5991. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
15. dzień regencji
Gazeta Teutońska, Andrzej Fryderyk, 06.08.2018 r. o 02:17:04, tantiemy: 11 027.00 lt
Coś się kończy, nic się nie zaczyna
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
Życie bywa przewrotne. Gdy na końcu roku 2013 rejestrowałem się w Księstwie Sarmacji, za namową moich dwóch znajomych, nie spodziewałem się że zostanę tu na dłużej. Tym bardziej nie spodziewałem się, że za blisko 2 lata zostanę monarchą jednej z krain naszego Państwa. To dość zabawne, gdy pomyśli się, że przez połowę mego uczestnictwa w mikronacjach, byłem monarchą.

Moja sytuacja w życiu materialnym przez ostatnie 4,5 roku diametralnie się zmieniała, a wraz z tą sytuacją, zmieniał się również i stopień mego zaangażowania. W wielu rozmowach wspominałem, iż żałuję że do Sarmacji nie przybyłem w momencie, gdy miałem za dużo czasu. Tak, abym mógł wnieść do Sarmacji coś więcej, coś bardziej.

Lecz nawet mimo to, iż sam nie jestem zadowolony z tego, ile jestem dać z siebie, spotkałem się z wieloma pozytywnymi komentarzami do mojej osoby. Szczególne wrażenie wywarła na mnie opinia pochodząca spoza granic Księstwa Sarmacji – od Premiera Rządu Królewskiego Królestwa Dreamlandu, JE Williama Oxlade-Chamberlaina. Jako że zagraniczni obserwatorzy siłą rzeczy mają inny ogląd sytuacji, opinia ta szczególnie mnie ucieszyła. To co robię, jak działam, mój sposób wypowiedzi, czy też poglądy, docierają nie tylko w Księstwie, ale też są zauważalne poza jego granicami.

Teutonia to piękny kraj. Oprócz kilku przypadków, spotkałem się głównie z życzliwością i wsparciem. Choć czasem brak sił, chęci i rąk do pracy – wspieramy się wzajemnie. Oczywiście, są pojedyncze przypadki, takie jak Yennefer von Witcher, która jako moja najbliższa współpracowniczka, gdy zajmowała stanowisko Lady Koadiutor, zwróciła się przeciwko mnie. Mimo dawania wielu swobód decyzyjnych i najszczerszych chęci pomocy, publicznie skłamała na ten temat. Nie radząc sobie ze stanowiskiem, postanowiła zrzucić odpowiedzialność na mnie. A i tak najgorsza było wprost wbicie sztyletu w plecy, zdradzając wszelkie pokładane w niej zaufanie.

W samej Sarmacji również spotkałem wiele wspaniałych osób, które z chęcią wspierały i pomagały. Oczywiście, zdarzały się niechlubne wyjątki. Ponieważ sprawa była też wielokrotnie wałkowana, nie chcę nawet wiele mówić o osobie obecnego Księcia, który wielokrotnie mnie atakował, pisał do moich znajomych ze świata materialnego, którzy są aktywni w mikronacjach, o tym, ze jestem niegodny zaufania, czy też podejmował działania w celu pozbawienia mnie tronu Królewskiego. Jedyne o czym chciałbym przypomnieć, że wciąż oczekuję na sprostowanie opublikowanego na łamach Obserwatora Sarmackiego, najgorszego tabloidu w Sarmacji, kłamstwa na mój temat. Powiem tylko, że gdyby nie Tron Królewski i wsparcie Teutończyków, przez osobę Roberta Fryderyka rzuciłbym tę zabawę już dawno temu. Na szczęście obecnie uważam za relacje z nim uważam za prawidłowe i choć w wielu kwestiach nie zgadzam się, jestem zdolny do współpracy na korzyść Księstwa Sarmacji. Faktem też jest to, że wielokrotnie dostałem przeprosiny i nie umniejszam temu, jednakże czyniąc takie podsumowanie – nie mogę ominąć tego fragmentu historii.

Te dwa zdarzenia, postawa tych dwóch osób zdecydowanie zdeterminowała moje myślenie o Sarmacji i o ludziach w niej. Czyniąc to podsumowanie kilkukrotnie zastanawiałem się czy na pewno chcę wracać do tego, czy jest sens… I choć kilkukrotnie zastanawiałem się czy warto, stwierdziłem ostatecznie że chcę. Nie w celu krytyki postępowania, czy rozdrapywania starych spraw, lecz w celu ukazania, że takie rzeczy mają znaczenie. Aż bywają zbyt znaczące.

Oczywiście, oprócz takich patologii jak wspomniane powyżej, w Sarmacji poznałem wiele osób, od których dostałem mnóstwo wsparcia i pomocy. Prowadziłem wiele inspirujących rozmów, starałem się jak mogłem by pomóc w realizowaniu inicjatyw. Wiadomo, były sprawy w których zawiodłem, nawet nie jedna, jednak generalnie uważam że zrobiłem kawał dobrej roboty. Nie zrealizowałem wszystkiego co zakładałem. Wciąż Teutonia oczekuje zmian prawnych definiujących jej ustrój – zarówno pod względem Senatu jak i Rady Królestwa. Słyszałem wiele głosów, że należy zmienić założenia systemu, które powstały za czasów JKW Michaela von Lichtensteina. Po wysłuchaniu potrzeb społeczeństwa, zdecydowałem się jednak skupić na zupełnie innym aspekcie w moim rządzeniu.

Gdy wstępowałem na tron, Teutonia była w okropnym stanie wizerunkowym. Długie czasy regencji, najpierw spowodowane nieobecnością JKW Michaela von Lichtensteina, a później JKW Mateusza Wilhelma, spowodowały że Teutonia nie była traktowana poważnie. Nie zamierzam tu krytykować żadnego z nich – po objęciu stanowiska aż za dobrze rozumiem każdego z nich. Swoje działania skupiłem więc na oddaniu narracyjnej części Teutonii. Lew Teutoński ma ostre pazury, a to właśnie za swojego panowania przypomniałem Sarmatom.

Za jeden z czynów, który uważam za naprawdę znaczący symbolicznie, choć zupełnie nieistotny z punktu widzenia praktycznego, był mój udział w sprawie dotyczącej odwołania Daniela Saryoniego z funkcji. Zadziałał tu ministerialny automat zero-jedynkowy. Nie było aktywności przez chwilę = odwołać. Nawet jeżeli Daniel aktywnie działał, a w chwili odwołania, rzeczoną aktywność miał. Było to niedługo po objęciu przeze mnie władzy i było pierwszym wyrazem tego, że nie będę stać biernie wobec działań przeciwko Teutończykom. Oczywiście – pismo do Trybunału było sporządzone przez inną osobę, która chciała pozostać anonimowa, jednakże inicjatywa by się temu sprzeciwić powstała bezpośrednio ode mnie. I choć mogłem Daniela zwyczajnie ponownie powołać, ogromne symboliczne znaczenie miało to, że nawet w tak błahej sprawie, nie stałem obojętnie.

Sam Książę Sarmacji, obecnie senior, miał ze mną nie lada przeprawy. Moje dyskusje z JKW Tomaszem Ivonem Hugonem były często ostre i pełne emocji. Dochodziło niekiedy aż do nadmiernej eskalacji. Nie przeczę – często byłem ich winowajcą, za bardzo wczuwając się w swoją rolę. Wszystko jednakże na korzyść dobra i Teutonii i Sarmacji. Pamiętam jak dziś moje stosunkowo neutralne przemówienie z okazji rocznicy Księstwa Sarmacji. Wszyscy możni Sarmacji rzucili się na mnie, także i Książę, że powiedziałem słowo o Teutońskim Maju, którego była dziesiąta rocznica. Nie byłem wtedy Jego Królewską Wysokością, byłem wtedy Hrabią – zostało to zresztą pewnego rodzaju memem Sarmackim. W każdym razie cierpliwie czekałem rok na to, żeby zemścić się i dokonać przemówienia, w którym nie dość że mówię o Teutońskim Maju, to też o tym że władza czyni dokładnie te same błędy, co w czasie tych wydarzeń. I wtedy to przemówienie spotkało się z uznaniem. Cieszę się że dziś z Tomkiem możemy się tylko śmiać z naszych sporów, a sam uważam go za swego przyjaciela.

Jestem dumny, że nauczyłem Sarmatów że jesteśmy Teutończykami. Że będziemy drapać lwimi pazurami. Że będziemy unosić się naszą dumą i przypominać o naszej historii. Że nie damy się tłamsić, czy uciszać. Że będziemy sprawiać problemy, być głośno, kiedy każą nam być cicho. Cieszę się, że przypomniałem Teutończykiem jakim jesteśmy narodem, jak powinniśmy postępować i jak działać. Oczywiście – tutaj jest też ogromna zasługa Wojciecha Hergemona, Arcyksięcia Teutończyków. Jeśli mam być szczery, to jego powrót jest chyba najlepszą rzeczą, jaka mnie spotkała za mojego panowania… Choć sam nie miałem akurat z tym nic wspólnego.

Więcej wspólnego miałem ze swoją córką, Carmen. Gdy przypadkiem została wprowadzona przeze mnie w świat Księstwa, nie spodziewałem się że z taką łatwością zrozumie panujący u nas klimat i zaadoptuje się do niego. Jej chęć dołączenia do Cesarskiego Rodu i upór z jakim dążyła do tego celu, zaimponował mi. Gdy dzięki swojemu zaangażowaniu, popartego także i moim wstawiennictwem, udało jej się to, nie pozostała bierna. Zawsze wspierała mnie przy rządzeniu i pomagała chociażby w przeprowadzaniu uroczystości. Muszę wręcz przyznać, że z pewnego rodzaju dumą, ale też i przerażeniem obserwuję jak doskonale pojęła Teutońskie zwyczaje i ideały.

W czasie rządów pomagałem też naszym mieszkańcom z ich projektami. Nie wszystkie się udały, takie jak Teutońska Lwia Gwardia Królewska, czy Teutońska Filharmonia Królewska, której stronę przywróciłem do działania po awarii domeny. Jednakże część z inicjatyw działa i ma się świetnie, jak na przykład Giełda, której system przystosowałem osobiście do funkcjonowania z integracją Sarmacji, czy Teutońska Akademia Medyczna, którą osobiście staram się wspierać. Nie mówię też o wszelkiej pomocy, jaką oferuję każdemu Teutończykowi, który się do mnie zgłosił. Żałuję, że kilka projektów leży zakurzonych i niedokończonych na teutońskim serwerze, z powodu braku czasu na ich pociągnięcie do końca. Dotyczy też to projektu dla mojej córki, który był jej potrzebny do realizacja pomysłów na stanowisku Lady Koadiutor. Niestety – tu stanowczo zawiodłem.

Nie zrobiłem wszystkiego co planowałem. Ale patrząc na minione dwa i pół roku… Jestem zadowolony z tego, co udało się osiągnąć. Wielokrotnie, z pomocą Teutończyków, ale też i innych Sarmatów, nadawaliśmy najlepsze standardy, za którymi podążać mogli inni. Stworzyliśmy przez ten czas spory rozdział historii, który mam nadzieję zapisze się w kronikarskich dziełach.

Zaś co do abdykacji… Choć być może niektórzy oczekiwaliby pikantnej historii, zrezygnowałem z tronu ze względu na zmianę mojej sytuacji w świecie materialnym. Jak ogłosiłem w akcie abdykacji, nie będę miał już czasu ani możliwości do tego, by odpowiednio zareagować w przypadku ataku wrogów Teutonii na naszą niezależność. Abdykacja była czynem przemyślanym, poprzedzona wielotygodniowym rozważaniem. Są osoby w Teutonii, które mogą potwierdzić, że pierwsze sygnały o zmianie na tronie miały jeszcze w czerwcu lub na początku lipca. Decyzja moja nie jest motywowana żadnym wpływem ani wewnętrznym, ani zewnętrznym, a biadolenie Księcia, że dawno powinienem abdykować, wraz z całą analizą i dekompozycją moich powodów, dla których tego nie robię, kwituję serdecznym uśmiechem, mając w świadomości, że decyzja o abdykacji została już wtedy dawno podjęta.

Na koniec… Chciałbym podziękować wszystkim, którzy dołożyli wkład w budowanie Teutonii, jej historii, a także wspierali w ten czy inny sposob rozwój Teutonii. Dziękuję też wszystim przyjaciołom Teutonii, ale też i tym, którzy choć do Teutonii podchodzili niekiedy cierpko, to nie byłoby tego wszystkiego. Niezależnie od chwil złych i dobrych… Dziękuję Adamowi, Sławkowi, Krzyśkowi, Wojtkowi, Vladimirowi, Albertowi Tomkowi, Karolinie, Mateuszowi, Janowi, Carmen, Sereusowi, Ignacemu, Rolandowi, Yennefer, Ottonowi, Alkowi, Rihannie, Markowi, Nikodemowi, Vanderleiowi, Avrilowi, Miszy, Danielowi, Timanowi, Torkanowi, Irminie, Patrykowi, Michaelowi, czy w końcu Jakobowi. Jeśli kogoś pominąłem – serdecznie przepraszam, naprawdę nie było to celowe, Dziękuję też osobom spoza Teutonii, którzy w jakiś sposób wspierali, pomagali, albo przeszkadzali, czy też inspirowali. Dziękuję Krzyśkowi, Markusowi, Kristianowi, Arsacjuszowi, Konradowi, Julietcie, Robertowi, Helwetykowi, Mikołajowi, Remigiuszowi, Heńkowi, Calisto, Rattusowi, Adze, Laurencjuszowi, Marii, Mirowi, Michałowi, Emilowi, Magnumowi, Siergiuszowi, Martinowi, Emanuelowi, Igorowi, Piotrowi, Michasiowi, Danielowi, Mateuszowi, Orjonowi, Prokurstowi, Tytusowi, Leszkowi, Johnowi, Alfredowi, Ivanowi, Pavielowi i Zbyszkowi. Nie wszyscy byli nawet aktywni w czasie mojego rządzenia, ale w jakiś sposób inspirowali mnie. Z pewnością o wielu z Was zapomniałem, zupełnie niesprawiedliwie. Również kolejność, jest zupełnie przypadkowa, nie stanowi żadnego wyznacznika. Po prostu Wam wszystkim – wymienionym, czy też nie – dziękuję.

Ktoś zapyta „chwila, ale co planujesz dalej?”, odpowiem „nic. Coś się kończy, nic się nie zaczyna”.
Dotacje
Nikt jeszcze nie zasponsorował tego artykułu.
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Ten komentarz czeka na serca.
Albert Jan Maat, 06.08.2018 r. o 05:46:53
Polecam zapaść w (narracyjną) śpiączkę lub po prostu się zabić.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Robert Fryderyk, 06.08.2018 r. o 06:33:33
Również, mimo historii naszej, dziękuję za wszystko. Mam tez nadzieję, że mimo wszystko, mimo zmian w życiu prywatnym, będziecie z nami dalej, i od czasu do czasu coś podzialacie. Życzę sukcesów i powodzenia.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Seweryn Siepacz-Rębajło, 06.08.2018 r. o 11:35:44
Piękne podsumowanie rządów. Cieszę się że dałem "medalowe" serduszko i życzę powodzeni. Mimo wszystkich smutków, liczę że WKW zostanie w Księstwie.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Guedes de Lima, 06.08.2018 r. o 19:49:59
Po stokroć dziękuję. Naród Teutoński zawsze będzie cieszył się moją sympatią. Jeszcze się Teutonia o WKW upomni.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Albert Felimi-Liderski, 06.08.2018 r. o 23:07:02
Tak jak obiecałem na forum, skomentuję artykuł. Pozostaje podziękować. Świetne panowanie, odbudowanie wizerunku Teutonii w mikroświecie, dobre zarządzanie ludźmi, nieograniczona pomoc i wsparcie. Ojciec Narodu i prawdziwy Monarcha. Nie potrafię przypomnieć sobie momentu, w którym w jakiś sposób Teutonia mogłaby się za Króla wstydzić. Słowa z Dreamlandu tylko to potwierdzają. Wielkie brawa.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Prokrust Zombiakov, 06.08.2018 r. o 23:13:19
Nie ma już komu kogo bić.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Yennefer von Witcher, 09.08.2018 r. o 07:30:48
Było między nami wiele niedomówień, po pewnym okresie, po przemyśleniach, człowiek dochodzi do wniosków, że wiele rzeczy zrobiłby inaczej, może nie lepiej ale inaczej. Dziękuję WKW za możliwość współpracy i życzę powodzenia na nowej, dalszej drodze i realnej i mikronacyjnej:)
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany