5965. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
256. dzień panowania Roberta Fryderyka
Herold, Alfred Fabian von Tehen-Dżek, 31.08.2018 r. o 14:53:49, tantiemy: 9 857.00 lt
Historia Wedli od schyłku XIII do połowy XIV wieku
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Pożar w Wedli co prawda pożarł wszystkie pisma z lat 1196-1287, co można potwierdzić oświadczeniem pisemnym pewnego mieszkańca Wedli, który w pożarze ocalał. Dokument to z 1290 roku, który jasno mówi, iż
Quote:
(…) ogień potworny, piekielny, zaprószył się w starej szopie drewnianej w pobliżu kaplicy, gdzie to przechowywane były dzieła najwybitniejszych twórców miejskich, gdzie to wiersze przepiękne były oraz pieśni chwalne na cześć Boga jedynego, a także poważne utwory diuczą napełnione mądrością (…) I tak z budynku do budynku przechodził, aż pożarł swoimi straszliwymi płomieniami katedrę, wszystek domów poza kilkoma, szkołę, lasy i roślinność wszelaką.

Rt7C5RPz.png
Zgliszcza kaplicy w Wedli

Kolejnym potwierdzeniem na istnienie pożaru jest tekst pamiętnika Ottona de Ruth, który w trakcie swojej podróży handlowej w roku 1291 przejeżdżał przez zgliszcza. Oto fragment:
Quote:
(…) a miasto świetne, piękne i świecące przykładem, które odwiedzałem dziesięć lat wcześniej, które swym pięknem dorównywało grodowi najjaśniej nam panującego Alma teraz całe spłonęło, zgliszcza domów wszelkich na każdym kroku, popiół unosi się od powiewu wiatru z zachodu, aż w gardle ściska od niego. Wokół trupy, a miasto pomimo porządkowania przez ocalałych nadal jest żywym cmentarzem. Zginęły setki, a ocaleli musieli mieć wiele szczęścia. Są wśród nich dzieci, są starcy, ale mężów prawego wieku nieliczni tylko są w stanie zobaczyć.

Przez kolejne lata trwała odbudowa Wedli. Mieszkańcy pracowali w pocie czoła, chowając trupy, wyburzając zgliszcza oraz stawiając nowe mieszkania. Zdolni jednak byli i zaradni mieszkańcy Wedli, w 17 lat uprzątając miasto. Nie był to jednak koniec. Swój urok wolne miasto straciło, a i celem najazdów ponownie się stało. Pomimo wszelkim sposobom, nie potrafili się Wedlanie obronić przed najazdami z północy i południa i powoli rozpadać znowu się zaczęło. Każdy mur wznoszony tracił wielkość w obliczu straszliwych maszyn i ognia, każda budowla była po chwili zjadana przez płomienie i kule. Strach było opuścić domostwo, a obawą największą było, że dom runie na głowy gospodarzom. 17 lat Wedlanie męczyli się z odbudową miasta i przez 17 lat męczyli się z najazdami plemion zamieszkujących okolice Ciuad de Bravo. Aż wreszcie nastał rok 1325. Był to ostatni dzień wiosny, dzień 21 czerwca. To właśnie wtedy do Wedli przybył Christopher Arped, dzielny i mężny rycerz, wojownik i szermierz, ze szlacheckimi korzeniami. Razem ze swoją świtą przybył i rozpoczął bronić Wedlę przed dzikusami. Przez 3 miesiące trwały jeszcze przepychanki z plemionami obcych, gdy w końcu zrezygnowali z najazdów.

6qI643sc.png
Christopher Arped na koniu

Do historii przeszła jednak jedna z wielu bitew. Bitwa na łachowskim polu. Jak sama nazwa wskazuje, było to pole Łacha, jednego z najbogatszych mieszczan w tamtych czasach, zarówno dzielny jak i skąpy. Aby uchronić swoje uprawy najpierw wysłał posłańca do wojowników, aby zawrócili i nie niszczyli jego upraw, gdy jednak nie zgodzili się na to, zaczął do nich strzelać z kuszy. Z piekielnego urządzenia, którego pociski przebijały się przez twarde hełmy oraz czaszki niczym przez masło. Z ręki Wedlana zginęło mnóstwo wojowników, jednak nie przeszkodziło to im w zwycięstwie. Liczy się, że z ręki samego Łacha zginęło 10 ludzi prowadzonych przez Christophera natomiast drugie tyle, z rąk barbarzyńców z Ciuad, gdy zawrócili się aby stoczyć bój. Kiedy już było wiadome, że pola Łacha już nikt nie uratuje, sam właściciel zaczął strzelać do barbarzyńców, a 3 z nich wziął w niewolę. Tylko trzech, gdyż reszta jeńców wojennych była odszkodowaniem dla zabitych przez włodarza pola Wedlan. Jednakże winy Łachowi zostały wybaczone – nie udało mu się jednak odzyskać już dawnego bogactwa, a ziemię sprzedał po niskiej cenie.

Mieszkańcy Wedli byli pod wrażeniem dzielności wojownika z rodu Arpedów i zaczęli wychwalać jego czyny pod niebiosa. Powstawały pieśni dziękczynne i pochwalne na jego cześć, pisano wiersze i powieści o jego zasługach. Malowano go na portretach, tworzono dzieła ze zwycięskich bitew nad poganami. W styczniu 1326 r jednak rycerz opuścił Wedlan. Stanęli oni znów pod ścianą, w obawie przed anarchią. Liczono, że wybawiciel zdecyduje się na przyjęcie ziemi i zagospodarowanie jej, jednak nie nadeszła taka chwila. Kolejne miesiące obradowano co uczynić, aż w końcu dorósł syn z rodu von Juwen – Stanisław , który zażądał władzy nad miastem. Rada nie sprzeciwiła się żądaniu i po zaledwie tygodniu obrad ziemia leżała w rękach młokosa.

Pod jego władzą gospodarka zaczęła dążyć w dół. Stawiający na przemysł górniczy i hutniczy władca nie przemyślał, że surowców w Wedli może nie być. Tak samo angażował coraz więcej osób w podróże poza miasto i rozkopywanie coraz to większych połaci ziemi. Przez 3 lata kopania powstało wiele sztucznych kraterów, niektóre miały nawet po 25 metrów głębokości. Dopiero po tym czasie zrozumiał Stanisław von Juwen, że takie kopanie mija się z celem i porzucił górnictwo, a surowce zaczął sprowadzać zza granicy. W miejscach wykopanych dziur w ziemi powstały z czasem stawy rybackie, które z czasem połączono z morzem i wykorzystano do budowy i stacjonowania okrętów. W 1329 r, w czerwcu pan Wedli odkrył prawdziwe bogactwo tego rejonu, jakim było sadownictwo. Przez kolejne lata rozpoczął na masową skalę w Wedli sadzić drzewa owocowe, a wśród nich największą popularnością cieszyły się drzewa orzechy rodzące. Przez kolejne lata uprawy nie przynosiły zysków, lecz straty, jednakże poniesione koszty zwróciły się później. Do roku 1332 drzewa rodziły małe ilości owoców, a straty przewyższały zyski. Jednak w 1333 nareszcie odnotowano wzrost majątku miasta. W tym czasie w mieście było 7 gajów orzechowych, w każdym z nich rosło po 200 drzew. Tego wyjątkowego roku zebrano ich rekordowo dużo – było to 100 ton, co do kilograma. Zaczęto eksport, a za tonę liczono po sztabie złota – to pokazuje, jak szlachetnym i wyjątkowym towarem były orzechy wedlańskie – bo taką właśnie orzechy tu uprawiane otrzymały nazwę. Do 1340 roku Wedla stała się głównym eksporterem orzechów w całym Baridasie, a przez kolejne pięć lat, w całym Księstwie. W 1350 umarł jednak (?), a niewiasty nie poślubił on przez całe swe życie, poświęcając się władzy i dostatniemu życiu.

IAvnQ50G.png
Gaj orzechowy w Wedli


W życiu Stanisława jednak było wiele różnych ciekawych epizodów i spraw związanych z miłością. Wśród mieszkańców miasta chodziły różne głosy, z nich najpopularniejsze były dwie plotki. Pierwsza z nich głosiła, że Stanisław zakochał się w córce młynarza, Razolinie Młynarzowej, a sam ojciec gotowy był oddać swoją młodą córkę w ręce dziedzica miasta. Jednak sama niewiasta wzbraniała się przed ślubem i ostatecznie wstąpiła do zakonu, oddając się całkowicie drodze ku powadze. Stanisław był tak zrozpaczony utratą potencjalnej małżonki, że przez 2 lata nie organizował balów oraz nie było wesela w mieście. Związana jest z tym również plotka, że z tego powodu zdecydował się pojmać potajemnie i zabić ojca Razoliny, gdyż pozwolił jej samej zdecydować o swojej przyszłości.

Drugą pogłoską jest to, że Stanisław zakochał się nie w Razolinie, ale jej ojcu, co z kolei nie spodobało się dziewczynie. Śluby homoseksualne były niepojęte dla mieszkańców Wedli i wszyscy żyjący w takim związku musieli uważać, aby przyłapanym nie zostać. Tak samo w ukryciu podobno żyli Stanisław von Juwen i Radosław Młynarz, aby nie zostać spalonym na stosie. Jest to jednak jedynie pogłoski, których historycy stanowczo nie udowodnili, jednakże są przesłanki ku temu, aby obu z nich wierzyć – z czego głównym z nich jest list żony młynarza w którym pisze wprost

Quote:
(…) Z tego człowieka [Stanisława] to zawsze wydawała się prosta świnia. Nie dość, że próbował mi córkę uwieść, to jeszcze i chłopa odebrać (…)



W związku ze śmiercią dziedzica Wedli wśród starszyzny miasta zarządzono kolejną naradę, na której ustalono, że spośród mieszkańców miasta wybrany zostanie burmistrz kolejny i włodarz pałacu, który dziedzic rodu von Juwen wybudował sobie w 1341 roku, jako siedzibę rodu, którego niestety nigdy się nie dorobił. Wybrany został syn Kamila i Markusa, Albert z domu Widlów – wsi położonej na zachód od Wedli, która włączona do miasta została z nastaniem wiosny 1513 roku. Był to mężczyzna rozsądny, wieku sędziwego ale nie nadto, liczył 32 wiosny w dniu wyboru.

whWQI0NC.png
Albert z domu Widlów

KALENDARIUM
1290 - dokument świadectwo, o pożarze Wedli
1291 – przejazd Ottona de Ruth przez zgliszcza Wedli, pamiętnik.
1291-1308 – uprzątnięcie miasta po katastrofie
1308-1325 – najazdy plemion z Ciuad de Bravo
Czerwiec 1325 – przybycie do Wedli Christophera Arpeda
Czerwiec – wrzesień 1325 – odparcie ataków plemion przez przybyłego rycerza
1326 – opuszczenie miasta przez wybawiciela
1326 – objęcie rządów w Wedli przez Stanisława von Juwena
1326 – 1329 – próba rozwoju wydobycia surowców i hutnictwa w Wedli
1330 – 1333 – rozwój sadownictwa, szczególności upraw drzew orzechowych
1333 – 1350 – umacnianie się na świecie orzechów wedlańskich
1341 – budowa pałacu rodu von Juwen w Wedli
1350 – bezpotomna śmierć Stanisława von Juwena, koniec linii rodowej
1351 – wybranie na burmistrza Wedli Alberta z domu Widlów
Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Laurencjusz Ma Hi at Atera, 31.08.2018 r. o 17:32:43
Liczę, że ciąg dalszy niedługo nastąpi. Powodzenia :)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Ciekawy artykuł :)
Gratuluję i powodzenia
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Alfred Fabian von Tehen-Dżek.
Ignacy Urban de Ruth, 31.08.2018 r. o 20:17:52
Dodatkowa tantiema za komentarz należna! ;p

A do czego bym się przyczepił, żeby poprawić jeszcze jakość - można by lepiej zgrać daty z prezentowanymi ilustracjami. np. mamy tu obrazy, które - widać od razu - nie są z (opisywanej) epoki. Można wiec w dopisku do zdjęcia podać autora, datę powstania dzieła, napisać, ze wziął sobie wizerunek kolesia od czapy itd. (jak Matejko) - to jeszcze uatrakcyjni opis historyczny :) Gorzej z budynkami, ta "spłonięta" kaminica nie wygląda na XIII wiek xD

No - ale to na marginesie ;p
odpowiedz
Alfred Fabian von Tehen-Dżek, 31.08.2018 r. o 20:34:26
@MaHi Ciąg dalszy będzie najwcześniej za 2 tygodnie :)

@ignac dziękuję. Następnym razem na szukanie obrazów poświecę więcej niż 20 minut :)

No i na marginesie. W następnym artykule jeszcze bardziej poprawię formatowanie, żeby było łatwiej odnaleźć najważniejsze informacje :)
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Alfred Fabian von Tehen-Dżek.
Ignacy Urban de Ruth, 31.08.2018 r. o 20:40:49
Nie no,obrazy imho są ok. Tylko fajny byłby taki jeszcze wzmagający narrację dopisek, co to są za rzeczy i z zaznaczeniem, ze późniejsze. ;P
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Ignacy Urban de Ruth.
Alfred Fabian von Tehen-Dżek, 31.08.2018 r. o 21:00:18
Zapamiętam przy pisaniu następnego artykułu, zapewniam :)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Julian Fer at Atera, 01.09.2018 r. o 10:24:45
Gratuluję :)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Mateusz von Thorn-Chojnacki, 02.09.2018 r. o 02:05:03
O, kawał dobrej roboty. Naprawdę przyjemnie czytać.
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany