6020. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
17. dzień panowania Piotra III Łukasza
Park Stołeczny, Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste, 24.10.2018 r. o 13:15:24, tantiemy: 15 097.00 lt
Podsumowanie 2. kolejki v-Mundialu
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
pDPjnlFl.png

Za nami druga kolejka XVIII v-Mundialu rozgrywanego na boiskach Teutonii i Baridasu. Pierwsza runda meczów przyniosła kilka niespodzianek. Czy również w drugiej serii spotkań było równie ciekawie? Przekonajmy się!

Grupa A

Tropicana – Dreamland 0:2, Estadio de Major Bravo, Ciuad de Bravo, Baridas

Debiutującą na turnieju reprezentację Tropicany, po zaskakującym remisie z Baridasem w pierwszej kolejce, czekało kolejne wyzwanie. Dreamland, podobnie jak Baridas, to jeden z głównych faworytów do tytułu, więc każdy inny wynik niż zwycięstwo piłkarzy trenera Michaelusa byłoby sensacją i wielkim sukcesem nieopierzonej ekipy prowadzonej przez Paviela Gustolupulo.

Od pierwszego gwizdka lekką optyczną przewagę w posiadaniu piłki mieli Dreamlandczycy, choć mówiąc szczerze, była to raczej kwestia przyjętej przez Tropicanę taktyki, opierającej się oddaniu pola rywalowi i grze z kontry, niż rzucającej się w oczy różnicy klas. Koniec końców, pierwsze 45 minut należy ocenić jako dosyć nudne widowisko, w którym żadna z rywalizujących drużyn nie stworzyła sobie choć grama sytuacji bramkowych.

Nie wiadomo co swoim podopiecznym powiedział w szatni trener Michaelus (może dowiemy się o tym kiedyś z jego biografii...), ale ewidentnie poskutkowało. Zaraz po zamianie stron, w 47 minucie meczu, na strzał z dystansu zdecydował się Dreamlandczyk - Erwin van Nistelrooy - zaskakując swoim atomowym uderzeniem bramkarza Tropicany – Pere Fabregasa. Było 1:0 dla Dremlandu. Tropicana nie zamierzała składać broni, toteż w obliczu utraty gola, piłkarze spod znaku krokodyli, palm, cygar i rumu, rzucili się do odrabiania strat. Umiejętności i sił wystarczyło im na kilkanaście minut co skutkowało na jedną wypracowaną okazją strzelecką - niestety niewykorzystaną. Zryw był jednak kosztowny. W dalszej części spotkania, zmęczeni Tropikańczycy nie byli w stanie z tak żelazną precyzją jak wcześniej egzekwować założeń taktycznych swojego trenera. Do ich gry wkradły się błędy, nerwowość i niepotrzebne faule. Po jednym z nich w 60 minucie do rzutu wolnego podszedł dreamlandzki obrońca Fridolf Grybe i technicznym podkręconym uderzeniem nie dał szans Fabregasowi. Do końca spotkania wynik nie uległ zmianie. Mecz zakończył się wynikiem 2:0 zaś Dremland z kompletem zwycięstw zachował prowadzenie w Grupie A.

Baridas - Scholandia 6:0, Estadio de Dragones, Gidena, Baridas

Podrażniony remisem z Tropicaną Baridas był żądny krwi, więc przed drugą kolejką kibice nie tyle zastanawiali się, czy drużyna Timana Demollari wygra ze słabiutką Scholandią, ale ile wygra i jak bardzo będzie to jednostronne widowisko. Było bardzo jednostronne i to już od pierwszej (dosłownie!) minuty, gdy pomocnik Baridasu Geoffrey Twiny skorzystał z ładnego podania Israela Alhadeffa i otworzył wynik spotkania. Kolejne dwie bramki padały dokładnie co kwadrans – druga w 16 minucie zaś trzecia w 31 minucie - obie w wykonaniu napastnika Monaha Al-Hambriji. Później piłkarze Baridasu najwyraźniej trochę się nasycili i do przerwy nie oglądaliśmy już żadnych trafień. Druga część spotkania to już wyraźnie wolniejsze tempo i oszczędzanie przez zawodników spod znaku białego orła sił na starcie z Dreamlandem. Nie oznaczało to jednak braku trafień. Trening strzelecki trwał dokładnie 14 minut – rozpoczął się w 56 minucie trafieniem Seamusa McNally na 4:0 i skończył w 70 minucie trzecim w tym meczu trafieniem Al-Hambriji na 6:0. W międzyczasie, w 62 minucie, statystykę strzelecką poprawił jeszcze Alhadeff (który, co należy odnotować, oprócz gola na 5:0 zaliczył aż trzy asysty przy trafieniach swoich kolegów).

6:0 to bez wątpienia sprawiedliwy wymiar kary, biorąc pod uwagę, że jedyne akcenty scholandzkie w tym spotkaniu to żółta kartka dla pomocnika Malcolma Albersa oraz dwie dosyć przypadkowe okazje strzeleckie (obie poza światło bramki).

Tabela grupy A po 2. kolejce:

MYn7271S.png


Grupa B

Sclavinia-Elderland 4:3, Stadion Malvavisco, Wedla, Baridas

Ostatnie tygodnie to nie był bez wątpienia łatwy czas dla trenera Sclavinii, Roberta von Thorn. Ostra realioza, abdykacja i fatalny początek v-Mundialu w postaci sensacyjnej porażki z Loardią - ciężko sobie wyobrazić gorszy splot niefortunnych zdarzeń. Brak wygranej z Elderlandem byłby godną kontynuacją tej czarnej serii.

Początek meczu nie zapowiadał niczego złego dla Sclavińczyków, którzy po dwóch trafieniach w pierwszym kwadransie gry – w 8 minucie autorstwa Pierra Alonso i 14 minucie Lenarta Toftegaarda – wyszli na bezpieczne prowadzenie i wydawało się, że mogą spokojnie kontrolować dalszą cześć meczu. Nic bardziej mylnego. W 32 minucie Elderlandczycy wykonywali rzut rożny – Richie McLean dośrodkował piłkę, ta spadła pod nogi niepilnowanego w polu karnym Wesleya Ashbee i było 2-1. Dwie minuty później ten sam Richie McLean podał do Feliksa Martyny, a ten strzelił tak, że bramkarz Sclavinii, Jakopic, nawet nie drgnął. Było 2:2. Zaraz po przerwie, Elderland kontynuował swe dzieło zniszczenia. W 47 minucie do rzutu wolnego podszedł Genaro Caminero, huknął jak z armaty i wyprowadził Elderlandczyków na prowadzenie. Sclavinia miała swoje szanse lecz nie potrafiła ich wykorzystać. Sensacja wisiała w powietrzu i być może stałaby się faktem gdyby nie wydarzenie z 55 minuty, które – jak się okazało – stało się momentem zwrotnym spotkania. Wtedy bowiem z boiska zszedł architekt dwóch bramek dla Elderlandu – Richie McLean – co w sposób widoczny wpłynęło na morale zespołu prowadzonego przez Adama Peterelli. Niepewność w szeregach rywala bezlitośnie wykorzystała zaprawiona w bojach o stawkę Sclavinia. Najpierw w 69 minucie wyrównującego na 3:3 gola zdobył Pierre Alonso, a następnie rzutem na taśmę, w doliczonym czasie gry, na prowadzenie wyprowadził synów jednorożca Oskar Nordh.

Wygrana 4:3 na pewno pozwala Sclavinii lekko odetchnąć z ulgą, tym bardziej, że następny mecz zagrają z walczącą o pierwsze miejsce w grupie Starosarmacją i o punkty, przy tak nijakiej postawie podopiecznych trenera von Thorn, może być ciężko.

Loardia-Starosarmacja 0:1, Estadio de Chorizo Cracovia, Kalisz, Baridas

Drugi mecz grupy B to pojedynek debiutantów z Loardii z pozostającą od wielu sezonów w przebudowie Starosarmacją (wcześniej: Księstwem Sarmacji). Na papierze faworytem wydawali się podopieczni trenera Vhrisa, natomiast zarówno sarmacki szkoleniowiec jak i jego piłkarze przyzwyczaili już kibiców do arcy-pragmatycznego stylu gry i minimalizmu w dążeniu do realizacji założonego planu, co w zetknięciu z szalonym podejściem do futbolu trenera Loardii – Szymona de Canterville – nie pozwalało być niczego w 100% pewnym.

W zasadzie od pierwszego do ostatniego gwizdka przebieg spotkania w Kaliszu potwierdzał, że to Starosarmaci przyjechali tu zdobyć 3 punkty. Piłkarze w biało-niebiesko-czerwonych strojach zdominowali rywala w posiadaniu piłki i stworzyli sobie wiele dogodnych sytuacji do zdobycia gola. Sęk w tym, że - niestety dla nich - przez długi czas nie przekładało się to na bramki. Dopiero w 51 minucie spotkania mający łatkę wiecznego talentu (mimo już 25 lat na karku!) Terence Rankine sprytnym strzałem z dystansu w zostawiony samemu sobie przez loardyjskiego bramkarza lewy róg bramki, wprawił zebranych na trybunach sarmackich kibiców w ekstazę, otwierając wynik meczu. Mało brakowało a radość trwałaby tylko 5 minut, gdyż w 56 minucie, po rzucie rożnym dla Loardii, do piłki dopadł Francis Castillo i przelobował sarmackiego bramkarza doprowadzając do remisu. Koniec końców sędzia Taykabribe nie uznał gola dopatrując się zagrania ręką. Jak pokazały powtórki, była to bardzo kontrowersyjna decyzja... Do końca meczu wynik się już nie zmienił się i w ten sposób to Sarmaci mogli się cieszyć z kompletu punktów, dających im bardzo dobrą sytuację w tabeli przed ciężkim dwumeczem ze Sclavinią.

Sytuacja w tabeli grupy B po 2. kolejce:

GuLqzF5h.png


Grupa C

Trizondal – Bialenia 5:1, Arena Marduk, Margon, Teutonia

Grupa C to grupa nudów i kolejne mecze zdają się to potwierdzać. Niezależnie od tego, jak bardzo by się nie starać, by zapowiedzieć starcie Trizondalu z Bialenią jako widowisko mogące kogokolwiek zaskoczyć, jasne było, że by zremisować (nie mówiąc już o przegranej), Trizondal musiałby po pierwsze nie wystawiać bramkarza, po drugie zabronić swoim obrońcom bronić, a po trzecie strzelać co drugiego gola do własnej bramki.

Tym samym, podobnie jak to miało miejsce w spotkaniu Baridasu ze Scholandią, pytanie nie brzmiało ‘czy’ Trizondal wygra, ale ‘ile’ goli strzeli. Prawidłową odpowiedzią okazało się ‘pięć’, zaś mecz był prawdziwym popisem strzeleckim trójki trizondalskich napastników – Harveya, Dąbskiego-Hansa (czy to jakaś rodzina trenera?) i Wirtha.
Wynik w 7 minucie spotkania otworzył Harvey, zaś w 28 minucie uznał najwidoczniej, że pora coś dziabnąć na drugą nóżkę i dziabnął na 2:0. Po zmianie stron rezultat utrzymywał się do 63 minuty, gdy gola na 3:0 strzelił Dąbski-Hans. Później trafień kolegom pozazdrościł trzeci z napastników, Theodor Wirth, pakując piłkę do siatki dwukrotnie - w 72 i 81 minucie meczu. Jedyne na co było stać Bialenię, to nie mające wielkiego znaczenia trafienie Dermotta Lowe w 78 minucie, przy stanie 4:0 dla Trizondalu.

Końcowy wynik – 5:1 dla Trizondalu nie może nikogo dziwić. Drużyna Dąbskiego-Hansa jest murowanym faworytem do wygrania grupy C i w przypadku dobrego rozlosowania w fazie pucharowej mogą powalczyć nawet o finał.

Republika Suderlandu – Hasseland 0:7, Stadion Cesarza Jakoba, Zielnybor, Teutonia

O ile konfrontacja Trizondalu z Bialenią zapowiadała się – eufemizm – umiarkowanie pasjonująco, o tyle drugi mecz grupy C to już istny dramat. Dosyć powiedzieć, że za 1 lt postanowionego na wygrana Sunderlandu, bukmacherzy – w przypadku trafienia wyniku - oferowali miliony złotych monet, zamki, jachty, zastępy hurys obojga płci i uścisk dłoni Regenta Teutonii, Wojciecha Hergemona. Za 1 lt postawionego na Hasseland można zaś było wygrać jojo zrobione z gumki-recepturki i i pazłotka po czekoladzie.

Przebudowywany Hasseland przystępował do meczu osłabiony nieobecnością leczącego kontuzję podstawowego obrońcy – Gilberto Leando – ale i tak nie miało to wpływu na cokolwiek. Podopieczni trenera Boubouliny-a-la-Triste wygrali mecz pewnie 0:7 (6 min. - Kraljic, 64 i 79 min. - Edwall, 77 min – Ahlin, 82 min. - Winther, 86 min. - Ortigosa [karny], 90 min – Gavriloiu) i wydaje się, nawet w przypadku prawdopodobnych dwóch najbliższych porażek w dwumeczu z Trizdonalem, są pewniakiem do zajęcia drugiego miejsca w grupie.

Sytuacja w grupie C po 2. kolejce:

37iYTX2N.png


Grupa D

Wandystan – Slawonia 2:0, Stadion Hołdu Narodu Teutońskiego wobec licznych wdzięków Katarzyny Hergemon-Euskadi, Eltdorf, Teutonia

„Panie, to już nie jest ten Wandystan co kiedyś. Skończyli się. Powinni sobie dać spokój z piłką i zacząć pracować na walcowni, za 2 engelsy za tydzień, to może by się im zachciało” - takich i podobnych głosów nie brakowało wśród wandejskich kibiców rozgoryczonych inauguracyjną, środową porażką swoich idoli z Teutonią.

Mecz ze Slawonią był więc świetną okazją dla podopiecznych trenera Karakachanowa do rehabilitacji, ale też uniknięcia nerwowości w dalszej fazie rozgrywek. Ewentualna przegrana lub remis Sbornej ze Slawonią sprawiłyby bowiem, że na horyzoncie zaczęłoby majaczyć widmo braku awansu, co byłoby nie tyle przykrą niespodzianką, ale raczej swoistym piłkarskim zbiorowym sepuku grupy ludzi przyzwyczajonej jeszcze do niedawna do pławienia się w kolejnych tryumfach.

Na wandejskie szczęście, proletariackie słoneczko postępu i ponadklasowego szczęścia przygrzewało mocno tego dnia ekipie w czerwono-żółtych strojach. Mecz był dosyć jednostronny i od początku toczył się pod wandejskie dyktando, co znalazło swoje odzwierciedlenie w miażdżącej dysproporcji w posiadaniu piłki – 61% do 39% na korzyść Wandystanu. Trochę gorzej sytuacja wyglądała jeśli chodzi o przypieczętowanie tej przewagi golami. Wprawdzie już w 12 minucie pomocnik Felix Lombardini otworzył wynik meczu dla Sbornej, ale przez następne kilkadziesiąt minut Wandusi nie potrafili postawić kropki nad ‘i’, strzelając drugiego gola. Ba! W samej końcówce meczu, w 87 minucie, było blisko sensacji, gdy sędzia Hugh Cango podyktował karnego dla Slawonii, którego jednak na bramkę nie potrafił zamienić kapitan Joel Guterres. Wandejczycy odetchnęli z ulgą dopiero w doliczonym czasie gry, gdy Postęp Pornogrodzki wizjonerskim uderzeniem z dystansu podwyższył na 2:0.

To ważne zwycięstwo dla Mandragoratu, tym bardziej, że następne dwie kolejki Sborna będzie grała ze statystami z Brodrii, więc wygrana ze Slawonią może okazać się powrotem na świetlisty szlak do wygrania grupy i dobrego rozstawienia w fazie pucharowej.

Królestwo Teutonii – Brodria 4:0, Stadion Bohaterów Maja, Srebrny Róg, Teutonia

O ile inauguracyjnej konfrontacji z Wandystanem podopieczni trenera Leszczyńskiego wygrać nie musieli, nikt od nich bowiem tego nie oczekiwał, o tyle nie chcąc zatrzeć przychylności kibiców zaskarbionej rozgromieniem Wandusów, po Brodrii musieli się już przejechać niczym umiłowany Regent Wojciech Hergemon po wrogach Narodu. Porażki z Brodrią nikt bowiem w ogóle nie brał pod uwagę, zaś remis byłby katastrofą porównywalną z wybraniem Gellona na tron królewski.

Na szczęście dla kibiców, wiedzieli o tym zarówno piłkarze jak i sam trener Leszczyński i nie zamierzali odpuszczać podanych na tacy łatwych 3 punktów.

Wynik meczu w 3 minucie otworzył Miikka Viljala, zaś pół godziny później ten sam zawodnik podwyższył na 2:0. Warto zaznaczyć, że oba gole młodziutki pomocnik strzelił głową. W 56 minucie meczu na 3:0 trafił naturalizowany syn dysydentów z Tropicany - Remigio Celades, zaś trzy minuty później wynik konfrontacji ustaliła młoda gwiazda drużyny, jeden z najzdolniejszych piłkarzy swojego pokolenia – Tauno Warman. Teutonia mogła zdobyć jeszcze piątego gola, jednak trafienie Johna Handa z 91 minuty nie zostało uznane z powodu wątpliwego spalonego.
Teutonia wygrał z Brodrią 4:0 i jest na dobrej drodze od zapewnienia sobie awansu do dalszej fazy rozgrywek.

Sytuacja w grupie D po 2. kolejce:

52bha9h4.png
Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste, 24.10.2018 r. o 13:17:29
Wybaczcie ewentualne literówki i inne błędy, ale korespondent wciąż na niekończącej się bani z powodu doskonałej passy Teutonii!!!
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste, 24.10.2018 r. o 13:17:35
Wybaczcie ewentualne literówki i inne błędy, ale korespondent wciąż na niekończącej się bani z powodu doskonałej passy Teutonii!!!
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Vanderlei Bouboulina-à-la-Triste.
Henryk von Thorn-Leszczyński, 24.10.2018 r. o 17:57:38
jak śpiewają gimnazjaliści w srebrnym: bania u teutona do zgona.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Adam Peterelli.
Michał Pséftis, 24.10.2018 r. o 18:33:59
Sclavinia 4-3; tylko być dumnym.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Robert Dąbski-Hans, 24.10.2018 r. o 19:29:22
No nie będę ukrywał, żem dumny z syna ;)
Ten komentarz czeka na serca.
Laurencjusz Ma Hi at Atera, 24.10.2018 r. o 21:32:57
Bardzo dobry wynik Baridasu. Tylko tak dalej :)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Defloriusz Dyman Wander, 25.10.2018 r. o 01:34:40
Wandystan trzyma się mocno!
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser.
Zbyszko Gustolúpulo, 25.10.2018 r. o 08:27:51
Tylko Tropikana <3 Piękne relacje jak na razie!
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Tomasz Ivo Hugo, 25.10.2018 r. o 10:21:05
Zgadzam się, świetne relacje
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Szymon de Canterville, 25.10.2018 r. o 11:32:25
Starosarmacji gratuluję, acz mam wyrzuty sumienia z powodu błahego, jakim jest nieustawienie taktyki.Oh i nie jestem szalony, a jedynie wyjątkowy.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Markus Arped, 25.10.2018 r. o 13:46:56
Nazwa stadionu w Eltdorfie! Cudo.
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany