5965. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
256. dzień panowania Roberta Fryderyka
Njitickie Novice, Ludwik Tomović, 11.08.2018 r. o 15:20:40, tantiemy: 6 135.00 lt
E mare libertas
Seria wydawnicza: E mare libertas
N1Uw928L.png
Herb Mariboru

Mam Państwu przyjemność zaprezentować pierwszy odcinek serialu o Mariborze - miejscowości w Trizondalu.
Pierwsze odcinki są autorstwa Mateusza Smiffa, jednak podjąłem się kontynuacji tego serialu i będę pisać jego kolejne odcinki
DbMpl8j4.png
Położenie Mariboru na mapie Dalmencji

Rozdział I


Carl von Zeit był jednym z najbardziej cenionych historyków na Orientyce. Sławę zyskał dzięki różnorakim pismom traktującym o wydarzeniach, jakie przytrafiły się na większości znanych ziemiach świata. Obecnie starał się on opisać szczegółową historię kontynentu wschodniego – była to, bowiem jego pasja i życiowy cel. Szczególnym zainteresowaniem darzył zdarzenia „mniej popularne” – jak to miał w zwyczaju mówić. Praca jego niemal została skończona, lecz brakowało ostatniego rozdziału do tomu o Trizondalu. Historyk miał zamiar zakończyć serię zdarzeniami mającymi miejsce w Mariborze – niewielkim mieście na północy Dalmencji. Niestety to było najtrudniejszą częścią tego zadania – historia tej miejscowości nie była zbyt popularna, a wiele książek jedynie o niej wspominała, a większe wywody na jej temat to była rzadkość. Carl jednakże wykazał się niemałą zaradnością – udało mu się, bowiem zorganizować spotkanie z Janem II Smiffem, który był zarządcą oraz potomkiem założyciela miasta.

***


Carl stanął pod drzwiami do biura Jana Smiffa. Poprawił swoją marynarkę, wziął głęboki oddech i zapukał. Usłyszał jakąś odpowiedź, więc otworzył drzwi i wszedł do sali. Nie było to może jakieś wielkie pomieszczenie, ale jak na miejsce, z którego zarządza się miejscowością taką jak Maribor było w sam raz. Historyk zapatrzył się na obraz wiszący na ścinanie – przedstawiał on Dawida I podpisującego akt dotyczący dzierżawy Zamku Mariborskiego.
– Witam. – burmistrz wstał. – To pan jest tym… historykiem, tak?
– Tak, tak. – oderwał wzrok od płótna. – Dziękuję, że się pan zgodził ze mną porozmawiać.
– Cieszę się, że zechciał pan napisać coś o „mym” mieście w swoim dziele. To wiele dla nas znaczy.
– „Nas”?
– Mariborczyków, rzecz jasna. Proszę siadać – wskazał Carlowi krzesło. – Może kawy? Herbaty?
– To może kawy. Jest dość wcześnie.
Jan podszedł do stolika stojącego w rogu pokoju. Wlał kawę do porcelanowej filiżanki, po czym wręczył ją historykowi. Usiadł przy swoim biurku, zaplótł palce i położył ręce na pulpicie.
– Więc… – rozpoczął burmistrz. – Od czego chciałby pan zacząć? Panie…
– Carlu. Carlu von Zeit’cie. Chciałbym rozpocząć, najlepiej od początku.
– Hm… Zacząłbym od momentu, w którym Dalekowie przybyli na te tereny. Więc… Było to mniej-więcej w siódmym wieku. Pierwszym przywódcą tego zachodniego odłamu…
– Tę historię już znam i mam ją zapisaną. – wtrącił się historyk. – Mógłby pan zacząć opowiadać od Davrosa III.
– Dobrze…

***


Khaan I umarł. Wydarzenie nie obyło się bez echa na kontynencie wschodnim. Wiadomość ta dotarła do różnych władców tej części świata, którzy niezwłocznie przybyli na ceremonię pogrzebową. Informacja ta dotarła również do następcy tronu – księcia Davrosa, który powrócił do swego rodzinnego miasta Varburga z dalekiej podróży. Cała jego wyprawa nie była jawna. Davros podróżował, bowiem w celu poznania różnych kultur Orientyki – jako zwykły człowiek, a nie jako następca tronu. Tak, więc powrót jego nie był huczny. Gdy statek przybijał do portu nie było tam, ani świty królewskiej, ani żadnego komitetu powitalnego. Nie zdziwiło to Davrosa, gdyż jak pisał w liście wyjazd ten do końca powinien być tajny, więc powitanie go w porcie mogłoby wszystko zdradzić. Po przybiciu do portu książę nie tracąc czasu od razu udał się do zamku królewskiego, który po śmierci króla zamarł. Pierwszym napotkanym przez niego mieszkańcem zamku był Patsy. Jego oddany sługa i towarzysz.
– Czy to ty? – rozpoczął sługa. – Czy to naprawdę ty?
– Tak, to ja. – odpowiedział Davros. – Wiesz gdzie moja matka?
– W komnacie panie. Bardzo przeżywa śmierć twego ojca.
– Zaprowadź mnie do niej.
Patsy niezwłocznie pokazał drogę księciu. Wiele się pozmieniało od ostatniego pobytu Davrosa w zamku. Budynek ten przypominał teraz ruinę sprytnie kamuflującą wszystkie swoje niedoskonałości. Poza tym książę pewnie nie byłby w stanie przejrzeć go bez zgubienia się w nim – tyle lat minęło. Mężczyźni stanęli przed wielkimi łukowanymi drzwiami.
– Teraz mnie zostaw, muszę z nią pogadać na osobności.
– Dobrze. Później do ciebie wrócę.
Patsy otworzył drzwi. Davros przeszedł przez nie niczym przez portal wiodący do innej rzeczywistości. Pomieszczenie to znacząco różniło się od reszty zamku i co najważniejsze nadal było w świetnej kondycji. Sala ta była bogato wystrojona, pełna orientalnych mebli, wyłożona przepięknym dywanem, a całość zaś wieńczył sufit zdobiony wspaniałym żyrandolem. Królowa stała pod oknem przyglądając się ogrodowi. Davros podszedł do niej na odległość kilku kroków.
– Witaj. – powiedział.
Matka jego powoli się odwróciła w jego stronę/
– Nie spodziewałam się, że tak szybko powrócisz. Tak szybko ci po koronę, mój synu?
– Ależ nie. Nie mógłbym przegapić pogrzebu mego ojca. Wtedy zobaczę go ostatni raz.
Helenna podeszła do księcia. Spojrzała na niego badawczo, a następnie jakby mówiła „mój syn” objęła go ramionami. Davros nie opierał się, gdyż tęskno mu było za tym. Po chwili odstąpił.
– Zapewne ciężko to znosisz.
– Nie. Nie znoszę tego w ogóle… Cieszę się, że jesteś.
– Ja też. – przerwał na chwilę, po czym zaczął powoli odchodzić. – Udam się teraz do mojej sali, jestem wymęczony.
– Niestety nie mogę na to pozwolić. – zatrzymała go. – Trzeba przygotować ucztę z okazji twojego powrotu.
– Czy na pewno świętowanie jest dobrym pomysłem wobec żałoby?
– Nikt nie mówi o świętowaniu. Jedynie o… spotkaniu.
Davros wyszedł z sali. Kierując się tą samą drogą wyszedł na zewnątrz budynku. Udał się na dziedziniec, gdyż miał nadzieję na powtórne spotkanie Patsy’ego – bo któż inny mógłby go lepiej oprowadzić po zamku, jak nie on? Niestety nie spotkał go tam. Nikogo nie spotkał. Gromobicie ciszy było przytłaczające. Miejsce niegdyś tętniące życiem, dziś zamarło. Książę usiadł, więc na ławce pod wrotami, gdyż zechciał wszystko przemyśleć.

Ciąg dalszy nastąpi…
Dotacje
Ten artykuł dotowali: Michael Wolferine.
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Michael Wolferine, 11.08.2018 r. o 15:27:52
"E mare libertas" to pewnie "Pójdzie na podatek w SEG".
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Ludwik Tomović, 11.08.2018 r. o 15:28:52
Dlaczego? :D
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Michael Wolferine, 11.08.2018 r. o 15:29:24
Płać, płacz i libert w Sclavinii trać.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Remigiusz Lwowski von Hochenhaüser, 11.08.2018 r. o 15:55:20
@MichaelWolferine Można jeszcze tracić w Starosarmacji ;)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Robert Fryderyk, 11.08.2018 r. o 16:34:53
DALEKOWIE <3

odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Ludwik Tomović, 11.08.2018 r. o 16:39:43
^Tak, właśnie stąd inspiracja ;)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Gotfryd Slavik de Ruth, 11.08.2018 r. o 19:37:55
Fajnie napisane ;) podoba mi się, jestem pod wrażeniem. Oby tak dalej i czekam dalszego ciągu ;)
Ten komentarz czeka na serca.
Mateusz von Thorn-Chojnacki, 18.08.2018 r. o 20:36:16
O, naprawdę fajne!
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany