zamieniając wszystko w złoto. Nieważne, co i jak to zrobi, ważne, aby to zrobił.



AKT IV (Ministerstwo Przepadu)

Scena I

Na scenie finalnie swoje oblicze ukazuje zmęczona diwa, ledwo stawiająca kolejne kroki, jakby oczekiwała, że zaraz deski teatru operowego zapadną się pod jej nikłym ciężarem. Cały czas śpiewa bliżej nieokreśloną arię. Obok niej prima balerina wykonuje swój posępny taniec.

— Ministerstwo Przepadu ogłasza wszem i wobec — skanduje chór. — Przepad całkowity, totalny, przepad wszystkiego i niczego!

Scena II

Grudniowa noc 2009 roku. Dwadzieścia minut po północy zmęczony Książę reguluje radioodbiornik. Odchrząknąwszy, zaczyna przemawiać.

— W obliczu marazmu postanawiam, co następuje: ułaskawiam Roberta Fryderyka. Rozwiązuję Izbę Poselską. Zarządzam przepad majątku Sarmatów. Ustanawiam wolną elekcję jako sposób wyboru nowego Księcia. Abdykuję.

Książę powoli i wyraźnie deklamuje, wyznaczając kurs na nową dekadę.

— Hańba! — krzyczy markiz.
— I w tym momencie najlepsze, co można zrobić, to przespać się z dobrymi nowinami — stwierdza inny diuk.
— To nie będzie spokojny sen — IV Książę Teutończyków, też zresztą diuk.
— To dobry moment, aby zbudować coś nowego — tonuje nastroje kolejny diuk.
— Oto stajemy w obliczu autentycznego początku końca — to dla odmiany markiz.

(Już wtedy można było zaobserwować pierwsze symptomy nadmiernej diukozy. A teraz? Jeszcze gorzej.)

(Grudzień 2009 roku sprawił, że Sarmacja wchodziła nie tylko w nowy rok, ale i w nową erę, nabywszy nową świadomość i tożsamość, obierając nowy dyskurs. Po raz pierwszy zaczęto zastanawiać się nad wszelkiego rodzaju „resetami” jako – być może – niezbędnymi częściami życia mikronacyjnego.)

(„Nie zamierzam kandydować na urząd Księcia, bo samo takie stwierdzenie, moim zdaniem, uwłacza powadze monarchy. Jednak trudno, stało się, mamy elekcję”, pisze późniejszy Piotr III Łukasz w swojej odezwie do narodu ostatniego dnia 2009 roku pt. „To teraz ja mam sen”.)

Scena III

Kwiecień 2013 roku. Gęsta atmosfera doprowadza do nieuniknionego.

— Pozbawiam obywatelstwa sarmackiego. Abdykuję. Usuwam system, który stworzyłem — kolejny Książę wyznacza Sarmacji nowy kurs, prowadzący do jeszcze większych wątpliwości egzystencjalnych i inspirujący nieznane do tej pory pytania.

— Szkoda — komentuje hrabia.
— Uległeś presji — wypowiada się ten, kto przed abdykacją stanowczo ją postulował.
— Hemoglobina, dwutlenek węgla, abdykacja, taka sytuacja — wzrusza ramionami diuk.
— Co z systemem? — pyta trzeźwo inny diuk.
— I tak wszyscy umrzemy — konstatuje diuk, hrabia, a może był to baronet.

(To był kolejny przepad w historii Sarmacji. Forum na chwilę stało się główną przestrzenią dyskusji, razem z IRCem, z uwagi na to, że ze strony internetowej wyparowała większość funkcjonalności.)

Scena IV

Bliżej nieokreślona linia czasowa. Wszystko się stapia w niezrozumiałą jedność.

— Przepad? — pyta chór.
— Przepad! — odpowiada sobie.
— A może byśmy przepad? — pyta ponownie, jakby upewniając się.
— Przepad to jedyne rozwiązanie! — skanduje w odpowiedzi chór.

(„Mikronacje stały się - już z racji samego wieku, nadzwyczaj sporego jak na internetowe realia - dojrzałymi projektami, a dojrzałe projekty niestety z zasady są nudne. Są tam stare pierniki, które widzą świat po swojemu i boją się zmian. Są Sprawdzone Przez Lata Zasady, które obrosły grubą warstwą żelbetu i dziś są nie do ruszenia. Jest przytłaczający nowych Majestat Historii, któremu aż wstyd przeciwstawiać własne pomysły”, mówi Mateusz von Lichtenstein-Iontz w wywiadzie z 2015 roku.)

(Już nie pamiętam tych wszystkich przepadów. Wszystkie mi się mylą.)

(Kiedyś przepad był końcem świata. Dzisiaj może być kluczem do rozwiązania wszystkich problemów. Tylko kto się odważy to zrobić? — zastanawia się sufler)

Antrakt: prima balerina dyskretnie wychodzi. Aria cichnie. Diwa mdleje. Pozostaje tylko głęboka cisza, przerywana umieraniem.



AKT V (Finalny)

Scena I

— Umieram — zaanonsował dystyngowany dżentelmen, poprawiając monokl zmęczonym gestem.
— Umieramy — dopowiedział ktoś, przewracając się z boku na bok pod swoją kołdrą.
— I tak wszyscy umrzemy — zauważa brodaty mężczyzna w okularach, rezygnując z poprawiania niesfornego loku, który opadł mu na czoło.
— Za kilka lat już nic po nas nie zostanie — prognozuje głos zza ekranu.

(A jednak chce się nam pisać o tym, że umieramy, co paradoksalnie oznacza życie. Tylko co to za życie? — zastanawia się na głos sufler, zbierając swoje notatki w przygotowaniu do opuszczenia sceny po męczącym spektaklu)
Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Januszek Pałasz, 02.12.2018 r. o 17:42:27
Gratuluję artykułu. Wysiłek, trud i czas spędzony przy tej sztuce nie był na darmo.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Karolina Aleksandra.
Laurencjusz Ma Hi at Atera, 02.12.2018 r. o 19:00:26
Trochę trąci smutkiem, ale kto jak nie MY ma wpływ na kreowanie wydarzeń w czasach, w których tu żyjemy?
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Henryk von Thorn-Leszczyński, 02.12.2018 r. o 19:09:15
przed lekturą daję tantiemkem.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Prokrust Zombiakov, 02.12.2018 r. o 20:29:41
Nie pławmy się w historii i martyrologii.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Piotr III Łukasz, 02.12.2018 r. o 21:01:08
Warto sobie od czasu do czasu przypomnieć.
Pamiętam, jak byłem zły na to, że wprowadzono wolną elekcję, jak kłóciło mi się to ze światopoglądem na monarchię. Jednak nie warto być starym piernikiem, który boi się zmian.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Piotr III Łukasz.
Prokrust Zombiakov, 02.12.2018 r. o 21:16:43
No na pewno cieszą bardzo miłe słowa o Starosarmacji. Choć nieco na wyrost.
Quote:
A rdzenni Sarmaci to ludzie z pewnym kręgosłupem. Nie pociągają ich baridajskie intrygi, międzynarodowość Sclavińczyków niespecjalnie ich pociąga, z niezmiennym stoicyzmem szlachtują się z Teutończykami. To są przerażający ludzie, ci z Starosarmacji. Od tylu lat ciągle służą jednemu tronowi i jednemu narodowi. Stoją na straży historii i tożsamości narodu sarmackiego w wielokulturowym społeczeństwie.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Eradl Adrien Marcus Pius da Firenza, 02.12.2018 r. o 21:17:57
aż przypomniały mi się słowa piosenki: "I can't decide
Whether you should live or die" Fajna retrospekcja zmuszająca do refleksji czyli... GJ!
odpowiedz
Andrzej Fryderyk, 02.12.2018 r. o 21:48:23
A ja, po ostatnich elekcjach mam wątpliwości czy nie powinniśmy zmienić modelu w celu wyznaczania następnika przez ustępującego Księcia. Być może tak wyznaczony następnik musiałby dostać poparcie w referendum, a w wypadku jego braku – wolna elekcja.

Taka mi myśl przeszła.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Adam Jerzy Piastowski, 02.12.2018 r. o 23:12:25
Gratuluję genialnego tekstu, wręcz nie mogę wyjść z podziwu, że JO się chciało.
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany