5901. dzień niepodległości Księstwa Sarmacji
192. dzień panowania Roberta Fryderyka
Ordo Sclaviniae, Emil Potocki, 26.03.2018 r. o 22:03:19, tantiemy: 12 570.00 lt
Z pamiętnika separatysty. Emil Potocki, wyznania. [MK]
Artykuł został oznaczony jako Artykuł na Medal.
xEtRk3gt.png

q785cqx8.png

xEtRk3gt.png

ARRIBA, CZYTELNIKU!

Nie wiem w jakim stanie wiedzy i z jaką motywacją zdecydowałeś się zakupić pierwszy, premierowy numer MIESIĘCZNIKA KONTRREWOLUCYJNEGO spod egidy Ordo Sclaviniae — ale pozwól, proszę, że pochwalę Twój gust. Dobrze trafiłeś! Publikuje się tu treści będące wyznaniami kontrrewolucjonistów, felietony, przemyślenia i artykuły o charakterze politycznym płynące wprost z serca idei konserwatyzmu społecznego. W pierwszym numerze postaram się przybliżyć Ci wydarzenia które wpłynęły na podjęcie przeze mnie decyzji o wydaniu PROKLAMACJI i WIELKIEJ PROMULGACJI (LINK), mój stosunek do wydarzeń tamtych dni, mojego podejścia i wydanego przeze mnie aktu oraz myśli które wyewoluowały we mnie w następnych miesiącach.

Wielu uważa mnie za „postać niezwykle kontrowersyjną”, zdrajcę czy ma mnie za separatystę; z szacunku dla wolności słowa nie powiem Ci, co masz o mnie myśleć. Zanim jednak zaczniesz/będziesz kontynuował, pozwól proszę, że najpierw powiem Ci parę słów o sobie i o tym, co sobie w tamtym czasie myślałem.

Zapraszam do lektury pierwszego wyznania Emila Potockiego od czasu upadku mojego królestwa.

xEtRk3gt.png

84Wn05ek.jpg
Nazywam się Emil Potocki, jestem Sclavińczykiem.

N
a tym etapie jestem prawie pewien, że zadałeś sobie pytanie: co to u licha znaczy? Przecież Sclavińczycy pochodzą z Sarmacji, Trizondalu, Eskwilinii i Dreamlandu. PRZYWÓDCA rozważał niegdyś: „Co to w ogóle znaczy "być Sclavińczykiem"?” {1} Tak, sytuacja narodu sclavińskiego wywodzącego się od osób ustanawiających państwo sclavińskie dnia 12 marca 2007 roku była i jest okropna. Osoby deklarujące narodowość sclavińską, spośród kilkunastu aktywnych mieszkańców Konsulatu Sclavinii, da się policzyć na palcach jednej ręki. {2} Jednak, co należy zapamiętać: ktoś kiedyś tę Sclavinię założył i poświęcił jej długie lata, gdy była w pieluszkach. Ktoś stworzył struktury administracji sclavińskiej, jej system prawodawczy i nawet podjął decyzję o zawiązaniu Unii. {3}

Jak się jednak okazuje, rdzenny naród Sclavińczyków nie był w stanie przejść przez zawirowania historyczne bez szwanku. Począwszy od niepodległego I Królestwa, w którym rolę miłościwie panującego Sclavińczykom króla piastował Michał I, znany pod nazwiskiem Stoyałowskiego, przez niepodległą Rzeczpospolitą Sclavińską, Rzeczpospolitą jako część Korony Sarmackiej (jako Kraj Korony) i część składową Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu, najpierw w Sarmacji a potem niepodległej, aż w końcu doszła do II Królestwa pod rządami trzech monarchów — a potem znów w Sarmacji, jako samorząd.

Ta historia jest imponująca. Długa i kręta, opierała się na dziesiątkach wyborów, z których niektóre możemy oceniać jako fantastyczne, inne jako nietrafione czy... zdradzieckie. Nie napisałem tego artykułu po to, żeby prześledzić linię życia Sclavinii, ma on stanowić rzeczowe podejście do stawianych mi zarzutów i być wyjaśnieniem podjętych przeze mnie wyborów, adresowany tak do Sclavińczyków, jak i do Sarmatów zastanawiających się nad moimi motywami i intencjami. Przejdźmy więc do rzeczy.
v51QNhSC.jpg
Podejście do istnienia Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu

S
woje zdanie w kwestii rozwodu Sclavinii i Trizondalu wyrażałem wielokrotnie na łamach forum III Królestwa, zdarzyło mi się czasami tę myśl przemknąć przed powrotem do swojej tożsamości. Przez większość istnienia Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu abstrahowałem od obejmowania centralnych funkcji, działałem przez pewien czas tylko w wymiarze sprawiedliwości. Początkowo rzeczywiście umiarkowanie podchodziłem do unii, podejrzewam nawet, że moje poglądy można określić nawet mianem aprobaty, ale szybko zderzyłem się z rzeczywistością. Nie czułem się komfortowo w towarzystwie Trizondalczyków i dzisiaj głęboko wierzę w to, że nie był to tylko wyraz mojej złej woli; swego czasu pojawiła się dość trafna ocena, że Trizondalczycy obwiniali alfabet za to, że litera S następuje przed literą T. Sclavinia w okresie RSiT nie była aktywniejszą częścią wspólnoty, bo osoby niebędące entuzjastami połączenia wycofały się, a entuzjaści, zamiast dążyć do polepszenia stanu rzeczy... zrobili podobnie. Trizondalczycy zachowywali się tak, jakby prowadzenie unii było ich prawem i oskarżali Sclavińczyków o brak udziału, zamiast podejmować uczciwą współpracę. Entuzjazm panujący przed niepodległością nie zmienił się w późniejszy szacunek i chęć do pracy. W naszych wzajemnych relacjach było za dużo dumy, a za mało starań pojednawczych. W historiografii sclavińskiej nigdy nie zostało mi też zapomniane, że jako głowa rodu Potockich nie chciałem narzucić mojemu v-synowi, Janowi jakiejś reguły postępowania, gdy narastały konflikty między Sclavińczykami i Trizondalczykami.

Wiele osób do dzisiaj kojarzy moją osobę z nieustannym stawianiem klonów. Rozumiem, że takie przeświadczenie panowało w RSiT, gdy kilka klonów zalało forum wzniecając konflikty, dyskredytując Front Prawicy poprzez swoje ogniste wypowiedzi i najwidoczniej sprawiając wrażenie akcji prowokacyjnej wymierzonej w drugą stronę barykady; do dzisiaj jednak się do tego nie przyznaję. Odpowiedzialne za akcję kloningu były osoby, które jakimś trafem od razu potrafiły rzucić oskarżenia na czołowe osoby Frontu Prawicy, zanim jeszcze udałoby się zdobyć na to jakieś dowody. Zostałem zdyskredytowany i przypięto mi łatkę bandziora chcącego za wszelką cenę doprowadzić do dominacji Frontu Prawicy i realizacji swoich zamierzeń programowych. Z tamtą chwilą zupełnie już straciłem wiarę w to, że współpraca narodów ma jakieś podwaliny.

BnFDnsUB.gif

Plany niepodległościowe

T
o prawda, że z siłą podszedłem do działania, chcąc niepodległości II Rzeczpospolitej Sclavińskiej. Gdy zadenuncjowałem, że podjęte przeciwko mnie środki nie miały podstawy legalnej, byłem już banitą; secesja Sclavinii jako wyraz sprzeciwu społeczeństwa sclavińskiego w stosunku do tej niesprawiedliwości stała się faktem. Osoby które mnie w tym poparły nie były klonami, tylko moimi rodakami, którzy następnie przystąpili ze mną do odbudowy Ojczyzny. Część Sclavińczyków wróciła do Księstwa Sarmacji przyglądając się moim działaniom z rezerwą, w Trizondalu poza samymi Trizndalczykami czy Pięciopolanami zostały głównie osoby, które możemy kojarzyć z podwójną działalnością, w obu mikronacjach. Rozdzieliliśmy się ponownie. W Księstwie Sarmacji zresztą reagowano na to tak.

Wcześniej pisałem o istnieniu II Królestwa i pominąłem wyodrębnienie II Rzeczpospolitej. Ma to dość proste tło — państwo w pełni demokratyczne, tuż po tak krytycznie ocenianej secesji, potrzebowało kadr. Nie byliśmy w stanie obsadzić najwyższych urzędów z osobami które mieliśmy, zdecydowaliśmy się więc zmienić narrację. I w tym momencie pojawia się pewien szkodliwy obraz II Królestwa Sclavinii — l'etat c'est moi, Emil Potocki. Wielu nie pamięta, że chociaż byłem jednym z inicjatorów powstania królestwa, to jego pierwszym monarchą był rządzący krótko Michał II, wcześniej prezydent II Rzeczpospolitej,po którym dopiero ja objąłem koronę. Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie leżała na mnie tak duża mikronacyjna odpowiedzialność jak wtedy. Byłem potrzebny do ocalenia liczącego sobie kilkunastu działaczy narodu, utrzymania słabnącej ciągle aktywności, rządzenia, rekrutacji w nasze grono... To wszystko wydawało mi się z początku trudne, z czasem zacząłem się przyzwyczajać i brać to na barki jako swoją codzienność. Zaczęto mnie kojarzyć z człowiekiem-orkiestrą, monarchą absolutnym który gorąco zachęca, żeby go krytykowano, byle wyegzekwować aktywność, a jednocześnie administratorem, twórcą kultury, aktywistą i wieloma innymi. Jestem dumny ze swojej działalności i uważam, że utrzymałem Sclavinię przy życiu.

Tym natomiast z czego dumny nie jestem jest kloning. Rzeczywiście, przez długi czas zarzucano mi, że część z działaczy królestwa na dziwnie zbieżne do mnie zainteresowania, u kilkorga ustaje aktywność i wraca jakby nigdy nic po kilku tygodniach. Nie wiem jednak, czego mogliby spodziewać się zagraniczni obserwatorzy, szczególnie Sclavińczycy którzy wyemigrowali poza granice kraju, którzy zamiast partycypować w rozbudowie zrzucili to na karb innych mówiąc: „to secesjoniści. Nie przetrwają i tak. Będziemy się przyglądać.” W pewnym momencie miałem osiem klonów. Unikałem najczęściej pisania samemu ze sobą, zachęcając innych do obejmowania istotnych funkcji i wspomagania ich działalnością oddolną jako jakaś inna osoba. To wciąż generowało kulturę i przynosiło wszystkim przyjemność z aktywnego działania. Do czasu.

Nikt nie może przez tak długi czas zajmować się wszystkim i się nie zmęczyć, nie zwariować. Po bardzo udanej wiośnie i całkiem udanym początku wakacji, na przełomie sierpnia i września było mnie coraz mniej; musiałem zająć się życiem i nie miałem tak dużo czasu na mikronacje. Musiałem zacząć się wycofywać, liczyłem na to, że pomogą mi inni; w tym czasie do mojego królestwa przybył Guedes de Lima. Uszanowałem go za to, bo w przeciwieństwie do Staropodlaskiego czy Owskiego, chociaż także moich szanowanych rodaków, problemy królestwa go dotknęły i wiązał z nim jakieś nadzieje. Wkrótce jednak, na skutek niewielkiej aktywności zarówno innych obywateli jak i mojej, on też opuścił Sclavinię. Nie żywię do niego na dłuższą metę żadnej urazy; zaraz sam mam to zrobić.

WbN6UL3m.png
Upadek Królestwa Sclavinii

P
aździernik roku 2011 odznaczył się moją całkowitą rezygnacją z udziału w życiu publicznym Sclavinii. Nie dość, że realnie miałem bardzo trudną sytuację życiową i nie mogłem poświęcić nawet joty starego czasu na działanie, to jeszcze byłem zupełnie zdemotywowany poczuciem, że wszyscy Sclavińczycy zrezygnowali; woleli trwać na ziemi obcej, niż współbudować własny naród. Zaprzestałem jakichkolwiek działań i zniknąłem z królestwa. To co miało miejsce w ostatnich tygodniach istnienia tego państwa, przed 24 października, nie było w żaden sposób przeze mnie wspierane — Heinrich Glassenap, arbitralnie obrany został królem, nie na zasadzie dziedziczenia, lecz wzmiankowanej w konstytucji zasady elekcyjności. Okazało się to być błędem; zwykły wurstlandzki spisek mający na celu przyniesienie uśmiechu na twarz Markusowi Vilanderowi, dzisiaj znanemu jako Paweł Zanik. Nowa państwowość sclavińska przetrwała od 17 grudnia 2010 roku do 24 października 2011 roku — mały rok chwały, z powodu którego nie zamierzam być smutny. W tej chwili mam jeszcze jedną myśl będącą pewną konkluzją tej sytuacji; minęło prawie 8, ponad 7 lat i zapewne nikt już nie pamięta ani szczegółów, ani tego, że taka sytuacja miała miejsce. Wielu wydaje się, że królestwo było państwem pretendenckim wysuwającym silne roszczenia w stosunku do Księstwa Sarmacji. Odpowiedź jest jednak przecząca, jako monarcha nigdy nie podniosłem ręki z roszczeniem.

Nawet Sclavinię zdecydowaliśmy się ulokować na ziemiach Cesarstwa Valhalli, na co swoją zgodę wyraził diuk Troy i co odbywało się za pośrednictwem OPM. NIE — królestwo Sclavinii nie było państwem bandyckim. Nie zgadzam się nawet z opinią, że jest państwem „secesyjnym” przez mocno negatywny charakter tego słowa. Budowaliśmy, w tym i ja, nasze istnienie na działaniu dla dobra Sclavinii i całego narodu sclavińskiego. Nie robiliśmy wyjątków. Oficjalnie, pomimo mojego moralnego grzechu klonów, działaliśmy zgodnie z przyjętym prawem.

Po upadku, przez pewien czas nie planowałem tego naprawiać. Miałem swoje wizje, ale tłamszone przez życie, które porządnie dawało mi w kość. Od października 2011 roku do marca roku 2013 byłem wyłącznie biernym obserwatorem sceny politycznej mikronacji, przyglądając się Księstwu Sarmacji, Trizondalowi czy Królestwu Dreamlandu. Epizod między marcem 2013 a marcem 2014 pominę, bo nie jest istotny dla tej historii, jest za to interesującym wątkiem do innej.

uTd9Uy9K.jpg
Niesławny powrót i secesja?

J
ako Andronichus Bryennios, następnie znany jako Michał Bryennios czy po prostu Andronik, zarejestrowałem się w ostatnim dniu marca 2014 roku. Nie myślałem początkowo znów wprowadzać się do Sclavinii, jednak ostatecznie, widząc nieaktywność Przewodniczącego Izby Obywatelskiej, przełamałem się, przeprowadziłem do Eldoratu i zgłosiłem na to stanowisko. Następnie zakolegowałem się i podjąłem współpracę z Havelockiem Jaskoviakusem, następnie znanym jako Młynek Kawowy, który stał się PRZYWÓDCĄ OSTATECZNEJ KRUCJATY. Skrajnie ironicznym wydaje się, że znalazł ten motyw właśnie w moim podpisie, bodajże na łamach jednego z artykułów powstałych po upadku państwowości sclavińskiej, ale wraz ze szczytnymi intencjami, siłą sprawczą i moim zaufaniem, Młynek stał się nową nadzieją dla Sclavinii, która okazała się być kapitalnie trafiona; jego działania zaowocowały serią pozytywnych zmian i odbudową Sclavinii. Mogę mieć tylko nadzieję, że jakoś się temu przysłużyłem. Oprócz działalności w Sclavinii, działałem także w kręgach centralnych, chociaż dużo bardziej nieudolnie i próbowałem chronić interesy mojej Ojczyzny w całym mikroświecie. Być może ktoś jeszcze pamięta mój konflikt z oficjelami Republiki Bialeńskiej o Wyspy Valhallijskie, teraz już, szczęśliwie, puszczony w niepamięć. Działałem, z przerwami i lepiej czy gorzej, aż do próby przyłączenia Sclavinii do Starosarmacji. Pierwszej.

Ten okres był bardzo burzliwy i spowodował moją aktywizację. Paradoksalnie, był także jednym z ostatnich długotrwałych epizodów działalności na rzecz Konsulatu Sclavinii. Wkrótce miejsce miały wydarzenia tzw. baridajskiego sierpnia wiążące się z odwołaniem zaprzyjaźnionych działaczy z najważniejszych stanowisk; nie chcę szeroko dyskutować tego epizodu. Wyjaśniłem sobie wiele z różnymi stronami biorącymi udział w tych wydarzeniach i nie mam już do nikogo żalu, to nie powinien być priorytet mojego działania, który lokuję w Sclavinii. Niemniej jednak, tuż po tym linkowana przeze mnie wcześniej sytuacja powtórzyła się. Na wielu polach. Nie byłem temu w stanie przeciwdziałać słowem, bo nie miałem poparcia; postanowiłem przeciwdziałać temu szokującym przykładem, już po ujawnieniu się.


D4Vg8OM0.jpg
Moje wyjaśnienie będzie w zasadzie bardzo proste. Podejmując tematykę wyzwoleńczą nie miałem na celu podjąć budowy nowej państwowości sclavińskiej; mam w tym względzie spore doświadczenie i wiem, jakie to wyczerpujące, wiem że nie miałbym tyle czasu co kiedyś i przede wszystkim — wiem, że nie podołałbym temu. To był czysty akt sprzeciwu przeciwko przyłączaniu Sclavinii gdziekolwiek. Głęboko wierzę w to, że powinna być zawsze tak niezależna, jak to jest tylko możliwe i to, co robię, robię wyłącznie dla jej dobra. Wierzę, że moje działanie — chociaż w jego efekcie zostałem potępiony, skazany wraz z innymi moimi występkami na jedenaście bodajże miesięcy więzienia, pozbawiono mnie obywatelstwa sclavińskiego i nawet mój własny v-syn wypowiadał się o mnie negatywnie — podziałało. I absolutnie nie żałuję. Powiem więcej, gdyby Sclavinia znalazła się w takiej sytuacji raz jeszcze, byłbym gotów zrobić coś podobnego z kilkukrotnie większą mocą. Nie uważam się za władnego do szafowania losem samych Sclavińczyków, ale jeżeli nikt nie będzie bronił mojej v-Ojczyzny, Sclavinii, to będę robił to ja, choćbym był już ostatni. Wierzę, że miałem pełną moralną kompetencję uczynienia dokładnie tego i uważam, że dzięki temu Sclavinia nie została włączona do Starosarmacji jako jej część składowa. Nic więcej nie mam na ten temat do powiedzenia, nie mam więcej wyjaśnień i nie zamierzam się tłumaczyć; bo to po prostu wszystko.

Konkluzje i wnioski

T
en tekst ma dla mnie znaczenie zarówno emocjonalne, jak i — z czystego zamiłowania — historyczne. Liczę, że pomoże mi wyjaśnić sobie zaszłości z niektórymi Sclavińczykami. Liczę na to, że w jakiś sposób rozjaśni mroki historii. Nie wiem, jak spoglądają na mnie w tej chwili inni Sclavińczycy; pewnie z mieszanką różnych uczuć, głównie potępieńczych, z racji uzurpowania sobie prawa do decydowania za wszystkich Sclavińczyków. Ale ufam temu, że po przeczytaniu mojej wizji, wiedzą przynajmniej, co o tym wszystkim myślę. Zapewniam, że nie ma dla mnie wyższego mikronacyjnego dobra niż wolna i silna Sclavinia. I nikomu nie dam podnieść na nią ręki.


Dziękuję Wam za lekturę
/—/ Emil Potocki
Dotacje
Serduszka
Nie jesteś zalogowany i nie dodasz serduszka
Komentarze
Lubią ten komentarz: Emil Potocki.
Fryderyk von Hohenzollern, 27.03.2018 r. o 04:35:58
Doceniam, kawał dobrej historii! Czekam na więcej:)
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Emil Potocki, Helwetyk Romański.
Guedes de Lima, 27.03.2018 r. o 11:33:17
Doceniam wkład. Wspaniałe opracowanie, aczkolwiek jak już wspomniałem: mimo szacunku i tego ile dałeś Sclavinii Emilu, ja stoję po drugiej stronie tej barykady. Mnie zależy na silnej Sclavinii, będącej silnym elementem Księstwa Sarmacji. Wierzę jednak, że nie wpłynie to na nasze relacje i współpracę dla dobra Konsulatu.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Emil Potocki, 27.03.2018 r. o 12:03:32
Ile ludzi, tyle zdań, jak to pisał Terencjusz. Mam szacunek do Księstwa Sarmacji, ale co do samowystarczalności i siły Sclavinii, uznaję, że ma pierwszeństwo przed jakąś wyższą lojalnością. Gdyby dla Sclavinii wyłącznie korzystne było walczenie o dodatkowe prawa czy niepodległość — na przykład przez znacznie przewyższającą Sarmację liczbę obywateli, niekorzystną sytuację w centrali, skrajnie złe stosunki z innymi samorządami — naturalnie opowiedziałbym się za. Takie długoterminowe spojrzenie można nazwać naiwnym, ale ja lubię patrzeć na sarmackie dzieje Sclavinii jako element... tymczasowy. Tak samo jak tymczasowa była RSiT i tymczasowa była niepodległość. Nie wiem, czy przyszłość przyniesie nam coś trwalszego, ale mam na to nadzieję.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Guedes de Lima.
Helwetyk Romański, 27.03.2018 r. o 13:07:39
Moje trzy grosze. Sclavinię wybrałem parę lat temu między innymi dlatego, że była prowincją wielonarodową i nie oczekiwała ode mnie tego, że będę kimś innym niż po prostu Sarmatą. Siłą rzeczy, bardzo sceptycznie odnoszę się do postulatów narodowych, ponieważ taka Sclavinia nie będzie już „moją” Sclavinią, której — oczywiście, nie bez przyjemności — poświęciłem niemałą ilość czasu i pracy, a i jakkolwiek rozumianej niezależności nie uważam za wartość samą w sobie, starając się zachować jak najdalej posunięty pragmatyzm. Na ogółem 11 lat istnienia Sclavinii, ponad sześć przypada na historię w Sarmacji i chciałbym, by tak pozostało bez jakichkolwiek gwiazdek.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Emil Potocki, 27.03.2018 r. o 13:23:03
Dlatego życzę nam wszystkim tego, żeby tak Sclavinia, jak i Sarmacja przeżywały jednocześnie BOOM demograficzny i nie pojawiały się żadne większe konflikty. :) Narody które brały i biorą udział w odbudowie Sclavinii niezwykle zasłużone i zasługują na szacunek i ochronę.
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Emil Potocki, 27.03.2018 r. o 13:23:26
są*, chochlik ctrl + del usunął mi wyraz.
odpowiedz
Lubią ten komentarz: Emil Potocki, Guedes de Lima.
Laurencjusz Ma Hi at Atera, 27.03.2018 r. o 23:38:47
Bardzo ciekawe opracowanie :)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Guedes de Lima, 28.03.2018 r. o 19:48:57
W sumie to jedno z lepszych w ostatnim czasie. ;)
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Fryderyk von Hohenzollern, 31.03.2018 r. o 20:35:09
Cosik mi wspomniało w pamięci, ale mogę się mylić - jak trinodalskie expresso (Marcel Hans)wypije to sobie wspomnę! W RSiT działałem jako Jan Zamoyski, była frakcja Partia Narodów :D:D, i Karolina. No i przełom gdy były na skypie rozmowy z ówczesnym regentem Khnadem, i prominentnymi politykami z KS - Korabem, Chonackim i być może z kim jeszcze. I wyszło pokojowe rozłączenie - a w tamtych czasach poszło bodajże o politykę zagraniczną i centralizację - przejście na forum - czyli to co zawsze o moderacje.

Nie mniej jednak mogę się mylić!
odpowiedz
Ten komentarz czeka na serca.
Fryderyk von Hohenzollern, 31.03.2018 r. o 20:38:26
A ja musiałem pójść robić na dachy, jako dakdeker :P
odpowiedz
Dodaj komentarz

Nie jesteś zalogowany